Reklama

Już bez spodziewań

Już bez spodziewań

20.05.2009
Czyta się kilka minut
W starym nagraniu Rolling Stonesów gitara pobrzękuje metalicznie, z jękliwym, bluesowym zawodzeniem. Jagger śpiewa nieco zgaszonym głosem, z taką niby rezygnacją, pod którą czuć kłębiące się emocje. "No Expectations", czyli bez nadziei lub (szukając odpowiedniejszego słowa) bez spodziewań, bez oczekiwań. Ta piosenka przypomniała mi się podczas lektury "Niepiosenek" Mariusza Grzebalskiego.
S

Skojarzenie wywołane podobną tonacją uczuciową tomiku. Ale przypomniała mi się też Pieśń XXXIII "Piekła", gdzie Dante przedstawia dość osobliwy status (nie)życia: bywają na ziemi, w doczesności ludzie, którzy, wydawałoby się, nadal żyją, a są tylko ciałami, już pozbawionymi dusz. Kilka wieków później Eliot uniwersalnie poszerzy ten koncept, pisząc o "wydrążonych ludziach" (według wersji przekładowej Miłosza). Motyw wydrążenia, pustki okazuje się też zasadniczą ideą, łączącą w spójną całość teksty z nowego tomu Grzebalskiego. Są to wiersze osnute wokół doświadczenia pustki, wiersze po opuszczeniach. Wydrążony człowiek Grzebalskiego nieraz i na różne sposoby przypomina o swoim stanie: "jakbym był tylko powłoką" ("Nowa mała proza"); "Nie mam wnętrza" ("Co robisz, morze?"); "Życie nie ma środka" ("Teraz"); "Jeszcze z nami jest, ale jako cień tylko" ("Piotruś Pan").

Dante, Eliot, Stonesi, Grzebalski. Cóż, kultura powstała i jest również po to, byśmy dawali sobie radę w sytuacjach bezwyjściowych. A przynajmniej umieli je w językach kultury określić i choć trochę się osłonić. W wierszach poznańskiego poety chodzi nie o pustkę po konkretnym (na przykład tanatycznym) wydarzeniu, lecz o proces opuszczania wywołany powtarzającym się doznaniem powtarzalności, banalności, dojmującym uczuciem - czy lepiej: przeczuciem - egzystencjalnej czczości. Bohater Grzebalskiego nie zawsze się do tego przyznaje, czasem woli się zatrzymać czy obejść tę kwestię z zewnątrz, niemniej te doświadczenia dałoby się najkrócej ująć przykrym pytaniem: więc ja też?

W larkinowskim z ducha (a tak, tak, to mocny i wspaniały duch) wierszu "To by było na tyle" pojawia się rodzajowa scenka, rzecz dzieje się po weselu:

Wszyscy zmordowani

tylko matka panny młodej łka,

popatrując w kuchenne okno.

W nic wyrastające z niczego,

nagle przyjazne, swojskie jak wiedza,

która nic nie daje i w niczym nie pomaga -

że tak miało być.

W innym miejscu, w "Piętrach", obserwator przechodzi od wspomnienia szczegółu z przeszłości do uogólniającej i powściągliwej pointy:

Wiem o tobie tylko tyle,

że jako dziecko nosiłaś za małe buty.

Wtedy zaczęło się to,

co trwa do teraz.

Owszem, trzeba do takich obserwacji przenikliwego i odważnego oka. Nie byłyby jednak te wiersze tak przejmujące, gdyby swojego bohatera pozostawił Grzebalski w bezpiecznym oddaleniu od opisywanych sytuacji biograficznych, raczej mniej niż udanych (na wszelki wypadek: chodzi tu o tzw. nieudane życie, bo wiersze udały się jak najbardziej). Opuszczanie, pustkowienie (jeśli można zaryzykować taki termin) dotyczy przecież także nas.

A zatem "będzie, jakby w ogóle / nas nie było" ("Krzesła"). Owszem, "my" jest jeszcze pewną maską zaimkową, pełni również funkcje retoryczne (w znaczeniu: skrywające). Niemniej "my" wcześniej czy później musi doprowadzić do kwestii "ja". Tak zatem (w "Myślach w windzie") "my rozwiązało się jak włosy dziewczyny / na zdjęciu, po którym nie ma śladu". Można by widzieć tu jedynie ładny (aż niebezpiecznie piękny) dystych. Ale, po pierwsze, "my rozwiązało się" to sprawnie ukryte gramatyczne i głębsze napięcie. Po wtóre, porównanie uruchamia ciąg negacji.

Co zatem z "ja" po "my"? Jeden z tekstów zamyka deklaracja: "Wszystko, czego się nauczyłem o panowaniu nad sobą, zawiodło". Jest to (stylizacja na) bezpośrednie wyznanie, ale również jeden ze składników literackiej gry. Tytuł wiersza "Co z nami, zeszyciku?" wprowadza bowiem jaskrawie autoironiczną perspektywę. Grzebalski sporo robi, aby jego wiersze sporo odsłaniały z pojedynczego egzystencjalnego doświadczenia. To jedna z przyczyn silnego oddziaływania tej poezji - nieunikającej nawet konfrontacji radykalnej.

W "Układzie" okropny, młody proletariat przedstawiony został po to, by ostrość pytania o sens odwrócić w kierunku podmiotu. Nie po to, by się autor miał tłumaczyć przed socjalnymi nizinami, lecz po to, by jego bohater i czytelnik poszukali uzasadnień dla własnych działań i ich istotnego znaczenia. Które to sensy wymykają się, jak przedmiot "Niepiosenek"; i stąd pewnie "nie" w tytule - i w sprzeciwach wierszem.

Mariusz Grzebalski, Niepiosenki

Wrocław 2009, Biuro Literackie.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]