Fejki wychodzą z sieci. Tak napędzają niechęć do Ukraińców

Komentarz, przerobione zdjęcie, wpis polityka. Każdy może uruchomić falę kłamstw, która wpływa na debatę publiczną i poczucie bezpieczeństwa.
Czyta się kilka minut
// ilustracja Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”
// ilustracja Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Gówniary wyrosły na naszych pieniądzach”, „to się skończy niedługo, będziecie wyp… stąd na swoją Ukrainę”, „nie pyskuj, bo nie jesteś k…wa stąd”. To tylko kilka cytatów z nagrania, które niedawno zelektryzowało polską opinię publiczną. 

Mężczyzna, który wulgarnie wyzywał kilkunastoletnie dziewczynki jadące z nim autobusem, najpierw został zatrzymany przez policję, a następnie prokuratura postawiła mu zarzuty publicznego znieważania z powodu przynależności narodowej. 

Wydawać się mogło, że trwające niecałą minutę wideo rozpocznie w naszym kraju dyskusję, która doprowadzi do zmniejszenia napięcia, jakie od kilku miesięcy jest pomiędzy Polską a Ukrainą. W rzeczywistości stało się kolejnym pretekstem do eskalacji. W mediach społecznościowych szybko pojawiły się pierwsze „przecieki”, wedle których to młodociane Ukrainki od początku zaplanowały całą akcję. 

„Pani Teresa” w napisanym przez siebie komentarzu powołała się na „redaktorów z Bielska”, posiadających rzekomo informacje o tym, że dziewczynki wcześniej opluwały i obrażały mężczyznę. Internet to podchwycił, choć oczywiście wszystko okazało się kłamstwem.

To, jak wiele fałszywych informacji pojawiło się wokół tego incydentu, może szokować. Jednak kiedy przyjrzymy się problemowi dezinformacji w Polsce, okaże się, że każda, nawet najmniejsza okazja może posłużyć do tworzenia fake newsów. Wystarczy zobaczyć liczbę komentarzy w stylu: „gdzie jest wasze globalne ocieplenie?”, kiedy tylko za oknem spadnie śnieg. 

Lawina po inwazji

Kilkadziesiąt tysięcy osób przekraczało dziennie polsko-ukraińską granicę po tym, jak Rosja dokonała pełnoskalowej inwazji na Ukrainę. Jednym z najważniejszych punktów, z których uchodźcy wyruszali dalej w podróż, był dworzec w Przemyślu.

Nagły napływ dużej liczby przestraszonych ludzi stał się nie tylko wyzwaniem dla służb i wolontariuszy, starających się pomóc ofiarom rosyjskiej agresji, ale też doskonałym podglebiem dla tych, którzy chcieli te wyrazy solidarności zdusić w zarodku. W tamtym okresie w Stowarzyszeniu Demagog monitorowaliśmy, co na temat podkarpackiego miasta pisze się w social mediach. Na myśl, że ktoś mógł czerpać wiedzę tylko z nich, włosy nam się jeżyły na głowie.

W sieci nie brakowało doniesień o tym, że większość ukraińskich uciekinierów to tak naprawdę Hindusi, a po lokalnych grupach kibicowskich krążyły opowieści o ataku nożownika, którego ofiarą padła młoda kobieta. Napastnik miał być jedną z osób szukających schronienia przed wojną. 

Skalę zjawiska na bieżąco monitorował Instytut Badań Internetu i Mediów Społecznościowych, który w szczytowym momencie odnotował wzrost przypadków dezinformacji w sieci o ponad 20 tysięcy procent! 

Wszystkie te historie o przybyszach z Indii chowających się pod ukraińską flagą, którzy na dodatek dźgają mieszkanki Przemyśla, upadły po oświadczeniach wydanych przez MSWiA i policję (która nie otrzymała żadnego zgłoszenia), a także szpitale, w których nie pojawiła się żadna pacjentka z podobną raną. 

Wydarzenia z marca 2022 r., które na szczęście nie zastopowały naszego entuzjazmu dla pomocy uchodźcom, były tylko początkiem powtarzającego się cyklu: jeśli dzieje się coś związanego z Ukrainą – od razu pojawia się dezinformacja.

