Karol, który nie został piłkarzem

Portal goal.com umieścił mężczyznę ze zdjęcia na pierwszym miejscu listy znanych osób, które zostałyby gwiazdami piłki, gdyby nie wybrały literatury lub muzyki. Albo papiestwa.
Czyta się kilka minut
Jan Paweł II, wrzesień 1980 r. / fot. L'Osservatore Romano / East News
Jan Paweł II, wrzesień 1980 r. / fot. L'Osservatore Romano / East News

Oto fotografia, z pozoru jak każda inna. Zapewne setki podobnych wykonano w Polsce na przełomie lat 50. i 60., gdy w sklepach pojawiły się tańsze aparaty rodzimej produkcji, a powojenne pokolenie znalazło sobie pierwszych sportowych idoli: piłkarzy Ernesta Pohla i Gerarda Cieślika czy kolarza Stanisława Królaka, który w 1956 r. zwyciężył w Wyścigu Pokoju.

Prof. Jerzy Vetulani, który udostępnił „Tygodnikowi” czarno-białą odbitkę, pokazywał ją wcześniej gościom w swoim domu. Ich reakcja była podobna do zachwytu pewnej młodej Amerykanki, która, gdy tylko spojrzała na bohatera kadru, krzyknęła: „Jaki on przystojny, jak świetnie zbudowany!”.

Dwa lata temu sportowca ze zdjęcia portal goal.com umieścił na pierwszym miejscu listy znanych osób, które zostałyby gwiazdami piłki – gdyby tylko nie wybrały literatury (Albert Camus – miejsce czwarte) lub muzyki (Julio Iglesias – miejsce trzecie, Rod Stewart – drugie). Albo papiestwa: Karol Wojtyła, miejsce pierwsze.

FOTOGRAF

– Zdjęcie zrobił mój dwudziestoparoletni brat Janek, w czasie jednego ze spływów z „Wujkiem” – mówi prof. Vetulani. – Był członkiem „Środowiska”, grupy młodych ludzi, która z przyszłym papieżem jeździła wtedy na górskie i kajakowe wycieczki po Polsce.

Na fotografii brakuje podpisu i daty. Prawdopodobnie wykonano ją na przełomie lat 50. i 60. – być może podczas pamiętnego wyjazdu na Łynę w sierpniu 1958 r., kiedy do szefa wyprawy dotarła wiadomość o nominacji na biskupa pomocniczego w Krakowie. Ale możliwości jest więcej. Opracowane przez ks. Adama Bonieckiego „Kalendarium życia Karola Wojtyły” wyprawy kajakowe wymienia w tamtym czasie prawie co roku. 1955 – Drawa, 13 osób, 7 kajaków. 1956 – Czarna Woda, 23 osoby, „wycieczka bardzo rozwinięta organizacyjnie i ujęta w przepisy regulaminowe” (słowa Teresy Życzkowskiej). 1957 – Krutynia, 18 osób. Potem jeszcze m.in.: spływy Obrą, Piławą, Regą... Janek Vetulani, student prawa i filozofii, na każdej z nich mógł mieć aparat. Bo fotografia była jego pasją.

– Odbitkę na pewno wywołał samodzielnie, po powrocie – może dlatego zdjęcie jest trochę prześwietlone? – uśmiecha się prof. Vetulani, dla którego pojemniki na utrwalacze i rozpuszczalniki są do dziś pamiątkami po bracie. Kilka lat po zrobieniu zdjęcia Janek Vetulani utonął w Dunajcu podczas spływu kajakowego. „Jakże szybko dojrzałeś do spotkania z Bogiem!” – mówił w czerwcu 1965 r. biskup Wojtyła w kazaniu nad jego trumną.

Znajomi mówili o nim: dobry człowiek. W 1956 r., gdy jadąc z konwojem PCK do krwawiącego Budapesztu jako niepełnoletni nie mógł oficjalnie przekroczyć granicy węgierskiej, i tak, w sobie tylko znany sposób, dotarł do stolicy Węgier. Na miejscu, jak wcześniej w Polsce, pomagał chorym i potrzebującym.

