Reklama

Układanki sędziego Imposimato

Układanki sędziego Imposimato

22.05.2006
Czyta się kilka minut
Szczupły, ubrany z dyskretną elegancją mężczyzna koło siedemdziesiątki, wyglądający bardziej na angielskiego dżentelmena niż na Włocha: legendarny sędzia Ferdinando Imposimato. Przed moim przyjściem do hotelu zarezerwował stolik w pobliskiej restauracji i tam, w piwnicy, do której nie docierają impulsy telefonii komórkowej, mówiliśmy o sprawie, której sędzia-emeryt poświęca swój czas i energię, czerpiąc z dawnego doświadczenia.
Miejsce, z którego strzelał Mehmet Ali Agca 13 maja 1981 r. /fot. KNA-Bild
A

A doświadczenie ma ogromne. To on zajmował się sprawami głośnych uprowadzeń i morderstw na włoskich politykach, Aldo Moro i Vittorio Bachelecie; to on zajmował się procesami przeciw mafii i Camorrze. W latach 1987-1994 był senatorem oraz członkiem Izby Deputowanych, przez trzy kadencje członkiem Komisji Antymafijnej, a także honorowym przewodniczącym Najwyższego Trybunału Apelacyjnego. Obecnie wykłada na trzech uniwersytetach.

Przede wszystkim jednak Imposimato prowadził dochodzenie w sprawie zamachu na Papieża. To on odkrył tzw. ścieżkę bułgarską, która niezawodnie prowadziła w kierunku KGB. Wycofał się i wyjechał z rodziną do Stanów Zjednoczonych po tym, jak "nieznani sprawcy" zabili jego brata i zapowiedzieli dalsze morderstwa. Później Imposimato dowiedział się, że podobne groźby (bez morderstw jednak) spotkały także innych sędziów. Cel został osiągnięty. Hipotezę bułgarskiego śladu wykpiono i odrzucono. Skazany i osadzony w więzieniu został jedynie Ali Agca.

Szczególnie interesująca jest osoba Siergieja Antonowa. W Rzymie rezydował jako dyrektor Balkan Air (bułgarskich linii lotniczych), w rzeczy samej niemal na pewno był oficerem bułgarskich służb specjalnych. Mieszkał przy via Pola, kilka minut od mojego domu. Kiedy przetrzymywano go w areszcie domowym, przechodząc tam codziennie widziałem pilnujących go karabinierów. Potem karabinierzy zniknęli, a Antonow wyjechał do Bułgarii i ślad po nim zaginął.

Prawdy prawdopodobne

W Stanach sędzia Imposimato nie odnajduje spokoju. Wraca do Włoch i podejmuje, już na własną rękę, dalsze dochodzenie w sprawie sprawców zamachu na Papieża. Uważa, że to jego obowiązek wobec historii.

Przekopuje się przez tysiące dokumentów procesu Ali Agcy, te zaś doprowadzą go do całkiem osobnej, wydawałoby się, sprawy porwania (22 czerwca 1983 r.) piętnastoletniej Emanueli Orlandi, córki pracownika Domu Papieskiego Ercole Orlandiego, oraz drugiej dziewczynki, już nie z Watykanu, Mirelli Gregori. Odkrywane ślady prowadzą do Moskwy i Berlina, sędzia bada więc archiwa Stasi, spotyka dawnych jej pracowników, znajduje kolejne dokumenty. Wnioski, do których dochodzi w ciągu ostatnich lat, prezentuje w wydanej w 2003 i wznowionej w 2006 r. książce "Vaticano - un affare di Stato" ("Watykan - sprawa państwowa"). Mało zrozumiały tytuł wyjaśnia w podtytule: "Infiltracje, zamach, Emanuela Orlandi".

W jego przekonaniu porwanie dziewcząt pozostaje w ścisłym związku z nieudanym zamachem na życie Papieża. Opowieść jest tak zdumiewająca, że aż nieprawdopodobna. Autor, nie zrażając się krytyką i sceptycyzmem części odbiorców, nie ustaje w poszukiwaniach. Ich wyniki będzie zawierało kolejne, poszerzone wydanie książki.

