Reklama

Szachy bez królowej

Szachy bez królowej

28.12.2019
Czyta się kilka minut
Do siedzącego w zadymionym biurze detektywa przychodzi klientka i zleca mu rozwiązanie szachowej zagadki. Nie chodzi jednak o to, by dać mata w trzech ruchach. Pytanie brzmi: gdzie się podziały szachistki?
Arcymistrzyni Judit Polgár przez 26 lat zajmowała pierwsze miejsce wśród kobiet w rankingu Międzynarodowej Federacji Szachowej. Nowy Jork, 1992 r. YVONNE HEMSEY / GETTY IMAGES
P

Przewaga mężczyzn nad kobietami jest w szachach gigantyczna. Na aktualnej, grudniowej liście stu najlepszych szachistów świata rankingu Międzynarodowej Federacji Szachowej (FIDE) znajduje się tylko jedna kobieta, zajmująca na dodatek 79. pozycję. W pierwszej setce najlepszych polskich graczy znajdują się trzy kobiety. Z danych FIDE wynika również, że kobiety stanowią jedynie około 10 proc. liczby zawodników notowanych w rankingu, a ich odsetek wśród graczy posiadających któryś z niezależnych od płci tytułów mistrzowskich wynosi około 1 proc. Mało jest sfer ludzkiej aktywności, w których występowałaby tak potężna dysproporcja płciowa.

Za demonstrację niech posłuży choćby fakt, że na liście 500 największych firm świata Standard and Poor’s (tzw. „S&P 500”) udział kobiet w stanowiskach kierowniczych to 25 proc. – a trudno jest wyobrazić sobie środowisko wymagające od kobiet większego uporu, determinacji i walki ze stereotypami niż zarządy wielkich firm. Jeszcze dekadę temu odsetek ten wynosił 15 proc., a 20 lat temu był, jak się szacuje, jeszcze dwukrotnie mniejszy. Kobiety musiały w ciągu ostatnich dekad z trudem zdobywać sobie miejsce w tym prestiżowym gronie. Więc skąd ich nieobecność w gronie mistrzów szachownicy?

Statystyki te mogłyby stanowić treść czarnego snu rzeczników płciowego egalitaryzmu, a oliwy do ognia dolewają związane z szachami aspekty wizerunkowe. Gra ta ma bowiem status wzorca „czystych” problemów decyzyjnych: zasady gry są znane i racjonalne, a obie strony mają pełen dostęp do informacji o sytuacji na planszy. Jeśli dodać do tego istniejące zbiory zapisów przebiegu wszystkich znaczących partii oraz notację pozwalającą prześledzić znaczenie poszczególnych ruchów, nie powinno dziwić, że szachy bywają określane mianem „muszki owocowej rozumowania”. Umiejętności szachowe wiążą się w powszechnym mniemaniu z wysokimi kwalifikacjami intelektualnymi. Szachy przedstawia się ponadto jako sport, który szczególnie równo traktuje swoich adeptów – aby je uprawiać,wystarczy w zasadzie jedynie znajomość zasad. Nie potrzeba specjalistycznej odzieży, nie liczy się zręczność, wielkość czy masa zawodników, a zmysły niezbędne są o tyle, o ile umożliwiają one zawodnikowi orientację w aktualnym położeniu figur. Nie istnieją tu również bariery wiekowe, ani – właśnie – płciowe. Przy szachownicy może usiąść dosłownie każdy i każdy w chwili rozpoczęcia partii ma równe szanse.

Wróćmy więc do pytania: dlaczego w gronie setki najlepszych graczy w szachy jest tylko jedna kobieta? To, co powiedziano do tej pory, mogłoby doprowadzić leniwego detektywa do konkluzji, że mężczyźni są po prostu „lepsi”. Tak lapidarna odpowiedź zapewne nie zadowoliłaby jednak ani dobrego badacza zagadek, ani tym bardziej jego zleceniodawcy. Musimy wejść głębiej.

Jakość z ilości

Zacznijmy od próby wyjaśnienia o czysto statystycznym charakterze. Skoro w szachy gra ogólnie więcej mężczyzn – a czemu tak jest, zastanowimy się później – to może z tego wynika, czysto ilościowo, ich dominacja w gronie arcymistrzów? Tak sformułowane pytanie zadała grupa badawcza M. Bilalica, psychologa i szachisty.

