Ma 67 lat i nie posiada jednej nogi. Jeździ na specjalnie przystosowanym rowerze, w którym jest jeden pedał. Tylko w 2023 r. przejechał w ten sposób 23 tys. km. Od początku inwazji na Ukrainę angażuje się jako wolontariusz.
Teraz Jakob chce przejechać swoim rowerem trasę Kraków-Kijów, by pokazać, że niepełnosprawność może być początkiem nowego życia. Jego wyprawa, pod nazwą HopeRaising Expedition, ma nieść nadzieję ukraińskim żołnierzom, którzy stracili kończyny. Towarzyszyć będzie jej zbiórka: na protezy i rehabilitację rannych.
Jakob Kepka: – Chcę pokazać, że nie można się poddawać. Ciało nie może ograniczać, nawet jeśli nie jest w pełni sprawne. Ważne jest to, co dzieje się w twojej głowie. Wytrzymałość, determinacja, hart ducha – to rodzi się w umyśle, ciało tylko czasami się przeciw temu buntuje. Trzeba umieć ten bunt pokonać.
POCHODZI Z RODZINY polskiego żołnierza, uczestnika kampanii wrześniowej. Wzięty do niewoli, trafił do niemieckiego obozu jenieckiego, a po wyzwoleniu przez Amerykanów wstąpił do armii USA i służył w niej w Niemczech. Tam poznał przyszłą żonę, Niemkę. W 1947 r. rodzina wyjechała do Kanady; żyli na farmie koło Ottawy.
Jako obywatel Kanady Jakob, rocznik 1957, nie mógł wstąpić do armii USA. A idąc śladem ojca, tego chciał. Wspomina: – Przyniosłem sierżantowi prowadzącemu rekrutację dużą butelkę whisky. Ten wziął czyjś akt urodzenia, wpisał moje dane, postarzał go, tarzając butem po podłodze i tak oto urodziłem się w amerykańskiej miejscowości, w której nigdy nie byłem. Przyjęli mnie, to był rok 1982.
W armii nabawił się kontuzji kolana, po której usunięto mu rzepkę kolanową, co uniemożliwiło dalszą służbę. Wcześniej dużo biegał, teraz z chorym kolanem nie było to możliwe. Zaczął jeździć na rowerze, ale uraz nie dawał o sobie zapomnieć. Po pierwszej operacji zaczęły się komplikacje, konieczne były kolejne.
W ciągu 12 lat przeszedł sześć operacji endoplastyki kolana. Po każdej było coraz gorzej, do tego doszły problemy z psychiką i alkoholem. Po czwartej operacji poprosił lekarza o amputację, ale ten nie chciał się zgodzić. – Miałem dość życia na opioidach, popadłem w depresję, alkoholizm. To mnie niszczyło – wspomina.
W 2014 r. lekarze podjęli decyzję o odjęciu nogi. Jakob: – Wtedy moje życie zmieniło się na lepsze. Rehabilitacja była ciężka, ale jestem uparty. Mogłem wreszcie odstawić środki przeciwbólowe, udało mi się wyjść z alkoholizmu.
Chciał wrócić też do jazdy na rowerze, ale to okazało się nieproste – nauka pedałowania jedną nogą zajęła mu trzy lata.
WIEŚĆ O INWAZJI, którą Rosja zaczęła przeciw Ukrainie, dociera do niego w Kanadzie. Pamięta słowa ojca: „Jeśli zacznie się dziać coś, co może zagrozić Polsce, nie siedź bezczynnie”. Jakob widzi, że jeśli Putinowi uda się z Ukrainą, następna może być ojczyzna jego ojca.
W Stanach znajduje fundację, która zrzesza weteranów-wolontariuszy. Nie przeszkadza im, że nie ma nogi. Ważne, że zna język polski.
W maju 2022 r. Jakob jest na granicy polsko-ukraińskiej, gdzie pracuje jako tłumacz. Stąd trafia do wsi Nahaczów w obwodzie lwowskim, gdzie wspólnie z innymi weteranami pracuje przy remoncie budynku, w którym ma powstać ośrodek medyczny. W weekendy jeździ do Lwowa. Ma już wtedy nowoczesną protezę z procesorem, porusza się z nią sprawnie, jeździ na rowerze.
Wspomina: – Spacerowałem po lwowskim rynku, była niedziela, słoneczny dzień, dookoła ogródki kawiarniane. Tam trafiłem na młodego mężczyznę świeżo po amputacji nogi; na bandażu miał jeszcze ślady krwi. Podpierali go rodzice, nie miał protezy. Przez chwilę patrzyliśmy na siebie. Widziałem, jak spogląda na moją sztuczną nogę. Nie miałem odwagi z nim porozmawiać. Wyglądał źle. Przybity, smutny. Potem w nocy w hotelu nie mogłem spać. Miałem poczucie winy, że nie potrafiłem dodać mu otuchy, że nic do niego nie powiedziałem. Wtedy zrodził się pomysł tej wyprawy.
W DROGĘ do Kijowa chce ruszyć w sierpniu. Teraz intensywnie trenuje, codziennie przejeżdża sto kilometrów lub więcej. W realizacji pomysłu pomaga mu krakowska fundacja Freedom Space: zbiera środki na wyprawę, opracowuje trasę, nawiązuje kontakty z lokalnymi władzami, aby zapewnić Kubie bezpieczny przejazd.
– Wojny i Rosjan się nie boję – mówi Jakob. – Bardziej się boję ukraińskich kierowców.
– Ważne, by robić coś wartościowego, co przyniesie pożytek i da siłę innym – dodaje. Takim, którzy teraz przechodzą przez swoją ciemną dolinę, jak on kiedyś.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















