Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Inne dzieci Boga

Inne dzieci Boga

20.09.2015
Czyta się kilka minut
Ks. prof. George Coyne SJ, astrofizyk: Być może istoty pozaziemskie istnieją, ale nie komunikują się z nami. Bo nie chcą mieć nic wspólnego z takimi istotami jak my.
Fot. GETTY IMAGES
M

MICHAŁ KUŹMIŃSKI: Teleskop kosmiczny Kepler odkrywa kolejne planety poszukując zwłaszcza tych przypominających Ziemię. Ostatnio odkrył planetę Kepler-452b, trochę większą od Ziemi, krążącą wokół gwiazdy podobnej do naszego Słońca w takiej odległości, że mogłaby tam występować woda w stanie ciekłym. Odkrycie okrzyknięto „krokiem w stronę Ziemi 2.0”. Czy nie jesteśmy świadkami kolejnego przewrotu kopernikańskiego? Okazuje się, że ani nie żyjemy w centralnym punkcie Wszechświata, ani nawet nasza Ziemia może nie być aż tak wyjątkowa. Natychmiast pojawia się też pytanie, czy na takiej drugiej Ziemi istnieje życie...

Ks. prof. GEORGE COYNE SJ, ASTROFIZYK: Owszem, od odkrycia pierwszej planety pozasłonecznej ponad dekadę temu znaleziono ich niezmiernie dużo. Zebraliśmy dowody na istnienie sam już nie wiem ilu takich planet – liczba ta zmienia się codziennie. Nasze pokolenia są świadkami gromadzenia dużej liczby danych, służących rozważaniu możliwości, że istnieje gdzieś pozaziemska inteligencja. Ale nie sądzę, żeby dzisiejsze czasy przyniosły jakąś szczególną zmianę w myśleniu na ten temat. Bo to dopiero początek poszukiwań. Dopiero zaczynamy odkrywać podobne do Ziemi planety, które krążą wokół gwiazd podobnych do naszego Słońca – a to właśnie w takich miejscach powinniśmy zacząć szukać: w warunkach obiecujących dla istnienia życia, jakie znamy.

Sam mam nadzieję na znalezienie planety pozasłonecznej podobnej do Ziemi i uważam, że gdybyśmy odkryli, iż może tam istnieć życie biologiczne, byłoby to z naukowego punktu widzenia naprawdę ekscytujące. Ale wokół Keplera-452b dużo było sensacji wykraczającej poza perspektywę naukową.

Powtórzmy: to dopiero początek. Co więcej: gdy nawet ulepszymy naszą technologię badania ruchów gwiazdy albo zmiany jej jasności – które świadczą, że krąży wokół niej planeta – i gdy zgromadzimy katalog podobnych do Ziemi planet – nawet wtedy daleko jeszcze będzie od stwierdzenia, jaka jest dokładnie ich masa, jaką mają atmosferę, i czy są tam oznaki życia, zwłaszcza tlen. Nie chcę czynić zbyt szczegółowych przewidywań, ale spodziewam się, że do badania spektrum atmosfer planet jeszcze bardzo długa droga.


CZYTAJ TAKŻE W DZIALE NAUKA:

Wojciech Brzeziński:Poszukiwania kosmitów to już dawno nie science fiction, lecz poważna nauka. Start największego w historii polowania na inne inteligencje ogłosił Stephen Hawking.


Załóżmy, że to wszystko się stanie. Wkroczymy wtedy również w obszar pytań religijnych. Czy odkrycie, że istnieje pozaziemska cywilizacja, miałoby konsekwencje dla naszej wizji Boga, naszej wiary?

Problem w tym, że nie wiemy nic na temat tego, czy Bóg miał z istotami pozaziemskimi cokolwiek do czynienia. Nie mamy więc pojęcia, jakie mogłyby być tego konsekwencje dla naszej własnej wiary w Boga. Bo Bóg przemówił do nas. Wszystko, co wiemy o Bogu, bierze się z tego, jak nam objawił się w Piśmie i przez naukę Kościoła. Nie bardzo więc sobie wyobrażam, jak relacje Boga z inną cywilizacją miałyby się przekładać na Jego relację z nami.

