Kody QR na nagrobkach: jak to działa i do czego nam potrzebne

Obecność kodów QR na nagrobkach może nas zdziwić, ale to nowy sposób na pamięć o bliskich. Klient wykupuje przestrzeń, w której znajdować się będą wspomnienia o osobie zmarłej, jej biografia, zdjęcia czy ukochane piosenki.
Czyta się kilka minut
Grób fotografki Anji Niedringhaus, z kodem kreskowym odsyłającym do galerii jej prac, Hoexter, Niemcy, kwiecień 2016 r. // Fot. Thomas Struk / DPA / PAP
Grób fotografki Anji Niedringhaus, z kodem kreskowym odsyłającym do galerii jej prac, Hoexter, Niemcy, kwiecień 2016 r. // Fot. Thomas Struk / DPA / PAP

Mariusz Formanowicz nazywany jest przez bliskich genealogiem rodzinnym. Znajdowane przez niego informacje o swoim rodzie umieszcza na stronie internetowej, żeby każdy miał do nich dostęp. Biografię dziadka Stefana przygotował właśnie na potrzeby tej strony, dopiero niedawno wpadł na pomysł, żeby ją umieścić również pod kodem QR na nagrobku.

– O kodach dowiedziałem się z internetu, rodzina nie miała nic przeciwko, młodzi podeszli do sprawy najbardziej entuzjastycznie – mówi. O umieszczeniu biografii dziadka pod kodem QR zdecydowały jego zasługi: był powstańcem wielkopolskim, żołnierzem 1 Pułku Strzelców Wielkopolskich, uczestnikiem walk o Lwów i wojny polsko-bolszewickiej, a także urzędnikiem państwowym.

Kod QR na nagrobku: jak to działa i ile kosztuje

Klient przede wszystkim wykupuje przestrzeń, w której znajdować się będą wspomnienia o osobie zmarłej, i przygotowuje sam materiał (to od rodziny zależy, jaka treść będzie upubliczniona). Mogą to być: biografia, zdjęcia, filmy, wiersze, ulubione sentencje, drzewo genealogiczne, ukochane piosenki, przepisy kulinarne etc., czyli wszystko to, co bliscy uznają za ważne. W zależności od oferty klient albo przekazuje materiał wybranej firmie, albo samodzielnie umieszcza go na stronie internetowej. Prócz tego otrzymuje fizyczny kod QR – po zeskanowaniu go osoba jest przekierowywana do odpowiedniego miejsca. Ma on formę estetycznego znaczka odpornego na warunki atmosferyczne, który umieszcza się na nagrobku – najczęściej na tablicy.

W zależności od oferty usługę można wykupić na czas określony (abonament na 5, 10 albo 20 lat), ale też może mieć ona ważność nieograniczoną. Pytam moich rozmówców, dlaczego firmy oferują tak różne opcje. Ta druga – na czas nielimitowany – wydaje się bardziej korzystna dla klienta. 

– Firmy z ofertą abonamentową chcą więcej zarobić. To dla nich czysty zysk – to pierwszy komentarz. I drugi: – Nie jesteśmy w stanie zagwarantować klientowi, co będzie za chociażby 30 lat. „Na zawsze” nie istnieje. Dlatego oferta na czas nieokreślony to dla mnie krótkowzroczność i nadmierny optymizm. 

W porównaniu z kosztami pogrzebowymi czy ceną nagrobka nie jest to usługa droga. Najniższa cena kodu, jaką znalazłam na rynku, to 133 zł (ważność nielimitowana), najwyższa 500 zł (abonament na 20 lat). Jest to więc usługa egalitarna, ale nie tylko ze względu na koszty: zakodowane wspomnienia mogą dotyczyć każdego. Nie tylko osoby powszechnie znanej.

Kod QR dla zmarłego: zamówienie usługi to nie wszystko

Zainteresowanie kodami QR bywa różne. Pracownik dużej firmy pogrzebowej w wielkim mieście (wręcz monopolisty) mówi mi anonimowo, że usługę tę mają w swojej ofercie od pół roku i do tej pory sprzedali kilka kodów. Czyli skala sprzedaży liczona jest w promilach, a nie procentach. – Jak na razie kod QR to usługa, która próbuje się zaimplementować na rynku.

Tak niewielkie zainteresowanie tłumaczy tym, że rodzina sama musi przygotować materiał o osobie zmarłej, a to wymaga umiejętności, czasu i chęci. – Z doświadczenia wiemy, że im mniej musi zrobić klient, tym jest bardziej zadowolony – mówi pracownik. – A przy kodzie QR trochę trzeba się namęczyć. Stąd małe zainteresowanie tą usługą.

Powód jednak może być zgoła odmienny. Otóż ofertę kodu w tej firmie można wykupić tylko przed pogrzebem (wynika to z polityki firmy; generalnie nie ma żadnych przeciwskazań do umieszczania kodu QR na grobie w jakimkolwiek momencie). A przecież wówczas rodzina ma wiele innych spraw do załatwienia. Może nie mieć na to ani czasu, ani chęci.