Świadom reakcji czytelnika, pisze o wybranej przez siebie metodzie: "Cały problem poszukiwania prawdy w przypadkach wielkich i małych przestępstw politycznych polega na umiejętności dostrzeżenia nierozerwalnych powiązań z innymi wydarzeniami o znacznie większym znaczeniu. Oczywiście, roztropność jest konieczna. Ale trzeba też strzec się błędu przeciwnej skrajności, to jest oczekiwania na dowody matematyczne, absolutne, wykute z granitu, dla udowodnienia znaczenia jakiegoś faktu. Brak pewnych dowodów, który unicestwił dochodzenia sądowe, prowadzi do powierzenia trudu rekonstrukcji poszlakom i dokumentom. Jeśli nie prowadzą one do prawdy absolutnej, prowadzą do prawdy prawdopodobnej, która historycznie powinna być rozpatrzona, skoro nie można osiągnąć prawdy pewnej. Ta zaś napotkała na przeszkody - trzeba to uznać - przez mataczenia, przemilczenia, zmowę milczenia ze strony tych, którzy się jej boją".

W tym przypadku - powiada autor - prawda jest złożona, wewnętrznie sprzeczna i niewiarygodna. Prawda nie jest prosta, bo życie, sami ludzie i to, co im pisane, nie jest proste.

Pozycje operacyjne

Wybór arcybiskupa krakowskiego na Stolicę Piotrową natychmiast budzi niepokój Moskwy. Pismem z 13 listopada 1979 r. Komitet Centralny KPZR zwraca się do ministra spraw zagranicznych Andrieja Gromyki o zebranie i udostępnienie materiałów mogących zdyskredytować politykę Watykanu oraz o przemyślenie dalszych działań przeciw Janowi Pawłowi II. Dokument podpisali Mikołaj Susłow, Andriej Kirylenko, Konstantin Czernienko, Michaił Gorbaczow i inni. Z udziałem Jurija Andropowa i jego zastępcy na stanowisku szefa KGB przygotowuje się kampanię propagandową przeciw Watykanowi nie tylko w krajach bloku, ale także na Zachodzie. Chodzi o pokazanie, że polityka Papieża jest niebezpieczna dla Kościoła. Wiktor Szeimow, dawny pracownik KGB, który przeszedł na służbę Wlk. Brytanii, napisał kilkanaście lat temu w "Washington Post": "W 1979 r. Kreml zwrócił się do szefa KGB w Polsce z prośbą o informacje użyteczne do zgładzenia Jana Pawła II". Przed przybyciem Papieża do Polski do Warszawy został wysłany szyfrowy kablogram, w którym Andropow zwraca się o zebranie wszelkich możliwych informacji o tym, "jak podczas podróży do Polski można się zbliżyć do papieża". W języku KGB znaczyło to jedno: trzeba zabić papieża.

Wybór kardynała Wojtyły był uznawany w Moskwie (ale i Tel Awiwie czy Teheranie) za realizację planu politycznego najbardziej antykomunistycznych, antyżydowskich i antyislamskich środowisk kościelnych. Także zresztą w Watykanie ten wybór wywołał niepokój, a podróż do Polski w 1979 r. była bodźcem do przyspieszenia działań. Żaden papież - pisze Imposimato - nie wzbudził w Moskwie takiego lęku jak Jan Paweł II.

Papieża należało najpierw zniszczyć moralnie, potem, ewentualnie, fizycznie. Według posiadanych przez Imposimato materiałów główna rola przypadła polskim służbom, którym było łatwiej dostać się do Watykanu. Archiwum Mitrochina (wieloletniego pracownika wywiadu sowieckiego, który wywiózł na Zachód wiele tajnych materiałów KGB) zawiera dokument pochodzący od sowieckich agentów z Warszawy: "Misja wykonana. Nasi przyjaciele (polskie służby) mają do dyspozycji poważne pozycje operacyjne w Watykanie, które posiadają swobodny dostęp do papieża i rzymskich Kongregacji. Pomijając agentów wyspecjalizowanych, wobec których Jan Paweł II­ jest dobrze usposobiony i którzy w każdej chwili mogą uzyskać audiencję, nasi przyjaciele mają czynnych agentów wśród przywódców katolickich środowisk studenckich, którzy utrzymują stałe kontakty ze środowiskami w Watykanie, posiadają dostęp do Radia Watykańskiego i do sekretariatu papieża".

