Jedzenie z dostawą: gdzie jest granica „potrzeby”, a gdzie zaczyna się kaprys lub absurdalna wygoda?

Spotykamy się w tej samej kuchni, bo jednoczy nas przekonanie, że to dobra rzecz: samemu i samej zadbać o swoje wyżywienie.
Czyta się kilka minut
Fot. denio109 / Adobe Stock
Fot. denio109 / Adobe Stock

Dwa procent premii za dostawę w upale powyżej 32 stopni. Powyżej 36 stopni premia wzrasta dwukrotnie. A jak przygrzeje powyżej czterdziestu, to – klękajcie narody! – można dostać nawet osiem procent ekstra. Nie od razu, ale dopiero przy rozliczeniu we wrześniu. Ponieważ liczy się te zawrotne wskaźniki od wynagrodzenia za każdy kurs z pizzą albo zupką pho, które wynosi grosze, to jest to raczej kpina niż realna motywacja czy rekompensata, pozwalająca wedle obietnic „wspomóc w zakupie kremów przeciwsłonecznych i elektrolitów”. 

We Włoszech, gdzie taki właśnie system zaproponowała jedna z głównych sieci pośrednictwa w dowozie wszelkiego spożywczego dobra pod drzwi – mniejsza o nazwę, na potrzeby tego tekstu nazwijmy ją roboczo Słoneczną, bo tak nam się kolorystycznie kojarzą jej plecaki – realny zysk kuriera pedałującego Bulwarem Morderczego Słońca wynosiłby jakieś kilkanaście centów.

40-stopniowe upały we Włoszech, ludzie chłodzą się w fontannie Barcaccia na Placu Hiszpańskim. Rzym, 1 lipca 2025 r. // Fot. Antonio Masiello / Getty Images

W Polsce byłaby to pewnie złotówka, tyle że jak na razie dni naprawdę upalnych nie ma u nas aż tak wiele, żeby męka kurierów zaczęła kłuć w oczy i nadawać się na nagłówki portali. Poza tym okazało się to ślepą uliczką: włoska filia Słonecznej firmy szybko się wycofała z tego jakże hojnego pomysłu, zapowiadając „systemowe” rozwiązania i rozmowy z przedstawicielami pracowników. Czy raczej kooperantów, bo przecież w całej tej nowej gospodarce zaklętej w aplikacje chodzi także o to, że nikt, broń Boże, nikogo nie zatrudnia, tylko pozwala wolnym ludziom dorobić, kiedy kto zechce i gdzie mu bardziej pasuje. A że za łaskawe przyjęcie w grono „użytkowników” swojej aplikacji zgarnia lwią część wartości dodanej powstającej, gdy lenia na kanapie połączy się magicznie z jego ulubioną restauracją i stoliczek magicznie się nakryje... no cóż, ofiarni fundatorzy katedr mediolańskich i ołtarzy gandawskich, które do dziś kierują nasze dusze ku lepszym światom, też byli kupcami nakładającymi trzystuprocentowy narzut na worek pieprzu z Indii.

Ciekawe, czy właściciele platformy będą musieli coś ofiarować (tylko czym się zasłużyć dla Boga i piękna w kraju, gdzie byle pipidówa już dawno ma katedrę pełną ołtarzy?), bo niesmak wywołany ich propozycją rozdął się do rozmiarów politycznych. Pojawiły się postulaty, by np. objąć dowóz jedzenia zakazem pracy od południa do szesnastej.

Taki zakaz w tej czy innej formie obowiązuje w wielu krajach śródziemnomorskich, ale dotyczy na razie budów i rolnictwa. Jeden z regionów już zdecydował i w apogeum upału kurierzy muszą pauzować. Co wcale nie budzi, jak wynika ze świadectw zbieranych przez dziennikarzy, ich entuzjazmu, bo odcina od zarobku w korzystnej porze obiadowej, kiedy jest mnóstwo zleceń.

Znów dobre intencje i proste odruchy pomocy u ludzi czyniących dobro zza biurka zderzają się z realiami ludzi podtrzymujących na plecach system zapewniający owym biurkom jako taką stabilną podłogę. Jak brzmi liczba mnoga od Atlasa? Nie wiem, czy w odruchu skrajnego szyderstwa, godnego najlepszego wydziału propagandy, czy ot tak, z niewinnego entuzjazmu, niemiecka (ale współzakładana przez Polaka) firma, do której należy Słoneczna aplikacja, nazywa się Delivery Heroes. Bohaterowie dostaw.

