Podczas zakończonej w czwartek 19 lipca konwencji Republikanów w Milwaukee Donald Trump nie potrafił się powstrzymać. Choć tuż po przyjęciu nominacji partyjnej wezwał do zasypania politycznych podziałów – co miało dowieść, że nieudany zamach na jego życie go odmienił – szybko powrócił do dawnej retoryki.
Odbiegając od tekstu przemowy na teleprompterze, Trump oskarżył więc (ponownie) Demokratów o fałszerstwa wyborcze, nazwał (ponownie) Bidena jednym z najgorszych prezydentów USA i wypalił (ponownie), że wytoczone wobec niego postępowania karne są prześladowaniem politycznym. Z zabandażowanym uchem, postrzelonym podczas zamachu, sięgnął po kolejny kampanijny arsenał: obiecał masowe deportacje nielegalnych imigrantów i przekonywał, że gdyby to on był w Białym Domu, świat uniknąłby wojen w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie. „Zakończę każdy kryzys międzynarodowy wywołany przez obecną administrację” – przekonywał były prezydent.
Partia Republikańska murem za Trumpem
Podczas rekordowo długiej, 93-minutowej przemowy Trump łagodził retorykę, gdy wspominał moment zamachu i gdy oddawał hołd zabitemu przez zamachowca uczestnikowi feralnego wiecu – strażakowi Coreyowi Comperatore. W pewnym momencie Trump przerwał przemowę i pocałował wyeksponowany na scenie hełm strażacki, należący do zmarłego mężczyzny.
Podczas czterodniowej konwencji było wiele momentów mających pokazać łagodniejsze oblicze Trumpa – coś, co nie za bardzo udało mu się w trakcie przemówienia, a co potrzebne jest do przyciągnięcia umiarkowanych wyborców. O „dobrym sercu” byłego prezydenta rozprawiali na scenie jego byli współpracownicy, osoby zatrudnione na jego polach golfowych i wreszcie jego wnuczka Kaia Trump. 17-latka opowiadała, jak to regularnie rozmawia z dziadkiem o grze w golfa i cichaczem dostaje od niego cukierki i colę, gdy rodzice nie patrzą. „Media robią z mojego dziadka innego człowieka, ale ja znam jego prawdziwe oblicze” – przekonywała Kaia, debiutująca na konwencji Republikanów.
Wydarzenie zorganizowane w mieście Milwaukee w Wisconsin – to jeden z tych stanów, w których wynik jest kluczowy dla wyścigu prezydenckiego – pokazało jedność Partii Republikańskiej. Poparcie dla Trumpa wyrazili nawet jego dotychczasowi rywale, w tym była kandydatka w prawyborach Nikki Haley, zaproszona na konwencję już po zamachu na Trumpa.
Występując na scenie w Milwaukee, Haley mobilizowała wyborców, przekonując, że nie muszą zgadzać się z Trumpem w stu procentach, by na niego zagłosować. Jej występ to ukłon właśnie w stronę umiarkowanych Republikanów i niezdecydowanych Amerykanów, których głosy potrzebne są byłemu prezydentowi do zwycięstwa. To solidny kawałek wyborczego tortu do zgarnięcia: przypomnijmy, że w prawyborach w niektórych stanach Haley uzyskiwała nawet 40 proc. poparcia wśród zwolenników Republikanów.
Czy Kamala Harris może wygrać?
Trump mobilizuje wyborców i celebruje swój sukces w czasie, gdy kampania jego rywala Joego Bidena dosłownie wisi na włosku.
Nie dość, że prezydent zaraził się ponownie koronawirusem, to jeszcze nie słabną naciski, aby zakończył kampanię. W środę w tej sprawie zaapelował kongresmen Adam Schiff – do tej pory jest to najbardziej prominentny Demokrata, który zrobił to publicznie. Zarówno on, jak i inni politycy obawiają się, że Biden nie tylko przegra z Trumpem, ale także swoją katastrofalną kampanią doprowadzi do najgorszego scenariusza: do sytuacji, w której Republikanie będą mieli nie tylko swojego człowieka w Białym Domu, ale także będą mieć większość w obu izbach Kongresu, parlamentu federalnego w Waszyngtonie.
Obawy te są potęgowane przez sondaże: Biden wlecze się za Trumpem nawet w stanie Wirginia, gdzie w 2020 r. zwyciężył z nim przewagą 10 punktów procentowych. Według zaś nowego zestawienia AP-NORC, aż 65 proc. sympatyków Demokratów i 70 proc. wszystkich wyborców uważa, że prezydent powinien zrezygnować i pozwolić swojej partii na wskazanie innego kandydata.
Dziennik „The New York Times” donosi, że ponoć Biden jest coraz bardziej otwarty na taki scenariusz: miał dopytywać współpracowników o sondaże, a także o to, czy szansę na wygraną miałaby wiceprezydentka Kamala Harris. W wywiadzie dla NBC News z 15 lipca zapowiadał natomiast, że rozważy rezygnację z wyścigu tylko jeśli zasugerują mu to lekarze ze względów zdrowotnych. To już postęp, bo dwa tygodnie temu twierdził, że do rezygnacji nakłonić może go „jedynie Bóg wszechmogący”.
Rezygnacja Bidena z wyścigu może być kwestią kilku dni, a nawet kilkudziesięciu godzin: według doniesień dziennika „The Washington Post”, Nancy Pelosi – wpływowa sojuszniczka Bidena – twierdzi, iż ten może być bliski podjęcia takiej decyzji.
„Sojusznicy, koniec z jazdą na gapę”
Wydarzenia ostatnich dni mogą być niepokojące nie tylko dla Ameryki, ale także dla Europy. Podczas konwencji Republikanów Trump namaścił Jamesa Davida Vance’a na swojego kandydata na wiceprezydenta. 39-letni senator znany jest ze sprzeciwu wobec amerykańskiej pomocy wojskowej dla Ukrainy. Tandem Trump-Vance to zatem zapowiedź zacementowania polityki „America First” i bardziej ostrego kursu wobec sojuszników.
Przyjmując nominację partyjną, Vance ostrzegł, że najwyższa pora zdjąć z USA ciężar odpowiedzialności za zapewnienie pokoju na świecie. „Koniec z jazdą na gapę dla państw, które wykorzystują hojność amerykańskiego podatnika” – straszył podczas konwencji.
Zanim Vance pomoże Trumpowi w przemodelowaniu polityki zagranicznej USA, otrzymał konkretne zadanie: ma ułatwić mu pozyskanie nowych głosów. Wywodzący się z rodziny robotniczej ze stanu Ohio, senator ma przyciągnąć białych wyborców w kluczowych dla wyścigu stanach – Wisconsin, Michigan, Pensylwanii i właśnie Ohio. To nie przypadek, że nazwy tych stanów wielokrotnie padały podczas jego przemówienia na konwencji. Nic dziwnego, że choć minęło dopiero parę dni, menedżerowie kampanii Bidena już wzięli Vance’a na celownik – najwyraźniej traktują go bardzo poważnie.
Pytanie tylko, jak długo jeszcze tę coraz trudniejszą walkę z tandemem Trump-Vance będzie po stronie Partii Demokratycznej firmować prezydent Biden.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















