Egzekutor Agca

Gdy mowa o zamachu na Papieża, w Polsce za najbardziej wiarygodny uznaje się trop sowiecko-bułgarski. Wpisuje się on w działania służb specjalnych państw komunistycznych przeciw Kościołowi i osobie Jana Pawła II. Ślady prowadzące w tym kierunku są rzeczywiście wyraźne. Ale zlecenie zamachu mogło być przedsięwzięciem joint venture sił na co dzień skonfliktowanych.
Czyta się kilka minut
Mehmet Ali Agca w więzieniu /
Mehmet Ali Agca w więzieniu /

Choć minęło już prawie 10 lat, do dziś jadący drogą Stambuł-Izmir, kiedy zbliżają się do miejscowości Susurluk (zasiedlonej przez ekskoczowników Yorków i znanej z firmy produkującej wyroby mleczarskie), wyciągają głowy i proszą współtowarzyszy o pokazanie miejsca, którego nazwa stała się znana wszystkim Turkom. “Kaza yeri nerede?" (Gdzie jest miejsce wypadku?) - słychać w przejeżdżających przez Susurluk autobusach.

3 listopada 1996 r. o godzinie 19.15 pod Susurluk na mercedesa o numerach 06 AC 600 najechała z tyłu ciężarówka, którą kierował Hasan Gökçe (uniewinniony w tym przypadku, dwa lata później zderzył się po raz kolejny, tym razem z inną ciężarówką, pod Ahmetli koło Manisy). W wypadku pod Susurluk trzech pasażerów mercedesa zginęło, jeden był ranny.

Do tej pory wszystko wyglądało normalnie. Jednak już wkrótce wśród zabitych zidentyfikowano byłego szefa stambulskiej policji Huseyina Kocadaga, poszukiwanego za wielokrotne zabójstwo Abdullaha Çatlý (z fałszywym paszportem na nazwisko Mehmet Özbay) i jego kochankę Goncę Us. Rannym okazał się poseł Partii Słusznej Drogi z miasta Urfa - Sedat Edip Bucak.

Wydarzenie spadło niby bomba na turecką opinię publiczną. Jedni ufundowali dla kierowcy ciężarówki społeczną nagrodę, inni twierdzili, że to nie był wypadek, a kierowca ciężarówki był zamachowcem. Dla wielu Turków 3 listopada 1996 r. zaczęła się nowa era w tureckiej polityce wewnętrznej. I nie tylko wewnętrznej...

Jaki to ma związek ze strzałami na Placu Św. Piotra?

Mocodawcy

Po wypadku w Susurluk zaczęto w Turcji głośno mówić o tym, o czym stugębna plotka szeptała od dawna: o działalności skrajnie prawicowych bojówek “Szarych Wilków", które walcząc brutalnie ze swymi równie bezwzględnymi adwersarzami - ormiańską ASALĄ, skrajną lewicą turecką i kurdyjską oraz z Ormianami (z którymi Azerzy walczyli o Nagorny Karabach) - cieszyły się zadziwiającą tolerancją wielu polityków. Zwłaszcza tych związanych z Partią Ruchu Narodowego (MHP).

Ludzie stojący za działalnością tych “szwadronów śmierci" pojawiają się też w kręgu mocodawców Mehmeta Ali Agcy - skutecznego i co najważniejsze wiedzącego, kiedy milczeć, “tetikçi", czyli egzekutora.

Pisze o tym doświadczony turecki dziennikarz polityczny Erbil Tuşalp w swej książce “Bozkurtlar" (“Szare Wilki"). Tuşalp dotarł do wcześniej nie publikowanych dokumentów rządowych z okresu stanu wyjątkowego. W sprawie mocodawców Mehmeta Ali Agcy przedstawia on trop, który nie jest w Polsce zbyt popularny.

Zanim po zamachu na Papieża Agca stał się znany w świecie, był już głośnym w Turcji “tetikçi", który półtora roku wcześniej na ulicy Stambułu zastrzelił Abdi Ipekçiego, redaktora naczelnego popularnego lewicowo-liberalnego dziennika “Milliyet".

Aby przybliżyć tło działalności i powiązań Agcy, trzeba zanurzyć się w skomplikowany i zapomniany już świat Turcji końca lat 70., pogrążonej w terrorze radykalnych bojówek z prawa i z lewa. W 1980 r. przeciw tej narastającej fali chaosu na scenę wkroczyła armia i przejęła władzę, którą kilka lat później oddała cywilom.

