Frankowicze nie chcą być pouczani

Ta historia wydaje się typowa, więc warto jej posłuchać.

21.01.2015

Czyta się kilka minut

 / MK/TP
/ MK/TP

Rok 2007, mieszkająca wspólnie w wynajętej kawalerce para spodziewa się dziecka. Za chwilę zrobi się zbyt ciasno, zaczynają więc myśleć o przeprowadzce. Nie mają, rzecz jasna, pieniędzy na kupno mieszkania, myślą więc o kredycie. Niemal wszyscy znajomi z ich pokolenia już wzięli, we frankach szwajcarskich oczywiście: bo najkorzystniej i najłatwiej. Bynajmniej nie są pewni, czy zadłużać się w obcej walucie, choć perspektywa raty niższej na dzień dobry o kilkaset złotych robi wrażenie. Zaczynają dopytywać i doczytywać w gazetach i na portalach: wszędzie zachęty. Idą do doradcy finansowego, przedstawiają PIT-y, zaświadczenia o zatrudnieniu, mówią o (zapewnionym przez rodziców) niewielkim wkładzie własnym. Czy słyszą coś na temat żelaznej rzekomo zasady zadłużania się tylko w walucie, w której się zarabia? Nie. A na temat ryzyka kursowego? Również nie. Po ośmiu latach od tamtej rozmowy najmocniej pamiętają budzącą zaufanie twarz doradcy, prezentującego wydruk historycznego kursu franka. Zastanawiają się, czy teraz, słysząc wzgardliwe prychania publicystów na temat sensowności powoływania się na argument historycznego kursu, mogą w ogóle o tym opowiadać. Z drugiej strony, patrząc na wzgardliwie prychających, zaczynają mieć graniczące z pewnością podejrzenie, że niejeden przed ośmioma laty śpiewał w chórze zachęcających do zaciągania kredytów we franku. Gdyby mieli czas poszperać w zszywkach, z pewnością by to wyciągnęli.

Ale nie mają czasu. Do spłacenia kolejnej raty zostało zaledwie dwadzieścia jeden dni i wiedzą, że muszą w ciągu tych dwudziestu jeden dni zdobyć dodatkowe czterysta złotych. Przed sześcioma laty urodziło im się drugie dziecko, koszty życia wzrosły (zastanawiają się czasem, czy prezesi banków wiedzą, że w dzisiejszych czasach trzeba płacić nawet za samorządowe przedszkole). Tak samo jak wzrosło miejsce raty kredytu w domowym budżecie: z niecałej jednej trzeciej do około połowy miesięcznych zarobków. Oszczędności nie mają. Kwota, jaka została im do spłacenia, od dawna przekracza wartość mieszkania.

Co przy tym najbardziej niezwykłe: nie narzekają. Wtedy, w 2007 roku, po prostu nie mieli żadnej innej możliwości – no może jeszcze dalsze pomieszkiwanie w wynajętych mieszkaniach, ale ponieważ w ciągu poprzednich paru lat musieli przeprowadzać się trzykrotnie, nie chcieli podobnej niestabilności fundować swojemu dziecku. Zaciskają zęby i powtarzają sobie, że muszą pracować jeszcze ciężej. Jak długo tak wytrzymają? O tym wolą nie mówić. Czy coś ich boli? W gruncie rzeczy nie: kiedy natrafiają w telewizji na pouczenia publicystów, zmieniają kanał. Kiedy przypadkiem znajdują gazetę sprzed miesiąca, w której na koniec roku 2014 jeden z najaktywniejszych dziś ekspertów przekonywał, że w roku 2015 złoty powinien się umocnić w stosunku do franka, pilnują tylko, żeby trafiła do odpowiedniej partii segregowanych śmieci. Politykom od dawna nie wierzą, choć zdają sobie sprawę, że jako przedstawiciele kilkusettysięcznej rzeszy obywateli chodzącej zwykle na wybory, stanowią smakowity kąsek elektoratu. „Nadzwyczajna zmiana okoliczności”, zapisana w kodeksie cywilnym, którą miałaby być decyzja szwajcarskiego banku centralnego o uwolnieniu kursu franka do euro? Już bardziej, niestety, przekonują ich argumenty, że wsparcie dla jednej tylko grupy kredytobiorców byłoby niesprawiedliwe. Spready? Ujemne stopy? Zamrożenie kursu na poziomie sprzed „czarnego czwartku”? Żadna z tych kwestii nie zmieni faktu podstawowego: chociaż osiem lat temu zaciągnęli kredyt na 30 lat, mają do spłacenia półtora raza tyle, ile wzięli.

Nie, na dłuższą rozmowę nie mają już czasu. Muszą odebrać jedno dziecko z przedszkola, a drugie ze szkoły. Zaciskają pasa i zaciskają zęby. Proszą tylko o jedno: żeby prezesi banków, politycy, ekonomiści i dziennikarze, zwłaszcza ci aktywni w latach 2006-08, przestali ich dziś pouczać. Uważają, że to nie jest wygórowana prośba.

Czytaj także:

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
89,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dziennikarz, redaktor wydań specjalnych i publicysta działu krajowego „Tygodnika Powszechnego”, specjalizuje się w pisaniu o piłce nożnej i o stosunkach polsko-żydowskich, a także w wywiadzie prasowym. W redakcji od 1991 roku, był m.in. (do 2015 r.) zastępcą… więcej