„Nie chcę być posłusznym niewolnikiem! Tego nas uczą w szkołach. Siedź cicho przez 45 minut w ławce. Nie piśnij nawet słówkiem, bo dostaniesz złą ocenę. (…) Mnie nie wychowają na posłusznego niewolnika!” – mówi 9-letnia Maja w filmie opublikowanym na Instagramie. Niejedynym, na którym dziewczynka wyraża bunt wobec szkoły. Inne opublikowane tu treści każą się jednak zastanowić, czy Maja jest rzeczywiście świadomą swoich praw uczennicą, czy też dzieckiem uprzedmiotawianym przez rodziców w imię powierzchownie rozumianej dziecięcej podmiotowości.
Dziecko reklamuje biżuterię, Apart reaguje
„Stań się najbardziej lubianym dzieckiem w okolicy! Ja już to zrobiłam i teraz wszyscy chcą się ze mną bawić. Już nie brakuje mi przyjaciół, jak to było kiedyś. Już nie siedzę sama na placu zabaw. Teraz cały czas ktoś mnie zaczepia i pyta, czy idziemy coś razem porobić. A dlaczego? Bo mam na sobie biżuterię z Apart. Nieważne, czy założę przepiękny naszyjnik, czy stylową bransoletkę, każdy chce ze mną się bawić i spędzać czas. A ty? Masz już swoją biżuterię z najnowszej kolekcji?” – mówi Maja w innym filmie.
Po dwóch miesiącach od opublikowania go – gdy zdobył już prawie tysiąc polubień – marka Apart zareagowała, pisząc na Instagramie, że nie ma nic wspólnego z tą „reklamą”, a „współprace z dziećmi odbywają się wyłącznie podczas oficjalnych sesji zgodnie z przepisami dotyczącymi pracy dzieci na planach zdjęciowych”. Firma poprosiła opiekunów prawnych o usunięcie filmu i opublikowanie sprostowania. „Nieprawdziwe informacje dotyczące współpracy z marką Apart wywołują negatywne konsekwencje, godząc w dobre imię naszej firmy” – napisała do rodziców.
Dopytałam, czy to dziewczynka powinna przepraszać (w sprostowaniu miało bowiem paść słowo „przepraszam”, a profil Mai jest prowadzony w jej imieniu, więc taka forma oznaczałaby, że kaja się dziecko). „Przeprosin oczekujemy od profilu, od osób nim zarządzających, w domyśle od jej rodziców/opiekunów prawnych. (…) Jednocześnie, po ludzku uważamy, że cała sytuacja może stać się bardzo trudna dla dziecka w wieku szkolnym i nagłaśnianie jej dalsze przez media nie powinno w naszej opinii mieć miejsca, ze względu na jego dobro”.
Film usunięto, przeprosin nie ma.
Rodzice: dziecko zarabia na swój „rozwój osobisty, szkolenia, wizerunek, podróże zagraniczne"
„Mój pierwszy raz… My first time…” – taki napis na pasku znajduje się w filmie ukazującym Maję w schronisku i zachęcającym do adoptowania zwierząt. W innym poście na Instagramie czytam: „Jeśli mnie choć troszkę lubicie, jeśli was choć troszkę inspiruję to tutaj możecie kliknąć, możecie mi postawić wirtualną kawę »INKĘ« ;) i będzie mi ogromnie miło. Kocham Was, że jesteście”. Klikam w link do serwisu BuyCoffee.to (gdzie można wspierać finansowo twórców), a tam kolejny tekst napisany w imieniu dziewięciolatki: „Chciałabym pokazać moim kolegom i koleżankom, że ciężką pracą spełniają się nasze marzenia. W tym wieku (…) można zostać modelką/modelem, aktorką/aktorem czy tancerką/tancerzem, a może jeszcze kimś innym i mieć z tego dużą satysfakcję”.
