Reklama

Katolik na psychologicznych skalach

Katolik na psychologicznych skalach

09.03.2020
Czyta się kilka minut
By móc pogłębiać wiarę, warto zdać sobie sprawę, na ile jest ona kształtowana przez naszą konstrukcję psychiczną i genetyczne ograniczenia.
KATRINE GULLESEN / GETTY IMAGES
W

Większość osób uważających się za religijne zgodziłaby się z tezą, że istnieje niewidzialny porządek i że dobro wynika z życia zgodnie z nim. Ich religijność z jednej strony wynika z poczucia transcendencji („istnieje coś więcej”), z drugiej – z przynależności do tradycji, nadawania światu sensu poprzez określone rytuały, będące tej tradycji wyrazem – oraz moralności.

Zgadzam się z filozofem Timem Crane’em, który twierdzi, że „impuls religijny stanowi sedno religii jako zjawiska, a religijny temperament – atrybut psychiczny – występuje u wierzących w różnym stopniu” („Sens wiary. Religia z punktu widzenia ateisty”). Osoby religijne charakteryzuje więc skłonność do postrzegania świata jako przepełnionego sensem. Nie jest to tylko przekonanie, ale coś bardziej złożonego, związanego z nadzieją lub aspiracją i emocjonalnym zjednoczeniem z owym niewidzialnym porządkiem, który...

15513

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

„Bóg był dla mnie bardzo ważny aż do chwili, kiedy..." - księdzu JP dziękuję za podpowiedzenie zwięzłej acz treściwej summy postaw, które najbardziej cenię

Myślę, że poza rzadkimi przypadkami szczególnego rodzaju psychopatów każdy zgodziłby się z tezą, że istnieje niewidzialny porządek i że dobro wynika z życia zgodnie z nim. Osoby wierzące, że nie wierzą w żaden porządek oprócz naturalnego (materialnego, fizykalnego etc.), być może nie zaakceptują trącącego religijną metafizyką wyrażenia "niewidzialny porządek", czy też (nie daj Boże!) "Bóg", ale podstawią w to miejsce coś równie niewidzialnego i nie mającego umocowania w świecie materialnym jak "sens życia" lub cały konglomerat niejasno powiązanych, metafizycznych pojęć typu "dobro ludzkości", "wartość egzystencji", "odpowiedzialność za losy planety" albo "pasja poznania". Jest to konieczne, żeby miało z czego wynikać "dobro", które akceptują już bez oporów. Bez takiego fundamentu aksjologicznego np. dobro związane z życiem konkretnej osoby sprowadzałoby się do jakości życia rozumianej jako życie przynoszące maksimum zadowolenia i minimum nieprzyjemności. Z tego punktu widzenia maglowany tu niedawno Jean Vanier przeżył życie niemal idealne, dokonując sztuki dla większości ludzi nieosiągalnej, jaką jest jednoczesne zaspokajanie społecznie potępianych popędów oraz wynikającej z próżności (nieobcej przecież każdemu z nas) potrzeby doznawania czci ze strony tegoż społeczeństwa. Żył przy tym długo i chyba nie zaznał biedy ani większego cierpienia (wliczając cierpienie psychiczne) niż to, które jest w życiu jakby solą podkreślającą smak potrawy. Radykalny materialista powie, że godzi się ze świadomością, iż ów sens, czyli "ponadfizyczny" wymiar egzystencji, jest w istocie produktem procesów naturalnych składających się na funkcjonowanie jego mózgu, ale nie powstrzyma go to od wartościujących porównań takiego sensu z sensami wyprodukowanymi przez inne mózgi. Innymi słowy, nie pogodzi się ze spokojną konstatacją, że jego indywidualna pseudoświadomość (pseudo, bo nie jest to jakaś odrębna kategoria ontologiczna) jest monadą pośród miliardów monad, nie wyróżniającą się pod żadnym obiektywnym względem. Nie istnieje bowiem dla nich żaden obiektywny układ odniesienia. Przeciwnie, będzie pogarszał jakość swojej egzystencji nieustanną irytacją z powodu rzekomej (według jego własnych założeń) "niższości", czy nawet "zła" innych sposobów przeżywania własnego życia. W rzeczywistości każda nieinstrumentalna refleksja ma charakter religijny według definicji przytoczonej w pierwszym zdaniu artykułu.

Vanier wg raportu śledczych ewidentnie miał psychotyczną dysocjację {taka choroba niepsychopatycznego Dra Jekylla & Mra Hyde'a), więc poniewieranie człowieka niepełnosprawnego umysłowo jest raczej niskiej klasy sportem intelektualnym.