Zastrzeżmy od razu: wyłącznie spekulujemy. Ale może teologia mogłaby się czegoś nauczyć od nauki, gdy chodzi o to, jak podejść do podobnych pytań?

Powiedziałbym, że przed teologią stoją dziś znacznie ważniejsze problemy niż te, które można by wywieść z tego bardzo hipotetycznego pytania.

Np. sądzę, że teologia powinna się zająć uporczywym postrzeganiem osoby ludzkiej dualistycznie, które uprawiamy tu, naZiemi. Otóż moim zdaniem teologowie nigdy nie zaproponowali dobrego, spójnego sposobu myślenia o naturze osoby ludzkiej zarówno jako o materii, jak i o duchu. Uparcie tkwimy w dualizmie.

Upraszczając: uważamy, że składamy się z dwóch części, z których Bóg nas zmontował: materialnej, czyli cielesnej, oraz duchowej. Nigdy nie stworzono rozsądnej koncepcji, według której duchowa natura istoty ludzkiej pojawiłaby się w taki sposób, w jaki – co wiemy dzięki nauce – pojawiła się nasza natura materialna. Innymi słowy: skoro wyższymi formami życia stawaliśmy się w procesie ewolucyjnym, to moje pytanie do teologów brzmi: dlaczego duchowa natura istoty ludzkiej nie miałaby się wyłonić wskutek ewolucji, co nie musiałoby od razu oznaczać redukowania jej do materii? Dlaczego – zdaję sobie sprawę, że rzucam wyzwanie teologii, ale nie mówimy przecież o dogmacie wiary – Bóg musi zakażdym razem interweniować i stwarzać każdą indywidualną duszę ludzką? To nie jest wizja zbyt spójna z aktualnym stanem wiedzy naukowej na temat ewolucji. O ile nie sprzeczna.

Tego rodzaju pytania są znacznie ważniejsze niż spekulacje na temat duchowości kosmitów. Bo jak mamy to robić, skoro nie rozumiemy duchowości tu, na Ziemi?

Dlaczego zatem pytanie o życie – być może inteligentne – w kosmosie kusi nas od wieków? W XV w. postawił je Mikołaj z Kuzy, a sto lat później Giordano Bruno.

Na marginesie zaznaczmy, że należy rozróżniać między bytami „inteligentnymi” a „duchowymi”. Duchowa natura człowieka to znacznie więcej niż fakt, że jest istotą inteligentną. Można sobie wyobrazić istoty inteligentne, które nie są duchowe: do których Bóg nigdy nie przemówił i nie nawiązał z nimi relacji. Otóż bazowym elementem tradycji judeochrześcijańskiej jest to, że Bóg sam, w sposób wolny, przemówił do nas. Duchowa natura człowieka jest więc darem. Którego równie dobrze mogliśmy nie otrzymać. To dlatego owo rozróżnienie jest tak istotne.

Apytania? Zadawać je można zawsze. Sęk w tym, czy zadawanie ich pomaga nam lepiej zrozumieć samych siebie. Nie sądzę, żeby było tak w tym przypadku. Nawet gdybyśmy znaleźli pozaziemską, inteligentną i uduchowioną istotę, długo by nam zajęło, zanim byśmy z rozmowy z nią wyciągnęli przesłanki do myślenia o naszej własnej relacji z Bogiem.

Możemy mimo wszystko jeszcze pospekulować?

Naturalnie, uwielbiam spekulacje.

Azatem pójdźmy tropem, który wyznaczył Tommaso Campanella. Twierdził on, że istoty, które nie są „dziećmi Adama”, a więc które nie sprzeniewierzyły się woli Boga, nie byłyby obciążone grzechem pierworodnym, a więc Bóg nie musiałby ich odkupić. Czy E.T. jest grzesznikiem?

Nie jesteśmy dziećmi Adama. Nauka mówi jasno, że nie jesteśmy dziećmi jednej pary rodziców. A więc natury grzechu pierworodnego nie można już dziś wywodzić z czynu Adama i Ewy. Teolodzy dyskutują o niej bardzo żwawo, bez potrzeby odwoływania się do pytań, czy we Wszechświecie istnieją inne istoty, które miały więź z Bogiem, ale sprzeciwiły się mu, zaciągając na siebie, nazwijmy to, grzech pierworodny.

