Dzień zwycięstwa

Po nakarmieniu paru tysięcy głodnych pięcioma jęczmiennymi plackami i dwiema rybami, „Ludzie, którzy widzieli dokonany przez Jezusa znak, zaczęli mówić: »On rzeczywiście jest tym prorokiem, który miał przyjść na świat«.
Czyta się kilka minut

Jezus, wiedząc, że ludzie mają zamiar Go pochwycić i ustanowić królem, oddalił się i sam udał się znowu na górę”.

Ale Jezus nie dokonał żadnego znaku, żadnego cudu dla siebie, żeby sobie polepszyć życie. Przeciwnie, kiedy znalazł się w krytycznym położeniu, w skrajnym zagrożeniu życia, nie oczekuje od Ojca nadzwyczajnej interwencji, choć wie, że mógłby uzyskać od Niego, jak mówimy, nadprzyrodzoną pomoc. Kiedy Piotr w Getsemani w obronie Jezusa zaatakował sługę najwyższego kapłana, usłyszał od Jezusa: „Schowaj miecz tam, gdzie jego miejsce, bo wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną. Czyż myślisz, że nie mógłbym poprosić mojego Ojca, aby natychmiast postawił przy Mnie więcej niż dwanaście oddziałów anielskich? Ale jak wówczas wypełni się to, co według Pisma musi się wydarzyć?”.

Z tej wypowiedzi wynika, że Ojciec nie pozostawił Syna na pastwę losu. Przyszedł Mu z pomocą, ale po swojemu. Autor Listu do Hebrajczyków zapewnia, że Jezus „podczas swego ziemskiego życia z wielkim wołaniem i łzami zanosił błagania i prośby do Tego, który mógł Go ocalić od śmierci. I został wysłuchany dzięki swej uległości!”. W dosłownym tłumaczeniu: został wysłuchany przez (lub za) pobożność. Jaka więc była ta Jezusowa pobożność?

Jezus składa Bogu w ofierze swoją niemoc, bezsilność wobec zła. Świadczy o tym modlitwa Jezusa w Ogrójcu i Jego ostatnie słowa wypowiedziane na krzyżu. Pobożność Jezusa wypełnia się w Jego poddaniu się Bogu, Jego woli: „Smutna jest moja dusza aż do śmierci. (...) Mój Ojcze! Jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Lecz niech się stanie tak, jak Ty chcesz, nie Ja”. Kiedy więc mówimy za Jezusem: „Bądź wola Twoja”, tak jak On stawiamy się do dyspozycji Ojca, który nie ocalił Syna od śmierci fizycznej, ale Go obronną ręką przez nią przeprowadził. Dlatego gdy „Niektórzy nauczyciele Pisma i faryzeusze mówili: »Nauczycielu! Chcemy ujrzeć jakiś znak od Ciebie«, On odpowiedział: »To ludzie źli i wiarołomni domagają się znaku, ale będzie im dany jedynie znak proroka Jonasza«”.

Ten znak trwa, dlatego Leszek Kołakowski może powiedzieć, że obecność Jezusa poznajemy po tym, jak On zmienia nasze życie, czyli sposób patrzenia na świat i reagowania na to, co się tu i teraz dzieje. Z tego powodu nieraz ogarnia człowieka paraliżująca bezsilność: bo co ja biedny mogę zrobić? Wtedy warto przypomnieć, że wszystko najważniejsze – nie tylko dla nas – rozpoczęło się w dniu całkowitej klęski – na i pod szubienicą. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2018