Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Kartografia zbrodni

Kartografia zbrodni

18.10.2014
Czyta się kilka minut
Niedawno odwiedziłem Bełżec. Na terenie byłego obozu znajduje się muzeum oraz aranżacja architektoniczna, upamiętniająca śmierć blisko pół miliona Żydów. Nie wszystkie miejsca masowych mordów stały się jednak miejscami pamięci.
W

Wręcz przeciwnie – w większości pozostają zakamuflowane, wpisane w krajobraz, który udaje nietkniętą, „niewinną” naturę. Niektóre z nich otacza szczególna aura: lokalna społeczność omija je, nie nazywa ich wprost, nie znakuje, nie zabudowuje, nie obsiewa. Ostatnimi laty antropologia kultury nazywa je „nie-miejscami pamięci”. Najczęściej jednak ta zbiorowa pamięć albo obumarła, albo nigdy nie zdążyła się wytworzyć. Wtedy mamy do czynienia ze „skażonym pejzażem”.
Sprawcy dokładają na ogół starań, by zatrzeć ślady: likwidują świadków, zasypują doły z ciałami, wyrównują i zazieleniają teren. Sztuka maskowania odgrywa istotną rolę już wcześniej, podczas przygotowań do zbrodni: trzeba znaleźć odpowiednią lokalizację, najlepiej z jakimś rowem, gęstym lasem lub zbiornikiem wodnym. Oprawcy zmieniają się w ogrodników i czynią z natury mimowolną wspólniczkę zbrodni. Z pozoru krajobraz pozostaje neutralny, przyjmuje wszystkich, niezależnie od pochodzenia i religii. A jednak ukwiecone łąki, rozległe pola, bagna i lasy stają się maskującą zasłoną. Milczą jak grób, dochowują tajemnicy, ukrywając tożsamość i ofiar, i katów.
Skażone krajobrazy znajdziemy na całym świecie, ale szczególnie dużo ich jest w Europie Środkowej i Wschodniej, na obszarze nazwanym przez Timothy’ego Snydera „skrwawionymi ziemiami”. Martin Pollack rozszerza koncepcję bloodlands: opisuje nie tylko bagna nad Prypecią, Podkarpacie, Beskid Niski i Bieszczady, ale również Dolomity czy Ardeny. Wszędzie tam czci się bohaterów wojennych, a nie pamięta o anonimowych ofiarach rzezi. Owszem, są takie miejsca jak Babi Jar koło Kijowa czy Rechnitz we wschodniej Austrii, które urosły do rangi symboli – odpowiednio bestialstwa nazistowskich Einsatzgruppen i współudziału cywilów w zbrodni. Wiele innych miejsc zostało rozpoznanych i opisanych, choćby Kuropaty na obrzeżach Mińska, Bikiernieki na wschód od Rygi, las w podwileńskich Ponarach czy słoweński Koczewski Rog (choć dokonane tam zbrodnie nie przedostały się do powszechnej świadomości). Natomiast o większości masowych grobów nie wiemy nic – to „skażone krajobrazy”, które zamieszkujemy.
Pollack myśli o nich obsesyjnie: „kiedy patrzę na mój sad i leżący za nim las, zastanawiam się, co też mogą ukrywać? Co znajdę, jeśli zacznę kopać? (...) Natknę się wtedy na kości, na zardzewiały drut kolczasty, na drut telefoniczny, którym związano ręce, na łuski pocisków, na rozpadające się szczątki butów i ubrań?”. Skąd bierze się ta obsesja? Jej źródło bije we wspomnieniach z dzieciństwa.
Pollack spędził dzieciństwo z matką i rodzeństwem w styryjskiej dolinie rzeki Enn; kiedy w grudniu 1944 r. amerykańskie bomby zniszczyły ich dom w Linzu, musieli szukać schronienia gdzie indziej. Ojciec, zbrodniarz wojenny, ukrywał się aż do 1947 r., kiedy zabito go podczas ucieczki. Matkę też wkrótce aresztowano. Mimo to we wspomnieniach pisarza przetrwały piękne obrazy. Idylliczne górskie doliny były przestrzenią pierwszych odkryć i zachwytów, a zarazem skrywały mroczną tajemnicę – dziesiątki zbiorowych mogił. W podobnej górskiej okolicy – na terenach środkowej Słowacji – ojciec pisarza, jako dowódca grupy operacyjnej, polował na ukrywających się Żydów i partyzantów. Tak narodziła się dręcząca podwójność: z jednej strony wiedza o potwornościach ludobójstwa, z drugiej – trwałość sielskich wspomnień.
Pollack rekonstruuje rodzinne dzieje, aby dać przykład. Nie należy dbać za wszelką cenę o psychiczny komfort – powiada – lecz uczynić wszystko, by ujawnić prawdę, by ofiarom i katom zwrócić nazwiska, twarze, historie. Nie jest to łatwe, gdyż sprawcy zacierają ślady, świadkowie wymierają, a miejscowe władze niechętnie współpracują. Naruszanie spokoju zmarłych budzi kontrowersje, bywa też – jak w przypadku żydowskiej halachy – wzbronione. Samo wykrywanie mogił wymaga narzędzi archeologii sądowej oraz archeologii Holokaustu. Musimy jednak stworzyć mapę, która zobrazuje topografię przemocy. Tylko w ten sposób niewidoczne stanie się widocznym, a przez to zrozumiałym.
W Bełżcu z końcem 1942 r. naziści rozpoczęli niszczenie dowodów: wydobywanie ludzkich szczątków, kremację ciał, mielenie kości w młynkach do zboża. Gdy tuż po wojnie Rudolf Reder, jeden z dwóch ocalałych, powrócił na miejsce, nie znalazł żadnych śladów niedawnych wydarzeń: „Pole poprowadziło mnie pod żywy, sosnowy, pachnący las – zeznawał. – Było tam teraz bardzo cicho. W pośrodku lasu była wielka, jasna polana”. Po wojnie obóz stał się nowym Eldorado, przekopywanym przez mieszkańców wsi, którzy szukali złotych zębów i kosztowności. Gdy złote żniwa się skończyły, teren zagospodarowano; na miejscu rampy zbudowano leśniczówkę, tereny pomagazynowe zajął tartak.
Projektanci miejsca pamięci zburzyli wszystkie zabudowania i wycięli kilkaset drzew zasadzonych przez oprawców – wszystko po to, by zniszczyć ten „skażony krajobraz”, wyrwać pomordowanych naturze i przywrócić pamięci. W ten sposób dokonała się praca, postulowana przez Pollacka w jego wstrząsającej książce: zasklepiona rana, która ropiała pod strupem, została otworzona i oczyszczona. Tysiące podobnych miejsc domagają się podobnego zabiegu.

Martin Pollack „Skażone krajobrazy”, przeł. Karolina Niedenthal, Czarne, Wołowiec 2014

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Krytyk literacki, redaktor Magazynu Literackiego „Książki w Tygodniku”, prozaik, eseista, poeta.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]