Jak wskrzesić nosorożca

Genetycy mają pomysł, jak przywrócić naturze gatunki wytępione przez człowieka. Tylko że pytanie brzmi też – czy powinni.

17.07.2018

Czyta się kilka minut

„Północne białe nosorożce” – rzeźba duetu Gillie and Marc. Nowy Jork, marzec 2018 r. / JOHANNES SCHMITT-TEGGE / DPA / AFP / EAST NEWS
„Północne białe nosorożce” – rzeźba duetu Gillie and Marc. Nowy Jork, marzec 2018 r. / JOHANNES SCHMITT-TEGGE / DPA / AFP / EAST NEWS

Czasami między krewnymi trudno się doszukać rodzinnego podobieństwa. Zwinny, szybki koń arabski niezbyt przypomina żywy czołg, jakim jest afrykański nosorożec. Ale te nieparzystokopytne ssaki są ze sobą stosunkowo blisko spokrewnione. I pokrewieństwo to może się okazać zbawienne dla tych ostatnich.

Zwierzę z probówki

Nosorożce północne, niedawni władcy wschodnioafrykańskiej sawanny, dziś są ekologicznym zombie. Gatunkiem funkcjonalnie wymarłym. Skazane na śmierć przez kłusowników i ich klientów ginęły tysiącami. Z całego gatunku przy życiu pozostały jedynie dwie samice – matka i córka. Żadna nie może już mieć dzieci. Starsza, Najin, ma zbyt schorowane nogi. Młodsza, Fatu, ma problemy z płodnością. Ostatni samiec, Sudan, ich ojciec i dziadek, został uśpiony w marcu. Tu powinna się zakończyć trwająca ok. miliona lat historia ich podgatunku.

Z pomocą przyszły jednak konie wyścigowe. A raczej ludzie, którzy zarabiają ogromne pieniądze na ich hodowli. To w koniach specjalizuje się włoskie biotechnologiczne laboratorium Avantea z Cremony. Tamtejszy embriolog Cesare Galli technikę in vitro stosowaną w hodowli najdroższych koni świata dostosował do fizjologii ich opancerzonych krewniaków. Dzięki komórkom jajowym pobranym od samic nosorożca północnego powinno dać się stworzyć zarodki, które pozwoliłyby odbudować gatunek.

4 lipca na łamach „Nature Communications” opublikowano wyniki badań, które dają na to nadzieję. Badacze stworzyli pierwsze w historii embriony nosorożca z probówki. Embriony hybrydowe, zawierające po połowie DNA nosorożców północnych i południowych. Z 13 jajeczek samic nosorożca południowego, do których wstrzyknięto materiał genetyczny zmarłego samca nosorożca północnego, cztery rozwinęły się w zdrowe, wczesne embriony, zdolne do rozwoju.

To pierwszy krok – bo celem jest stworzenie czystego genetycznie zarodka podgatunku skazanego na wymarcie. Na szczęście jest z czego. Nasienie Sudana oraz czterech innych samców, a także komórki skóry dwunastu innych nosorożców północnych zostały zabezpieczone i spoczywają w lodowym sejfie. To całkiem bogaty zbiór materiału genetycznego. Gdyby faktycznie udało się na jego podstawie odbudować populację zwierząt, byłaby bardziej genetycznie urozmaicona, niż licząca 20 tysięcy osobników populacja nosorożców południowych – bo tamten podgatunek został odtworzony z pozostającej przy życiu na początku XX wieku garstki ok. 50 blisko spokrewnionych ze sobą zwierząt.

Nauka naturze

Dla bezpieczeństwa naukowcy testują na razie procedurę właśnie na nosorożcach południowych: gdyby podczas przebiegającego pod narkozą procesu pobierania komórek któraś z dwóch ostatnich północnych samic padła, strata byłaby niepowetowana.

Zamrożone na razie hybrydowe embriony mają wkrótce zostać wszczepione samicy w jednym z europejskich ogrodów zoologicznych. To dostarczyłoby naukowcom cennej wiedzy na temat tego, jak rozwija się taka hybrydowa ciąża. A północno-południowe mieszańce stanowiłyby też potencjalnie lepsze matki-surogatki dla zarodków nosorożca północnego.

