Dwie drogi do Pax Americana

Od dłuższego czasu było wiadomo, że w Pentagonie powstaje plan nowego rozlokowania amerykańskich sił militarnych w zapalnych punktach świata. Nikt zatem nie powinien być zaskoczony złożoną podczas przemówienia na forum Weteranów Zagranicznych Wojen zapowiedzią prezydenta George W. Busha, że do końca 2010 r. Stany Zjednoczone zmniejszą o 70 tys. liczbę żołnierzy służących w bazach poza krajem - przede wszystkim w Europie i Azji.
Czyta się kilka minut

Ważniejsze, by wyjścia amerykańskich wojsk z Europy nie postrzegać w kategoriach kary Białego Domu za to, że Berlin i Paryż odmówiły poparcia USA w ataku na Irak. Po tragicznym wieku XX., Europa przeradza się nie tylko w spójny organizm polityczny i ekonomiczny, ale staje się miejscem dobrobytu i pokoju. Nie ma już dziś powodów - szczególnie z amerykańskiego punktu widzenia - by dwie z dziesięciu amerykańskich dywizji pancernych utrzymywać w Niemczech.

Wyjście Ameryki z Europy to także symboliczny (kolejny już) koniec “zimnowojennego podziału" świata - i to nie tylko w wymiarze militarnym. Wszak to m.in. amerykańska obecność wojskowa przyczyniła się do rozkwitu i integracji Europy. Decyzja Busha może być wreszcie zimnym prysznicem dla europejskich polityków i sprawić, by w imię utrzymania bezpieczeństwa zaczęli poważnie myśleć o powołaniu na kontynencie sprawnych sił militarnych czy o aktywniejszym zaangażowaniu się w operacje NATO. Bo nie ma lepszego sposobu na utrzymanie światowego pokoju niż współpraca USA i UE.

Większym problemem jest Azja: wycofanie 12 z 70 tys. amerykańskich żołnierzy stacjonujących na Półwyspie Koreańskim, może rozzuchwalić Koreę Północną. Bo, co by nie mówić, wobec totalitarnych reżimów polityka odstraszania zdawała się dotąd sprawdzać.

Redukcja wojsk amerykańskich w Europie i Azji nie oznacza, że amerykańscy żołnierze wrócą do domu na zasłużony odpoczynek. Planuje się powstanie nowych baz: w Rumunii, Bułgarii, a także w Afryce i na Bliskim Wschodzie. Administracja Busha zapewnia, że manewr ten służyć ma skuteczniejszej walce z międzynarodowym terroryzmem. Tu pojawia się wewnątrzamerykański wymiar dyslokacji. Otóż trzy dni później, w dokładnie w tym samym miejscu, co wcześniej Bush, jego kontrkandydat w wyborach na prezydenta, demokrata John Kerry przekonywał, że decyzja o redukcji wojsk za granicą była “przedwczesna" i “pozbawiona wyczucia", a w konsekwencji zagraża bezpieczeństwu USA. Podkopuje bowiem stosunki Ameryki z sojusznikami.

Choć cel jest ten sam, koncepcje jego osiągnięcia - a zatem i militarnej aktywności USA w świecie - radykalnie się różnią. Bush redukuje wojsko w Europie i Azji, podporządkowując działalność sił amerykańskich wojnie irackiej i walce ze światowym terroryzmem. Kerry opowiada się za utrzymaniem zagranicznej obecności wojsk w dotychczasowym wymiarze, proponując jednak powiększenie armii Stanów Zjednoczonych o 40 tys. żołnierzy.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2004