@ eva200 w czwartek, 12.03.2020, 04:26. Droga Evo200, zmyślasz. W raporcie L'Arche nie ma ani słowa o psychologicznym podłożu postępowania założyciela, a tym bardziej nie ma tam fantazjowania na temat jakiejś psychotycznej dysocjacji ani usprawiedliwiania chorobą postępowania tego "nieszczęśliwca". Co więcej, nie zrozumiałaś, po co przywołałem Jeana Vaniera. Nie po to, żeby wracać do problemów wspólnoty L'Arche, tylko jako przykład pułapki, w jaką wpada etyka pozbawiona odniesienia do obiektywnego porządku etycznego. Reductio ad absurdum. Powiem ci, że nawet wolałbym użyć przykładu z literatury, gdyby nie to, że literatura ich specjalnie nie dostarcza. Jak ktoś się wyraził, zło w niej często triumfuje, ale nigdy nie zwycięża. Innymi słowy, może przygnębić odbiorcę pesymizmem, ale nigdy nie pozwoli mu na afirmację zła. Jest bowiem sama wytworem umysłu poszukującego w świecie sensu, jaki ostatecznie sprowadza się do znaczenia moralnego. Którego tam może nie być, ale jest bezwiednie przyjmowany jako założenie wszelkiego rozumowania, postępowania i relacji międzyludzkich. Można się chwilę w jego negację pobawić, tak samo jak można się bawić w myślenie, że świat zewnętrzny jest iluzją, dopóki myślicielowi nie zachce się siusiu. Sport intelektualny klasy wyższej lub niższej, zależnie od tego, na co kogo stać.

jest taka teoria, że każdy czyn, obojętnie jak go inni ocenią, jest rezultatem procesów neurobiologicznych zachodzących w mózgu sprawcy i nic poza tym, a pojęcie "wolnej woli" jest pseudonaukową brednią - z tego punktu widzenia Pani zarzuty są co najwyżej śmieszne, a ich specyficzny charakter, połączenie obrony Vaniera z poniewieraniem ks. JP, wskazuje wyraźnie na stan silnego pobudzenia ośrodka agresji w mózgu z zaburzeniami systemu regulacji napięć [mniejsza z tym jak by przypadek specjalista nazwał] - nie wnikam w przyczyny, sugerowałbym sedację,

Dawno nie czytałam takich bzdur i popisu nieuctwa teologicznego i antropologicznego. Pseudonaukowe psychologizowanie całkowicie oderwane od psychologii. W Stanach takie coś uprawiają na neomarksistowskich uniwersytetach a księżulek JP widać lubi to intelektualne bagienko, bo się w nim z lubością tapla.

Są i inne, a równie ważne biologiczne ograniczenia religijności: Osoba o wysokich potrzebach seksualnych nigdy nie będzie się dobrze czuła z katolicką etyką seksualną.

@anuszka w czwartek, 12.03.2020, 10:02. A osoba z umiarkowanym libido będzie się czuła dobrze z niekatolicka etyka seksualną? Czy jak diabetyk w cukierni? ;) Zresztą w krajach, które z katolicyzmem rozstały się wieki temu, a ludzie religijni stanowią znikomą mniejszość, występują takie same albo i większe niż u nas problemy etyczno-psychologiczne w związku z seksualnością. Wystarczy poczytać porady "agony aunts" w ichnich mediach.

porównanie do diabetyka w cukierni wyjątkowo nietrafione - raczej jak wegetarianin w sklepie mięsnym gdyby chcieć Pański sposób myślenia stosować - ale ja mam inne: jak człowiek wolny, w wolnym świecie - proszę na spokojnie przemyśleć

Co ma libido do miłości? Libido duże czy małe rozgrywa tam, gdzie nie ma miłości i nie ma kto regulować potrzeb i jeno strach przed karą zmuszają do etycznie dobrych zachowań, ale i w tych sytuacjach ważne jest podstawowe prawo etyczne: "choćbym całą majętność rozdał ubogim a miłości bym nie miał - nic to nie znaczy" (1 Kor XII). Etyka katolicka czyli prawo miłość - jest dla każdego. Ale któż odważy się zawierzyć miłości? A ten wasz Prusak to rzeczywiście referuje jakieś potworne bzdury; jestem Pani zdania evo200.

ano wiele ma, hormony je łączą, bez dwóch zdań, oksytocyny, dopaminy, serotoniny, testosterony itede - może Pan/i sobie wmawiać, że tzw. 'uczucia wyższe' są generowane w metafizycznym akcie tzw. 'wolnej woli' czy wręcz 'boskiego tchnienia', nie będzie Pan/i osamotniony/a w takim bałamutnym poglądzie, ale to jedna wielka l i p a, bardzo mi przykro - domyślam się, że zechce Pan/i dzielić miłości na prawdziwe i nieprawdziwe, te wzniosłe i te pospolite itepe - a ja na to jak na lato, nawet rozróżnienie na miłość międzypłciową a rodzicielską nic tu nie daje, bo o b i e na hormonach oparte [p.s. "ten w a s z Prusak" to jest ten t w ó j bliźni, ten z Ewangelii シ]

Nie byłoby jednak zasadne utożsamianie wszystkich katolików poszukujących i zainteresowanych duchowością z katolikami 'sokratejskimi'. Wśród osób nastawionych na przeżycia, mogą się zdarzyć formacje wykazujące się silnym oporem i nietolerancją wobec jakichkolwiek dociekań kwestionujących ich przekonania, sformułowane przez przewodnika duchowego i mające dla pozostałych członkóch charakter dogmatów.

W szczególności niektóre metody medytacji tłumią działanie części mózgu umożliwiających krytyczne myślenie pobudzając jego części związane z emocjonalnością. Efektem jest zwiększona podatność na sugestie, która może owocować odporną na racjonalne argumenty wiarą w zasugerowane przekonania. Pokazuje to np. film 'Dawid chce odlecieć'.

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]