Reklama

Duszpasterstwo we mgle

Duszpasterstwo we mgle

08.02.2021
Czyta się kilka minut
Refleksja Komisji Episkopatu ds. Duszpasterstwa nad stanem Kościoła pokazuje, że polskie duchowieństwo nie myśli o przyszłości, tylko tęskni do stanu przed pandemią.
WOJTEK JARGIŁO / PAP
N

Nie dość mamy w Kościele polskim problemów z laicyzacją życia religijnego, dechrystianizacją kultury, postępującym permisywizmem moralnym i ideologią gender”, to jeszcze pandemia przyniosła „odizolowanie od sakramentów świętych i rozbicie wspólnoty kościelnej”. To cytat z wydanej przez Komisję Duszpasterstwa KEP publikacji „Duszpasterstwo w czasie pandemii”. Jej autorzy szukają sposobu, by czas trwającej nadal pandemii „stał się szansą duszpasterską – jak to ujął we wstępie abp Wiktor Skworc.

Co najmocniej niepokoi duchownych? Fakt, że koronawirus odebrał wiernym możliwość zwyczajnego „chodzenia do kościoła”. Obawiają się, że uczestnictwo w internetowych transmisjach pozostanie stałym zwyczajem części wiernych. Czują, że tracą z nimi kontakt, i nie potrafią ukoić ich lęków wynikających z odłączenia od sakramentów. Od troski niedługa jednak droga do zarzutów: oto wierni „dziwnie posłusznie zgadzają się na ograniczenia w praktykach religijnych”. A przecież w czasie wielkich epidemii średniowiecznych „świadectwo wiary, powierzenie się Bogu i determinacja wiernych były większe, nawet za cenę zachorowania i śmierci”. Na tym tle nie zaskakuje niedawny wywiad abp. Stanisława Gądeckiego, w którym dziwił się, że ludzie robią zakupy i jeżdżą autobusami, ale w życiu religijnym korzystają z dyspensy (choć wiadomo, że koronawirus najlepiej przenosi się w niewietrzonych pomieszczeniach).

W publikacji wyróżnia się rozdział autorstwa ks. Przemysława Sawy. Autor przyznaje, że „w zwyczajnym duszpasterstwie przed pandemią praktycznie nikt nie wprowadzał ludzi” w takie tematy, jak komunia duchowa, co teraz okazałoby się bezcenne. Ubolewa nad magicznym podejściem do religii, rodzącym poglądy, że hostia i namaszczone ręce kapłańskie nie roznoszą patogenu. Krytykuje straszenie katastroficznymi wizjami kary Bożej za grzechy lub zaprzeczanie pandemii. Dostaje się kaznodziejom „często rozmijającym się z obowiązującymi praktykami Kościoła bądź zmierzającymi na obrzeża zdrowej teologii” (wymienieni są m.in. ks. Roman Kneblewski, ks. Piotr Glas i ks. Paweł Murziński).


Czytaj także: Pandemia może zmienić oblicze Kościoła w Polsce, ale to nie pandemia wyprowadzi z niego ludzi.


 

Ks. Sawa w przeciwieństwie do większości współautorów nie skupia się na narzekaniu i dostrzega m.in., że w pandemii rośnie grono osób szukających dróg do Boga np. przez medytację. Podkreśla, że „niezbędna jest zmiana języka, uwzględnianie mentalności ludzi i postawa dialogiczna. Sam zaś przekaz winien być zaproszeniem, a nie narzucaniem chrześcijańskiej wizji”. Przy tym „brakuje odpowiedniego wsłuchiwania się w głos ludzi, ich myślenie i oczekiwania”, a „nie znając tego głosu, Kościół nie może stworzyć odpowiedniej i rozeznanej strategii”.

I tu leży sedno problemu z szukaniem duszpasterskich ścieżek przez komisję KEP. W spisie treści od góry do dołu figurują duchowni. Komisja nie zaprosiła do dyskusji samych zainteresowanych. Zamiast tego próbuje „wmyślać się” w ich potrzeby. Perspektywa zza biurka nie pozwoliła autorom dostrzec, że dla uratowania duszpasterstwa nie wystarczy rozmowa o technikaliach. Przecież na pandemię nałożyły się kolejne rozdziały kryzysu Kościoła związanego z nadużyciami seksualnymi księży oraz oburzenie nieskrywanym poparciem hierarchii dla działań PiS.