I to jest minus oferty tej firmy. W innych firmach usługę można zamówić w każdym momencie.

Kiedy pytam pracowniczkę firmy TabQR, jak wygląda zainteresowanie ofertą kodów QR wśród klientów, odpowiada: – Całkiem dobrze. I podaje liczby. Usługę tę mają w ofercie od ponad roku i do tego czasu sprzedali 220 kodów indywidualnym klientom (liczba ta nie obejmuje kamieniarzy). – Trochę się napracowaliśmy, żeby uzyskać taki wynik. Jeździliśmy po całej Polsce, zarówno po kamieniarzach, jak i cmentarzach (zostawiając swoje ulotki). Korzystamy też z innych form reklamy (m.in. Facebooka) – mówi Klaudia.

TabQR to serwis specjalizujący się w sprzedaży kodów QR na nagrobki. Wykupując tutaj usługę, klient również tworzy swój materiał, który podpinany jest pod kod QR w formie pliku pdf (tekst i zdjęcia) lub strony html (filmy). Koszt tej usługi bez ograniczeń czasowych to 133 zł za pdf i od 149 zł za film. 

– To usługa tańsza niż ceramiczne zdjęcie. Uważam, że powinna się rozpowszechnić chociażby ze względu na niską cenę. I choć Polacy są nadal zamkniętym i nieufnym narodem, niechętnym do dzielenia się zbyt wieloma informacjami na nagrobku, to jednak usługa ta staje się coraz bardziej popularna – mówi pracownica firmy.

Na jej stronie internetowej znajduję również wypowiedzi klientów: „Tabliczka z kodem QR z historią życia mojego dziadka pomaga mi radzić sobie ze stratą” (Jakub, 38 lat). Albo: „Tabliczka z kodem QR pozwala nam przekazać historię życia mojego ojca, który był zasłużonym kombatantem” (Anna, 50 lat). I zastanawiam się, czy odwiedzając groby bliskich, często zadajemy sobie pytanie, jak żyli, jacy byli i czym się zajmowali. Tabliczki z kodami QR mogą pozwolić zachować tę wiedzę. Wydają się też idealnym rozwiązaniem dla przyszłych pokoleń, aby pamięć o przodkach przetrwała. Jeżeli w ogóle kody QR będą jeszcze wtedy w użytku.

Cyfrowa biografia zmarłego: sceptycy

– Czy byłaby możliwość wykucia kodu QR bezpośrednio na nagrobku, czyli w kamieniu? – pytam Marka Zajchowskiego z Zako, rodzinnej firmy kamieniarskiej z Podkarpacia, która w swojej ofercie ma również kod QR.

– Jest taka możliwość, choć my tego nie praktykujemy – stwierdza.

Przyklejenie estetycznej tabliczki ze specjalnego tworzywa jest łatwiejszym rozwiązaniem.

Zajchowski przyznaje, że oferta, mimo niskiej ceny (najniższa: 150 zł na 5 lat, najwyższa: 500 zł na 30 lat), nie cieszy się wielkim zainteresowaniem. – W zeszłym roku sprzedaliśmy cztery kody, w tym roku jeden. Ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, że mimo ogólnopolskiego zasięgu sklepu internetowego naszymi klientami są głównie ludzie z Podkarpacia – konserwatywni, raczej zamknięci na nowości technologiczne.

Cyfrowa biografia zmarłego: pasjonaci

Biografia Stefana Formanowicza (urodzonego w Berlinie w 1901 r., do którego rodzice wyemigrowali za pracą) jest dość oficjalna, co potwierdza sam wnuk. Prócz tekstu głównego zawiera jedno zdjęcie, adres rodzinnej strony internetowej, a także wypisane ordery i odznaczenia.

Dowiadujemy się m.in., że Stefan jako 17-latek wstąpił w szeregi powstańców wielkopolskich, z których powstał następnie 1 Pułk Strzelców Wielkopolskich. Pułk walczył o Lwów, gdzie wykazał się męstwem. Gen. Iwaszkiewicz w rozkazie z 19 marca 1919 r. pisał: „żelazne zastępy Wielkopolan pod dowództwem płk. Konarzewskiego brawurowym atakiem (...) wpłynęły na zwycięstwo”. W 1920 r. z Bobrujska na dzisiejszej Białorusi oddział Stefana cofał się pieszo ponad pół tysiąca kilometrów pod stolicę, by wziąć udział w bitwie warszawskiej. W swojej karierze wojskowej Stefan był kilkukrotnie ranny. Po II wojnie światowej zajmował się m.in. organizowaniem domów dziecka w dworach po byłych niemieckich właścicielach ziemskich. Zmarł w 1989 r.

Koncepcja kodów QR tak bardzo spodobała się Mariuszowi Formanowiczowi, że ma w planie wykupić jeszcze przynajmniej trzy kody, w tym dla ojca i stryja. Jednak w ich przypadku chciałby, żeby biografie były mniej formalne. Stryj na przykład z zawodu był lekarzem, ale pasjonował się pszczelarstwem. I tę informację rodzinny genealog chciałby zawrzeć pod kodem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 46/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Zakodowane wspomnienia