Papież - konstatuje Imposimato - był otoczony polskimi szpiegami. Ale KGB zabiegało także - jak wynika z dokumentu przytoczonego przez Imposimato - o pozyskanie wśród pracowników Watykanu "współpracowników wspierających", którzy nawet nie zdając sobie z tego sprawy mogli dostarczać interesujących wiadomości. Tu szczególnie cennym kąskiem byli tłumacze Sekretariatu Stanu. Uważano, że - kiepsko opłacani przez Stolicę Apostolską - dadzą się skusić na propozycję pracy w charakterze nauczyciela, tłumacza itp.

Na terenie Watykanu działali również agenci Stasi. Imposimato przytacza niektóre nazwiska, powołując się dość ogólnie na swoich informatorów z kręgu dawnych przywódców enerdowskiej tajnej policji. Dlatego ich nie powtórzę, zwłaszcza że są wśród nich osoby, które znam i których o tego rodzaju działalność ani ja, ani inni znający ich nie jesteśmy w stanie podejrzewać. Po ukazaniu się książki włoskiego sędziego tylko jeden z wymienionych w niej zapowiedział wytoczenie procesu, z którego jednak wkrótce zrezygnował - nie wiadomo, czy ze względu na zaawansowany wiek i nie najlepsze zdrowie, czy też z innych sobie znanych racji.

Ja sam pracowałem wówczas w redakcji polskiej edycji "L'Osservatore Romano". Było to miejsce na terenie Watykanu, ale łatwo dostępne dla każdego. Pamiętam, jaką zmorą byli kolejni prowokatorzy, agenci, szpiedzy. Niektórzy posługiwali się metodami bardzo prymitywnymi, inni - bardziej subtelnymi. Dopiero wgląd w teczkę udostępnioną mi przez IPN pozwolił na lepsze zrozumienie tego, co się wtedy działo: w istocie prowadzono zaplanowaną (co prawda dość kiepsko) akcję, której celem było albo mnie pozyskać, albo skompromitować.

Ile było kul

13 maja 1981 r. zamachowiec miał wszelkie szanse ucieczki z placu św. Piotra - uniemożliwiła ją błyskawiczna reakcja stojącej obok zakonnicy, siostry Łucji, która natychmiast wskoczyła mu na plecy. Karabinierzy ujęli Agcę i zabrali porzucony przez niego pistolet. Antonow, o którym pisałem wyżej, a którego zidentyfikowano na amatorskim zdjęciu zrobionym w chwili zamachu, z pistoletem w dłoni, spokojnie oddalił się z placu i wsiadł do oczekującego w pobliżu samochodu ambasady bułgarskiej.

Karabinierzy stwierdzili, że w magazynku pistoletu Agcy brak trzech pocisków. Jak wiadomo, w zamachu zostały także zranione dwie turystki: Anne Ordre i Rose Hall. Powszechnie uważano, że dosięgły je te same kule, które ugodziły Papieża. Tymczasem ekspertyza balistyczna stwierdza, że gdyby tak było, kula, która zraniła Anne Ordre, powinna być wystrzelona z jej lewej strony, tymczasem zachowała się tak, jakby była wystrzelona z prawej. Opinia biegłych jest dziwna: utrzymuje, że dwa pociski dosięgły trzech osób usytuowanych asymetrycznie, powodując dwie rany u Papieża, dwie rany u Anne Ordre i jedną ranę u Rose Hall. Sąd zakwestionował tę ekspertyzę, a matka Hall utrzymywała, że słyszała trzy strzały, z których pierwszy zranił jej córkę wcześniej, niż zraniony został Papież.

Co jeszcze dziwniejsze, ekspertyzie poddano dwie kule: tę wydobytą z ciała Anne Ordre i drugą, znalezioną na podłodze papieskiego jeepa. Zdaniem kard. Stanisława Dziwisza, którego o to pytałem, znalezioną na podłodze pojazdu kulę zabrał szef papieskiej żandarmerii Cibin, przechował ją u siebie i została ona ofiarowana przez Jana Pawła II jako wotum dla sanktuarium w Fatimie. Według dokumentów sędziego Imposimato kula ofiarowana w Fatimie nie była przedmiotem ekspertyzy. Przedmiotem ekspertyzy była - jego zdaniem - kula znaleziona w papieskim jeepie, ale nie wiadomo, czy ta sama, którą przechował Cibin, czy jeszcze jakaś inna. Badający sprawę kolejni biegli (prof. Silvio Merli i Roberto Cangiarosi) utrzymują, że zadane rany wskazują na przynajmniej sześć pocisków. Ostatecznie, niepewność co do liczby osób strzelających 13 maja do Papieża pozostaje aktualna.