– W dzień swojej śmierci, przed wejściem na kajak, był jeszcze w kościele – wspomina fotografa jego przyjaciel, prof. Karol Tarnowski. – Był pobożny, ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Podczas wypraw kajakowych rozmawiał z Wojtyłą na tematy filozoficzne. Wyróżniał się niesłychaną dobrocią, koleżeństwem i humorem. Pamiętam, gdy wspólnie wchodziliśmy na Otryt i zabijaliśmy czas wymyślaniem dziwnych potraw. Janek wymyślił „żmiję we łzach”.

FOTOGRAFIA

Zdjęcie jest nieostre i lekko prześwietlone. Nie wiemy, o jakiej porze dnia zostało zrobione, ale rozproszone światło i brak wyraźnych cieni drzew czy postaci piłkarza każą przypuszczać, że zrobiono je po południu. W tle widać rzekę lub – co bardziej prawdopodobne, zważywszy na szerokość wody – jezioro. Pod kępą liściastych drzew z prawej strony kadru dostrzegamy namioty, zaś kilkanaście metrów za Wojtyłą – niewielki palik. Kij znaczący róg boiska? słupek amatorskiej bramki?

Zdjęcie zostało zrobione aparatem „Start” – pierwszym polskim modelem produkowanym od połowy lat 50. Była to dwuobiektywowa lustrzanka, aparat, jak na tamte czasy, zupełnie przyzwoity. Aby zrobić zdjęcie, trzeba było zwolnić niewielką dźwignię. Potem należało pamiętać o przewinięciu korbką rolki filmu tak, aby nie naświetlić ponownie tej samej klatki. W instrukcji obsługi producent pisał: „Aparat podtrzymuje się prawą ręką od spodu, przy czym migawkę wyzwala się kciukiem. Lewa ręka obsługuje gałkę odległości”. Skomplikowana obsługa w połączeniu z dużą wagą wyjaśnia, dlaczego wiele zdjęć z tamtego okresu – także to Janka Vetulaniego – było nierówno kadrowanych.

FOTOGRAFOWANY

– O piłce nożnej Karol Wojtyła mawiał, że „ze wszystkich niepotrzebnych rzeczy jest najpotrzebniejsza” – mówi prof. Tarnowski, który w czasach studenckich, wraz ze swoją przyszłą żoną, uczestniczył w wyprawach z „Wujkiem”. – Lubił w nią grać. Był cięty i dobrze to robił. Najczęściej występował jako bramkarz.

Na przełomie lat 50. i 60. aktywny wypoczynek nie był jeszcze wśród Polaków zbyt popularny. Dopiero organizowano system wczasów zakładowych, w miejscowościach wypoczynkowych brakowało boisk. Wyjazdy z księdzem (od 1958 r. – biskupem) Wojtyłą były elitarne. Tarnowski wspomina, że – choć miały one wyraźnie duszpasterski charakter – sport odgrywał w „Środowisku” istotną rolę. Do grupy należeli najpierw ministranci z parafii św. Floriana w Krakowie, w której Karol Wojtyła był wikarym.

– Nawet chodzenie po Bieszczadach było sportem, ciężką wyrypą w całkowicie dzikim terenie. Zdarzało się, że na piłkę nie było już wtedy siły. Co innego na kajakach – wtedy grywano na sąsiadujących z rzeką polach – mówi uczestnik tamtych wypraw.

A fair play? Czy w gronie przyjaciół „Wujka” dyskutowano o tym, aby grać czysto? – Nasze dyskusje były z reguły poprzedzone wątpliwościami. Lecz w sprawie piłki było oczywiste, że trzeba grać porządnie i fair. Wtedy sport miał reguły, którym wszyscy się podporządkowywali – mówi Karol Tarnowski.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 25/2012