Reklama

Inauguracja Trumpa: „Yes, we can"

Inauguracja Trumpa: „Yes, we can"

23.01.2017
Czyta się kilka minut
I stało się. Na 45. prezydenta USA został zaprzysiężony 70-letni miliarder, który wygrał wybory krytykując amerykańską politykę, gospodarkę i instytucje – czyli system, którego paradoksy (także podatkowe) uczyniły go bogatym i wyniosły na szczyt elity. Donald Trump nie jest więc zwiastunem Nowego. Może być najwyżej ostatnim tchnieniem Starego.
Prezydent Donald Trump i pierwsza dama Melania Trump na balu inauguracyjnym w Waszyngtonie. 20 stycznia 2017 r. / Fot. REX / SHUTTERSTOCK / EAST NEWS
J

Jego mowa inauguracyjna, na którą z niepokojem czekał cały świat, przypominała „mowę tronową” monarchy. „Ameryka na pierwszym miejscu”, „kupujcie amerykańskie”, „zatrudniajcie Amerykanów” – hasła, które przynależą do kampanii wyborczej, stały się wykładnią polityki nowego lokatora Białego Domu. Czy będą też podstawą polityki USA? Raczej nie, ale Trumpa należy docenić: za jego sukcesem stoją przecież wyborcy, którzy mieli dość polityków dzielących swe zobowiązania na te sprzed i po wyborach. Dlatego pierwszą ofiarą nowego prezydenta stały się media. Składając wizytę w siedzibie CIA, Trump nazwał dziennikarzy „najbardziej nieuczciwymi ludźmi na świecie” i zapowiedział dalsze komunikowanie się z obywatelami przy pomocy mediów społecznościowych. 

Trump nie będzie jednak rządził Ameryką tak, jak Putin Rosją czy Xi Jinping Chinami. Jego słowa – te sprzed i te po złożeniu przysięgi – więcej niż o treści jego prezydentury mówią nam o jej prawdopodobnej naturze. To będzie prezydent stojący ponad systemem, czyli taki, który wygrywa, gdy zmiany się dokonują (bo to dowodzi jego sprawczości) i gdy się nie udają (bo to dowodzi, jak strasznych ma oponentów, którzy blokują jego wspaniałe idee). Tak przynajmniej wydaje się myśleć Trump. 

USA nie są zakompleksiałą republiką na peryferiach świata, by taka narracja mogła zastąpić chłodną ocenę rzeczywistości. Boleśnie doświadczył tego Obama: jego hasłem miało być „Yes, we can” – tymczasem jego rządy pokazały bardziej bezsilność i słabość niż prezydencką potęgę. Obamie nie pomógł nawet pozytywny przekaz społeczny. Trump tymczasem świadomie dzieli i odwołuje się bardziej do frustracji przeszłością niż nadziei na przyszłość. Ma łatwiej, bo Republikanie stanowią większość w Kongresie. Ale to większość chimeryczna, pozbawiona spójności, którą znamy z europejskiej czy krajowej polityki. Gdyby Republikanie mieli wesprzeć uczynienie Ameryki znów wielką, jak chce Trump, powinni... położyć kres karierom à la Trump. A także doprowadzić do osłabienia wielkich korporacji na rzecz małych i średnich firm, zaprzestać pisania prawa pod interesy firm i stanów oraz zerwać z cenzusem finansowym w polityce. Taka rewolucja zmieniłaby na dobre nie tylko USA, ale i cały świat zachodni. Problem w tym, że to niemożliwe. 

Dla partnerów USA mowa Trumpa była nie tylko dowodem małej przewidywalności nowego prezydenta, ale i hipokryzji. Bo jeśli Stany są ofiarą globalizacji, to co mają myśleć o sobie nie tylko mieszkańcy Afryki czy Ameryki Łacińskiej, ale i Europejczycy, których życie załamało się wraz z upadkiem banku Lehman Brothers? 

Trump zapowiada wstrząs, którego najbardziej prawdopodobnym wynikiem może być chaos. Wówczas introwertyczność Stanów będzie w większym stopniu skutkiem wewnętrznych sporów niż realizacją doktryny „America first”. Jak każdy wytrawny człowiek biznesu, a teraz polityk, Trump będzie pewnie przekonywał, że sprawy idą w dobrą stronę. Skoro jednak zadajemy tyle pytań o przyszłość USA oraz ich nowego prezydenta, to zadajmy i to: czy uda mu się dotrwać do końca kadencji? © 

 

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

Podobne teksty

Aleksander Smolar, Marcin Żyła
Marcin Żyła, Laura Merrifield Albright
Radosław Korzycki

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]