Kościół: większa powściągliwość

Z roku na rok wzrasta liczba Polaków odnoszących się krytycznie do księży, którzy mówią wprost, jak należy głosować: z opublikowanego w kwietniu raportu CBOS wynika, że niezadowolonych z politycznego zaangażowania duchownych jest 84 proc. badanych.
Czyta się kilka minut

Episkopat wyciągnął wnioski z tej sytuacji: z jego sekretariatu nie wyszedł żaden list czy instrukcja zawierająca poparcie dla któregoś z kandydatów (być może klęska wyborcza grającego antyklerykalną kartą Janusza Palikota wiąże się z tą powściągliwością). Choć wielu duchownych – nie tylko w Radiu Maryja, które podczas kampanii niejednokrotnie gościło Andrzeja Dudę i polityków PiS – nadal sądzi, że w prezentowaniu swoich sympatii politycznych nie ma nic złego.

„Wybory są aktem religijnym” – napisał w edytorialu redaktor naczelny „Gościa Niedzielnego”, ks. Marek Gancarczyk. W numerze, który trafił do kiosków w ostatnim tygodniu kampanii, mogliśmy przeczytać: „Tak, bardzo chciałbym prezydenta, który miałby odwagę odwołać się w swoim działaniu do prawa naturalnego. Który otwarcie zadeklarowałby, że przychodzi do polityki, by urządzać świat według chrześcijańskich wartości”. Ks. Gancarczyk nie powiedział wprost, który kandydat powinien wygrać – zrobił to jego zastępca, ks. Tomasz Jaklewicz. W tekście pt. „Panie Prezydencie, dziękujemy”, opublikowanym na stronie internetowej „Gościa”, napisał m.in.: „Nie bardzo wiedziałem do tej pory, na kogo głosować i nadal pewności nie mam, ale dzięki temu klipowi [jednemu ze spotów wyborczych Bronisława Komorowskiego – B.S.] zostałem zachęcony do postawienia na Andrzeja Dudę. Dlaczego? Zobaczyłem człowieka, który ma odwagę powiedzieć, że jest człowiekiem wierzącym (…) oraz, że ma to znaczenie dla jego programu wyborczego”.

Niedługo po publikacji artykuł zniknął ze strony internetowej „Gościa”. Z jakiej przyczyny? Ks. Jaklewicz w rozmowie z „TP” nie chciał tego wyjaśnić i nie chciał rozmawiać o angażowaniu się duchownych w sprawy polityczne, twierdząc, że „Tygodnik” jest pismem niewiarygodnym i jednostronnym. Podobnie jego przełożony: stwierdził, że to, co ma do powiedzenia, pisze w „Gościu”. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się jednak, że interweniowała katowicka kuria („Gość” jest tygodnikiem diecezjalnym).

Ale duchowni w tej kampanii popierali nie tylko kandydata PiS. W opublikowanym w serwisie YouTube filmie 20 księży wsparło Grzegorza Brauna, a b. dyrektor Religia TV ks. Kazimierz Sowa na Facebooku publikował zdjęcia z urzędującym prezydentem. – Ksiądz jako obywatel ma prawo do tego, żeby ogłaszać swoje sympatie polityczne, ale musi pamiętać o fundamentalnej zasadzie: nie wolno mu czynić tego z ambony i w imieniu kościelnej instytucji. Jeśli jest rzecznikiem prasowym, redaktorem katolickiego pisma, rektorem seminarium – nie wolno mu prezentować politycznych poglądów, wykorzystując autorytet instytucji – mówi ks. Sowa, dodając, że również w zaangażowaniu politycznym innych księży nie widzi problemu: – Kościół jest odzwierciedleniem sytuacji w społeczeństwie. A różnice między księżmi dowodzą, że w naszej wspólnocie jest miejsce dla wszystkich.

Problem w tym, że księża nie powinni być od pogłębiania podziałów. To dlatego wierzącym od lat trudno zaakceptować politykujących księży: powodują oni, że część wiernych – ta, która głosuje inaczej – może się czuć wykluczona. – Aktywność Kościoła w przestrzeni publicznej powinna dotyczyć wyłącznie sfery metapolitycznej – komentuje dominikanin o. Paweł Gużyński. – Zaangażowanie w bieżącą politykę zawsze sprowadza księdza do pozycji gracza w brudnej grze. Absurdalne jest myślenie, że chcąc doprowadzić ludzi do zbawienia, wprowadzimy ustawę albo przeforsujemy naszego kandydata. ©℗

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2015