Dowiedziono, że w planowaniu zamachu na Ipekçiego udział miało dwóch “szarych wilków", powiązanych ze światem polityki: Oral Çelik i Mehmet ŞŞŞŞener. Agca długo ukrywał istnienie pierwszego z nich. Dopiero przypadkiem “wygadał się" na ten temat w programie telewizyjnym niejaki Abdullah Yazici, księgowy dwóch czasopism związanych ze skrajną prawicą. Okazało się, że Çelik był jednym z wielu ludzi “Szarych Wilków", którzy pomogli Agcy wydostać się za granicę po ucieczce z więzienia.

Bowiem Agca, który Ipekçiego zastrzelił 1 lutego 1979 r., 25 czerwca został aresztowany, choć wcześniej dla utrudnienia identyfikacji kazał sobie wstawić dwa brakujące przednie zęby (zdradzający go dotąd znak szczególny, akcentowany w listach gończych tureckiej policji).

Większość ludzi, którym udowodniono pomoc w ucieczce Agcy za granicę, była związana albo z “Wilkami", albo z podziemiem narkotykowym organizującym przemyt “prochów" do Europy Zachodniej. Tymczasem w akcie oskarżenia widniało jedynie nazwisko Agcy, co wzburzyło zwłaszcza rodzinę Ipekçiego.

"Długo nie posiedzę"

W zawierającej 33 strony “teczce" Agcy - przesłanej w 1982 r. do ministerstwa spraw wewnętrznych przez szefa koordynacji stanu wyjątkowego, gen. Bolugiraya - znajdowała się zaskakująco dokładna chronologia działań tego ostatniego od czasu rozpoczęcia przygotowań do zamachu na Ipekçiego aż po zamach na Placu Św. Piotra.

W celu zamordowania Ipekçiego prawicowy bojówkarz Yilma Durak zwrócić się miał do Zulfikara Yasana - szefa MHP w śródmiejskiej dzielnicy Stambułu - aby znaleźć odpowiedniego egzekutora. Ten zwrócił się do Mehmeta ŞŞenera, który z kolei dotarł na konsultacje do Duraka. Durak powiedział Şenerowi, że rozkaz zastrzelenia Ipekçiego dostał bezpośrednio z Ankary. Nie ujawnił tożsamości wydającego ów rozkaz. Po złapaniu Agcy Yilma Durak wysłał Şenera do Niemiec pod opiekę Musy Serdara Çelebiego. W czasie pierwszego przesłuchania na policji Agca oświadczył, że broń i instrukcję przeprowadzenia zamachu otrzymał właśnie od Şenera. Powiedział też, że zaraz po zamachu udał się z Yavuzem Çaylanem do siedziby nacjonalistów w stambulskiej dzielnicy Aksaray.

Wydawałoby się, że sprawa zamordowania Ipekçiego będzie okazją do postawienia zarzutów sporej grupie osób. Stało się przeciwnie. Oskarżono tylko Agcę, który w geście zadziwiającej szczerości i pewności siebie oświadczył prokuratorowi, że “długo nie posiedzi". I faktycznie, uciekł z wojskowego więzienia Maltepe, choć dopiero w drugiej próbie. W 19 dni po pierwszym podejściu wyszedł z tego pilnie strzeżonego obiektu (w warunkach stanu wyjątkowego!) w mundurze oficera policji. Turecki wywiad miał ostrzegać o jego kontaktach z oficerem policji Yusufem Hududim, który z kolei znany był z powiązań z nacjonalistami - Sirrim Öztopem i Ahmedem Malkanem.

Hududiego uniewinniono z zarzutu pomocy przy ucieczce. Na 17 lat więzienia skazano szeregowca Bünyamina Yilmaza, który miał powiązania z członkiem MHP Mehmetem Tanaydinem (3,5 roku więzienia) i Hüseyinem Hasanem Şenerem. Ten ostatni był bratem Mehmeta Şenera, biorącego udział w zamachu na Ipekçiego.

Z jakiegoś powodu (mimo nalegań tureckiego wywiadu MIT) powiązań wymienionych mężczyzn nigdy nie badano. Przynajmniej oficjalnie.

Do skrajnej prawicy (MHP i powiązanych z partią klubów) należały też osoby, które załatwiły Agcy fałszywe paszporty. Przede wszystkim Ömer Ay: nauczyciel i skrajny nacjonalista z organizacji Ülkü Bir w mieście Nevşehir (skazany w 1985 r. za zabójstwo lokalnego polityka z Partii Republikańsko-Ludowej). Agca otrzymał fałszywy paszport w Wiedniu z rąk Ömera Mersana - człowieka Bekira Çelenka - znanego koordynatora przemytu broni i narkotyków dla tureckiej mafii na Zachodzie. Ten sam Çelenk obiecał dostarczyć Agcy pieniądze (3 miliony niemieckich marek) w hotelu “Vitosza" w Sofii. Miały one pochodzić od wspomnianego Musy Serdara Çelebiego - przewodniczącego Tureckich Klubów Nacjonalistycznych w Europie Zachodniej.