Powszechnie stosowany do określania pozycji szachistów ranking ELO ma rozkład określany w statystyce jako normalny, ze średnią wynoszącą 1500 punktów i odchyleniem standardowym – którym mierzy się „rozrzut” wartości – równym 200 punktów. Dla rozkładu normalnego wewnątrz „pierwszego” odchylenia (czyli tutaj: w przedziale 1300-1700) mieści się ok. 70 proc. przypadków. „Drugie” odchylenie (1100-1900) obejmuje już 96 proc. populacji, co oznacza, że na jego „górnym skrzydle”, czyli powyżej 1900 punktów, mieści się już tylko dwa procent graczy. Wynik powyżej trzeciego odchylenia ma już 0,15 proc. populacji, czyli jedna osoba na siedemset. Zdobycie szachowego arcymistrza wiąże się z uzyskaniem zwykle około 2500 punktów – to rezultat przewyższający średnią o aż pięć odchyleń.

Zawodnicy z pierwszej światowej setki mają od 2650 do 2872 punktów ELO, co oznacza, że są one odległe od średniej o pięć, sześć czy nawet siedem odchyleń standardowych! Gdyby porównać to z inteligencją ogólną, również mającą rozkład normalny, oznaczałoby to wartość zbyt wysoką, aby wykryć ją za pomocą któregoś ze standardowo stosowanych narzędzi. Najlepsi szachiści świata to więc przypadki naprawdę... bardzo nietypowe – co powinno zapalić w głowie statystyka lampkę ostrzegawczą. Statystyki są tym solidniejsze, im bardziej typowe i liczne przypadki się nimi analizuje.

Sucha matematyka mówi przykładowo, że prawdopodobieństwo znalezienia osoby mającej w rankingu ELO wynik powyżej 2800 wynosi mniej więcej jak jeden do 20 miliardów. Nawet gdyby więc zajrzeć w każdy zakątek Ziemi, nie powinniśmy znaleźć nikogo tak uzdolnionego. Ranking FIDE wymienia zaś obecnie trzy osoby o tak wysokim wyniku. Jest jasne, że to, co dzieje się na „skrzydłach” rozkładów statystycznych, wymaga nieco głębszej i mądrzejszej analizy niż przeliczenie kilku parametrów. Zresztą, nawet gdybyśmy się uparli, że tak duży udział mężczyzn w gronie arcy­mistrzów wynika wyłącznie z większego udziału mężczyzn w gronie szachistów jako takich, wciąż otwarte jest pytanie: dlaczego? Czy jest w szachach coś, co przemawia silniej do mężczyzn niż do kobiet?

Skąd się biorą szachiści?

Zacznijmy od dzieciństwa. W badaniu, którego wyniki opublikowano jakiś czas temu na łamach „Personality and Individual Differences”, porównano cechy osobowości grających w szachy dzieci w wieku 8-11 lat z dziećmi niegrającymi w szachy, ale uczęszczającymi do tych samych szkół. Obok innych cech psychologicznych, jak większa otwartość na doświadczenie, u dzieci grających w szachy odnotowano również niższy poziom ugodowości. Co oznacza obniżona wartość tej zmiennej? M.in. silniejszą skłonność do wchodzenia w konflikty i niższą motywację do unikania sprzeczek. Szachy są zaś, jak wiele innych sportów, walką par excellence (chodzi w nich wszak o to, aby zaatakować i pokonać przeciwnika), wywodząc się zresztą prawdopodobnie z indyjskiej gry wojennej czaturanga. Dalekim echem tego wojskowego charakteru jest wyrażenie „szach mat”, oznaczające z perskiego „król zginął”.

Rzecz w tym, że zarówno chłopcy, jak i dorośli mężczyźni charakteryzują się zasadniczo niższym poziomem ugodowości niż kobiety. Być może zatem niska ugodowość stanowi rodzaj filtra – mężczyźni częściej od kobiet pozostaną przy szachach, ponieważ statystycznie częściej będzie im odpowiadał ich konfrontacyjny charakter.

Gdy mowa o szachach, innym oczywistym „podejrzanym” spośród zmiennych psychologicznych jest inteligencja. Sprawa nie jest jednak prosta. Z przeprowadzonego przez zespół A.P. Burgoyne’a systematycznego przeglądu wcześniej opublikowanych badań dotyczących związków inteligencji z umiejętnościami szachowymi wynika co prawda, że są one ze sobą dodatnio powiązane, jednak zarysowują się silniej u dzieci i młodzieży niż u osób dorosłych oraz silniej u graczy nieposiadających szachowego rankingu niż u klasyfikowanych zawodników. Wygląda więc na to, że ranking FIDE nie daje się w prosty sposób „przetłumaczyć” na ranking IQ, zwłaszcza w swoich górnych rejonach.