Znowu: spekulować można, ale nigdzie nas to nie prowadzi. Bo skoro nie rozumiemy w pełni natury grzechu pierworodnego w przypadku istoty ludzkiej, to spekulowanie o grzechu pierworodnym istot pozaziemskich jest może i ciekawe, ale dla teologów nieistotne. Wymagałoby bowiem przede wszystkim ustalenia, jaka była natura grzechu pierworodnego istot pozaziemskich. Grzech bierze się z postępowania w sposób wolny i my, rasa ludzka, w sposób wolny uczyniliśmy coś, sprzeciwiając się Bogu. Podobnie musielibyśmy założyć, że owe istoty pozaziemskie również dobrowolnie zbuntowały się przeciw Bogu – w sposób, którego nie rozumiemy. Okazuje się zatem, że istnieją spekulacje pomocne w docieraniu do odpowiedzi i spekulacje tak odległe, że do żadnych odpowiedzi prawdopodobnie nigdy nas nie doprowadzą.

Spekulacje bywają problematyczne. Załóżmy np., że te istoty pozaziemskie, mające więź z Bogiem, a więc uduchowione, zbuntowały się kiedyś przeciwko niemu, i zapytajmy: czy zostały przez Niego zbawione? Bo zbawienie było aktem wolnej decyzji Boga. Mógł nas pozostawić w grzechu.

Dlaczego miałby zbawić nas, a nie ich? 

Jaka byłaby więc pańska odpowiedź?

Że ich też zbawił, bo jest dobry i „nie chce śmierci grzesznika”.

Aja bym zapytał na odwrót, i byłoby to pytanie dla nas ważniejsze: dlaczego Bóg w ogóle zbawił nas?

To, dlaczego miałby zbawić nas, a nie ich, jest kwestią Bożej wolności. Stawiając takie pytania, wystawiamy Jego wolność na próbę. Myślimy: „Bóg jest miłosierny, dlaczego więc miałby ich nie zbawić?”. Ale czy wiemy, dlaczego zbawił nas? Czy byłoby to spójne z Bożą miłością, gdyby nas nie zbawił? Na to pytanie nie mam odpowiedzi.

Spekulując na ten temat, rzucamy wyzwanie wolności Boga?

Dokładnie tak.

To mi utrudnia zadawanie dalszych pytań. Ale proszę pozwolić na jeszcze kilka. O. José G. Funes SJ, obecny dyrektor Obserwatorium Watykańskiego, komentując odkrycie planety Kepler-452b powiedział, że istnienie inteligentnego życia pozaziemskiego nie oznaczałoby, że istniał też „inny Jezus”, bo Boże wcielenie było unikalnym wydarzeniem w historii całego Wszechświata. Zgadza się Ojciec?

Teilhard de Chardin twierdził, że Chrystus jest centrum całego stworzenia i przez fakt, że Bóg posłał do nas swojego jedynego Syna, zostało zbawione całe stworzenie. A więc, że zbawienie jest uniwersalne. Przyjmuję to i uważam za istotne postawienie sprawy, bo to dobry przykład uniwersalnej miłości Boga.

Ale nieustannie podkreślam: miłość Boga jest wolna, posłanie do nas swojego Syna, żeby nas zbawił, było Jego wolnym wyborem. Aktem wolności Boga. Pytanie, czy ów akt dotyczyłby tylko nas, czy całego Wszechświata – to już pójście krok dalej. Odpowiedź jest prawdopodobnie pozytywna, bo bardzo trudno byłoby nam zrozumieć miłość Boga, jeśli by się miało okazać, że podlega ona ograniczeniom. Ale podkreślmy: bardzo trudno byłoby to zrozumieć – nam.

