Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Gra z czytelnikiem

Gra z czytelnikiem

21.10.2013
Czyta się kilka minut
W przededniu Targów krakowskich trwa alert wśród dziecięcych wydawców. Inwazji na rynek dokonało wydawnictwo Format – 5 premier, a wszystkie świetne. Podobnie Media Rodzina. I jak zawsze Dwie Siostry w natarciu...
A

Ale i inne oficyny nie zostają w tyle. Coraz więcej książek, których jeszcze przed kilkoma laty nikt nie odważyłby się wydać – ze względu na ryzyko marketingowe. Przybywa ryzykantów, ukazują się książki niszowe, artystycznie zuchwałe – one także mają swoją publiczność. A zatem – 12 nowości targowych, różnych gatunków.

Marcin Wicha, Łysol i Strusia, Wydawnictwo Znak Emotikon, Kraków 2013
Na pytanie: „Jak zachęcić oporne dziecko do czytania?” odpowiadam: „Wichą!”. Jeśli śmieszne książki nie pomogą, to nic nie pomoże.
Marcin Wicha, autor dwóch bardzo udanych tytułów („Klara. Proszę tego nie czytać!” i „Klara. Słowo na Szy”), tym razem opowiada historię irytująco grzecznej dziewczynki – Strusi. Ta prymuska i chluba szkoły uczestniczy w wychowawczym eksperymencie – zainstalowano jej „grzecznomierz”, rejestrujący wszystkie zachowania naganne i godne pochwały. Strusia skończyłaby zapewne jako szkolny, bezmyślnie posłuszny cyborg, gdyby nie interwencja pewnego psa – Łysola, który podaje się za jej osobistego trenera niegrzeczności. Łysol puszcza bąki, nie dba o higienę, zmyśla, pyskuje i ściąga na głowę dziewczynki mnóstwo ryzykownych przygód. Z każdym incydentem „grzecznomierz” wariuje, a Łysol i Strusia ratują uczniów przed totalnym ugrzecznieniem i niweczą plan zamiany szkoły w „szkołomarket”. Wszystko to opisał autor lekko i zabawnie, po czym własnoręcznie zilustrował.
Świetna książka. Ma i tę zaletę, że zadowoli dorosłych, bo napisana jest z humorem, bez szczebiotu i minoderii.

Wiktor Woroszylski, Gabryś, nie kapryś!, il. Henryk Tomaszewski, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013
Reprint wydanej w 1967 r. książki mistrzowskiego duetu Wiktor Woroszylski / Henryk Tomaszewski. Wierszyk o kapryśnym bachorze, komiczny i rytmiczny, zilustrowany został przez genialnego grafika, profesora warszawskiej ASP – króla plakacistów polskich. Powstała kapitalna miniatura edytorska, małe arcydziełko, które współczesnym grafikom służy za kanoniczny przykład inteligentnego opracowania książki. Jak to mówią (gdzie indziej): must have!

Ramona Badescu, Pamelo i przeciwieństwa, il. Benjamin Chaud, Wydawnictwo Zakamarki
Do serii o słoniu Pamelo przybył kolejny tom dla maluchów. Tym razem „Przeciwieństwa”. Obok oczywistych, jak: „duże/małe” znajdziemy i ciekawsze: „ulotne/wieczne”, „banalne /nietuzinkowe”, „oryginał/podróbka”, „stalaktyt/stalagmit” (nota bene z marchewki)... i wiele innych. Książeczki o Pamelo – słoniu tak małym, że mieszkał pod kwiatem dmuchawca – wyróżniają fajne, bezpretensjonalne rysunki, przekora i dowcip.

Agnieszka Ginko, Tutlandia, il. Ewa Poklewska-Koziełło, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2013
Wydawałoby się, że rodzinne poranki nad owsianką, przepychanki nieletniego rodzeństwa, rytuały, kłótnie i wizyty kuzynów to temat tak wyeksploatowany, że należałoby się raczej rozejrzeć za jakimś ogrem czy wampirem... A jednak można. Agnieszka Ginko napisała świetną „Tutlandię” – bezpretensjonalny wizerunek rodziny z dwojgiem dzieci – dowcipnie, autoironicznie, bez maniery. Proste skecze domowe puentowane są lekko, dialogi same się toczą, a rodzice są w sam raz dziecinni i nie stronią od wygłupów. Czyli są dokładnie tacy, jakich lubimy najbardziej. Dwójka dzieci – Tutek i Tutka – natychmiast, od pierwszej sceny, zjednuje sobie naszą sympatię. Wróżę im, że szybko dołączą do grona lubianych czytelniczych rodzeństw: Kuby i Buby, Bolka i Lolka, Karolka i Damianka...
Równie przyjazne są ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło – dobrze oddają ciepły klimat książki.