Dziewczynka ma też stronę internetową z imieniem i nazwiskiem w domenie oraz treścią napisaną po angielsku w pierwszej osobie. Wysyłam kilka pytań na podany adres e-mail; odpisuje jej matka, która informuje, że profil na Instagramie prowadzą rodzice, część filmów jest nagrywana spontanicznie, a inne mają scenariusz tworzony przez dorosłych, ale zatwierdzany przez Maję. Dziewczynka może usunąć albo zmienić zdania, których nie chce wypowiadać, oraz zgłaszać swoje pomysły na scenariusze. Usunięty film to zaś nie reklama, lecz „swobodna wypowiedź o biżuterii Apart, którą Maja dostała na urodziny i chciała się nią pochwalić”. Pieniądze zarabiane przez dziewczynkę są przeznaczane na „jej rozwój osobisty, szkolenia, wizerunek, podróże zagraniczne”.
Podejrzane szkolenia Interesting Lesson nie budzą wątpliwości
Rodzice innego zarabiającego w internecie dziecka, którego dane (imię, nazwisko, wizerunek, adres szkoły) są publicznie znane, nie chcieli rozmawiać z „Tygodnikiem”. Filip jest uczniem 8 klasy podstawówki i swoją działalność prowadzi osobiście. Szkoli nauczycieli oraz tworzy i prowadzi realizowane przez nich ogólnopolskie projekty edukacyjne. Pomaga mu ChatGPT. Patronat nad jednym z projektów („Wspólnie mocniejsi – uczymy się przez integrację”) objął w tym roku Rzecznik Praw Dziecka. Pracownicy biura RPD nie odpowiadają jednak na pytanie, czy udzielając patronatu wiedzieli, że Filip jest dzieckiem.
– Rozmawiałam z Filipem parę lat temu, gdy zaczynał swoją działalność szkoleniową – mówi nauczycielka, która od początku z niepokojem obserwuje internetową aktywność chłopca. – Podczas pandemii przychodził na przeznaczone dla nauczycieli szkolenia online i brał w nich udział jako uczestnik. Było to trochę dziwne, ale nie widzieliśmy w tym niczego złego. Jednak szybko sam zaczął organizować szkolenia i sprzedawać nauczycielom materiały edukacyjne. Prosiłam go, żeby tego nie robił, tylko zajął się własną edukacją. I żeby nie używał logotypów bez wiedzy i zgody właścicieli. Loga mojej firmy użył bez pytania.
W tym roku patronat nad projektem Filipa „Wspólnie mocniejsi” oprócz RPD objęło m.in. wydawnictwo MAC Edukacja (wiedząc, kim jest organizator) i czasopismo „Bliżej przedszkola” (nie mając tej wiedzy). Jednego logotypu (lokalnego serwisu) chłopiec użył bez zgody. Zapytał, ale najwyraźniej wstępne zainteresowanie patronatem zrozumiał jako ostateczną decyzję. Ma prawo, jest dzieckiem. Gdzie są jednak dorośli? Informacji o rodzicach ani innych dorosłych nie ma w materiałach projektu. Jeśli go współtworzą, to z ukrycia.
Patronat nad zeszłoroczną edycją projektu (Filip prowadzi go po raz drugi) też objęły poważne podmioty: Ośrodek Rozwoju Edukacji, Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli im. Fryderyka Froebla, fundacja Dbam o Mój Zasięg i TVP ABC. Niektóre z nich nie wiedziały, że jego organizatorem jest uczeń podstawówki, i wycofały swoje wsparcie, gdy tylko uzyskały tę informację. Żaden z nich nie ponowił patronatu w tym roku. Przedstawiciel jednej z instytucji rozmawiał z chłopcem, starając się przekonać go do rezygnacji z projektu, i poinformował uczestników o wieku organizatora. Nikt jednak nie skontaktował się ze szkołą.
Ósmoklasista przeszkolił 1300 nauczycieli
Dyrektorka szkoły przyznaje, że o projekcie „Wspólnie mocniejsi” słyszała, ale szkoła nie bierze w nim udziału. Powód? Wątpliwa wartość merytoryczna i przekonanie, że dziecko nie powinno uczyć nauczycieli. Dyrektorka zapewnia, że Filip jest dobrym uczniem, zaangażowanym w życie szkoły, a jego rodzice mówili jej, że wiedzą o pozaszkolnej działalności chłopca. O żadnych związanych z nią kontrowersjach nie ma pojęcia.
