Katalog win

Wina Zbigniewa Chlebowskiego i Mirosława Drzewieckiego jest bezdyskusyjna - tak zażyłe kontakty z tak podejrzanymi osobnikami nie przystoją posłowi z ostatniego rzędu, a co dopiero ministrowi czy szefowi klubu parlamentarnego partii rządzącej.
Czyta się kilka minut

Minister Andrzej Czuma pospieszył zapewnić, że z punktu widzenia prawnego są niewinni. Czy ich uwiarygodnił? To bardzo wątpliwe. Na pewno dołączył kolejną pozycję do katalogu win swojej partii. Wina Czumy też jest bowiem bezdyskusyjna - nie jest ani kompetencją, ani rolą ministra sprawiedliwości publiczne uniewinnianie kolegów. Takie działanie tylko pogłębiło kryzys. Jeśli opozycji potrzebny był argument za powołaniem komisji śledczej, to Czuma podał go na tacy. Komisje powoływane są wtedy, gdy jest podejrzenie, że standardowe działania wymiaru sprawiedliwości będą nieskuteczne. Cóż może silniej przemawiać za takimi podejrzeniami niż uniewinniająca współtowarzyszy wypowiedź prokuratora generalnego?

Wszystko to są występki przeciw dobrym obyczajom, ale także przeciwko własnemu obozowi politycznemu. Stąd do ich osądzenia nie jest właściwy sąd powszechny - wystarczy lider takiego obozu. W jego dobrze pojętym interesie jest pozbycie się tych osób.

Jednak i sam lider - premier Donald Tusk - nie jest w tej historii postacią do naśladowania. Ludzkie uczucia w stosunku do podwładnych łatwo pomylić z wyrozumiałością dla występku. Stąd wyrażać je powinna raczej łezka w oku, pojawiająca się w chwili rozstania z przyjaciółmi, niż wahanie i opóźnianie rozstania.

Postawa Tuska sugeruje, że znaczenie ma tylko to, czy uda się ze sprawy wytłumaczyć przed opinią publiczną. Tymczasem doświadczenia kryzysów są dokładnie przeciwne - uzyskać od opinii publicznej rozgrzeszenie mają szansę tylko ci, którzy nie zabiegają o nie inaczej niż tylko zmagając się z istotą problemu. Gdyby wszystkie działania Tuska były skoncentrowane na wyplenieniu nieprawidłowości i ukaraniu winnych, bez oglądania się na sondaże, to być może opinia publiczna byłaby dla niego łaskawsza. To, że wyborcy mogą obciążyć go odpowiedzialnością za nieprzekonujące reakcje najwcześniej za rok, nie jest żadnym argumentem za ociąganiem się w tej sprawie.

Afera ma oczywisty kontekst wyborczy. To premiera może mylić, choć nie powinno. Owszem, w tej sprawie widoczne są też winy szefa CBA, jak choćby sugerowanie, że w kancelarii premiera doszło do przecieku, choć z własnej instytucji wylał się właśnie do mediów strumień nagrań. Jeśli nagrania wyciekły do mediów, to dlaczego nie mogły trafić do zainteresowanych wprost z CBA? Czy w CBA jest przyzwolenie na łamanie prawa - choćby w postaci przecieków - jeśli szkodzi to politycznym przeciwnikom? Nie sposób nie wrócić myślą do 2007 r. i dziwnej zbieżności kampanii wyborczej PiS z działaniami CBA w sprawie posłanki Sawickiej.

Sytuacja kryzysowa wrzuca polityka na głęboką wodę. Łatwo się samemu pogrążyć, wykonując chaotyczne ruchy. To próba dla każdej organizacji i każdego lidera. Pokusa uciekania od odpowiedzialności jest tu równie silna, jak groźba zaplątania się w gąszczu faktów i interesów. Ktoś może powiedzieć - łatwo podpowiadać jednoznaczne i twarde reakcje, stojąc z boku. I owszem, lecz pewnie właśnie dlatego nie każdy może być premierem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2009