A może kluczem do rozwiązania zagadki jest trójkąt: praktyka – zadowolenie – motywacja? A.L. Vermeer ze współpracownikami zwrócili uwagę na element życia zawodnika jeszcze ważniejszy od samych zawodów – długotrwałe treningi, w trakcie których trzeba zmusić się do wielokrotnego wykonywania tych samych czynności. Znaczącą rolę odgrywa tu testosteron, którego stężenie jest u mężczyzn wielokrotnie wyższe niż u kobiet. Testosteron, wpływając na działanie mózgowego układu nagrody, może z jednej strony podwyższać poczucie zadowolenia wynikającego z wykonywania określonej czynności, z drugiej zaś sprawiać, że większa liczba aktywności będzie wydawała się „warta świeczki”.

I to jednak nie doprowadza nas niestety do szybkiego rozwiązania zagadki szachów. Regularne, długotrwałe, żmudne ćwiczenia są oczywiście nie do uniknięcia, jeśli chce się osiągnąć poziom mistrzowski w jakiejkolwiek dziedzinie życia. W tym kontekście często wymienia się koncepcję A. Ericssona, która jest popularnie znana jako „reguła 10 tysięcy godzin”: tyle właśnie czasu poświęconego na dowolną aktywność miałoby uczynić z każdego człowieka eksperta. Badania pokazują jednak, że choć rola czasu poświęcanego na praktykę jest ważna w takich obszarach jak gry, muzyka czy sport, to jednak nie ma ona decydującego znaczenia.

Czy to już obsesja?

Do podobnych wniosków doszli D.Z. Hambrick i współpracownicy, którzy skupili się już wyłącznie na grze w szachy. Z jednej strony potwierdzili oczywistą diagnozę, że w miarę wzrostu doświadczenia rośnie statystycznie siła gry: szachiści na poziomie intermediate przeznaczyli na trenowanie przeciętnie około 3100 godzin, eksperci około 5600 godzin, a mistrzowie ponad 10 tys. godzin. Z drugiej zaś strony odnotowali potężne różnice pomiędzy poszczególnymi osobami grającymi na tym samym poziomie – jeden z mistrzów praktykował mniej niż 1000 godzin, podczas gdy inny ponad 24 tys. godzin. R.W. Howard w swoim badaniu na temat wybitnych szachistek z rodziny Polgár zauważył, że ich życie już od dzieciństwa podporządkowane było temu sportowi, jednak najlepsza z nich (Judit Polgár, uważana powszechnie za najlepszą szachistkę w historii; w szczycie formy zajmowała ósmą lokatę w światowym rankingu FIDE) nie była jednocześnie tą, która na trenowanie poświęciła najwięcej czasu.

Być może jednak liczy się wytrwałość innego typu? Howard prześledził również kariery 340 kobiet i 3132 mężczyzn, którzy debiutowali na szachowej liście rankingowej w okresie 1985-89. Spośród tej grupy po 1999 r. aktywnych było wciąż blisko 67 proc. mężczyzn, ale jedynie niespełna 39 proc. kobiet. Choć kobiety debiutowały na listach w młodszym wieku, to przeciętnie rozgrywały znacznie mniej turniejowych partii niż mężczyźni. O ile przeciętna liczba gier wynosiła w ich przypadku 68 partii, o tyle jej wartość w grupie mężczyzn wynosiła 104. Różnice są jeszcze bardziej widoczne w setce najlepszych graczy każdej płci – u kobiet wyniosła ona 303 rozgrywki, u mężczyzn zaś aż 937! Sam autor badania wymienia kilka możliwych wyjaśnień, m.in. wyższą w przypadku mężczyzn tendencję do ulegania obsesji na punkcie jednej rzeczy, odsuwającej na dalszy plan inne sprawy i zainteresowania.