„Sądzę, że nauka może przywrócić naturze to wspaniałe stworzenie” – pisze współautor badania, prof. Thomas Hildebrandt z niemieckiego Instytutu Leibniza. „Będziemy potrzebować odrobiny szczęścia, ale to, co już dziś możemy zademonstrować, jest imponujące”.


Czytaj także: Łukasz Sakowski: Matka Natura i GMO


Następnym krokiem będzie pobranie komórek jajowych Najin i Fatu i zapłodnienie ich przy pomocy zachowanego nasienia nosorożców północnych. Pierwszy młody nosorożec północny wyhodowany dzięki tej technice mógłby się urodzić już za trzy lata. Na razie zespół czeka na pozwolenie od kenijskich władz na przeprowadzenie delikatnej procedury pobrania komórek dwóch ostatnich samic. Włoscy, czescy i niemieccy naukowcy prowadzący badania liczą, że zabieg uda się przeprowadzić przed końcem roku.

Ta sama technika mogłaby potencjalnie posłużyć do ratowania innych krytycznie zagrożonych gatunków. Im wcześniej, tym lepiej: kluczem do sukcesu może być obszerna baza materiału genetycznego pobranego od jak największej liczby niespokrewnionych ze sobą zwierząt. DNA już kilkudziesięciu osobników dawałoby naukowcom duże pole do działania.

Jeden problem jednak pozostaje. Nie znikną przyczyny, dla których te gatunki znalazły się na krawędzi istnienia.

Park Holoceński

Wskrzeszone nosorożce północne nadal byłyby w niebezpieczeństwie. Afrykę ogarnęła epidemia kłusownictwa: w 2013 r. zginęło trzynaście nosorożców, w 2017 r. – ponad tysiąc. Czy przywrócone naturze zwierzęta byłyby skazane na życie w zoo? Jeśli tak, to czy warto?

Co, oczywiście, przywodzi na myśl „Park Jurajski”, film, o którym obowiązkowo trzeba wspomnieć w każdym artykule o inżynierii genetycznej. Zacytujmy więc granego przez Jeffa Goldbluma doktora Iana Malcolma: „Wasi naukowcy byli tak skupieni na tym, czy mogą, że nie zastanowili się nad tym, czy powinni!”.

Okazuje się, że wielu prawdziwych, niefilmowych naukowców ma poważne wątpliwości, czy wskrzeszanie bądź podtrzymywanie przy życiu gatunków na krawędzi wymarcia jest słuszne. Chodzi o koszty – i to nawet nie koszty samych genetycznych eksperymentów.

W ubiegłym roku w „Nature Ecology and Evolution” opublikowano badanie efektywności takich wskrzeszeń. Aby obliczyć, ile kosztowałoby podtrzymanie przy życiu populacji przywróconych do życia zwierząt, naukowcy porównali je z wydatkami ponoszonymi dziś na utrzymanie przy życiu ich krewniaków. Założyli, że koszt utrzymania przy życiu mamuta byłby, na przykład, podobny do kosztów ratowania azjatyckiego słonia. W obliczeniach nie brali pod uwagę samych kosztów procesu przywracania do życia, ale wnioski i tak okazały się niewesołe.

Otóż gdyby pieniądze na wskrzeszanie i utrzymanie przy życiu pochodziły od rządów, to prawdopodobnie z tej samej puli, z której dziś finansuje się ratowanie zwierząt wymierających. W efekcie tego finansowego drenażu na każdy przywrócony do życia gatunek wymarłyby dwa inne.

Gdyby restoracja wymarłych zwierząt była finansowana prywatnie i nie wysysała pieniędzy na inne działania, zanotowalibyśmy niewielki wzrost bioróżnorodności. Ale gdyby te same prywatne środki przekazać na istniejące programy ratowania żyjących, zagrożonych gatunków, uratowano by od dwu- do ośmiokrotnie większą liczbę gatunków.