Pija Lindenbaum, Sonia śpi gdzie indziej, tłum. Katarzyna Skalska, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2013
Rośnie kolekcja spolszczonych picture booków świetnej szwedzkiej ilustratorki. Oto siódmy – kolejny mądrze zaobserwowany i bardzo zabawny (!) epizod z dziecięcą bohaterką Sonią. Lęk i niepewność dziecka są sednem fabuły, ale autorka ma zawsze happy end w pakiecie.
Duże, kolorowe albumy Piji Lindenbaum zawsze zawierają w sobie ziarno prowokacji, okraszonej humorem. Dziecięce portrety sporządzone są ręką osoby dociekliwej, uważnej i przekornej. Figury matek, ojców, braci wykraczają poza „milusi” standard, bo widziane są niejako z perspektywy dziecka: z mimowolnie brutalną, naiwną szczerością. Tak jest i w tej książce. Mała Sonia zaproszona zostaje na noc do domu przyjaciółki, Celestyny. Obce mieszkanie przeraża dziewczynkę – prababcia Celestyny wyjmuje zęby, pies śmierdzi, a nastoletni brat leży w butach w pościeli i jest opryskliwy. Na dodatek posiłki są dziwne i smakują inaczej niż w domu. Nocą Sonia nie może zasnąć i rusza w podróż po przepastnym, ciemnym mieszkaniu. A dzieją się tu bardzo dziwne rzeczy...
Ilustratorski talent Piji Lindenbaum znakomicie pomnaża i punktuje to, co zawarte w tekście. Dziesiątki rysunkowych detali mówią znacznie więcej niż sama fabuła. Można tę książkę „czytać” samymi oczami, rozszyfrowując przekaz sprytnie zakodowany w obrazkach. Nocne lęki zostają ośmieszone i zneutralizowane.

Zofia Stanecka, Świat według dziadka,
il. Bogna Pniewska, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 2013
Zofia Stanecka – autorka bestsellerowej „Basi” – dowiodła po wielekroć, że potrafi pisać. Tym razem zabrała się za STAROŚĆ – temat, który w literaturze dziecięcej z reguły pojawiał się w infantylnych spieszczeniach lub baśniowej karykaturze.
„Dziadek Franciszek był stary, pomarszczony i dziwnie pachniał” – tak zaczyna się książka... Pachniał? Jego wnuk nazywał to dosadniej: „Dziadek śmierdzi! – Ryś tupał i krzyczał tak głośno, że siedzące na chodniku gołębie zrywały się do lotu. – Śmierdzi, śmierdzi, śmierdzi!!!”. Ryś nie cierpiał wizyt u dziadka. Chrupał twarde herbatniki i liczył minuty do wyjścia. Ale pewnego dnia mama zostawiła ich samych. A wtedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy... Pośrodku zniszczonego parkietu wyrosło czereśniowe drzewo, a dziadek – sepleniąc z braku sztucznej szczęki – przemówił do wnuka. Odtąd każda wizyta staje się obietnicą nowych niespodzianek. Dziadkowa magia otwiera przez oczami wnuka zatrzaśnięte dotąd drzwiczki.
Nie jest to jednak książka z gatunku czary-mary, o dobrotliwym iluzjoniście. Dużo tu czułości, empatii, przełamywania lodów między starcem a dzieckiem. Zofia Stanecka, posiłkując się wspomnieniami o własnym dziadku, stworzyła ujmujący portret mądrego, dowcipnego i autoironicznego staruszka, który, chociaż bezsilny, ma dużo do zaoferowania wnukowi. Ich przyjaźń rozwija się i krzepnie, aż do dnia, kiedy dziadek odfruwa na baloniku. Do nieba.

Gérard Moncomble, Zagadkowa koperta listonosza Artura, il. Paweł Pawlak, wersja polska: Paweł Pawlak, Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013
Wrocławianin Paweł Pawlak od lat pracuje w zgranym duecie z francuskim pisarzem i przyjacielem – Gerardem Moncomble. Książki tej spółki autorskiej z reguły ukazują się w Polsce i we Francji jednocześnie. I oto mamy kolejną – opis jednego pracowitego dnia listonosza Artura, który na rowerze objeżdża swój rejon, ulicę Złotego Dębu. Artur zna wszystkich adresatów, jest życzliwy i pomocny. Oddaje drobne przysługi, anonimowo wyświadcza uprzejmości. Kolejno pyta wszystkich sąsiadów o państwa Figuerasów, do których nadszedł list nie dość starannie zaadresowany. Nikt nie umie pomóc. Ale oto na ulicę Złotego Dębu wjeżdża samochód przeprowadzkowy i wszystko staje się jasne. Wszyscy mieszkańcy rzucają się do pomocy nowym sąsiadom.
Książka zachwyca wielką liczbą pięknie narysowanych szczegółów, starannością, z jaką Pawlak mebluje mieszkania lokatorów, modeluje im fryzury, wymyśla rekwizyty. Każdy aktor i statysta tej opowieści jest celnie scharakteryzowany poprzez posturę, atrybuty, kolor tapet i kształt okularów. Tekst Moncomble’a jest zaledwie pretekstem do tego ilustratorskiego benefisu. Jak zawsze u Pawlaka – znakomity layout i podziwu godna staranność w komponowaniu strony, typografii, wyklejki, ozdobników. Efektownym bonusem jest piękna kolekcja samoprzylepnych znaczków, zamieszczonych na końcu książki.