Wyższa skłonność mężczyzn do wielo­letniego oddawania się szachom może mieć też związek z nieco innymi preferencjami poznawczymi. R. Su i współpracownicy przeanalizowali szereg badań pokazujących, że mężczyźni wykazują statystycznie silniejsze od kobiet zainteresowanie obiektami nieożywionymi i mechanizmami (w przeciwieństwie do osób i relacji międzyludzkich), a także mają silniejszą skłonność do systematyzacji (w przeciwieństwie do empatyzacji). Zdaniem S. Barona-Cohena w populacji ludzi występuje siedem poziomów systematyzacji, a im bliżej bieguna wartości skrajnie wysokich, tym bardziej szala proporcji płciowych przechyla się na stronę mężczyzn. Wedle tej teorii skrajnym przejawem systematyzacji są objawy typowe dla zaburzeń ze spektrum autyzmu, takich jak zespół Aspergera. Z jednej strony wiążą się one z silnym, wręcz obsesyjnym zainteresowaniem wąską dziedziną i trudnością w nawiązywaniu relacji międzyludzkich, a z drugiej występują wyraźnie częściej u mężczyzn niż u kobiet. Nie da się zaś ukryć, że przesiadywanie godzinami przy szachownicy, dzień po dniu, rok za rokiem, a także wkuwanie na pamięć setek otwarć szachowych – bez czego nie da się już dzisiaj uprawiać profesjonalnie tego sportu – wymaga specyficznej umysłowości.

A może jednak wojna płci?

Kolejny z tropów wiedzie do kwestii związanych ze stereotypami płciowymi. Choć szachy przedstawiane są jako gra o bardzo egalitarnym charakterze, bez trudu można odnaleźć wypowiedzi wybitnych szachistów, które trudno określić inaczej niż jako po prostu seksistowskie. Znany z dosadnego języka Bobby Fischer w 1963 r. powiedział tak: „[Kobiety] fatalnie grają w szachy. Są chyba po prostu nie dość bystre. Myślę, że nie powinny zajmować się sprawami intelektu i zostać w domu”.

We współczesnej psychologii mówi się o zjawisku zagrożenia stereotypem, będącym w praktyce czymś w stylu „samo­spełniającej się przepowiedni”. Człowiek, któremu przypomni się negatywny stereotyp związany z którąś z jego cech (płcią, rasą, wiekiem), wypada gorzej w odpowiednim teście umiejętności. Wynika to jednak nie z faktycznie niższych kompetencji, ale stanu psychicznego wywołanego przez konfrontację ze stereotypem. W szachach jest to o tyle istotne, że istnieje w nich możliwość bezpośredniej rywalizacji kobiet i mężczyzn w turniejach mieszanych. Czyżby więc mężczyźni onieśmielali kobiety w czasie rozgrywek?

Badania pokazują coś przeciwnego. T. Stafford poddał analizie wyniki ponad 5,5 mln partii zawodników notowanych w rankingu FIDE, szczególną uwagę zwracając na rozgrywki „mieszane”. Okazało się, że kobiety w pojedynkach z mężczyznami uzyskiwały wyniki lepsze, niż można byłoby oczekiwać na podstawie pozycji w rankingu. Efekt ten nie był silny, ale statystycznie istotny. Co ciekawe, niewykluczone, że przeciwko mężczyznom obracały się właśnie stereotypy płciowe. Stafford sugeruje, że mężczyźni w pojedynkach z kobietami mogą bardziej obawiać się przegranej i konfrontacji z etykietą „pokonanego przez kobietę”, co prowadzi do swego rodzaju „zdławienia” (choking) ich pełnego potencjału.

Rezultaty wskazujące, że szachiści grają nieco inaczej, gdy pojedynkują się z szachistkami, uzyskali również C. Gerdes i P. Gränsmark. Badacze ci poprosili najpierw ośmioro wysoko notowanych szachistów o określenie, czy dane otwarcie partii szachów jest ich zdaniem raczej agresywne, czy raczej bezpieczne i „solidne”. Następnie w oparciu o zapisy milionów partii sprawdzili, jakiego rodzaju otwarć używają gracze ze względu na płeć przeciwnika. Choć efekt ten był dość słaby, badacze wykazali, że zarówno mężczyźni, jak i kobiety (choć mężczyźni w większym stopniu) częściej wybierali agresywne otwarcia, gdy siadali naprzeciwko kobiety. Co jednak najistotniejsze, partie wygrywane były częściej po otwarciu „nieagresywnym”. Także i te wyniki wskazują więc, że ze względu na stereotypy płeć powinna szachistkom raczej pomagać, niż przeszkadzać.

Nieco inna plansza

A co z innymi grami rozgrywającymi się przy planszy? Na łamach „Psychological Science” ukazał się niedawno artykuł autorstwa J.H. Moxleya i współpracowników, dotyczący wyników uzyskiwanych przez mężczyzn i kobiety z USA podczas krajowych mistrzostw w scrabble. Co ważne, w odróżnieniu od szachów, w scrabble gra w USA więcej kobiet niż mężczyzn, jednak od wielu lat to właśnie mężczyźni zostają mistrzami w tej grze. Rzut oka na stronę North America Scrabble Players Association (NASPA) pokazuje, że lista rankingowa najlepszych amerykańskich scrabblistów rzeczywiście zdominowana jest przez mężczyzn.

