Katecheza dowartościowana?

Jest zrozumiałe, dlaczego Kościół chciał, by stopień z nauki religii został włączony do obliczania średniej ocen na świadectwie uczniowskim. Od czasu przywrócenia tego przedmiotu - na początku transformacji - był on nieobowiązkowy. Wbrew obawom wcale nie przyniosło to wielkiej absencji uczniów na lekcjach religii, lecz wytworzyło specyficzny do nich stosunek, jak do przedmiotu "na niby". Katecheci miewają zbyt często do czynienia z demonstracyjnym brakiem dyscypliny, z uczniami zajmującymi się w czasie ich lekcji czymś innym, a nawet z prowokacyjnym, agresywnym zachowaniem. Decyzja ministerstwa, by ocena z religii dawała te same skutki co ocena z każdego innego przedmiotu, może tu po prostu zadziałać pozytywnie na wyobraźnię i wrażliwość wielu uczniów.
Czyta się kilka minut

To jednak nie znaczy, że nie będzie problemu. Czego jak czego, ale religii także w szkole nie powinno się przecież uczyć "na stopień". Od początku nie miała to być "wiedza o wierze", tylko katecheza właśnie. To znaczy przyswajanie sobie prawd wiary. Jak więc oceniać uczniów, kiedy- dla przekory, a może z uczciwości - będą stawiać wyraźną cezurę między wiarą a wiedzą (np. nie biorąc udziału w modlitwie na początku lekcji albo zadając pytania trudne, oby nie złośliwe)? Jak sprawić, by wyceną stopni nie kierowało oczekiwanie katechetów, że lekcja religii potwierdzana będzie praktyką życia, chociażby wtedy, gdy uczniowie (ochrzczeni) właśnie mają przed sobą przygotowanie do kolejnych sakramentów? Duszpastersko takie oczekiwanie jest jak najbardziej oczywiste, przy stawianiu stopnia zaś - wręcz odwrotnie.

Co jednak najważniejsze, zasada wyciągania średniej ze stopni musi być jednakowa dla wszystkich uczniów. Jeśli religia pozostaje przedmiotem dobrowolnym, w wielu sytuacjach rezygnacja z niej oznaczałaby dla ucznia mniejsze szanse na poprawienie sobie średniej. Wystarczy, że katecheta łatwo stawia stopnie dobre i bardzo dobre. A zasady wyceny powinny być równe dla wszystkich. O nauczaniu etyki jako propozycji dla nieuczęszczających na religię gruntownie zapomniano. Tak więc chęć sprostania oczekiwaniu Kościoła może okazać się aktem nie zawsze sprawiedliwym, a to nie byłoby dobre.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2007