Nie ulega wątpliwości, że po pandemii nastąpi czas wielkiego „sprawdzam”, kiedy przyjdzie policzyć się w kościołach.

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz działu „Wiara”, z „Tygodnikiem Powszechnym” związany od 2007 roku. Specjalizuje się w tematach religijnych i historycznych. Studiował historię na Uniwersytecie Jagiellońskim i...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Bardzo celny artykul. Taka postawa episkopatu nazywa sie "odpowiadaniem na pytania, ktore nikt nie stawia". Sam jestem nauczycielem matematyki, wiec wiem, o czym pisze :-). Polecam artykul p. Moniki Bialkowskiej: https://wiez.pl/2021/02/06/zostalismy-sami-i-robimy-co-mozemy/

Bardzo celna jest krytyka dokumentu DKEP na łamach Więzi, TP, czy Deonu. Bardzo celny jest sam dokument DKEP. Każdy z tych zapisów jest celny w krytycznym podejściu do tematu. A może Pan spróbuje odpowiedzieć na pytania, których nikt nie zadał? Może podzieli się Pan wizją, jak być powinno i co należy/można robić? Ale najlepiej jak Pan odpowie na niezadane pytanie, che...che...

Proszę samemu coś zaproponować. Czekamy... Z poważaniem

Ja na przykład czekam na cudze świadectwo, jak ktoś odbiera ten piękny i rozważny akt miłości Kościoła do swych wiernych, polegający na tym, że Kościół nie zamknął świątyń, a udzielił dyspensy tym, którzy wolą żeby Kościół fizycznie był dla nich zamknięty. Może jendrus ma takie świadectwo do podzielenia się.

Bardzo celnie każecie odpowiadać na niezadane pytania facetowi, który ma ubaw z niezadanych pytań. Może podzielicie się wizją... A nie, wyście się już przecie podzielili. Na samym początku pandemii, pamiętacie? Oto wierni będą uciekać z zamkniętej mocą szatańską diecezji gliwickiej, aby nasycić pragnienie mszy i sakramentów (ech, ten apokaliptyczny smaczek). Niech ów pamiętny exodus sprawiedliwych podniesie was na duchu w tych ciężkich czasach.

Kto winien zacząć? Duchowieństwo, przecież od tego są. Niestety ostatnimi czasy, to właśnie duchowieństwo, jest największym i najgroźniejszym producentem owej mgły. Lecz dość, narzekań, trza brać się do roboty. Zapisane w mojej pamięci. Pamiętam, krakowski klasztor ss. Wizytek, przy pl.Biskupim, lata 80-90 ubiegłego wieku. Kapelanem sióstr był wtedy śp.ks. Maliński. Dobra powiedzą niektórzy, ks.Maliński, to TW bezpieki, są na to papiery. Być może, lecz prawdę powiedziawszy, mnie to mniej interesuje. Maliński był genialnym kaznodzieją, kościół był zawsze pełen ludzi i to w dni powszednie. Osiągnął to w pewien bardzo prosty sposób, głosił homilię w każdy dzień, nie tylko w święta. Krótkie, zwięzłe, odnoszące się do czytań z Ewangelii......... To jeden ze sposobów zaczęcia rozpędzania mgły w naszym polskim KK. Codzienna homilia,odnosząca się do czytań mszalnych a nie do polityki. Od tego jesteście, drodzy biskupi i księża. Polityków to ci u nas dostatek.

Dziękuję za przypomnienie wspaniałego człowieka. Jego homilie pozostały wspaniałym przeżyciem. Pozdrawiam

Nawiązanie do średniowiecza ze zwrotem "nawet za cenę zachorowania lub śmierci" jest w moim odczuciu wywieraniem jakiegoś szantażu moralnego. W wywiadzie abp. Gądeckiego (o którym autor wspomina) też to jest trochę widoczne. Jeżeli się po prostu boję, zostaję w domu i korzystam z transmisji TV, to mam mieć wyrzuty sumienia, czuć się gorszym katolikiem czy nie czuć się nim w ogóle?

sprowadzanie kwestii chrześcijaństwa de facto do 'chodzenia do kościoła' i posłuszeństwa wobec kleru to jedna z większych dewiacji w kościele katolickim i masywny gwałt zadany ewangeliom - rzecz jasna nie dzieje się tak przypadkowo, i na szczęście jest na to lekarstwo: nie lękajcie się - plebana oczywiście, biskupa tym bardziej

.

