Reklama

Gra z czytelnikiem

Gra z czytelnikiem

21.10.2013
Czyta się kilka minut
W przededniu Targów krakowskich trwa alert wśród dziecięcych wydawców. Inwazji na rynek dokonało wydawnictwo Format – 5 premier, a wszystkie świetne. Podobnie Media Rodzina. I jak zawsze Dwie Siostry w natarciu...
A

Ale i inne oficyny nie zostają w tyle. Coraz więcej książek, których jeszcze przed kilkoma laty nikt nie odważyłby się wydać – ze względu na ryzyko marketingowe. Przybywa ryzykantów, ukazują się książki niszowe, artystycznie zuchwałe – one także mają swoją publiczność. A zatem – 12 nowości targowych, różnych gatunków.

Marcin Wicha, Łysol i Strusia, Wydawnictwo Znak Emotikon, Kraków 2013
Na pytanie: „Jak zachęcić oporne dziecko do czytania?” odpowiadam: „Wichą!”. Jeśli śmieszne książki nie pomogą, to nic nie pomoże.
Marcin Wicha, autor dwóch bardzo udanych tytułów („Klara. Proszę tego nie czytać!” i „Klara. Słowo na Szy”), tym razem opowiada historię irytująco grzecznej dziewczynki – Strusi. Ta prymuska i chluba szkoły uczestniczy w wychowawczym eksperymencie – zainstalowano jej „grzecznomierz”, rejestrujący wszystkie zachowania naganne i godne pochwały. Strusia skończyłaby zapewne jako szkolny, bezmyślnie posłuszny cyborg, gdyby nie interwencja pewnego psa – Łysola, który podaje się za jej osobistego trenera niegrzeczności. Łysol puszcza bąki, nie dba o higienę, zmyśla, pyskuje i ściąga na głowę dziewczynki mnóstwo ryzykownych przygód. Z każdym incydentem „grzecznomierz” wariuje, a Łysol i Strusia ratują uczniów przed totalnym ugrzecznieniem i niweczą plan zamiany szkoły w „szkołomarket”. Wszystko to opisał autor lekko i zabawnie, po czym własnoręcznie zilustrował.
Świetna książka. Ma i tę zaletę, że zadowoli dorosłych, bo napisana jest z humorem, bez szczebiotu i minoderii.

Wiktor Woroszylski, Gabryś, nie kapryś!, il. Henryk Tomaszewski, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2013
Reprint wydanej w 1967 r. książki mistrzowskiego duetu Wiktor Woroszylski / Henryk Tomaszewski. Wierszyk o kapryśnym bachorze, komiczny i rytmiczny, zilustrowany został przez genialnego grafika, profesora warszawskiej ASP – króla plakacistów polskich. Powstała kapitalna miniatura edytorska, małe arcydziełko, które współczesnym grafikom służy za kanoniczny przykład inteligentnego opracowania książki. Jak to mówią (gdzie indziej): must have!

Ramona Badescu, Pamelo i przeciwieństwa, il. Benjamin Chaud, Wydawnictwo Zakamarki
Do serii o słoniu Pamelo przybył kolejny tom dla maluchów. Tym razem „Przeciwieństwa”. Obok oczywistych, jak: „duże/małe” znajdziemy i ciekawsze: „ulotne/wieczne”, „banalne /nietuzinkowe”, „oryginał/podróbka”, „stalaktyt/stalagmit” (nota bene z marchewki)... i wiele innych. Książeczki o Pamelo – słoniu tak małym, że mieszkał pod kwiatem dmuchawca – wyróżniają fajne, bezpretensjonalne rysunki, przekora i dowcip.

Agnieszka Ginko, Tutlandia, il. Ewa Poklewska-Koziełło, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2013
Wydawałoby się, że rodzinne poranki nad owsianką, przepychanki nieletniego rodzeństwa, rytuały, kłótnie i wizyty kuzynów to temat tak wyeksploatowany, że należałoby się raczej rozejrzeć za jakimś ogrem czy wampirem... A jednak można. Agnieszka Ginko napisała świetną „Tutlandię” – bezpretensjonalny wizerunek rodziny z dwojgiem dzieci – dowcipnie, autoironicznie, bez maniery. Proste skecze domowe puentowane są lekko, dialogi same się toczą, a rodzice są w sam raz dziecinni i nie stronią od wygłupów. Czyli są dokładnie tacy, jakich lubimy najbardziej. Dwójka dzieci – Tutek i Tutka – natychmiast, od pierwszej sceny, zjednuje sobie naszą sympatię. Wróżę im, że szybko dołączą do grona lubianych czytelniczych rodzeństw: Kuby i Buby, Bolka i Lolka, Karolka i Damianka...
Równie przyjazne są ilustracje Ewy Poklewskiej-Koziełło – dobrze oddają ciepły klimat książki.

