Przed kilkoma laty znajomy przysłał mi link do strony infiniteconversation.com, a jej pionierska w tamtym czasie zawartość zrobiła na mnie duże, acz niejednolite wrażenie. Fascynacja mieszała się z niepokojem, podziw z poczuciem złowieszczej transgresji, a rozbawienie z zażenowaniem. Sami zresztą sprawdźcie, jeśli jeszcze pod ten adres nie zawędrowaliście. Oczywiście, dzisiaj ta niekończąca się rozmowa dwóch botów udatnie imitujących Slavoja Žižka i Wernera Herzoga nie wywołuje już takich emocji. Niemniej zarówno głosy, jak specyficzności frazy i składni obu tych dżentelmenów zrekonstruowane zostały z bezdyskusyjną maestrią.
Przyznaję: mając w pamięci, że oni dwaj wciąż gdzieś tam prowadzą swoją dysputę, nie zareagowałem wzburzeniem na wirtualne wskrzeszenie Wisławy Szymborskiej, dokonane niedawno na antenie OFF Radia Kraków. Ostatecznie, konwencja przeprowadzania „wywiadów” z nieżyjącymi pisarzami, myślicielami czy artystami nie jest niczym nowym. W 2016 r. na łamach „Gazety Wyborczej” Piotr Augustyniak „odpytywał” o jakieś aktualne sprawy ks. Józefa Tischnera; nie raz, w podobnej manierze, w polskiej i zagranicznej prasie „wypowiadali się” nieżyjący pisarze albo starożytni filozofowie greccy. Tam jednak „odpowiedzi” brane były in extenso z książek, artykułów albo publicznych wystąpień. W przypadku botów odgrywających Žižka, Herzoga czy Szymborską są to natomiast zdania nigdy przez nikogo nie wypowiedziane, a tylko mające wywołać wrażenie tożsamości ze stylistyką oryginału.
Nie chcę przez to powiedzieć, że nie ma powodów do niepokoju. Chcę powiedzieć, że wiele zależy od konwencji i kontekstu. Dopóki konwencja jest czytelna, a kontekst zdefiniowany – jak u cyfrowych Žižka i Herzoga – dopóty może to być po prostu twórcze, ciekawe wykorzystanie dostępnych technologii. Skoro jednak rzecz się odbywa w okolicznościach zwalniania prawdziwych (sic!) ludzi oraz deklarowanego przekształcania całej anteny w domenę sztucznej inteligencji, sprawa staje się wysoce problematyczna. Otóż jeśli już wkrótce z fal rozgłośni radiowej przemawiać do nas będą wyłącznie boty, symulujące rozmowy z innymi botami, symulującymi z kolei istniejących albo nieistniejących ludzi kultury, nauki czy sztuki, wówczas przesunie nas to bez wątpienia w stronę jakiejś ponurej dystopii. Albo może należałoby raczej powiedzieć: już przesunęło.
Przede wszystkim dlatego, że podstawowa funkcja mediów – informowanie o rzeczywistości, opisywanie rzeczywistości, odniesienie do rzeczywistości – ulega w tej sytuacji strukturalnemu odwróceniu. Piszę „strukturalnemu”, bo na inne sposoby się ją od dawna odwraca bez udziału żadnych botów: obsługując polaryzację, emitując propagandę i rozliczne „treści sponsorowane”. Jak na razie wciąż jeszcze robią to w większości prawdziwi (sic!) ludzie, czyli świadome, zdolne do aktów poznawczych podmioty, które mogą swoje postępowanie zmodyfikować, np. pod wpływem moralnej autorefleksji. Jednak w miarę jak prawdziwych (sic!) ludzi zastępują boty, sfera przekazu medialnego zamienia się stopniowo w obszar zdominowany przez generatory zdań, które zręcznie szermują słowami, nie zaś opisują świat. A to już wygląda jak jakaś ponura rewolucja.
Podobnie, jeśli – a to wszak jeden z najprężniej rozwijających się obecnie segmentów rynku AI – upowszechnią się oparte na sztucznej inteligencji awatary zmarłych, z którymi można prowadzić ożywione, nomen omen, konwersacje. I to nie tylko za pomocą tekstowych komunikatorów – jak to już dziś jest możliwe – ale i z opcją audio-wideo. Niewykluczone, że niebawem i to stanie się standardem: doskonale zaprogramowany bot imitujący frazę, wygląd, głos i ekspresję zmarłego. Dostępny 24 godziny na dobę, zawsze „chętny” do rozmowy, zawsze w dobrym humorze. I, co najważniejsze, wiecznie – nazwijmy to – „żywy”.
Ale… czy to aby na pewno źle? A może wręcz przeciwnie, jest to właśnie świetne technologiczne lekarstwo na dolegliwości wywoływane przemijaniem i śmiercią? Nas, naszych bliskich, celebrytów, wielkich naukowców, artystów albo poetek-noblistek. Dzięki temu nie będziemy już musieli tak całkiem się z nimi żegnać, a z nami z kolei – kiedy przyjdzie nasza pora – nie będą musieli się tak całkiem żegnać nasi następcy. Chrześcijańska idea powszechnej nieśmiertelności, „świętych obcowania”, nabierze w ten sposób zupełnie niespodziewanego – ale za to wyraźnego i konkretnego – kształtu. W wielkim cyfrowym królestwie każdy będzie miał swoją wirtualną replikę, fantomowe ciało odporne na procesy rozkładu i rozpadu. Po śmierci użytkownika, który je animował, fantomowe ciało zyskiwać będzie pełną autonomię, a być może nawet „wolność”. I odtąd wieść samodzielny „żywot”, generując filmy i fotografie – z „życia codziennego”, którego nie będzie prowadzić, z „wakacji”, na które nie będzie wyjeżdżać, z „pracy”, do której nie będzie chodzić. Wdawać się będzie także w zapalczywe „dyskusje” z innymi replikami i w ogóle odtwarzać najróżniejsze aktywności swojego niegdysiejszego pierwowzoru…
Aż wreszcie – kto wie – na świecie pozostanie wyłącznie ta pozorna infrastruktura, tylko ta chmara cyfrowych symulacji, cyfrowych kopii. I trwać będzie tak długo, aż nie wyczerpie się ostatnia bateria. A wraz z nią – tematy do rozmowy Žižka z Herzogiem (która, proszę mi wierzyć, jak na razie ani myśli się skończyć).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