Nie wie też, że chłopiec sprzedaje nauczycielom materiały edukacyjne, że podaje się za pedagoga lub organizację edukacyjną w serwisach służących dzieleniu się pomocami dydaktycznymi (także odpłatnie), i że scenariusze zajęć w projekcie „Wspólnie mocniejsi” tworzyła sztuczna inteligencja. Zresztą, Filip tego nie ukrywa – pisze, że „materiały wygenerowane przez AI stanowiły źródło inspiracji lub zostały poddane modyfikacji, co stanowiło opracowanie unikalnych treści”. Szkoła nie ma również świadomości, iż nie jest to jedyny ogólnopolski projekt edukacyjny realizowany przez Centrum Innowacyjnej Edukacji Interesting Lesson, czyli nieistniejący podmiot niekiedy określany przez Filipa mianem firmy.
Zapytałam uczestników projektu – nauczycieli na wspólnym czacie w facebookowej grupie projektu, gdzie zadają oni pytania chłopcu (np. czy można realizować projekt na zajęciach rewalidacyjnych z jednym dzieckiem) – czy wiedzą, że jego organizator jest uczniem podstawówki. Kilka osób (z ok. 700) odpowiedziało, że wie; kilka – że właśnie się dowiedziało, podziwia chłopca i gratuluje mu; dwie – że nie. Kilka osób opuściło grupę.
Na pytania: „czy zastanawiali się Państwo, jak cała ta sytuacja może wpłynąć na Filipa? Czy prowadzenie ogólnopolskiego projektu edukacyjnego jest dla niego dobre? Czy taka swego rodzaju zamiana ról pozytywnie wpływa na jego rozwój? Czy zastanawiali się Państwo, czy Filip robi to wszystko całkiem sam, czy z rodzicami albo nauczycielami w szkole?” – nie odpowiedział nikt. „Bardziej zastanawia mnie Pani postawa” – napisała nauczycielka, która chce realizować ten projekt jako innowację pedagogiczną.
„Zadania są świetne, moja klasa zrealizowała już jedno i nie mogą się doczekać kolejnych” – napisała następnie nauczycielka, która wcześniej ubolewała, że w tej edycji trzeba zrealizować aż 8 zadań (a nie 3, jak rok temu), by otrzymać certyfikat. Przeglądam te wygenerowane przez ChatGPT scenariusze i zastanawiam się, czy ktoś z uczestników wybrał zadanie polegające na zorganizowaniu wycieczki w miejsce opisane jako „Miejscowość o różnorodności kulturowej (np. lokalne centrum kultury, dzielnica wielokulturowa)”. Plan tej lekcji: wprowadzenie (zbiórka w szkole, rozdanie map – 10 minut), przejazd do miejscowości (autobus, tramwaj, pieszo – 20 minut), spotkanie z mieszkańcami (40 minut), zwiedzanie ważnych punktów kulturowych (np. świątyń, restauracji, sklepów etnicznych – 20 minut), powrót do szkoły i podsumowanie (30 minut). To w sumie dwie godziny, ale zadanie ma być wykonane w ciągu 90 minut.
Filip informuje, że w zeszłym roku szkolnym w projekcie wzięło udział 1300 nauczycieli i ponad 19 tys. uczniów, a 900 szkół i przedszkoli otrzymało certyfikaty. W tym roku chłopiec prowadzi też projekt „Poznajemy świat emocji”, który „ma na celu wsparcie dzieci w nauce o emocjach, rozwijanie ich umiejętności społecznych i promowanie zdrowia psychicznego poprzez różnorodne, dostosowane do wieku aktywności”.
Poseł Litewka: „15 lat, Mały Bohaterze, będą z Ciebie ludzie”
„Postanowiłem nie zakrywać twarzy, ani danych chłopca. On sam tego nie chce. Postanowiłem pomóc, zebrać na czynsz, na jedzenie, na prąd, gaz itd. Na odbicie się od dna. 15 lat, Mały Bohaterze, będą z Ciebie ludzie” – napisał poseł Nowej Lewicy Łukasz Litewka pod opublikowanym przez niego na Facebooku i w serwisie zrzutka.pl listem z prośbą o pomoc w wyjściu z bezdomności. Litewka upublicznił imię, nazwisko i zdjęcie nastolatka podpisanego jako autor prośby, a potem także fotografię jego świadectwa wraz z danymi szkoły. „Przeczytałem rano tego maila i następnie czytałem go kolejny raz i kolejny i kolejny. I nie wiedziałem co powiedzieć i wzruszam się za każdym razem, gdy go czytam” [pisownia oryginalna] – dodał Litewka w opisie zbiórki pieniędzy dla Pawła. Nie napisał, czy (a jeśli tak, to w jaki sposób) zweryfikował prawdziwość historii wzorowego ucznia, który od kilku lat żyje rzekomo wraz z matką bez dachu nad głową.