Przeskoczmy o parę lat do przodu. W Ukrainie trwają zmasowane ataki Rosji na infrastrukturę energetyczną, co powoduje, że kolejna zima może okazać się tragiczna. W ramach wsparcia organizowane są w Polsce zbiórki na agregaty, które mają zostać wysłane m.in. do Kijowa, by wspomóc mieszkańców w tym trudnym czasie. Nie trzeba było długo czekać, aż zrzutki staną się tematem dla twórców fake newsów.

Zgodnie z różnymi wpisami w social mediach przekazany w darze sprzęt ma w krótkim czasie wylądować na ukraińskich serwisach aukcyjnych. Mało kto zwraca uwagę, że modele agregatów z licytacji nie są tym samym sprzętem, który trafił do stolicy Ukrainy w ramach akcji. Po co jednak zaprzątać sobie głowę takimi detalami, skoro można po raz kolejny wytknąć Ukraińcom, że są skorumpowani i niewdzięczni za udzielaną im pomoc. 

„Odpowiednia ilustracja”

To motyw często powtarzający się w antyukraińskiej propagandzie, o czym piszę też w swojej książce „Fake Off. Wyłącz dezinformację ze swojego życia”. Podobnych przykładów jest zresztą znacznie więcej. 

Swego czasu popularność zdobyło nagranie, na którym Ukrainka otrzymała paczkę pomocową od Caritasu, po czym skrytykowała jej zawartość mówiąc, że niektórych konserw nie dałaby nawet swojemu psu. Okazało się, że ktoś celowo przerobił oryginalne wideo i dodał do niego inny głos. W ten sposób zastąpił prawdziwe wyrazy wdzięczności, wygłaszane przez kobietę na pierwotnym filmie.

Pretekstem do tworzenia fake newsów o Ukraińcach nie muszą być jednak wielkie wydarzenia czy akcje pomocowe. Nawet mecz piłki nożnej może stać się okazją, by wywołać kolejne napięcia. Wystarczy tuż po spotkaniu reprezentacji Polski i Ukrainy wrzucić przerobioną fotografię piłkarzy gości, aby wyglądało na to, że wyszli na murawę w czerwono-czarnych barwach UPA.

Ktoś nieoglądający meczu mógłby uznać to za bezczelność ze strony Ukraińców, ale tak naprawdę tupetem wykazał się tylko autor sfałszowanego zdjęcia, który wprost napisał: „To nie fejk tylko odpowiednia ilustracja”.

Nie trzeba nawet okazji bezpośrednio związanej z Ukraińcami, aby tworzyć fałszywe historie na ich temat. Po tragicznym wypadku, którego ofiarą padł poseł Łukasz Litewka, na Facebooku ktoś rozpowszechniał teorię spiskową, wedle której samochód, który potrącił znanego z działalności społecznej parlamentarzystę, miał ukraińskie numery rejestracyjne. 

Ukraińcy wzięci zostali na celownik także po szokującej zbrodni w Jeleniej Górze, gdzie uczennica jednej z podstawówek zamordowała inne dziecko z tej samej szkoły. Bez żadnych przesłanek, ale za to błyskawicznie, zaczęły kiełkować wpisy sugerujące, że napastniczka pochodziła z Ukrainy

Nawet szybkie dementi lokalnej policji potwierdzające, że nożowniczka miała polskie obywatelstwo, nie wygasiło komentarzy w stylu: „a jakiego była pochodzenia?”.

Paliwo dla kłamstw

Jak doszło do tego, że właściwie każdy temat może stać się pretekstem do tworzenia fake newsów? Adam Majchrzak, badacz dezinformacji i dydaktyk Uniwersytetu Gdańskiego, mówi mi wprost: „dezinformacja nie działa w próżni”.

Twórcom fałszywych przekazów dużo łatwiej jest wykorzystać do swoich celów toczącą się już debatę, niż od początku budować zainteresowanie jakąś kwestią. 

– Tematy takie jak incydent z Bielska-Białej czy np. dyskusja o rzezi wołyńskiej, wywołują silne emocje, a więc otwierają „okno czasowe” dla działań dezinformatorów – tłumaczy Adam Majchrzak. – W mediach i wśród twórców internetowych potrzebna jest dziś wielka uwaga, aby takiego okna nie otworzyć zbyt szeroko, aby nie zrobić większego przewiewu dla dezinformacji. Niestety widać, że ten przewiew to okazja nie tylko dla propagandystów, ale też dla tych, którzy na dezinformacji i emocjach chcą się wybić. Bawią się więc w uprawianie teorii spiskowych i szukają winnych tam, gdzie ich nie ma. 

