„Kaczor Donald był Polakiem” – taki napis pamiętam z krakowskich murów. Czy to powód do dumy? Niełatwo orzec, chyba że szczególnie cenimy sobie trudne charaktery. Walt Disney powiedział kiedyś, że „w każdej rodzinie jest trudne dziecko, a w naszej wielkiej kreskówkowej rodzinie to właśnie Donald”. Niecierpliwy, skłonny do kłótni i przechwałek. Pechowiec, choć zaradny i momentami serdeczny – chyba najsłynniejszy przedstawiciel drobiu w kulturze popularnej, Donald Fauntleroy Duck, kończy właśnie 90 lat.
Za oficjalną datę ekranowych narodzin Donalda uznaje się 9 czerwca 1934 r., kiedy to pojawił się w animowanej krótkometrażówce „Mądra kurka” z serii „Silly Symphonies” (zob. niżej). Charakterystyczny marynarski strój, bluza z kołnierzem i czapka, to pomysł rysownika Dicka Lundy’ego. Niezapomniane niewyraźne kwakanie, które szczególnie często można usłyszeć w napadach złości, to z kolei zasługa Clarence’a Nasha, aktora, który pilnie strzegł autorskiego patentu na ten głos (po śmierci Nasha rolę tę przejął Tony Anselmo).
Już na dzień dobry nowy bohater Disneya dał się poznać jako kombinator i bumelant starający się wymigać od pomocy kurce w polu. Od tamtej pory często pakował się w kłopoty, na ogół na własne życzenie. Na ekranie jego postać często służyła do zilustrowania porzekadła „nie śmiej się dziadku z cudzego wypadku”, gdyż próby spłatania komuś złośliwego figla obracały się przeciwko niemu samemu, prowadząc oczywiście do kolejnych eksplozji rozkwakanej złości.
Bardzo łatwo było nastąpić mu na odcisk na płetwie, w czym specjalizowali się zwłaszcza ukochani siostrzeńcy – Hyzio, Dyzio i Zyzio (doskonale znani zwłaszcza z serialu „Kacze opowieści”), a także wiewiórki Chip i Dale.

Pełen wad, ale dający się mimo wszystko lubić kaczor, tworzył zgrany ekranowy duet z Myszką Miki, równoważąc nieco może zbyt dobroduszny, pogodny, hollywoodzki styl tej postaci. Choć Donald mu zazdrościł, a nawet próbował z nim konkurować, pozostawali w przyjaźni. Skomplikowany psychologicznie kaczor i jego niejednoznaczne relacje z pozostałymi bohaterami nadawały chyba silniejszego „ludzkiego” rysu uniwersum disnejowskich kreskówek.
Z pewnością był w nim postacią najbardziej trafiającą do dorosłych. To również stało się przyczyną jego szczególnej popularności od czasu II wojny światowej, kiedy publiczności przypadły do gustu bardziej zaczepne, konfrontacyjne animacje i tacyż bohaterowie.
W ten sposób Donald trafił do wojska (co można śledzić w serii animacji od „Donald gets drafted” z 1942 r., zob. poniżej), a nawet wyśnił straszny sen, w którym znalazł się w III Rzeszy (słynny film „The Fuehrer’s Face” z 1943 r.). Również w latach 40. stał się bohaterem komiksów, rysowanych przede wszystkim przez Carla Barksa, który rozbudowywał konsekwentnie świat Kaczogrodu i oprócz znanych postaci, jak Donald, jego luba Daisy czy siostrzeńcy, wprowadzał nowych bohaterów na czele z Wujkiem Sknerusem i jego szczęśliwą dziesięciocentówką. W animowanej wersji trafili na ekran w przygodowym serialu „Kacze opowieści”.
Do Polski Kaczor Donald, podobnie jak inne postacie Disneya, dotarł jeszcze w swoim kaczęctwie – w latach międzywojennych. Miłośnicy komiksu mogli poczytać o jego przygodach w „Gazetce Miki”, wydawanej na licencji Disneya przy współpracy uznanych polskich literatów. Doczekał się tam polskiego imienia idealnie pasującego do jego osobowości – Kaczorek Zadziorek.
W latach poodwilżowych, gdy telewizja zaczęła emitować produkcje Disneya, znów stał się Donaldem. Dzieciństwo w latach PRL-u nieodłącznie kojarzy się z obiektem pożądania, czyli historyjkami obrazkowymi z gumy do żucia Donald, produkowanej przez holenderską firmę Maple Leaf od lat 60., w Polsce dostępnej oczywiście w Peweksie.

90. urodziny słynnego kaczora są hucznie świętowane we wszystkich parkach tematycznych Disneya. Firma nawiązała też współpracę z Willem Gao, gwiazdorem serialu „Heartstopper”, który z tej okazji nagra okolicznościowy materiał wideo. To nie pierwszy urodzinowy gość specjalny – z okazji pięćdziesiątki portret Donalda przygotował sam Andy Warhol.
A czy Donald jest bohaterem na dzisiejsze czasy? Bywa trudny, niespecjalnie nadaje się do tego, by świecić przykładem, czego czasem oczekuje się od prominentnych postaciach popkultury. Ale też arogancja i wybuchowy temperament Donalda, jak się wiele razy okazało, ma swoje źródło w jego niskim poczuciu własnej wartości i skłonności do czarnowidztwa. To gość, który nie zawsze radzi sobie sam ze sobą, ale z pewnością się stara, stając się niespodziewanie trafną ikoną czasów, w których tak znaczącą funkcję pełni język psychoterapii.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