Pija Lindenbaum, Sonia śpi gdzie indziej, tłum. Katarzyna Skalska, Wydawnictwo Zakamarki, Poznań 2013
Rośnie kolekcja spolszczonych picture booków świetnej szwedzkiej ilustratorki. Oto siódmy – kolejny mądrze zaobserwowany i bardzo zabawny (!) epizod z dziecięcą bohaterką Sonią. Lęk i niepewność dziecka są sednem fabuły, ale autorka ma zawsze happy end w pakiecie.
Duże, kolorowe albumy Piji Lindenbaum zawsze zawierają w sobie ziarno prowokacji, okraszonej humorem. Dziecięce portrety sporządzone są ręką osoby dociekliwej, uważnej i przekornej. Figury matek, ojców, braci wykraczają poza „milusi” standard, bo widziane są niejako z perspektywy dziecka: z mimowolnie brutalną, naiwną szczerością. Tak jest i w tej książce. Mała Sonia zaproszona zostaje na noc do domu przyjaciółki, Celestyny. Obce mieszkanie przeraża dziewczynkę – prababcia Celestyny wyjmuje zęby, pies śmierdzi, a nastoletni brat leży w butach w pościeli i jest opryskliwy. Na dodatek posiłki są dziwne i smakują inaczej niż w domu. Nocą Sonia nie może zasnąć i rusza w podróż po przepastnym, ciemnym mieszkaniu. A dzieją się tu bardzo dziwne rzeczy...
Ilustratorski talent Piji Lindenbaum znakomicie pomnaża i punktuje to, co zawarte w tekście. Dziesiątki rysunkowych detali mówią znacznie więcej niż sama fabuła. Można tę książkę „czytać” samymi oczami, rozszyfrowując przekaz sprytnie zakodowany w obrazkach. Nocne lęki zostają ośmieszone i zneutralizowane.

Zofia Stanecka, Świat według dziadka,
il. Bogna Pniewska, Wydawnictwo „W drodze”, Poznań 2013
Zofia Stanecka – autorka bestsellerowej „Basi” – dowiodła po wielekroć, że potrafi pisać. Tym razem zabrała się za STAROŚĆ – temat, który w literaturze dziecięcej z reguły pojawiał się w infantylnych spieszczeniach lub baśniowej karykaturze.
„Dziadek Franciszek był stary, pomarszczony i dziwnie pachniał” – tak zaczyna się książka... Pachniał? Jego wnuk nazywał to dosadniej: „Dziadek śmierdzi! – Ryś tupał i krzyczał tak głośno, że siedzące na chodniku gołębie zrywały się do lotu. – Śmierdzi, śmierdzi, śmierdzi!!!”. Ryś nie cierpiał wizyt u dziadka. Chrupał twarde herbatniki i liczył minuty do wyjścia. Ale pewnego dnia mama zostawiła ich samych. A wtedy zaczęły się dziać dziwne rzeczy... Pośrodku zniszczonego parkietu wyrosło czereśniowe drzewo, a dziadek – sepleniąc z braku sztucznej szczęki – przemówił do wnuka. Odtąd każda wizyta staje się obietnicą nowych niespodzianek. Dziadkowa magia otwiera przez oczami wnuka zatrzaśnięte dotąd drzwiczki.
Nie jest to jednak książka z gatunku czary-mary, o dobrotliwym iluzjoniście. Dużo tu czułości, empatii, przełamywania lodów między starcem a dzieckiem. Zofia Stanecka, posiłkując się wspomnieniami o własnym dziadku, stworzyła ujmujący portret mądrego, dowcipnego i autoironicznego staruszka, który, chociaż bezsilny, ma dużo do zaoferowania wnukowi. Ich przyjaźń rozwija się i krzepnie, aż do dnia, kiedy dziadek odfruwa na baloniku. Do nieba.