Marek Bieńczyk, Książę w cukierni, il. Joanna Concejo, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013
Nie wszystko, co z papieru i hojnie ilustrowane, jest dla dzieci. A w każdym razie nie dla KAŻDEGO dziecka i nie WYŁĄCZNIE dla dzieci. Z takim właśnie rzadkim egzemplarzem mamy do czynienia... Wydawnictwo Format zyskało u mnie kilka dodatkowych punktów za odwagę. Oto „Książę w cukierni” – bardzo szczególny picture book z tekstem Marka Bieńczyka i ilustracjami Joanny Concejo, młodej polskiej artystki mieszkającej we Francji. Krótki, żartobliwy moralitet Bieńczyka nie obiecuje wydawcy masowej publiczności i nie jest daniem dla przedszkolaka. To kapryśny, dygresyjny, zawieszony w pół słowa tekst, z niedomkniętą puentą. Dziwna para – Duży Książę i Kaktusica – rozmawia o szczęściu nad talerzykami pysznych ciastek: „Ze szczęściem są same kłopoty – powiedział Duży Książę i wgryzł się w pączka. – A największy, że już było. Że już było”. Książka ma formę przeszło sześciometrowej wstęgi, ujętej w twarde okładki. Ta połamana papierowa harmonijka ozdobiona jest wielką liczbą zagadkowych, pajęczych rysunków, które przenikają się, kontynuują, dopełniają... Wszystkie nasze wyobrażenia o lekturze dla dzieci musimy oto powiesić na kołku, bo mamy do czynienia z intrygującym przedmiotem, który gada do nas w obcym, tajemniczym języku. Książka zawiera w sobie jakiś sekret, kpinę, filozoficzną pestkę. Będzie tym, jak zechcemy ją nazwać.
Na targach międzynarodowych widać rosnącą lawinowo liczbę książek artystycznych, które nie mieszczą się w kategorii książki stricte literackiej i są czymś dużo więcej niż książeczką z obrazkami. Te czarodziejskie, prowokacyjne picture booki: książki-koncepty, książki-obiekty – służą do intelektualnej gry z czytelnikiem. Do wyszywania, na podarowanej kanwie, własnych, wyobrażonych kreacji umysłu. Niech „Książę w cukierni” posłuży za sugestywny przykład nowego trendu. W ten sam nurt wpisują się książki Iwony Chmielewskiej, a kreska obu rysowniczek nosi cechy stylistycznego pokrewieństwa.

