Grecja: czy to już?

Cisza wokół Grecji trwała tylko dwa miesiące – tylko, czy może aż?
Czyta się kilka minut

Na początku marca Grecja doświadczyła łaski restrukturyzacji swego zadłużenia, czyli, zdaniem rygorystów, zbankrutowała. Zbiorowym wysiłkiem polityków i finansistów udało się doprowadzić do porozumienia (trochę wymuszonego, to prawda) między greckim państwem a większością jego prywatnych wierzycieli; w efekcie dług publiczny Grecji zmalał o ponad 100 mld euro, do spłaty zostało 250 mld. Z kolei grecki parlament przyjął wtedy kolejny program oszczędaności. Otworzyło to drogę do uruchomienia drugiego unijnego pakietu ratunkowego. Wszystko to nie dawało rzecz jasna gwarancji, że Grecja „wróci do żywych”. Ale wydawało się przynajmniej, że po dwóch latach męczarni znaleziono modus operandi, spójny i strukturalny – a nie doraźny – plan działań, dzięki któremu Grecja będzie mogła powoli, latami, ale wychodzić z dołka.

Architekci ratowania Grecji zapewne uwzględniali ten czynnik ryzyka, ale niewiele mogli poradzić – wygląda bowiem na to, że całą operację zniweczyła demokracja: nie sposób pomagać komuś, kto w wolnych wyborach odrzuca pomoc. Gdyby szukać na siłę publicystycznych bon motów, można powiedzieć, że od skazania na śmierć Sokratesa Grecy nie dokonali równie głupiego wyboru. W chwili zamykania tego numeru „Tygodnika” nie było jeszcze jasne, czy greckim politykom z tradycyjnych, wielkich kiedyś partii (konserwatywnej i socjalistycznej), zdetronizowanych w głosowaniu z 6 maja, udało się przekonać do współpracy którąś z partii „antysystemowych” (jeśli pod pojęciem „systemu” rozumieć politykę opartą na reformach oraz współpracy – „antysystemowcy” mówią o kolaboracji – z Brukselą) i utworzyć rząd, czy konieczne będą nowe wybory. Ale to bez znaczenia: obie opcje oznaczają przesilenie – katastrofę? – tyle że odłożone w czasie.

No właśnie, czy wyjście Grecji ze strefy euro – coraz bardziej prawdopodobne – byłoby katastrofą o skutkach odczuwalnych w całej Unii (z brzmiącą jak szantaż zasadą domina: że po Grecji polecą kolejne kraje, zwłaszcza Hiszpania, może Włochy, i strefa euro się rozpadnie), czy też ozdrowieńczym przesileniem, dobrym dla Unii i dla Greków? Na to najważniejsze w Europie pytanie nie ma dziś takiej odpowiedzi, za którą stałaby gwarancja pewności. Przeciwnie: wśród zwolenników obu scenariuszy są ludzie mądrzy, a obie argumentacje brzmią tyleż przekonująco, co czasem apokaliptycznie. „Następne sto dni będą najważniejsze od lat dla całej Europy – wieszczy np. londyński „Guardian”. – Jeśli nie uda się szybko przekonać Niemiec do zmiany kursu, wtedy szanse są jak jeden do jednego, że w strefie euro zostanie tylko wąska grupa państw skupionych wokół Republiki Federalnej”.

W jakimś stopniu sposób rozwiązywania kwestii greckiej na szczeblu politycznym to zatem sprawa nie tylko liczb, ale też wiary – i oportunizmu, który podpowiada maszerowanie szlakami utartymi, politycznie mniej ryzykownymi. Tak to w każdym razie wyglądało do tej pory. Czy jesteśmy już w punkcie, gdy oportunizm w połączeniu z werdyktem demokracji nakażą politykom zmienić strategię? Bo głosują nie tylko Grecy. Dramatyczną klęskę niemieckiej chadecji, partii Angeli Merkel, w wyborach do landtagu Północnej Nadrenii-Westfalii (ma ona prawie tyle mieszkańców, co Węgry i Czechy razem) w minioną niedzielę niektórzy interpretują jako „czerwoną kartkę”, którą Niemcy ukarali swą kanclerz za ratowanie Greków.

Ale nie łudźmy się: w strefie euro czy poza nią, Grecja nadal będzie zdana na pomoc Unii.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2012