Niedługo potem Agca strzela do Papieża. Broń, z której padły strzały, dostarczyć miał - według wspomnianego raportu - niejaki Ömer Bagci.

Prowokacja?

Ostatnia strona raportu odzwierciedla tło powyższych działań z perspektywy uwarunkowań zimnej wojny: “Zarówno jeśli chodzi o złapanie Agcy jako sprawcy zamachu na Ipekçiego, jak i o jego późniejszą ucieczkę z więzienia, można zaobserwować niedostateczny stopień przesłuchania osób zatrzymanych, fałszywość czy też niepełność zeznań, jak i całkowite pozostawienie poza sprawą agencji wywiadu (MIT)".

Działający we Włoszech trzej agenci bułgarskiego wywiadu, o których Agca zeznał włoskim śledczym, że pomagali mu w dokonaniu zamachu - pojawiają się też w zeznaniach niejakiego Mehmeta Erela, skazanego w 1972 r. na 12,5 roku więzienia za szpiegostwo przeciw Turcji. Erel zeznał przed tureckim sądem, że pracownik bułgarskiego wywiadu Stojan Stojanov - z którym nawiązał kontakt w Sofii w 1965 r. - miał mu powiedzieć: “Lewica w Turcji przeszła do działania, ale jeśli dalej będzie to tak wyglądać, jak wygląda, sama się skończy. Aby temu przeciwdziałać, musimy pomóc wzmocnić się tureckiej prawicy. Pod jej ciosami zmusimy lewicę do zjednoczenia tak, że sama się wzmocni. Wtedy społeczeństwo tureckie zacznie się skupiać i polaryzować wokół tych dwu biegunów. W tureckich warunkach oznaczałoby to następnie zwycięstwo prawicy, ale naszym celem jest doprowadzenie do sytuacji, w której armia turecka wraz z rządem dokona prawicowego zamachu stanu. To zaś z kolei, w słabej ekonomicznie Turcji, doprowadzi do powstania »frontu niezadowolonych«, który obali władzę".

Stojanov uważał przy tym, że organizacje tureckiej lewicy, choć podzielone, stanowią większą “siłę bojową" niż niezmilitaryzowana jeszcze prawica. W celu wywołania prowokacyjnego uderzenia z prawej strony za najodpowiedniejszą organizację uważał “Szare Wilki". Z dwoma jej liderami (Rifat Baykal i Irfan Solmazer) nawiązał więc kontakt. Mehmet Ali Agca wskazywał potem na tych ludzi jako związanych z obydwoma swoimi zamachami.

Lewica turecka - dla odmiany - uważa, że “bułgarski trop" został wymyślony dla ukrycia “Szarych Wilków" jako mocodawców Agcy. Według tej koncepcji celem działania Agcy (i innych podobnych mu terrorystów w Turcji) było doprowadzenie do upadku porządku publicznego i wprowadzenia rządów skrajnie prawicowej junty. Wedle tej teorii spiskowej za Agcą stały “Szare Wilki". Ale za nimi z kolei mogli stać komuniści.

Niektórzy współpracownicy Agcy próbowali nawet zrobić w Turcji karierę polityczną. Np. Yavuz Çaylan, uczestnik zamachu na Ipekçiego, starał się o wybór na przewodniczącego stambulskiej organizacji MHP. Aby zamazać swą przeszłość, zmienił nazwisko.

Zabójca na zlecenie?

Wbrew pozorom mocodawców zamachu na Papieża mogło być więc wielu, a sam zamach miał - być może - na celu “upieczenie wielu pieczeni na jednym rożnie".

Ludzie, których nazwiska pojawiają się wśród mocodawców Agcy z okresu jego zamachów na Ipekçiego i na Papieża, pracowali bowiem dla wielu panów. A przynajmniej godzili działalność terrorystyczną z handlem narkotykami i bronią, nie znającym żadnej ideologii. Na tym gruncie spotykali się nawet z ideologicznie i narodowo wrogimi konkurentami bułgarskimi (za którymi, z kolei, mogli stać jeszcze inni mocodawcy).

Całe to spektrum ówczesnego świata podziemnych i półpodziemnych bojówek czy grup terrorystycznych w Turcji wykorzystywało jako swych “tetikçi" tych samych ludzi, którzy zabijali na zlecenie.

Nie zadając zbędnych pytań, do kogo mieli strzelać.

---ramka 351423|strona|1---

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 21/2005