Jakob Kepka pojedzie z Krakowa do Kijowa na rowerze z jednym pedałem. Chce dać nadzieję ukraińskim weteranom

Jakob, weteran US marines, stanął twarzą w twarz z chłopakiem po amputacji; na jego bandażu widział jeszcze ślady krwi. Wspomina: „Patrzyliśmy na siebie. On spoglądał na moją sztuczną nogę. Milczeliśmy. Miałem potem poczucie winy, że nie dodałem mu otuchy. Wtedy zrodził się pomysł tej wyprawy”.
Czyta się kilka minut
Jakob Kepka przed siedziba fundacji "Freedom space". Kraków, 30 czerwca 2024 r. // Fot. Jacek Taran
Jakob Kepka przed siedziba fundacji "Freedom space". Kraków, 30 czerwca 2024 r. // Fot. Jacek Taran

Ma 67 lat i nie posiada jednej nogi. Jeździ na specjalnie przystosowanym rowerze, w którym jest jeden pedał. Tylko w 2023 r. przejechał w ten sposób 23 tys. km. Od początku inwazji na Ukrainę angażuje się jako wolontariusz.

Teraz Jakob chce przejechać swoim rowerem trasę Kraków-Kijów, by pokazać, że niepełnosprawność może być początkiem nowego życia. Jego wyprawa, pod nazwą HopeRaising Expedition, ma nieść nadzieję ukraińskim żołnierzom, którzy stracili kończyny. Towarzyszyć będzie jej zbiórka: na protezy i rehabilitację rannych.

Jakob Kepka: – Chcę pokazać, że nie można się poddawać. Ciało nie może ograniczać, nawet jeśli nie jest w pełni sprawne. Ważne jest to, co dzieje się w twojej głowie. Wytrzymałość, determinacja, hart ducha – to rodzi się w umyśle, ciało tylko czasami się przeciw temu buntuje. Trzeba umieć ten bunt pokonać.

POCHODZI Z RODZINY polskiego żołnierza, uczestnika kampanii wrześniowej. Wzięty do niewoli, trafił do  niemieckiego obozu jenieckiego, a po wyzwoleniu przez Amerykanów wstąpił do armii USA i służył w niej w Niemczech. Tam poznał przyszłą żonę, Niemkę. W 1947 r. rodzina wyjechała do Kanady; żyli na farmie koło Ottawy.

Jako obywatel Kanady Jakob, rocznik 1957, nie mógł wstąpić do armii USA. A idąc śladem ojca, tego chciał. Wspomina: – Przyniosłem sierżantowi prowadzącemu rekrutację dużą butelkę whisky. Ten wziął czyjś akt urodzenia, wpisał moje dane, postarzał go, tarzając butem po podłodze i tak oto urodziłem się w amerykańskiej miejscowości, w której nigdy nie byłem. Przyjęli mnie, to był rok 1982.

W armii nabawił się kontuzji kolana, po której usunięto mu rzepkę kolanową, co uniemożliwiło dalszą służbę. Wcześniej dużo biegał, teraz z chorym kolanem nie było to możliwe. Zaczął jeździć na rowerze, ale uraz nie dawał o sobie zapomnieć. Po pierwszej operacji zaczęły się komplikacje, konieczne były kolejne.

W ciągu 12 lat przeszedł sześć operacji endoplastyki kolana. Po każdej było coraz gorzej, do tego doszły problemy z psychiką i alkoholem. Po czwartej operacji poprosił lekarza o amputację, ale ten nie chciał się zgodzić. – Miałem dość życia na opioidach, popadłem w depresję, alkoholizm. To mnie niszczyło – wspomina.

W 2014 r. lekarze podjęli decyzję o odjęciu nogi. Jakob: – Wtedy moje życie zmieniło się na lepsze. Rehabilitacja była ciężka, ale jestem uparty. Mogłem wreszcie odstawić środki przeciwbólowe, udało mi się wyjść z alkoholizmu.

Chciał wrócić też do jazdy na rowerze, ale to okazało się nieproste – nauka pedałowania jedną nogą zajęła mu trzy lata.

WIEŚĆ O INWAZJI, którą Rosja zaczęła przeciw Ukrainie, dociera do niego w Kanadzie. Pamięta słowa ojca: „Jeśli zacznie się dziać coś, co może zagrozić Polsce, nie siedź bezczynnie”. Jakob widzi, że jeśli Putinowi uda się z Ukrainą, następna może być ojczyzna jego ojca.

W Stanach znajduje fundację, która zrzesza weteranów-wolontariuszy. Nie przeszkadza im, że nie ma nogi. Ważne, że zna język polski.

W maju 2022 r. Jakob jest na granicy polsko-ukraińskiej, gdzie pracuje jako tłumacz. Stąd trafia do wsi Nahaczów w obwodzie lwowskim, gdzie wspólnie z innymi weteranami pracuje przy remoncie budynku, w którym ma powstać ośrodek medyczny. W weekendy jeździ do Lwowa. Ma już wtedy nowoczesną protezę z procesorem, porusza się z nią sprawnie, jeździ na rowerze.

Wspomina: – Spacerowałem po lwowskim rynku, była niedziela, słoneczny dzień, dookoła ogródki kawiarniane. Tam trafiłem na młodego mężczyznę świeżo po amputacji nogi; na bandażu miał jeszcze ślady krwi. Podpierali go rodzice, nie miał protezy. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie. Widziałem, jak spogląda na moją sztuczną nogę. Nie miałem odwagi z nim porozmawiać. Wyglądał źle. Przybity, smutny. Potem w nocy w hotelu nie mogłem spać. Miałem poczucie winy, że nie potrafiłem dodać mu otuchy, że nic do niego nie powiedziałem. Wtedy zrodził się pomysł tej wyprawy.

W DROGĘ do Kijowa chce ruszyć w sierpniu. Teraz intensywnie trenuje, codziennie przejeżdża sto kilometrów lub więcej. W realizacji pomysłu pomaga mu krakowska fundacja Freedom Space: zbiera środki na wyprawę, opracowuje trasę, nawiązuje kontakty z lokalnymi władzami, aby zapewnić Kubie bezpieczny przejazd.

– Wojny i Rosjan się nie boję – mówi Jakob. – Bardziej się boję ukraińskich kierowców.

– Ważne, by robić coś wartościowego, co przyniesie pożytek i da siłę innym – dodaje. Takim, którzy teraz przechodzą przez swoją ciemną dolinę, jak on kiedyś.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 28/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Rowerem po protezy