Pojawia się pytanie: czy to, że owe istoty pozaziemskie zostały prawie na pewno przez Boga w jakiś sposób zbawione, pasuje do naszego myślenia o Bogu, który przemówił do nas? Co do tego nie ma wątpliwości: wzmacnia to wiarę, że Boża miłość jest zarówno wolna, jak i hojna. Lub, jeśli pan woli – uniwersalna. Tylko że my już dysponujemy koncepcją uniwersalnej miłości Boga bez potrzeby dociekania, co nasze uniwersum zawiera, czy żyją w nim inne istoty duchowe. My już o tym wiemy. Nie sądzę więc, szczerze powiedziawszy, by odkrycie, że Bóg zbawił istoty pozaziemskie, miało jakoś rozwinąć nasze rozumienie Bożej miłości.

To może zapytam tak: gdy dziecko sobie uświadamia, że w rodzinie pojawiło się drugie dziecko, stanowi to ważny krok w dojrzewaniu, uczy bycia mniej egoistycznym. Może gdybyśmy sobie zdali sprawę, że gdzieś we Wszechświecie istnieją inne dzieci Boga, uczyniłoby to nas dojrzalszymi w naszym stosunku do Niego i siebie samych?

Problem tylko w tym, że my nie potrafimy nawet zachowywać się tak, jakbyśmy wszyscy tutaj, na Ziemi, byli dziećmi Boga! Wojny, przemoc, okropności, terror – nasze czyny nie świadczą, że w to wierzymy. Długa jeszcze droga przed nami tu, na Ziemi, zanim prawdziwie zrozumiemy, że jesteśmy dziećmi Boga. Nie pokazujemy tego nawet w obrębie chrześcijaństwa. Policzmy, ile mieliśmy w historii wojen między chrześcijanami. Czym byłaby wiedza o tym, że w kosmosie są inne dzieci Boga, jeśli brak nam świadomości, że wszyscy jesteśmy dziećmi Boga tu, na Ziemi?

Nie chcę ferować oskarżeń względem nikogo, kto się interesuje życiem pozaziemskim, ale do pewnego stopnia zadawanie takich pytań stanowi ucieczkę przed mierzeniem się ze sprawami nie pozaziemskimi, lecz ziemskimi. Niektórzy uważają też, że istoty pozaziemskie istnieją, ale nie komunikują się z nami. Bo nie chcą mieć z takimi istotami jak my nic wspólnego.

To jedna z odpowiedzi na tzw. paradoks Fermiego. Czyli na pytanie: „Skoro przy takiej obfitości gwiazd i planet życie pozaziemskie statystycznie niemal na pewno istnieje, to czemu nigdy nie mieliśmy z nim kontaktu? Gdzie oni wszyscy są?”. 

Albo inteligentne istoty pozaziemskie nie istnieją, albo nie mamy kontaktu dlatego, że Wszechświat jest zbyt ogromny, by istniały szanse na kontakt. Albo ich nie ma, albo taka jest natura Wszechświata, że komunikację między nami uniemożliwia rozmieszczenie inteligentnego życia na przestrzeniach nieprzekraczalnych z uwagi na graniczną prędkość światła.

Czyli jest Ojciec pesymistą, zarówno gdy chodzi o kontakt z istotami pozaziemskimi, jak i o diagnozę istot ziemskich. Ale czy odkrycie pozaziemskiej inteligencji nie sprawiłoby, że Ziemianie poczuliby się bardziej jednością? Swoją tożsamość określamy poprzez obcych: sąsiadów, inne narody, religie czy rasy. Gdybyśmy wiedzieli, że istnieją prawdziwi Obcy, może poczulibyśmy się wspólnotą Ziemian?

Nie jestem pesymistą, jestem raczej sceptykiem. I tuteż byłbym sceptyczny. Czy naprawdę bardziej byśmy się kochali wiedząc, że istnieją kosmici?

Przynajmniej tak jest w filmach science fiction.

Wiedza naukowa, którą już dysponujemy, nie sprawia, że stajemy się bardziej braćmi. Wątpię, czy wiedza o istnieniu kosmitów by to sprawiła.

Już przerabialiśmy odkrywanie Nowego Świata: gdy Europejczycy odkryli Amerykę, z miejsca ją złupili i wygubili całe cywilizacje, które ją zamieszkiwały. Czy zakładając, że dojdzie kiedyś do kontaktu z istotami pozaziemskimi i okażemy się od nich silniejsi, też będziemy ich podbijać, nawracać siłą i mordować?

