Reklama

Falowiec w deszczu

Falowiec w deszczu

11.09.2017
Czyta się kilka minut
Czytelnik Hałas zostaje zanurzony w wyważonym i hipnotycznie powtarzalnym języku powieści – absorbuje go i wykorzystuje do percypowania świata w nowy sposób.
Salcia Hałas BOGNA KOCIUMBAS / NLG
Z

Zimno, pada i ponuro. Do tego nieustannie wieje. Dwie kobiety stoją pod osiedlową Żabką i palą mentolowe papierosy. I rozmawiają. O pracy, o pogodzie, o promocjach w Rossmanie. I o mężczyznach, którzy niby są w ich życiu, ale właściwie jakby ich nie było. Wymiana zdań przebiega powoli, jakby od niechcenia, ale też wiele słów połyka wiatr, więc zdania gubią swój sens. I tak przez całą książkę – sporych (szczególnie jak na debiut) rozmiarów. Nuda? Wprost przeciwnie!

Salcia Hałas w „Pieczeni dla Amfy” zabiera nas w fascynującą podróż w uniwersum gdańskiego blokowiska, gdzie ciasną przestrzeń wyznaczają sieciowe sklepy spożywcze, pralnia dywanów oraz Falowiec, czyli najdłuższy budynek mieszkalny w Polsce. Z pozoru nic się tu nie dzieje, fabuła co rusz grzęźnie w pośniegowym błocie, a historie opowiadane przez główne bohaterki urywają się w połowie, gdy czas już kończyć przerwę na papierosa. Stupor i stagnacja są jednak pozorne, gdyż powieść aż buzuje od stylistycznego fermentu i wybuchowych połączeń. Hałas, obdarzona absolutnym słuchem literackim, z maestrią konstruuje język, którym nie tylko komunikują się jej bohaterki, ale z którego zbudowany jest świat jej powieści. To język będący melanżem osiedlowego slangu, medialnej nowomowy, popkulturowych wtrętów i literackiej polszczyzny z najwyższej półki. Krótkie, dobitne zdania, często rozbite na osobne akapity, co w efekcie daje niemalże wrażenie obcowania z poezją, nadają tej prozie rzadko spotykany rytm i dynamikę. Podczas spotkania w Gdyni autorka przyznała się, że jej powieść początkowo powstawała w formie smsów (nie wiadomości wysyłanych przez popularne dziś komunikatory, tylko wiadomości, gdzie opłata jest naliczana w zależności od liczby przesyłanych znaków), co w bardzo znaczący sposób wpłynęło na zwięzłość stylu. Z jednej strony oszczędność i ważenie słowa, z drugiej rozwlekłość i hipnotyczna powtarzalność „Pieczeni dla Amfy” sprawiają, że czytelnik głęboko zanurza się w język powieści – absorbuje go i zaczyna wykorzystywać do percypowania świata w nowy sposób.

Jednak o sile tej prozy decyduje nie tylko fakt, że Hałas udało się podsłuchać rzeczywistość, a potem w tak oryginalny sposób odcisnąć ją w literackiej materii. To przede wszystkim niezwykła (choć w warstwie fabularnej do bólu przewidywalna) historia dwóch kobiet, których życie nie rozpieszczało, ale jednak ostatecznie nie pozbawiło nadziei na choćby niewielką poprawę swojego losu. Elwirka i Maria, pod wpływem kursu samorozwoju osobistego sfinansowanego za pieniądze unijne, próbują wymyślić bajkę, dzięki której lepiej będą mogły wyrazić swoje emocje i potrzeby. Ich bohaterka, która początkowo miała być księżniczką, mieszkającą w pięknym domu z wysoką wieżą (w Sopocie), szybko upodabnia się do swoich kreatorek: osiedla się w Falowcu (ale na najwyższym piętrze), zmaga się z oporem szarej materii codzienności i marzy o mężczyźnie, który będzie chociaż odrobinę inny niż ci, którzy całe dnie spędzają pod osiedlową Żabką.

Hałas, choć sama dystansuje się od przypisywania jej jednej wyrazistej ideologii, napisała być może najciekawszą książkę feministyczną ostatnich lat, w której kobiety są postaciami niezwykle silnymi, świadomymi swoich potrzeb, ale też pozbawionymi kompleksów. Jednocześnie związki z mężczyznami, w które się wplątują, są dla nich balastem, gdyż drenują je psychicznie i emocjonalnie. Elwirka od lat żyje z Łysym – zramolałym, pozbawionym ambicji i wdzięku emocjonalnym troglodytą, z kolei Maria spotyka pełnego uroku, sypiącego jak z rękawa romantycznymi gestami Czarka, który jednak szybko okazuje się egocentrycznym alkoholikiem, wykorzystującym kobiety jako protezy swoich psychicznych niedoborów. Jak stwierdziła Hałas, te dwie postaci to tak naprawdę awers i rewers tej samej monety, czyli mężczyzny, który nie jest w stanie wykrzesać nawet odrobiny empatii względem swojej partnerki.

„Pieczeń dla Amfy” nie daje gotowych rozwiązań, nie jest w klasycznym sensie (czyli nudną i mało skuteczną) powieścią społecznie zaangażowaną. Niesie za to olbrzymi potencjał, gdyż nie tylko diagnozuje wiele problemów, ale przede wszystkim dostarcza nowego języka dla ich opisu. Hałas zdobywa (a czasem odzyskuje) dla literatury przestrzenie, które do tej pory pozostawały w cieniu, gdyż uznawane były za banalne bądź nieistotne. Zapuszcza się w zakamarki blokowiska, aby wrócić z nich z genialnymi opowieściami o bólu, samotności, tęsknocie. I, co chyba najważniejsze, o nadziei. ©

Salcia Hałas, „Pieczeń dla Amfy”, Muza, Warszawa 2016

MICHAŁ SOWIŃSKI (ur. 1987) jest redaktorem literackim Conrad Festival. Krytyk literacki, doktorant na Wydziale Polonistyki UJ, stale współpracuje z „Tygodnikiem Powszechnym”.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]