Jasna Góra działa na człowieka jakby ponad tym, co się tam dzieje

To miejsce, gdzie wielu z nas przeżyło spotkanie z Nią, głębsze niż jakikolwiek obraz. Nie wiem, czy do tego konieczne są wszystkie dekoracje i nabożeństwa, odsłonięcia i zasłonięcia obrazu przy dźwięku trąb, wszystkie te uświetnienia.
Czyta się kilka minut
Ks. Adam Boniecki // Fot. Grażyna Makara
Ks. Adam Boniecki // Fot. Grażyna Makara

Moi rodzice ślubowali Matce Boskiej, że my, całe rodzeństwo, do 7. roku życia będziemy nosili ubrania wyłącznie w kolorach używanych przez Nią – białym i niebieskim. Było to pilnie przestrzegane, nawet w czasie wojny. Kiedy po wielu latach wypytywałem zakonników na Jasnej Górze o tę praktykę, żaden nie umiał mi odpowiedzieć.

Na Jasną Górę pojechaliśmy z bratem dopiero po maturze w 1952 r. Jechaliśmy w nocy, żeby zdążyć na uroczyste odsłonięcie obrazu. Fantastyczne! Oprócz samego odsłonięcia pamiętam tłok w kaplicy, byli tam głównie ludzie z wiosek, a sama bazylika była raczej pusta. Na mszy św. modliłem się żarliwie. Tak pamiętam tamtą wizytę sprzed 72 lat.

Na Jasnej Górze byłem potem wielokrotnie. Po święceniach pojechaliśmy tam in gremio – wszyscy. Niedługo potem wróciłem, by pomagać paulinom w spowiedzi. Z tej bytności zapamiętałem jedną spowiedź – kobiety uprowadzonej i zmuszonej do uprawiania prostytucji. W seminarium nie przygotowywano nas do takich sytuacji.

Kiedyś byliśmy na Jasnej Górze z „Tygodnikiem Powszechnym”. Z nami przyjechał też abp Karol Wojtyła. Po mszy św. modlił się długo. Potem ruszył za ołtarz, my oczywiście za nim. Poszedł do kolejki, która tam stała, upadł na kolana i na kolanach obszedł ołtarz Matki Boskiej. Nikt z nas nie dołączył. Staliśmy z głupimi minami, jak zaczarowani.

Jasna Góra... Miejsce od stuleci dla Polaków ważne i święte. Pielgrzymkowe. Przez kilka lat praktykowałem, jako duszpasterz akademicki, pielgrzymkę pieszą. Nie było wtedy jeszcze wielkich pielgrzymek z Krakowa. Szliśmy z kompasem, nocowaliśmy po drodze, gdzie popadło. Z tych pielgrzymek, odbywanych w niewielkich zawsze grupkach, zapamiętałem, że najtrudniejszy był właśnie sam pobyt na Jasnej Górze. Wędrówka była bezcenna. Była trudem, wszystko nieśliśmy w plecakach. Jedliśmy tylko rano i wieczorem. Ale to były dobre dni, choć z reguły – deszczowe. Jak na złość? Nie, w ogóle nam to nie przeszkadzało.

We wspomnieniach tych pielgrzymek na pierwsze miejsce wysuwa się droga, nie jej cel. Kiedy je wspominam, nie mogę pominąć jednego wydarzenia. Od grupy, po przejściu kawałka drogi, odłączył się jeden z chłopców. Żal nam było, ale cóż, każdy był wolny, więc jeśli chciał odejść, to odszedł. Wszystko było mniej więcej normalnie aż do chwili, kiedy doszła do nas wiadomość, że odszedł i odebrał sobie życie. Ta śmierć zawsze jest w mojej pamięci. Pytania, czy nie zrobiliśmy, czy nie zrobiłem czegoś, co można było, co trzeba było powiedzieć, zrobić. Bez odpowiedzi.

Jasna Góra jest miejscem, gdzie wielu z nas przeżyło spotkanie z Nią, głębsze niż jakikolwiek obraz. Nie wiem, czy do tego konieczne są wszystkie dekoracje i nabożeństwa, odsłonięcia i zasłonięcia obrazu przy dźwięku trąb, wszystkie te uświetnienia. Zawsze w pamięci pozostanie mi krakowski arcybiskup Wojtyła, pokornie, wśród pielgrzymów, idący na klęczkach wokół ołtarza Matki Boskiej. Jasna Góra działa na człowieka jakby ponad tym, co się tam (od czasu do czasu) dzieje. Wielkie festyny i pielgrzymki pewnie są ważne, ale na pewno ważniejsze jest modlitewne spotkanie, nawet bez słów.

W czasie, gdy piszę ten tekst, dotarła do mnie wiadomość o śmierci mojej siostry Maryli. Umierała z uśmiechem. Według jej córki, która tam wtedy była – wręcz z radością. Co widziała? Tamte nasze ubranka? Wieczność? Nie wiemy i nie dowiemy się. Nie chorowała, nic jej odejścia nie zwiastowało. A przecież była gotowa. Wszyscy powinniśmy być gotowi. Łatwo powiedzieć...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru NR 34/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Przychodzimy, odchodzimy