Gérard Moncomble, Zagadkowa koperta listonosza Artura, il. Paweł Pawlak, wersja polska: Paweł Pawlak, Ewa Kozyra-Pawlak, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013
Wrocławianin Paweł Pawlak od lat pracuje w zgranym duecie z francuskim pisarzem i przyjacielem – Gerardem Moncomble. Książki tej spółki autorskiej z reguły ukazują się w Polsce i we Francji jednocześnie. I oto mamy kolejną – opis jednego pracowitego dnia listonosza Artura, który na rowerze objeżdża swój rejon, ulicę Złotego Dębu. Artur zna wszystkich adresatów, jest życzliwy i pomocny. Oddaje drobne przysługi, anonimowo wyświadcza uprzejmości. Kolejno pyta wszystkich sąsiadów o państwa Figuerasów, do których nadszedł list nie dość starannie zaadresowany. Nikt nie umie pomóc. Ale oto na ulicę Złotego Dębu wjeżdża samochód przeprowadzkowy i wszystko staje się jasne. Wszyscy mieszkańcy rzucają się do pomocy nowym sąsiadom.
Książka zachwyca wielką liczbą pięknie narysowanych szczegółów, starannością, z jaką Pawlak mebluje mieszkania lokatorów, modeluje im fryzury, wymyśla rekwizyty. Każdy aktor i statysta tej opowieści jest celnie scharakteryzowany poprzez posturę, atrybuty, kolor tapet i kształt okularów. Tekst Moncomble’a jest zaledwie pretekstem do tego ilustratorskiego benefisu. Jak zawsze u Pawlaka – znakomity layout i podziwu godna staranność w komponowaniu strony, typografii, wyklejki, ozdobników. Efektownym bonusem jest piękna kolekcja samoprzylepnych znaczków, zamieszczonych na końcu książki.

Marek Bieńczyk, Książę w cukierni, il. Joanna Concejo, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013
Nie wszystko, co z papieru i hojnie ilustrowane, jest dla dzieci. A w każdym razie nie dla KAŻDEGO dziecka i nie WYŁĄCZNIE dla dzieci. Z takim właśnie rzadkim egzemplarzem mamy do czynienia... Wydawnictwo Format zyskało u mnie kilka dodatkowych punktów za odwagę. Oto „Książę w cukierni” – bardzo szczególny picture book z tekstem Marka Bieńczyka i ilustracjami Joanny Concejo, młodej polskiej artystki mieszkającej we Francji. Krótki, żartobliwy moralitet Bieńczyka nie obiecuje wydawcy masowej publiczności i nie jest daniem dla przedszkolaka. To kapryśny, dygresyjny, zawieszony w pół słowa tekst, z niedomkniętą puentą. Dziwna para – Duży Książę i Kaktusica – rozmawia o szczęściu nad talerzykami pysznych ciastek: „Ze szczęściem są same kłopoty – powiedział Duży Książę i wgryzł się w pączka. – A największy, że już było. Że już było”. Książka ma formę przeszło sześciometrowej wstęgi, ujętej w twarde okładki. Ta połamana papierowa harmonijka ozdobiona jest wielką liczbą zagadkowych, pajęczych rysunków, które przenikają się, kontynuują, dopełniają... Wszystkie nasze wyobrażenia o lekturze dla dzieci musimy oto powiesić na kołku, bo mamy do czynienia z intrygującym przedmiotem, który gada do nas w obcym, tajemniczym języku. Książka zawiera w sobie jakiś sekret, kpinę, filozoficzną pestkę. Będzie tym, jak zechcemy ją nazwać.
Na targach międzynarodowych widać rosnącą lawinowo liczbę książek artystycznych, które nie mieszczą się w kategorii książki stricte literackiej i są czymś dużo więcej niż książeczką z obrazkami. Te czarodziejskie, prowokacyjne picture booki: książki-koncepty, książki-obiekty – służą do intelektualnej gry z czytelnikiem. Do wyszywania, na podarowanej kanwie, własnych, wyobrażonych kreacji umysłu. Niech „Książę w cukierni” posłuży za sugestywny przykład nowego trendu. W ten sam nurt wpisują się książki Iwony Chmielewskiej, a kreska obu rysowniczek nosi cechy stylistycznego pokrewieństwa.