Towarzysz faszysta

Aresztowany Ali Agca krzyczy na cały głos: "I am only!, I am only!", jakby chciał przekazać sygnał wspólnikom. Dwie godziny później, przesłuchiwany w siedzibie rzymskiej policji (Questura di Roma), zeznaje, jak następuje (zapis pochodzi z akt procesowych): "Jestem towarzyszem. Nabyłem broń od pewnego studenta w Sofii, gdzie byłem w lipcu i sierpniu 1980". I dodaje: "Po ucieczce z więzienia Kartel Maltepe udałem się do Iranu i tam przebywałem trzy miesiące. Wróciłem do Turcji, pojechałem do Bułgarii, gdzie znałem Omera Mersana. Z Sofii pojechałem do Paryża przez Jugosławię, Lucernę, Zurych, Lozannę i Genewę. Przybyłem do Włoch i stąd udałem się do Tunezji, żeby potem wrócić do Włoch. Zatrzymywałem się kolejno w Palermo, Neapolu, Rzymie, Perugii. Odwiedzałem Szwajcarię i Palma de Maiorca, wróciłem do Rzymu i zatrzymałem się w hotelu YMCA i w pensjonacie »Isa« przy via Cicerone".

Jest to opowieść ważna, zwłaszcza wzmianka o długim pobycie w Sofii. Włoska policja tego nie rozumie, ale Moskwa tak (relacje zamieszcza prasa). W zeznaniu złożonym 15 maja 1981 r. Agca ujawnia: "Wiosną 1977 r. udałem się do Palestyny razem z moim szkolnym kolegą, leninistą Seddatem Sirri Kaddemem. Stamtąd przeniosłem się do Damaszku, następnie do Libanu, razem z Teslim Tore. I on, i Sirri byli szefami zbrojnych ugrupowań. W 1971 r. szukałem THKO, ruchu marksistowskiego. Odbyłem czterdziestodniowe szkolenie do walki partyzanckiej w palestyńskim obozie. Potem uczestniczyłem w innych grupach leninowskich, jak Emegin Brigil i Halkin Kurtulusen, których celem było atakowanie eksponentów prawicy".

To zeznanie jest jasne: Agca jest komunistą, przeszkolonym w palestyńskim obozie Habbashu, pozostającym w stałym kontakcie z leninowską lewicą. Tymczasem "Corriere della Sera", "La Repubblica", "Stern", "Spiegel" i wiele innych pism zachodnich prezentuje go z uporem jako nazistę i faszystę. O Agcy pisze się jako o zwykłym kłamcy czy mitomanie. Imposimato konstatuje, że wszystkie te pisma były infiltrowane przez ludzi Stasi. Kampania dezinformacyjna, mająca odwrócić uwagę od śladu bułgarskiego i tym samym od Moskwy, została zakrojona na ogromną skalę.

"Sędziowie"

Sędzia ma jednak zeznania samego Agcy. Po zamieszczonym w "Sette" (dodatku do "Corriere") wywiadzie z Imposimato, zamachowiec wysyła do sędziego telegram, zaprasza go, chce z nim mówić. Sędzia odwiedza więzienie w końcu czerwca 1997 r. Agca wyznaje gościowi: "Musiałem zburzyć prawdę, bo w październiku 1983, w więzieniu Rebibbia, zostałem zaszantażowany przez KGB".

Moskwa i Bułgarzy byli zaniepokojeni, czy Agca nie powie zbyt dużo. W Sofii wymyślono proces przeciw Turkowi za przestępstwo popełnione na tamtym terenie, mianowicie za używanie fałszywego paszportu. Jak na skazanego na dożywocie - oskarżenie wręcz śmieszne. Jednak rząd włoski popełnia błąd i zgadza się na przesłuchanie Agcy przez (fałszywych, o czym nie wiedziano) śledczych bułgarskich.

