Reklama

Krakoffski szlak

Krakoffski szlak

06.06.2007
Czyta się kilka minut
Z jakiegoś powodu Kraków chce być postrzegany jako miasto, gdzie można się nieźle zabawić.
Podziemia pałacu Krzysztofory podczas Absurdaliów /fot. MIKEE&BANKOK [transfigurato cru: / Kraków]
T

Trudno powiedzieć, czemu ma służyć taki wizerunek. Na pewno nie jakości oferty imprezowej, która mizernieje w oczach pomimo setek funkcjonujących klubów i knajp, i jeszcze większej ilości osobników wpisujących w rubrykę "zawód" magiczne litery "DJ". Informatory imprezowe będą niedługo przypominały książki telefoniczne, a jednak jeśli wymagamy czegoś więcej niż tylko bezmyślnego tupania nogą przy zatłoczonym barze, musimy czekać niekiedy miesiącami.

Dlatego właśnie stworzyliśmy przewodnik nie po miejscach, ale po wydarzeniach - takich, na które warto czekać, które dają nadzieję, że może kiedy Neptun sklei już swój trójząb, a Syrenka odnajdzie stanik, kiedy wszyscy Anglicy zdążą się już ożenić, imprezowy Kraków znów stanie się... normalny? Nie. "Normalny" to zdecydowanie nie najlepsze określenie.

Unsound - może nie największy, ale zdecydowanie najbardziej "po swojemu"

"Kraków pod względem wydarzeń muzycznych wykraczających poza klubowy mainstream jest miastem dziwnym - słusznie zauważa Marcin Barski, współorganizator festiwalu Unsound. - Z jednej strony widać ogromne zapotrzebowanie i zainteresowanie ambitną, współczesną muzyką, z drugiej strony interesujących koncertów czy szerszych prezentacji ujętych w formułę festiwalu jest stosunkowo niewiele. I nie do końca wiadomo dlaczego. Albo ta muzyka jest niedoceniana, albo niedoceniana jest krakowska publiczność.

Projekt Unsound ma już cztery lata. Wystartował jesienią 2003 r. z inicjatywy Mata Shulza i Stephena Barkleya. Od samego początku promował bardzo szerokie spektrum dźwięków. Gościł artystów zarówno z kręgów muzyki eksperymentalnej, jak i - szczególnie w ostatnich latach - cenionych wykonawców sceny klubowej. Mimo że krakowska publiczność ciepło przyjęła to przedsięwzięcie, można zauważyć pewien paradoks. Początkowe edycje Un­soundu, skupiające się na trudniejszej, mniej popularnej elektronice, okazały się "zbyt ambitne". Kiedy, robiąc ukłon w stronę szerszej publiczności, zaproszono wiele gwiazd muzyki klubowej - było znów zbyt "popowo". W efekcie przez ostatnie cztery lata słyszeliśmy te zarzuty na zmianę... Ale krakowskiej publiczności trudno dogodzić, o czym niejeden menadżer artystyczny już się przekonał.

IDA - sukces miasta, dla którego kantaty pisze Piotr Rubik

Mistrzostwa Świata DJ-ów to ogromny sukces Krakowa. Impreza w tym roku będzie miała w Krakowie swoje światowe finały. Wszystkim, którzy nie do końca rozumieją, w czym rywalizować mogą

DJ-e, należy się wyjaśnienie, że bynajmniej nie chodzi o poziom lansu, ale o didżejski język zwany scratchem. Spopularyzowana przez pewnego krakowskiego dziennikarza definicja, że jest to "posuwanie płyty w prawo i w lewo w celu wywołania piskliwego dźwięku" jest znacznym uproszeniem tego zagadnienia. Wbrew pozorom scratche nie są przypadkowe. Opanowanie wykonywanego podczas zawodów kilkuminutowego programu, czyli rutyny, wymaga wielu godzin, a czasami nawet miesięcy ćwiczeń. Cieszy fakt, że nasi zawodnicy należą do światowej czołówki. Te zawody to prawdziwy spektakl, który bez względu na preferencje muzyczne powinno się zobaczyć.

Finałom IDA towarzyszy zwykle bardzo wiele atrakcji. W ubiegłym roku była to projekcja filmu "Scratch" i mistrzowski pokaz gry na urządzeniach wszelakich DJ Tigerstyle'a. W tym roku IDA jeszcze w czerwcu.