Doświadczenia z naszejhistorii – co czyniliśmy z innymi kulturami – ale także nasz dzisiejszy stosunek do innych kultur wskazują, że jakikolwiek kontakt z istotami pozaziemskimi najprawdopodobniej byłby dość wrogi.

Oj.

W encyklice „Laudato si” papieża Franciszka nieustannie jest mowa o podziałach między społeczeństwami, Wschodem i Zachodem, Północą i Południem, biednymi i bogatymi, białymi i czarnymi. Nie świadczy to o tym, że się szczególnie miłujemy. Spodziewałbym się więc, że względem obcej cywilizacji też bylibyśmy nieprzyjaźni.

Czy etyka jest równie uniwersalna jak prawa fizyki, które są takie same w całym Wszechświecie?

Raczej tak. Zakładamy, że nasza etyka i moralność odnoszą się do wartości absolutnych, a nie relatywnych. Np. że morderstwo jest złe. Sądzę, że coś tak fundamentalnego dla naszego systemu etycznego podzielałaby każda inteligentna i uduchowiona istota. Wydaje mi się, że fundamentalne zasady etyczne są uniwersalne. Ale to kolejny przykład myślenia naszymi, ludzkimi kategoriami.

Cofnijmy się od pozaziemskiej inteligencji do pytania po prostu o życie pozaziemskie – choćby proste, jednokomórkowe. Jeśli odkryjemy, że nie jesteśmy jedynym żywym miejscem w pustym, zimnym i martwym Wszechświecie, lecz że rozkwita w nim życie – czy nie byłoby to piękne? 

Gdybyśmy odkryli jakieś formy życia pozaziemskiego, stałoby się bardzo prawdopodobne, że istnieje również inteligentne życie pozaziemskie. Przecież proces ewolucyjny na Ziemi wiódł od prymitywnych form życia do inteligentnych. Takie odkrycie oznaczałoby ekscytującą perspektywę: że we Wszechświecie mogą istnieć formy życia może nawet znacznie bardziej zaawansowane niż na Ziemi. Na Ziemi liczy ono sobie bowiem ok. 3,5 mld lat, tymczasem Wszechświat ma 13,8 mld lat. Zatem cywilizacje pozaziemskie mogłyby mieć znacznie więcej czasu na rozwój.

Bo natura życia wydaje się taka, że dąży ono do komplikacji. ©℗

PROF. GEORGE V. COYNE SJ jest astrofizykiem i jezuitą. W latach 1978–2006 dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego. Członek Papieskiej Akademii Nauk, pracował także m.in. na Uniwersytecie Harvarda i na Uniwersytecie Arizony, był dyrektorem Catalina Observatory. Przeszedł trening w ramach programu Apollo, nie poleciał jednak w kosmos. Członek Komisji do Sprawy Galileusza powołanej z woli Jana Pawła II. Doktor honoris causa m.in. Uniwersytetu w Padwie i Uniwersytetu Jagiellońskiego. Od 2012 r. na Le Moyne College w Syracuse wykłada astronomię i kwestie dialogu między nauką a religią. Jego imieniem nazwana została asteroida 14429 Coyne.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”, dziennikarz, kierownik wydania internetowego „Tygodnika”, twórca i wieloletni kierownik działu „Nauka”. W 2016 r. nominowany do...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Hipotezę, że ich nie ma można sobie darować. Podobnie jak, to, że nie mogą tu docierać. Yhym, prędkość światła, tak, tak, ale od kiedy to prawa "podróży kosmicznych" są zakorzenione w OBECNEJ wiedzy i możliwościach technologicznych nauki i jeszcze zastrzeżone na cały Wszechświat z jego super cywilizacjami :D. Śmiechu warte. Po prostu cały koncept, żeby oni mogli sobie tu przylatywać kiedy chcą i robić co chcą, nie mieści nam się w głowach, ale to jest wtórny skutek tego, że się po prostu boimy.

Człowiek w miarę świadomie funkcjonuje kilkadziesiąt tysięcy lat. Czy ten ksiądz naprawdę musi imertynencko zawęzić wszystko do ludzi? A co z istotami rozmnazajacymi się przez pączkowanie gdzie tu uniwersalnym Jezusa Chrystusa.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]