Kiedy jakiś temat chwyci zainteresowanie, to zdaniem eksperta zaczyna działać jak kula śnieżna: nabieramy się na kłamstwa i pogłoski, po czym powielamy przekaz, nieświadomie uczestnicząc w dezinformacji i wpadając w tory interpretacji zgodnych z założeniami manipulantów. Pozostaje pytanie, kto sprawia, że przykładamy rękę do tego, aby z małej śnieżki zrobiła się olbrzymia kula kłamstw?

Czemu lub komu zaufalibyśmy bardziej, gdybyśmy musieli podjąć decyzję: suchym statystykom czy opinii osoby, którą znamy? Odpowiedź nie jest prosta. Przygotowując w swojej książce rozdział o technikach dezinformacji, znalazłem badanie dotyczące efektywności tzw. dowodu anegdotycznego. Okazało się, że nawet starcie z twardymi danymi nie miało szans w konfrontacji z ludzkim doświadczeniem, także tym zmyślonym.

Politycy podsycają emocje

Obserwacje z eksperymentów naukowych znalazły swoje przełożenie na rzeczywistość np. we wszystkich historiach o sąsiadkach, których dzieci były rzekomo wyrzucane ze szpitali, aby zrobić miejsca dla ukraińskich dzieci. Sprawa stała się na tyle poważna, że musiało reagować Polskie Towarzystwo Onkologii i Hematologii Dziecięcej zapewniając, że żaden z małych pacjentów z Polski nie został pozbawiony opieki.

Nadal jednak nie wyciągamy z tych przypadków wniosków, czego dowodem jest incydent z Bielska-Białej i zaufanie dane „pani Teresie”, która usłyszała o alternatywnej wersji wydarzeń od bliżej nieokreślonych „redaktorów z Bielska”, ale nigdy nie przedstawiła cienia dowodu. 

Jej wersję wydarzeń rozbiło oświadczenie dyrekcji MZK w Bielsku-Białej, która po analizach z kamer stwierdziła, że o żadnym prowokacyjnym zachowaniu dziewczynek nie może być mowy. A jednak wielu internautów to nie przekonało.

Za fałszywymi informacjami stać mogą nie tylko anonimowe konta, ale również rozpoznawalne twarze. Alternatywną wersję wydarzeń z Bielska-Białej promował np. na platformie X Dariusz Matecki. Poseł PiS w odpowiedzi na brak możliwości ujrzenia nagrania z autobusu napisał, że wszystko nadal pozostaje w sferze domysłów i wciąż możliwe jest, iż to dziewczynka opluwała i prowokowała agresora do działania. 

Z kolei jego partyjny kolega, Oskar Szafarowicz, także na platformie X wymienił listę przestępstw, gdzie sprawcami byli Ukraińcy, a ofiarami Polacy, pisząc, że o tych sprawach media milczą. Jak się potem okazało, o każdym z tych przypadków można było przeczytać w lokalnych źródłach lub na ogólnopolskich portalach.

Dlaczego politycy – oprócz oczywistej chęci dojścia do władzy przy użyciu każdej metody – sięgają po fałszywe informacje? Zdaniem prof. Jarosława Flisa, socjologa z Uniwersytetu Jagiellońskiego, wiąże się to z naszą pierwotną potrzebą swobodnej ekspresji niezadowolenia. 

– Wykrzyczenie swojego strachu i złości jest jednym z pierwszych komunikatów, który wysyłamy światu, kiedy się na nim pojawiamy. Wraz z rozwojem powinno to zanikać, bo niektóre sytuacje są bardziej złożone i narzekanie na zły stan rzeczy niczego nie załatwia. Ale niektórzy nie są w stanie zrobić tego kroku naprzód – uważa prof. Flis.

Na tym ciągłym niezadowoleniu oraz napięciach związanych z emigracją korzystać mogą właśnie politycy. Niektórzy z nich – zdaniem prof. Flisa – robią to dlatego, że nie potrafią się komunikować w inny sposób, niż stale eskalując napięcie. Inni zaś czynią to w ramach cynicznej kalkulacji, którą zdaniem badacza można opisać słynnymi słowami Jacka Kurskiego: „ciemny lud to kupi”. 