Iwona Chmielewska, Cztery zwykłe miski, Wydawnictwo Format, Wrocław 2013
Iwona Chmielewska, O tych, którzy się rozwijali, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2013
Iwona Chmielewska, Cztery strony czasu, Wydawnictwo Media Rodzina, Poznań 2013
Iwona Chmielewska – torunianka, autorka poetyckich picture booków, niezwykle popularna w Korei Południowej (!!!), wydawana w wielu krajach, nareszcie doczekała się uznania w Polsce. I bardzo dobrze. Przyczyniły się do tego z pewnością międzynarodowe nagrody Iwony. W Polsce pierwsza książka autorska, wydana w roku 2006 – „O wędrowaniu przy zasypianiu” – przeszła niemal bez echa. Za to kolejne – „Pamiętnik Blumki” i „Kłopot” – dostrzeżono, a sama autorka zyskała liczne i stale rosnące grono entuzjastów. Właśnie ukazały się kolejne trzy książki, a wszystkie efektowne, starannie wydane.
„Cztery zwykłe miski” to – podobnie jak „Kłopot” – ćwiczenie z wyobraźni. Autorka zachęca czytelnika do poszukiwania zastosowań dla czterech papierowych krążków. Można z nich uczynić: księżyc, budzik, parasol... Można zrobić czołg albo czapkę z daszkiem. Iwona podsuwa rozwiązania, ale i zaprasza do stwarzania własnych kompozycji, interpretowania prostych geometrycznych figur na różne sposoby. Jak wszystkie książki tej autorki, tak i ta ma swoją rozpoznawalną, nostalgiczną estetykę. Iwona Chmielewska chętnie archaizuje swój rysunek, używa sepii, pożółkłych papierów i zblakłych fotografii.
„Cztery strony czasu” to zbeletryzowana historia Torunia, rozpisana na losy wyimaginowanych mieszczan na przestrzeni kilku stuleci. Czworokątna wieża zegarowa na toruńskim rynku patrzy czterema cyferblatami w okna mieszczańskich kamienic. Stulecia płyną, zmieniają się lokatorzy czterech mieszkań, zmieniają profesje, obyczaje, rekwizyty i kostium... To wszystko opisała autorka w krótkich scenkach rodzajowych, trwających tyle co kilka tyknięć zegara. Te miniaturowe nowelki obfitują w detale, które nadają im wiarygodność – zagubiony kluczyk od cukiernicy, wielkanocny baranek z masła, ołowiane żołnierzyki, banknot z górnikiem, wianki suszonych grzybów... Książka jest owocem tytanicznej pracy – czterdzieści rozkładówek, niezwykle bogato zilustrowanych techniką patchworkowego kolażu.
I wreszcie trzecia książka Iwony, bardzo zagadkowa: „O tych, którzy się rozwijali”. Autorka rozmyślnie skąpi czytelnikowi podpowiedzi, jaka była intencja tej książki i kim są bohaterowie sportretowani pod postacią motków nici. Można zgadywać, że to ludzie nieprzeciętni, którzy swoimi uczynkami i rozumem pomnożyli sumę dobra na świecie. A może podobieństwo jest przypadkowe i jest to galeria anonimowych herosów, których od innych różniła ciekawość świata, pasja, instynkt dobra, determinacja... Iwona Chmielewska mówi: „Każdy – dziecko i dorosły – może odczytać tę książkę po swojemu”. To credo pasuje zresztą do wszystkich książek tej autorki, bo niemal każda z nich jest rebusem.

Janosch, Auto Ferdynand, wersja polska: Dorota Hartwich, Ewa Kozyra-Pawlak, Piotr Mrak Wydawnictwo Format, Wrocław 2013,
Pośród książek dla małych dzieci nie może zabraknąć „łańcuszków” – wierszy z rytmicznym, powtarzalnym refrenem, gdzie z każdą strofą przybywa kolejny element, aż do kulminacji i puenty (np. „Rzepka”). Takim właśnie łańcuszkiem jest „Auto Ferdynand” – naiwna i rozbrajająca rymowanka Janoscha o samochodzie zbyt słabym, by osiągnąć szczyt góry. Z pomocą innych pojazdów jego kierowca osiąga cel... aż za bardzo. Ilustracje Janoscha, jak zawsze cudownie nieporadne, wrażliwe i smaczne w kolorach. Grube, foliowane karty z tektury. Udana książka „pierwsza” dla malca.

Laetitia Bourget, Szczęśliwi rodzice, il. Emmanuelle Houdart, wersja polska: Dorota Hartwich Wydawnictwo Format, Wrocław 2013
Książki z ilustracjami szwajcarskiej artystki Emmanuelle Houdart bywają kolekcjonowane dla ich niezwykłej, wyrafinowanej urody. Tekst jest jedynie nicią, która zszywa dziwne, intrygujące obrazy. Houdart jest nie dla wszystkich; tym bardziej chwali się wydawnictwu Format, że zaadaptowało już drugą (po „Cyrkowcach”) książkę tej zagadkowej rysowniczki.
„Szczęśliwi rodzice” to opowieść o kochającej się parze – księciu i księżniczce. Z ich pełnego pasji związku rodzą się dzieci. Ze strony na stronę, Emmanuelle Houdart portretuje ciemne i jasne strony rodzicielstwa: zachcianki ciężarnej księżniczki, zazdrość księcia, zmęczenie obojga, pieluchy i wymioty, wieczny niepokój, dorastanie, wreszcie młodzieńczy bunt dzieci i ich odejście z domu. Prosta historia została obudowana przez ilustratorkę dziesiątkami zdumiewających rekwizytów: są tu wanny na smoczych łapach, łoża zdobione wizerunkami syren, ptasie ogony wyzierające spod fraka księcia, pościel dekorowana realistycznym wizerunkiem unaczynionego serca... Jest to zatem bajka-niebajka: zachwycający album, oryginalna przypowieść o miłości. Szczególna estetyka Houdart, pełna detali, wyrafinowanych kolorów i poetyckich metafor, teleportuje małego czytelnika wprost do świata, gdzie wszystko jest możliwe. Nie uciekajcie od takich obrazów.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]