Co decyduje więc o wynikach uzyskiwanych w tej grze? Zespół Moxleya odnotował, że mężczyźni poświęcają więcej czasu niż kobiety na samodzielne ćwiczenie swoich zdolności, a jeśli uwzględnić osobiste zaangażowanie w tę aktywność, to siła związku pomiędzy płcią a wynikami w grze znacznie się obniża. Bazując na danych pochodzących od uczestników mistrzostw w 2008 r., badaczom udało się uzyskać model, w którym przy uwzględnieniu takich zmiennych, jak rozpoczęcie gry w młodszym wieku, rozpoczęcie gry turniejowej w młodszym wieku, starszy wiek i czas poświęcany na samodzielne ćwiczenie, związek pomiędzy płcią a liczbą punktów w rankingach nie jest już istotny.

Może więc w przypadku gry w scrabble wyjaśnienie tkwi w innym sposobie kierowania karierą przez scrabblistki?

Z badań tych wynikło również, że kobiety grały w scrabble częściej niż mężczyźni poza turniejami, a także, że gra poza­turniejowa dawała im większą radość niż mężczyznom. W przypadku mężczyzn występują zaś silniejsze niż u kobiet tendencje do obsesyjnego oddawania się pasji, a także wyższy poziom przyjemności czerpanej z samodzielnego ćwiczenia. Czyżby więc do osiągnięcia mistrzostwa potrzebne jest przekonanie, że szachy czy scrabble to sprawa życia i śmierci, godna największych poświęceń? Niech czytający te słowa sami ocenią, jak się do tego ustosunkować.

Jakieś praktyczne wnioski?

Uczciwy detektyw musiałby w tym momencie przyznać, że sprawa jest bardzo złożona i trudno wskazać w niej jednego winnego. To nie jest tak, że zabił lokaj i kropka. Odpowiedzialność rozkłada się prawdopodobnie pomiędzy kilkoma głównymi podejrzanymi. Pojawia się oczywiście pytanie, czy chcemy i czy da się coś z tą dysproporcją zrobić? O ile trudno dyskutować ze statystykami na temat stopnia ugodowości albo obsesyjnego zainteresowania obiektami nieożywionymi, to kwestie dotyczące wytrwałości w treningu albo ścieżek rozwoju kariery poddają się modelowaniu. Przypuszczając już, że chcemy to zrobić: czy dałoby się sprawić, aby potencjał intelektualny tkwiący w szachistkach znalazł lepsze odzwierciedlenie w pierwszej setce?

Nawet i to pytanie prowadzi jednak tylko do kolejnych zagadek. Jak bowiem wskazywali w swoim raporcie z 2010 r. Gerdes i Gränsmark, odsetek kobiet wśród profesjonalnych szachistów na początku XXI wieku był najniższy w tych regionach świata, w których największą wagę przywiązuje się do równości płci. W Azji Wschodniej wynosił on 17 proc., w krajach byłego Związku Radzieckiego 15 proc., w Europie Wschodniej 10 proc.; w USA było to 6 proc., w Europie Zachodniej 5 proc., a w krajach skandynawskich, które podawane są wręcz jako wzór do naśladowania, gdy mowa o równych szansach obu płci – zaledwie 4 proc. I co teraz? ©℗

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Filozof przyrody i dziennikarz naukowy, specjalizuje się w kosmologii, astrofizyce oraz zagadnieniach filozoficznych związanych z tymi naukami. Pracownik naukowy Uniwersytetu...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Niestety, ale taka jest prawda. Uwazam pana Korwina-Mikke za pajaca, niemniej czasem zdarza mu się rzec coś sensownego:)))

Korwin-Mikke w tym artykule występuje pod pseudo Bobby Fisher. Wg mnie nic sensownego nie powiedział. Cytat powyżej.

Kobieta dalej jest zagadką :) Pozdrawiam serdecznie Autora.

@matematyk w wtorek, 14.01.2020, 20:16. A mężczyźni nie? Chyba trudniej jest wytłumaczyć wybitność niż przeciętność?

A ile wynosi odsetek kobiet wśród szachistów profesjonalnych w Polsce?
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]