Jednocześnie ekspert zwraca uwagę, że podobne działania mogą przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Zasób negatywnych emocji kiedyś może się wyczerpać, jak miało to miejsce np. w czasie wyborów parlamentarnych w 2023 r., kiedy to próby demobilizacji wyborców ówczesnej opozycji skończyły się rekordową frekwencją w historii III RP.

Skutki poza siecią

Fake newsy, do których się odnoszę, żyją przede wszystkim w internecie. Można by zatem uznać, że wszystko, co złe, zostaje na Facebooku, X-ie czy TikToku. Tak jednak nie jest, o czym mówi mi Tomasz Ficoń z magistratu w Bielsku-Białej. 

Incydent w autobusie wpłynął na lokalną społeczność do tego stopnia, że trzeba było wyłączyć komentarze pod tą sprawą na miejskich profilach w mediach społecznościowych. Do urzędu docierało także sporo maili i telefonów z całej Polski, wyrażających wsparcie dla agresora i krytykujących prezydenta miasta za to, że publicznie przeprosił znieważone dziewczynki.

Ficoń z jednej strony mówi, że nikt rozsądnie myślący nie uwierzy, iż drobna 11-latka jest w stanie sprowokować dorosłego mężczyznę do wulgarnego wybuchu. Jednocześnie stwierdza: 

– Niestety, jest wiele osób, które taką narrację bezkrytycznie przyjmują. Co więcej, w debacie publicznej ta narracja w tej chwili przeważa. Będzie to z pewnością wpływać na pogłębianie się antyukraińskich nastrojów wśród lokalnej społeczności. Na podstawie komentarzy można też wysnuć wniosek, że ukraińscy uchodźcy odczuwają niepokój i boją się eskalacji tego typu zdarzeń.

Słowa urzędnika bielskiego magistratu znajdują poparcie w danych opublikowanych przez Komendę Główną Policji. 

W pierwszym półroczu 2026 r. obywatele Ukrainy mieszkający w Polsce złożyli 180 zawiadomień o przestępstwach z nienawiści. To wzrost o ponad 30 proc. rok do roku. 

Jednak zdaniem socjologa dr. Jacka Kucharczyka dane te mogą być niedoszacowane. W jego opinii, wyrażonej na łamach „Rzeczpospolitej”, część ofiar nie chce złożyć zawiadomień o przestępstwie, ponieważ się boi.

Potwierdza to facebookowy wpis Michała Strelnikova, ukraińskiego aktywisty z Bielska-Białej, komentującego zdarzenie w autobusie: „Po tym, jak moja córka, która ma 13 lat, obejrzała ten film, przyznała się nam, że zarówno ona, jak i jej koleżanki znalazły się w podobnej sytuacji, ale nie opowiadała nam o tym, żeby nas nie zasmucać”.

Sprawdzaj źródła

Co można zatem zrobić, aby nie stać się częścią „ciemnego ludu”, który chętnie przykłada rękę do śnieżnej kuli fake newsów? Po kilku latach pracy w Demagogu, miejscu, które zajmuje się zwalczaniem dezinformacji, skupiłbym się na pytaniu: co sprawia, że wierzę w daną informację?

Jeżeli odpowiedź brzmi: „bo pasuje do moich poglądów”, to znaczy, że warto zrobić coś więcej. Na przykład sprawdzić, kto jest źródłem danej informacji. Wtedy może się okazać, że za przerobioną fotografią ukraińskiej nastolatki stoi np. człowiek, który przedstawia się jako prezes Stowarzyszenia Polsko-Rosyjskiego Pojednania i zupełnym „przypadkiem” w przeszłości sponsorował samochody dla rosyjskiego wojska. 

Zorientowanie się, jakie intencje może mieć źródło, z którego czerpiemy informacje, może być jednym z najlepszych sposobów na wyłączenie fake newsów z naszego życia.

MATEUSZ CHOLEWA jest zastępcą redaktora naczelnego serwisu Demagog i autorem wydanej przez Znak książki „Fake Off. Wyłącz dezinformację ze swojego życia”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 31/2026

W druku ukazał się pod tytułem: Następny przystanek: fake news