Budowlaniec, ojciec szóstki dzieci. Strażak, tata dwóch córek. Elektryk – także dwójka dzieci. Fryzjer, kierowca karetki, piekarz, ogrodnik, hydraulik, menadżer hotelu. „Bez jej wiedzy” – tak nazywał się czat, na którym szukali sposobności zgwałcenia nieprzytomnej kobiety.
Gisèle Pelicot przez wiele lat była podtruwana przez swojego męża mieszanką substancji, w których znajdował się anestetyk podawany zwierzętom podczas zabiegów chirurgicznych. Traciła przytomność. Niczego nie pamiętała. Odczuwany na co dzień ból brzucha był trudny do zdiagnozowania.
Zwyczajni mężczyźni, niewyobrażalna przemoc
Ludovick odpowiedział na ogłoszenie Dominique’a, ponieważ jego partnerka przechodziła wyjątkowo trudną ciążę i przez wiele miesięcy nie mogli uprawiać seksu. Po wszystkim wysłał SMS potwierdzając, że było „naprawdę fajnie” i chętnie znów wpadnie w odwiedziny.
Simoné mógł wpadać częściej, bo mieszkał po sąsiedzku. Codziennie mówili sobie „dzień dobry”. Inni mężczyźni przed przyjęciem zaproszenia Dominique’a też chcieli poznać Gisèle, pukali więc do drzwi jej domu pod byle pretekstem, np. udając kurierów. W obronie jednego z nich, żandarma, występują podczas procesu koledzy. Mówią, że jest wzorowym pracownikiem i życzyliby sobie jego szybkiego powrotu na posterunek.
Łącznie skazano ich pięćdziesięciu, choć w nagraniach rejestrowanych skrupulatnie i „dla przyjemności” przez Pelicota pojawia się prawdopodobnie ok. siedemdziesięciu mężczyzn. „Proszę zdefiniować gwałt” – zwraca się kolejno do oskarżonych sędzia. „To wtedy, gdy ktoś zostaje związany i zmuszony do seksu – odpowiadają – a my nie używaliśmy przemocy”.
Prawda trudna do zniesienia
W wydanej właśnie książce, napisanej przez Gisèle Pelicot we współpracy z francuską dziennikarką Judith Perrignon, czytamy o samym procesie, ale też o kobietach, których bliscy usiedli na ławie oskarżonych. Żadna nie miała siły konfrontować się ze zdjęciami i nagraniami, nie chciały oglądać ukochanego syna czy męża, gdy ten gwałcił.
Wychodziły z sali. Nie poddały się badaniom z obawy, że mogły paść ofiarą podobnych praktyk. Chciały ufać swoim mężczyznom. Chciały wierzyć w swoje życie, zachować wspomnienia.
Tymczasem jedna z tych kobiet rzeczywiście została odurzona i zgwałcona przez swojego męża i Dominique’a Pelicota. W charakterze świadka opowiadała na procesie o ich skromnym, udanym życiu rodzinnym, pięciorgu dzieciach. To życie trwało do dnia, w którym obudziła się, zastając w łóżku obcego mężczyznę.
Pani Pelicot też powie pewnego listopadowego poranka na miejscowym komisariacie, że jej mąż jest świetnym facetem: prasuje i gotuje, robi domowe jogurty i desery. Kiedy dzieci były małe, odbierał je ze szkoły, odwoził na zajęcia taneczne. Zaraz potem funkcjonariusz pokaże jej zdjęcia, na których trudno jej będzie rozpoznać siebie.
Gdy we Francji kończy się głośny proces, dziennikarki niemieckich telewizji publicznych, Isabell Beer i Isabel Ströh, publikują reportaż. Ujawniają nagrania z grup na Telegramie, liczących czasem dziesiątki tysięcy użytkowników.
Mężczyźni wymieniają się tam pomysłami na temat tego, jak skutecznie odurzyć, a potem zgwałcić swoje partnerki. Udostępniają nagrania rzekomych przestępstw. Podpowiadają, gdzie kupić specyfiki, które znieczulają i usypiają. Okazuje się to całkiem łatwe.
Na większości filmów widać twarze nieprzytomnych, zniewolonych chemicznie kobiet. Niemieckie władze niechętnie zabierają się do działania, o czym kilka dni temu przypominają w jednym z wywiadów autorki reportażu.
Dlaczego wciąż nie widzimy przemocy wobec kobiet
Tak, proces Pelicota przyczynił się do zmiany prawa karnego i definicji gwałtu we Francji. Do wcześniejszych kryteriów tego przestępstwa, czyli użycia przemocy, przymusu lub groźby, dodano „brak udzielenia swobodnej i jasno wyrażonej zgody”.
Ale rzeczywistym problemem jest fakt, że nie mamy pojęcia o skali przemocy wobec kobiet. Więcej: same kobiety mogą nie być świadome tego, że są ofiarami. Może dlatego, że zamiast myśleć o nich, fiksujemy się wyłącznie na sprawcach? Czy nie tego uczy nas tocząca się debata wokół sprawy Jeffreya Epsteina?
Tylko w zeszłym roku amerykańskie Centrum ds. Zaginionych i Wykorzystywanych Dzieci otrzymało ponad 113 000 zgłoszeń o możliwości popełnienia przestępstwa. Oznacza to, jak pisze „New York Times”, że każdego dnia w Stanach Zjednoczonych ponad 300 nastoletnich dziewcząt (a dane są na pewno niedoszacowane) pada ofiarą nadużyć seksualnych: w każdym stanie, w każdym mieście, w każdym środowisku.
Pozwalamy na nadużycia, przestępstwa i codzienną przemoc wobec kobiet. Wtedy, kiedy nie zawiadamiamy policji. Wtedy, kiedy nie chcemy się wtrącać. Kiedy nie chcemy znać prawdy. Albo kiedy zamiast o ofiarach przestępstw wciąż mówimy o sprawcach.
Przypomina o tym Gisèle Pelicot, opowiadając tę historię z własnej perspektywy. Ze zdjęciem własnej twarzy na okładce.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