Jedynym przypadkiem, w którym przywracanie wymarłych zwierząt stanowiłoby zysk netto dla natury, jest sytuacja, w której jakiś miliarder postanowiłby stworzyć swój „Park Holoceński” – i wydałby na to pieniądze, które inaczej trafiłyby na cele zupełnie niezwiązane z ratowaniem środowiska, np. na rakiety kosmiczne czy prywatne wyspy.

„Jeśli ten miliarder jest jedynie zainteresowany przywracaniem gatunku do życia, chwała mu, lub jej, za to – pisze w magazynie „Science” współautor badań Joseph Bennett, biolog z Carlton University w Ottawie. – Ale jeśli przedstawia to jako próbę ratowania bioróżnorodności planety, nie jest w tym szczery. Mamy mnóstwo gatunków na krawędzi wymarcia, które można by ratować dzięki tym samym środkom”.

Według Thomasa Hildebrandta we wskrzeszaniu nosorożców jednak chodzi o coś więcej niż o bioróżnorodność. Bardziej o biosprawiedliwość. „Nosorożec północny nie przegrał przez procesy ewolucji, lecz dlatego, że nie był kuloodporny – pisze w badaniu. – Został wyrżnięty przez kryminalistów, którzy pragnęli tylko jego rogów, bo te są droższe niż złoto. Mamy dziś narzędzia, by to naprawić”.©

WOJCIECH BRZEZIŃSKI jest dziennikarzem Polsat News, gdzie prowadzi autorski program popularnonaukowy „Horyzont zdarzeń”. Stale współpracuje z „TP”.

Na ratunek czekają kolejne gatunki

Na liście krytycznie zagrożonych zwierząt WWF znajduje się ich 19. Oto te najbliższe krawędzi istnienia:

LAMPART AMURSKI – podgatunek lamparta zamieszkujący pogranicze Rosji i Chin. W 2007 r. na wolności było ich mniej niż 26. Dzięki m.in. stworzeniu dla nich rezerwatu w 2018 r. doliczono się 84 dorosłych kotów i 19 kociąt.

MORŚWINEK BEZPŁETWY Z JANGCY – niewielki waleń zamieszkujący największą rzekę Chin. Populacja licząca mniej niż tysiąc sztuk jest zagrożona przez tamy i rozwój wielkich chińskich miast.

NOSOROŻEC JAWAJSKI – kiedyś powszechny od Indii po Indonezję, dziś ostatnie 60 zwierząt chroni się przed kłusownikami w dwóch parkach narodowych w Wietnamie i na Jawie.

NOSOROŻEC SUMATRZAŃSKI – mały, rudy i włochaty, nie do pomylenia z żadnym innym nosorożcem. Ma bardzo małe rogi, co nie powstrzymało kłusowników. Populacja liczy poniżej stu zwierząt i stale się kurczy.

ORANGUTAN TAPANULI – odkryty jako osobny gatunek zaledwie w zeszłym roku, od razu trafił do czołówki najbardziej zagrożonych. 800 osobników zamieszkuje okolice jeziora Toba na Sumatrze.

TYGRYS CHIŃSKI – padł ofiarą Rewolucji Kulturalnej. Tępiono go jako szkodliwego dla socjalistycznego rolnictwa. W 1979 r. chiński rząd zabronił polowań, ale było za późno. Od lat 90. nie zaobserwowano go w naturze. W ogrodach zoologicznych żyje ich ok. 40.

VAQUITA – najrzadszy morski ssak świata. Ostatnich 12 osobników zamieszkuje część Zatoki Kalifornijskiej. Te małe morświny zaplątują się w sieci kłusowników łowiących totoaby – również zagrożone miejscowe ryby.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz naukowy, reporter telewizyjny, twórca programu popularnonaukowego „Horyzont zdarzeń”. Współautor (z Agatą Kaźmierską) książki „Strefy cyberwojny”. Stypendysta Fundacji Knighta na MIT, laureat Prix CIRCOM i Halabardy rektora AON. Zdobywca… więcej

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2018