Tak przy okazji, bohaterska firma należy do globalnego funduszu (będącego odnogą innego, jeszcze większego), mającego w portfolio także konkurencyjną aplikację, którą wedle tej samej zasady kolorystycznej nazwijmy sobie Mandarynką. Obie kontrolują w wielu krajach już ponad połowę rynku, a transakcje przejęć i wykupu opiewają w tej branży na miliardy dolarów, bo to jest coraz bardziej fundamentalny biznes.

W raportach rynkowych powiada się, że w Polsce „zaledwie” jedna trzecia ludzi mieszka w zasięgu działania którejś z kilku platform... O ile jednak dobrze pamiętamy historię społeczną naszych ziem i całej Europy, przywilej siadania do zastawionego przez innych stołu (oraz np. bycia noszonym w lektyce) dotyczył do niedawna jednego-dwóch procent populacji. Akurat będący ciągle w ruchu kurierzy z jaskrawymi pakunkami są szczególnie widoczni, ale to przecież nie jedyni gwaranci naszego powszechnego wywyższenia. Są też inne klocki tej układanki, typowej dla późnego kapitalizmu opartego na konsumpcji oderwanej od przytomnie pojętych potrzeb, które łatwiej nam wypchnąć poza pole widzenia i ze świadomości.

Spotykamy się w tej samej kuchni już jedenasty rok, bo jednoczy nas przekonanie, że to dobra rzecz: samemu i samej zadbać o swoje wyżywienie. Nawet zabełtanie jajecznicy w porannym pośpiechu daje nam cenną sprawczość, która się rozrzedza, im bardziej potem wchodzimy w interakcje ze światem. Kto miałby jednak oceniać, gdzie jest granica „potrzeby”, a gdzie zaczyna się kaprys lub absurdalna wygoda? I czy to zawsze źle, że musimy się jako zbiorowość mniej w czymkolwiek namęczyć niż nasi przodkowie? Czasem naprawdę ktoś musi sięgnąć po apkę. Bo leży z nogą w gipsie bez życzliwych sąsiadów albo tkwi sam w mieszkaniu z chorym dzieckiem lub wrócił na dalekie osiedle po dwunastu godzinach pracy do domu z całkiem pustą lodówką. Ważne, żeby – zwłaszcza przy paskudnej pogodzie, w lipcu albo styczniu – dodać do zamówienia kilka wyrzutów sumienia.

Nawet proste bełtanie jajecznicy na patelni może skierować nasze oczy i duszę ku pięknu. W tym tylko celu lubię mieć pod ręką ze dwa-trzy kwiaty cukinii, które rzucone do masy jajecznej (po wyjęciu słupków ze środka, jeśli mamy do czynienia z kwiatami męskimi) stworzą fantazyjną plątaninę linii i faktur. Smażę tak często, bo mam zbyt niezgrabne palce, by te kwiaty zręcznie nadziewać masą z ricotty. Pewnej siły w rękach wymaga za to obróbka świeżych bulw fenkuła. 

Fenkuł w czerwonym winie

  • 2 duże bulwy fenkuła
  • 1 duża cebula
  • 150 ml czerwonego wina
  • oliwa
  • sól

Po rozcięciu fenkułów na pół trzeba z nich ostrym nożykiem uważnie wyciąć twardy rdzeń w dolnej części i zdjąć być może zbyt już zeschłą wierzchnią łuskę. Resztę kroimy w cienkie piórka, podobnie postępujemy z cebulą. Na dużej patelni dusimy na oliwie najpierw cebulę, gdy się zeszkli, dodajemy fenkuła, solimy, zwiększamy ogień, podsmażamy dwie-trzy minuty ciągle mieszając i uważając, żeby się nie przypaliło. Wlewamy wino, czekamy, aż się zagotuje, przykrywamy i zmniejszamy ogień do minimum, dusimy pomalutku dwadzieścia minut albo i dłużej, aż będzie całkiem miękkie. Jeśli zrobi się w trakcie za suche i zacznie się przypalać, można dolać nieco wody lub bulionu warzywnego. Jeśli kupiliśmy fenkuła razem z odrostami, można na wydaniu posypać zieloną „bródką”. Zjadamy ciepłe jako dodatek do mięsa, albo na zimno, z kropelką octu, do kanapki z kozim serkiem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Bohaterowie dostaw