Przecież redaktor M.M. podał jasny przepis na wyjście Kościoła z kryzysu. Krok pierwszy: porzućcie Kaczyńskiego, Dudę i Morawieckiego, zaufajcie Budce, Trzaskowskiemu i Tuskowi. I wtedy pan Jezus wróci do waszych domów.

na środku przy prezbiterium, zwróconego w stronę nawy, który porusza palcem w powietrzu, wodząc dłonią w lewo i w prawo, nie będę musiał się zastanawiać, czy to nowy charyzmat Ducha Św. w Kościele, czy kolejny nieszczęśnik szuka psychicznie uwagi wiernych, ale zostanę od razu napełniony spokojem poznając, że to tylko pan M.M. podlicza wiernych.

powiedzenia w temacie tak istotnym.Braciom i siostrom, co tracą wiarę. Po pisowsku, ironia i szyderstwo, jako 11 przykazanie. Dzięki temu, chcecie wejść do królestwa niebieskiego?

przyszła kolejna era Królestwa Niebieskiego: były już czasy proroków, były czasy apostołów, były czasy misjonarzy. A teraz nastały czasy błaznów;) "Nie mąż, nie dziecię, nie prorok, i nie ma objawień. A jednak twierdzi, że zna prawdę. Gdy się śmieje, jest poważny; gdy poważny jest, śmieje się - zgadnij, kto to taki?" DRU, oblukaj fresk Sądu Ostatecznego Michała Anioła, tam jest przykład, a MA to był nie lada wizjoner;)

Rozweselać, czy wzbudzać refleksję. Ewentualnie, jedno i drugie, lecz mieliśmy już Stańczyka. Fresk Michała Anioła w Kaplicy Sykstyńskiej, owszem oblukiwałem, jak piszesz. Nie powiem, kawał dobrego obrazka. Czy MA był wizjonerem? Jako artysta,tak. W temacie duchowości? Nie jestem przekonany. Swojego oponenta wysłał do piekła i to w dość kłopotliwej sytuacji, uwieczniając jego podobiznę.To pokazuje że MA, potrafił być, bardzo zawistny. Biedak nie przewidział, że paradoksalnie uczynił go nieśmiertelnym. Sam natomiast uwiecznił się na obdartej skórze świętego w sferze zbawionych. To dowodzi, jego próżności. Bo gdyby zrobił odwrotnie, można by uznać, za znak pokory. Jednak szatan, pod postacią węża, zżerający mu genitalia! Tego, żaden artysta by nie zniósł, wtedy i dzisiaj.Reasumując, wielki artysta, slaby wizjoner.

nie pod względem wizjonerstwa, ale pod względem błazeństwa i złośliwości. Skóra św. Bartłomieja z twarzą MA miała sugerować, że zleceniodawcy dzieła zdarli skórę z MA (źródło: korespondencja MA). O oponencie też mógłbym coś dorzucić, ale już mi się nie chce. Pozdrawiam.

Chociaż patrząc na to z drugiej strony, świadczy to dobrze o papieżu Pawle III.Kupił ładny obrazek, po promocyjnej cenie. Zresztą MA głodem nie przymierał, jak to artysta.Można by do niego odnieść pytanie, kiedyś trzeciego bliźniaka, "powiedz lekarzu co masz w garażu".

Ale zbytnio upraszczasz, jakby zgodnie z fałszywą zasadą, że im dawniej, tym prościej. MA był artystą i jednocześnie był firmą, która zatrudniała podwykonawców, pracowników technicznych i służbę, posiadała lokale, magazyny i warsztaty. Nawet rozważał projekt założenia własnej kopalni marmuru. Im większe i bardziej czasochłonne dzieło u niego zamawiano ( a z większych były to np. fasady kościołów, mauzolea czy wystroje rzeźbiarsko-malarskie wnętrz np. Kaplicy Sykstyńskiej), tym trudniej było opracować dogodny kosztorys. W trakcie lat pracy zmieniały się ceny, a umowy zaś nie obejmowały na tyle precyzyjnie szczegółów, żeby potem zleceniodawca nie mógł podkręcić wymagań. Innymi słowy zdarzało się nawet, że MA dopłacał do realizowanych przez siebie zamówień, by nie musieć ponosić większej odpowiedzialności finansowej za niewywiązanie się z umowy. Za swe nerwy i trudy potrafił odpłacić się dowcipem, jak widać. Dowcip opiera się na przesadzie, więc nie ma co się tak usztywniać DRU.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]