1 października 1983 r. na lotnisku Fiumicino lądują "sędziowie" Ormakow i Petkow. Ten ostatni, znający język rosyjski, turecki, niemiecki i włoski, był pracownikiem KGB. Przesłuchaniom prowadzonym w więzieniu Rebibbia towarzyszy włoski sędzia Martella. Odbywają się one w języku tureckim i są tłumaczone na użytek Włocha. Pierwsze ma miejsce 10, drugie 20 października (wszystkich było pięć; warto dodać, że 11 października ginie Franco Imposimato, brat sędziego). I właśnie 20 października, kiedy o godz. 17 sędzia Martella swoim zwyczajem proponuje przerwę i zaprasza gości na kawę do więziennego baru, z zaproszenia korzysta Ormakow, Petkow zaś zostaje z Agcą. Wtedy, w języku tureckim, mówi mu: "Zapamiętaj, jeśli nie rozbijesz procesu, twoja matka, twój brat Adnan i twoja siostra Fatima zostaną zamordowani i postaramy się, żeby twój trup został znaleziony na placu św. Piotra". Agca zaczyna odgrywać rolę nawiedzonego szaleńca. Ta relacja znajduje potwierdzenie w innych źródłach, m.in. w aktach Stasi.

Porwania

Dla sędziego Ferdinando Imposimato wątek zamachu na placu św. Piotra jest jednak tylko fragmentem większej całości, która obejmuje perfidną i złożoną operację "unieszkodliwienia" przerażającego Moskwę papieża-Polaka. Wątkiem pełnym tajemnic jest wspomniana już sprawa porwania córki pracującego w bliskim otoczeniu Papieża Orlandiego. Media włoskie i zachodnie dawno już sprawą przestały się interesować. Nawet w Watykanie - jak się wydaje - przeważyło przekonanie, że do dziś niewyjaśnione zniknięcie dziewczyny nie ma nic wspólnego z nieudanym zamachem na Papieża. Sędzia Imposimato jest innego zdania. Niestrudzenie studiuje dokumenty, zapisy rozmów z porywaczami, okoliczności porwania Emanueli. Spotyka dawnych agentów, szuka nowych źródeł informacji. Z uporem zbiera i składa fragmenty dziwnej układanki, z której pełnego i jednoznacznego obrazu wciąż nie daje się złożyć. Według niego Moskwa, po nieudanym zamachu Ali Agcy, porywając córkę bliskiego współpracownika Jana Pawła II chciała wydobyć zamachowca z więzienia, żeby niczego nie powiedział. Ale - zdaniem sędziego - nade wszystko chodziło o skompromitowanie Papieża, o zmuszenie go, by pod naciskiem porywaczy wystąpił do prezydenta Włoch o ułaskawienie Turka, żeby w opinii światowej pojawił się - on, postrach komunizmu - jako pokonany, odpowiedzialny za los porwanych dzieci.

Porwanie nastąpiło 22 czerwca 1983 r., podróż do Polski (ta, podczas której władze musiały się zgodzić na spotkanie z Wałęsą) kończyła się 23 czerwca. Był to jedyny przypadek, kiedy Jan Paweł II nie dokonał publicznego podsumowania podróży. A podsumowując ją, musiałby mówić o zmaganiach rodaków z reżimem. Czy ta wyjątkowa zmiana miała coś wspólnego z porwaniem? Na ogół ludzie tamte wydarzenia kwitują stwierdzeniem, że i tak nie dowiemy się prawdy. Sędzia Imposimato do takich nie należy.

***

Mgła otaczająca mechanizmy, które doprowadziły do zamachu, dziś zdaje się przerzedzać. Dochodzenie prawdy historycznej jest mozolne; uczestniczy w tym także polski IPN. Potężny aparat dezinformacji zdeformował pamięć ludzką. Bez względu na ewentualne pomyłki w dotychczasowych dociekaniach, lektura książki "Vaticano - un affare di stato" nieustannie przywodziła mi na pamięć to spotkanie z Janem Pawłem II, podczas którego mówił on, iż diabeł jak lew ryczący krąży wokół Watykanu, patrząc, kogo by pożreć.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Urodził się 25 lipca 1934 r. w Warszawie. Gdy miał osiemnaście lat, wstąpił do Zgromadzenia Księży Marianów. Po kilku latach otrzymał święcenia kapłańskie. Studiował filozofię na Katolickim...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]