Druga, libańska część podróży Leona XIV przebiegała w zupełnie innej atmosferze niż pierwsze dni, spędzone w Turcji. Na ulicach Bejrutu, na trasie przejazdu samochodem do Annaji (sanktuarium św. Szarbela), Harisy (sanktuarium maryjne), siedziby patriarchy maronitów w Bkerké czy wreszcie do szpitala psychiatrycznego prowadzonego przez siostry franciszkanki w Jal el Dib papieża witały tłumy, śpiewające i tańczące przed przejeżdżającym papamobile.
Sytuacja w Libanie
Nic dziwnego – ponad 40 proc. libańskiego społeczeństwa to chrześcijanie, w przeważającej większości katolicy-maronici. To zresztą był jeden z powodów, dla którego spotkanie międzyreligijne zaplanowano w Bejrucie, a nie w czasie pobytu Leona XIV w Turcji. Papież wielokrotnie dawał Liban za przykład pokojowego współistnienia różnych religii (oprócz większości muzułmańskiej oraz chrześcijan żyją tam także druzowie, Żydzi czy bahaiści).
Dodajmy: przykład od lat nieaktualny, bo choć zwykli ludzie chcą i potrafią „pokojowo współistnieć”, kłótnie przywódców frakcji polityczno-religijnych pogrążają kraj w coraz większym kryzysie.
Równowaga zapisana w libańskiej konstytucji (podział miejsc w parlamencie, urząd prezydenta dla katolika-maronity, premiera dla wyznawcy islamu) pozostaje w ostatnich latach martwym prawem. Brak porozumienia między głównymi frakcjami politycznymi to brak jakichkolwiek decyzji.
Hiperinflacja i dewaluacja pieniądza doprowadziły do drastycznego zubożenia ludności (większość Libańczyków żyje poniżej granicy ubóstwa) i masowej emigracji, zwłaszcza elit intelektualnych i biznesowych. Do tego od dwóch lat południowa część Libanu, kontrolowana przez Hezbollah, jest celem nieprzerwanych ataków wojska izraelskiego.
Unikalne piękno tego kraju – mówił Leon XIV, przywołując biblijne opisy cedrów Libanu, gałązek cyprysów, wiązów i bukszpanu przywożonych do jerozolimskiej świątyni czy zapachu libańskiej ziemi, przepełniającego szaty oblubienicy z Pieśni nad Pieśniami – jest dziś „przyćmione przez ubóstwo i cierpienia, przez rany, które naznaczyły waszą historię – niedawno modliłem się w miejscu wybuchu, w porcie – przez wiele problemów, które was trapią, kruchą i często niestabilną sytuację polityczną, dramatyczny kryzys ekonomiczny, który was przytłacza, przemoc i konflikty, które rozbudziły dawne lęki”.
Papieskie przesłanie do Libańczyków
Homilia Leona podczas ostatniej mszy na portowym wybrzeżu była wołaniem o solidarność – o przemianę serc, zrzucenie etnicznych, religijnych i politycznych pancerzy. Wołaniem nie do polityków i frakcyjnych przywódców, ale do zwykłych ludzi – doświadczających pustki, rozczarowania, niepewności, dezorientacji.
Wołaniem o pielęgnowanie najdrobniejszych gestów miłości i współpracy, „aby ta ziemia mogła powrócić do własnej świetności”. Bo – jak mówi papież – tylko one są w stanie rozbudzić na nowo w sercach ludzi „marzenie o zjednoczonym Libanie, gdzie triumfują pokój i sprawiedliwość, gdzie wszyscy mogą uznać się za braci i siostry”.
Libańczycy powitali Leona XIV z entuzjazmem, pożegnali z nostalgią, bo jego wizyta na dwa dni przeniosła ich do innego świata. Bo dzięki niemu uwierzyli, że los ich ojczyzny jest w ich własnych rękach. Oby w najbliższych dniach boleśnie się nie rozczarowali.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















