Czy zamach na Trumpa wpłynie na wynik wyborów? Rozmawiamy z dyrektorem ośrodka sondażowego na Uniwersytecie w New Hampshire

Prof. Andrew Smith: Trump zbija już kapitał na robieniu z siebie męczennika, a Biden zapewne obmyśla strategię, jak zbalansować ataki na oponenta, który został właśnie postrzelony.
Czyta się kilka minut
J.D. Vance Donald Trump
Donald Trump i jego kandydat na wiceprezydenta, J.D. Vance, podczas konwencji Republikanów w Milwaukee, 15 lipca 2024 r. // Fot. Charles Rex Arbogast/Associated Press/East News

Marta Zdzieborska: Czy zamach na Trumpa wzmocni jego sondażową przewagę nad Bidenem?

Prof. Andrew Smith, dyrektor ośrodka sondażowego na Uniwersytecie w New Hampshire: Jest zbyt wcześnie, by wyrokować. Na pewno wpłynie na sytuację w najbliższym okresie, ale pamiętajmy, że wybory prezydenckie są dopiero w listopadzie. Do tego czasu próba zamachu na Trumpa stanie się kolejnym dziwnym wydarzeniem w już i tak nietypowym sezonie kampanijnym.  

Spójrzmy na czerwcową debatę telewizyjną: po kiepskim wystąpieniu Bidena szerzyły się spekulacje, że niektórzy zwolennicy Partii Demokratycznej i niezależni wyborcy się od niego odwrócą, tymczasem kilka tygodni później dynamika sondażowa powróciła do stanu sprzed debaty.

Przypomnijmy, że tuż po niej przewaga Trumpa nad Bidenem wzrosła do sześciu punktów procentowych. Ostatnio skurczyła się średnio do dwóch.

Zgadza się. Na pewno wydarzenia ostatnich dni zmobilizują elektorat Trumpa, który już i tak stoi za nim murem. Ale dalej wierzę w to, że Amerykę czeka wyrównana walka w listopadzie. Pamiętajmy, że  jesteśmy w środku wakacji i wielu amerykańskich wyborców zwyczajnie nie śledzi jeszcze na bieżąco kampanii.

Ale mówimy o ataku na Trumpa – kandydata Republikanów i byłego prezydenta USA. To pierwsza taka sytuacja od postrzelenia republikańskiego prezydenta Ronalda Reagana w 1981 r.

Nie sądzę, żeby dla przeciętnego amerykańskiego wyborcy to miało większe znaczenie. Dlatego powtarzam: są wakacje, a do tego Amerykanie zazwyczaj zaczynają śledzić na bieżąco kampanię prezydencką dopiero we wrześniu. Nie uważam, żeby było inaczej w tym roku.

Jednak pospekulujmy. Co Biden i Trump musieliby zrobić, by teraz – tuż po zamachu – przekonać do siebie niezdecydowanych wyborców, ważnych w kampanijnej układance?

Nie sądzę, by te wydarzenia w dużym stopniu wpłynęły na preferencje wyborcze niezdecydowanych. Elektorat jest na tyle spolaryzowany, że większość Amerykanów już podjęła decyzję, czy zagłosuje na Trumpa czy Bidena. Bardziej kluczowa jest teraz walka o to, by zmobilizować swój elektorat do pójścia do urn. I w tym kontekście obaj kandydaci wykorzystają sprawę zamachu. Trump zbija już kapitał na robieniu z siebie męczennika, z kolei kampania Bidena zapewne obmyśla strategię, jak zbalansować ataki na oponenta, który został właśnie postrzelony.

Po zamachu na Trumpa ucichły głosy nawołujące Bidena do rezygnacji z wyścigu. Czy Demokraci na dobre porzucą próby wymiany kandydata?

Można być raczej pewnym, że przynajmniej przez następny tydzień medialny szum wokół Bidena ucichnie. Tym bardziej, że właśnie ruszyła konwencja Republikanów i Trump jest dalej w centrum uwagi. Czas gra tu na korzyść Bidena. Może się okazać, że będzie już za późno na wystawienie nowego kandydata. Konwencja Partii Demokratycznej jest w drugiej połowie sierpnia.

Kierownictwo partii ponad miesiąc temu ogłosiło, że delegaci nominują kandydata na prezydenta podczas wirtualnego spotkania, jeszcze przed konwencją. Niektóre media spekulowały, że jeśli w ogóle Joe Biden zrezygnuje z wyścigu, to będzie musiał to zrobić odpowiednio wcześniej, bliżej początku sierpnia. Co Pan sądzi o takim scenariuszu?

Wydaje się mało realny. Biden musiałby wykazać się niezwykłą wolą polityczną, a sądząc po jego dotychczasowych ruchach, wyklucza rezygnację z wyścigu. W takiej sytuacji członkom partii trudno nakłonić go do ustąpienia. Ważniejszą formą nacisku mogą być pieniądze: już teraz według medialnych doniesień wpływowi darczyńcy zamrozili około 90 mln dol. wpłat na kampanię, by wymusić na Bidenie na rezygnację. Pytanie, czy takich ruchów będzie jeszcze więcej. O politycznych losach prezydenta mogą więc zadecydować pieniądze. 

Zresztą w mojej ocenie dywagacje, czy do walki z Trumpem powinien stanąć Biden, wiceprezydentka Kamala Harris czy też inny kandydat, jak Gavin Newsom [gubernator Kalifornii – red.], nie mają większego znaczenia, bo w spolaryzowanej Ameryce wyborcy będą kierowali się szyldem partyjnym.

Co słyszy Pan od znajomych po zamachu na Trumpa?

Niewiele, to nie jest główny temat rozmów. W niedzielę tuż po zamachu grałem rano z kolegami w tenisa i zamieniliśmy na ten temat tylko kilka słów. A to przecież profesorowie uniwersyteccy. Większość ludzi nie żyje cały czas polityką.

Nie rozmawialiście o tym, że wydarzenia ostatnich dni mogą zwiększyć szansę Trumpa na zwycięstwo? W Polsce dużo się o tym mówi.

Bardzo pobieżnie. Tak jak wspominałem, jest jeszcze dużo czasu do wyborów i wiele może się wydarzyć: mamy wojnę Izraela z Hamasem, wojnę w Ukrainie, jest tyle spraw, które mogą zdominować ostatni etap kampanii. Cofnijmy się do 2008 r., gdy przez długi czas dyskutowało się głównie o terroryzmie i obietnicach zakończenia wojny w Iraku. A potem we wrześniu nastąpił krach na Wall Street i całą kampanię oraz szum medialny zdominował kryzys finansowy. Jest zbyt wcześnie, by prognozować. Oczywiście, prawdopodobnie zamach nieco zwiększy szanse Trumpa na wygraną, ale nie sądzę, żeby to był duży skok, być może rzędu 0,5 pkt proc. Nadal wierzę, że to będzie wyrównana walka.

Prof. Andrew Smith

Autorka jest dziennikarką „Press”

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”