Iwona Chmielewska, Cztery zwykłe miski, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013
Iwona Chmielewska, O tych, którzy się rozwijali, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2013
Iwona Chmielewska, Cztery strony czasu, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2013
Iwona Chmielewska – torunianka, autorka poetyckich picture booków, niezwykle popularna w Korei Południowej (!!!), wydawana w wielu krajach, nareszcie doczekała się uznania w Polsce. I bardzo dobrze. Przyczyniły się do tego z pewnością międzynarodowe nagrody Iwony. W Polsce pierwsza książka autorska, wydana w roku 2006 – „O wędrowaniu przy zasypianiu” – przeszła niemal bez echa. Za to kolejne – „Pamiętnik Blumki” i „Kłopot” – dostrzeżono, a sama autorka zyskała liczne i stale rosnące grono entuzjastów. Właśnie ukazały się kolejne trzy książki, a wszystkie efektowne, starannie wydane.
„Cztery zwykłe miski” to – podobnie jak „Kłopot” – ćwiczenie z wyobraźni. Autorka zachęca czytelnika do poszukiwania zastosowań dla czterech papierowych krążków. Można z nich uczynić: księżyc, budzik, parasol... Można zrobić czołg albo czapkę z daszkiem. Iwona podsuwa rozwiązania, ale i zaprasza do stwarzania własnych kompozycji, interpretowania prostych geometrycznych figur na różne sposoby. Jak wszystkie książki tej autorki, tak i ta ma swoją rozpoznawalną, nostalgiczną estetykę. Iwona Chmielewska chętnie archaizuje swój rysunek, używa sepii, pożółkłych papierów i zblakłych fotografii.
„Cztery strony czasu” to zbeletryzowana historia Torunia, rozpisana na losy wyimaginowanych mieszczan na przestrzeni kilku stuleci. Czworokątna wieża zegarowa na toruńskim rynku patrzy czterema cyferblatami w okna mieszczańskich kamienic. Stulecia płyną, zmieniają się lokatorzy czterech mieszkań, zmieniają profesje, obyczaje, rekwizyty i kostium... To wszystko opisała autorka w krótkich scenkach rodzajowych, trwających tyle co kilka tyknięć zegara. Te miniaturowe nowelki obfitują w detale, które nadają im wiarygodność – zagubiony kluczyk od cukiernicy, wielkanocny baranek z masła, ołowiane żołnierzyki, banknot z górnikiem, wianki suszonych grzybów... Książka jest owocem tytanicznej pracy – czterdzieści rozkładówek, niezwykle bogato zilustrowanych techniką patchworkowego kolażu.
I wreszcie trzecia książka Iwony, bardzo zagadkowa: „O tych, którzy się rozwijali”. Autorka rozmyślnie skąpi czytelnikowi podpowiedzi, jaka była intencja tej książki i kim są bohaterowie sportretowani pod postacią motków nici. Można zgadywać, że to ludzie nieprzeciętni, którzy swoimi uczynkami i rozumem pomnożyli sumę dobra na świecie. A może podobieństwo jest przypadkowe i jest to galeria anonimowych herosów, których od innych różniła ciekawość świata, pasja, instynkt dobra, determinacja... Iwona Chmielewska mówi: „Każdy – dziecko i dorosły – może odczytać tę książkę po swojemu”. To credo pasuje zresztą do wszystkich książek tej autorki, bo niemal każda z nich jest rebusem.

Janosch, Auto Ferdynand, wersja polska: Dorota Hartwich, Ewa Kozyra-Pawlak, Piotr Mrak Wydawnictwo Format, Wrocław 2013,
Pośród książek dla małych dzieci nie może zabraknąć „łańcuszków” – wierszy z rytmicznym, powtarzalnym refrenem, gdzie z każdą strofą przybywa kolejny element, aż do kulminacji i puenty (np. „Rzepka”). Takim właśnie łańcuszkiem jest „Auto Ferdynand” – naiwna i rozbrajająca rymowanka Janoscha o samochodzie zbyt słabym, by osiągnąć szczyt góry. Z pomocą innych pojazdów jego kierowca osiąga cel... aż za bardzo. Ilustracje Janoscha, jak zawsze cudownie nieporadne, wrażliwe i smaczne w kolorach. Grube, foliowane karty z tektury. Udana książka „pierwsza” dla malca.

Laetitia Bourget, Szczęśliwi rodzice, il. Emmanuelle Houdart, wersja polska: Dorota Hartwich Wydawnictwo Format, Wrocław 2013
Książki z ilustracjami szwajcarskiej artystki Emmanuelle Houdart bywają kolekcjonowane dla ich niezwykłej, wyrafinowanej urody. Tekst jest jedynie nicią, która zszywa dziwne, intrygujące obrazy. Houdart jest nie dla wszystkich; tym bardziej chwali się wydawnictwu Format, że zaadaptowało już drugą (po „Cyrkowcach”) książkę tej zagadkowej rysowniczki.
„Szczęśliwi rodzice” to opowieść o kochającej się parze – księciu i księżniczce. Z ich pełnego pasji związku rodzą się dzieci. Ze strony na stronę, Emmanuelle Houdart portretuje ciemne i jasne strony rodzicielstwa: zachcianki ciężarnej księżniczki, zazdrość księcia, zmęczenie obojga, pieluchy i wymioty, wieczny niepokój, dorastanie, wreszcie młodzieńczy bunt dzieci i ich odejście z domu. Prosta historia została obudowana przez ilustratorkę dziesiątkami zdumiewających rekwizytów: są tu wanny na smoczych łapach, łoża zdobione wizerunkami syren, ptasie ogony wyzierające spod fraka księcia, pościel dekorowana realistycznym wizerunkiem unaczynionego serca... Jest to zatem bajka-niebajka: zachwycający album, oryginalna przypowieść o miłości. Szczególna estetyka Houdart, pełna detali, wyrafinowanych kolorów i poetyckich metafor, teleportuje małego czytelnika wprost do świata, gdzie wszystko jest możliwe. Nie uciekajcie od takich obrazów.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]