Absurdalia - techno w renesansowych Krzysztoforach

Absurdalia to cykliczna, organizowana jesienią impreza, która przyciąga do Krakowa rzesze fanów cięższych klubowych brzmień. Swoją nazwę wzięła od nieistniejącego już klubu Absurd, gdzie odbywały się pierwsze edycje projektu. Początkowo Absurdalia były ponad 70-godzinnymi maratonami acid techno. Obecnie to dwudniowa impreza odwiedzana przez największe klubowe gwiazdy nurtów drum'n'bass i techno.

Absurdalia to jednak nie tylko muzyka. Imponująca oprawa wizualna przygotowywana przez duet VJ-ski (to od video jockey) Mikee i Bankok, zmienia renesansowe Krzysztofory nie do poznania. Ostatnia edycja przyciągnęła ponad 1,7 tys. osób. Tegoroczna zapowiadana jest na przełom września i października.

Mogłoby się wydawać, że galeria Krzysztofory, legendarna siedziba krakowskich alchemików, szerszej publiczności kojarząca się z teatrem Cricot 2 i Tadeuszem Kantorem, nie pasuje do hałaśliwej muzyki klubowej. Tymczasem to nie tylko jedno z pierwszych miejsc, jakie na początku lat 90. otworzyły się w naszym mieście na winylowe granie, ale aktualnie największa przestrzeń klubowa, regularnie odwiedzana przez gwiazdy światowego formatu. Co ciekawe, w przeciwieństwie do nowych komercyjnych klubów, Krzysztofory stoją na straży brzmień, dzięki którym Kraków zasłynął w ciągu ostatnich lat w całej Polsce i dał się poznać na świecie. Początki musiały być trudne, ówczesny dyrektor galerii, Józef Chrobak, wspominany jest przez wielu z ogromnym sentymentem. Prawdopodobnie właśnie dzięki jego odwadze krakowska kultura klubowa nie musiała rodzić się w podmiejskiej dyskotece. Grodzką legendą stała się już próba podpalenia brody pana Józefa przez osobnika niezadowolonego z zasad selekcji przy wejściu do klubu. Dziś popularne "Krzyśki" nie potrzebują selekcjonera. Dźwięki, jakie można w nich usłyszeć, w naturalny sposób ograniczają grupę zainteresowanych do tych, którzy mimo wszystko chodzą na imprezy również dla muzyki.

Story of Polish Jazz - jazz zrozumiały i wyrozumiały

DJ Krime oswoił dla nas jazz. Ten niezwykle wymagający gatunek muzyczny, serwowany z czarnych płyt przez jednego z najbardziej utalentowanych i utytułowanych polskich DJ-ów, przyciąga do piwnic niewielkiego Piec Artu (ul. Szewska 12) tłumy ludzi. Solo czy z towarzyszeniem muzyków Krime udowadnia, że gramofon to dający ogromne możliwości instrument. Imprezy odbywają się średnio raz w miesiącu, przyciągają publikę, która być może sama z różnych względów nie sięgnęłaby po tego rodzaju brzmienia. Tutaj nie trzeba być ekspertem, ludzie przychodzą po prostu słuchać. Nie ma obowiązującego dresscode'u ani wystudiowanych gestów. "Story of Polish Jazz" można rekomendować każdemu, kto ma ochotę na relaksującą lekcję muzyki.

SuperVixa - podróż sentymentalna

MK Fever to jeden z prekursorów polskiej sceny klubowej. Ma na koncie setki zagranych imprez, świetnie odnajduje się w większości stylów muzycznych, posiada największą w kraju kolekcję płyt winylowych, występował m.in. na Jazz Jamboree, przed Abbą, na festiwalu opolskim, przed Prodigy i na pokazach Arkadiusa. Ostatnio postanowił wrócić do korzeni muzyki klubowej. - Najważniejszy powód powołania do życia SuperVixy to znudzenie klubową powagą - mówi MK Fever. - Zmęczyło nas to śmiertelnie poważne podejście i usilne lansowanie clubbingu. Proponowana przez nas "VIXA" to powrót do klimatów z początków sceny klubowej, kiedy słowo rave bardziej oznaczało zwariowaną, szaloną zabawę niż konkretny styl muzyczny...

Imprezy z tego cyklu co jakiś czas odbywają się w Roentgenie. MK Fevera możemy jeszcze spotkać na wybranych wydarzeniach w klubie Prozak.

***

Opisane imprezy tworzą trasę wycieczki, która przypomina raczej szybkie przemykanie przez miasto w poszukiwaniu cienia niż spacer dla przyjemności. Ale to, całe szczęście, tylko jeden ze szlaków offowego Krakowa.

---ramka 514901|strona|1---

JUSTYNA DZIEGIEĆ i MICHAŁ CORTEZ są krytykami muzycznymi, znawcami sceny DJ-skiej.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]