Ponad 16 tysięcy osób nie potrzebowało jednak żadnego potwierdzenia i wpłaciło w sumie 732 570 zł dla zdolnego bezdomnego chłopca. Żadna z tych osób nie zawiadomiła MOPS-u ani sądu rodzinnego (zrobił to RPD). Wiele z nich w komentarzach na Facebooku wyrażało oburzenie ślepotą szkoły, zwłaszcza gdy w jednym z (siedmiu) postów poświęconych tej zbiórce Litewka napisał, że już po uruchomieniu zrzutki zadzwonił do szkoły Pawła. „To nie była najmilsza rozmowa, ale zostawmy to. Panie podejrzewały, że ktoś na chłopca chce wyłudzić pieniądze. Nigdy nie dostrzegli problemu, ale to ich problem”.
Z ustaleń Moniki Waluś z Onetu wynika jednak, że szkoła nie dostrzegła problemu, ponieważ go nie było. Waluś rozmawiała też z pracownikami MOPS-u, którzy mieli kontakt z Pawłem i jego matką po rozpoczęciu zbiórki, a także z bezdomnymi i ochroniarzami na dworcu, na którym rodzina miała sypiać (ale nikt jej tam nie widział). I oczywiście z Litewką, który zapewniał, że historia jest prawdziwa. Tylko z Pawłem ani jego matką nie rozmawiała, ponieważ Litewka twierdzi, że nie chcą kontaktować się z żadnymi mediami.
Zapytałam Litewkę, czy przed uruchomieniem zrzutki podjął jakieś działania w celu zweryfikowania historii opisanej w mailu i ustalenia, czy jego autorem na pewno jest Paweł. Wysłałam pytania na adres sejmowy posła i na adres jego fundacji Team Litewka (organizatora zbiórki). Nie otrzymałam odpowiedzi mimo przypomnień i próśb wysyłanych również na oficjalny numer telefonu organizacji. Po jedenastu dniach zadzwoniłam na prywatny numer Litewki. Usłyszałam, że poseł rozmawiał z Pawłem, jego mamą i szkołą. Gdy dopytałam, czy te rozmowy odbyły się przed uruchomieniem zrzutki, Litewka powtórzył trzykrotnie, że zrzutka została zweryfikowana w stu procentach.
Co poseł Litewka robi z pieniędzmi ze zbiórek publicznych
„Z uwagi na obowiązującą nas jako krajową instytucję płatniczą tajemnicę zawodową dostawcy usług płatniczych (…) nie możemy przekazać Pani szczegółowych informacji na temat procesu weryfikacji zbiórek organizowanych przez Pana Łukasza Litewkę ani Fundację Team Litewka” – odpowiedział na to samo pytanie serwis zrzutka.pl. Zapewniono mnie zarazem, że każda zrzutka, „której saldo przekroczy 20000 zł, podlega obowiązkowej weryfikacji”, która odbywa się „zawsze w sposób skrupulatny i dokładny”.
Zapytałam też o inne zbiórki organizowane od lat przez polityka znanego z działalności charytatywnej, ponieważ nie tylko ta budzi wątpliwości, a Litewce zdarzało się już organizować zrzutki bez konsultacji z beneficjentami. Na przykład dwa lata temu – jako radny z Sosnowca – zebrał ponad 15 tys. zł dla starszej pani Stefanii, która prosiła o pieniądze na ulicy i której Litewka osobiście nie widział („Nie było mnie na miejscu, to zgłoszenie od zaufanej osoby”). Następnego dnia pojechał do niej i wręczył 500 zł („Czemu taka kwota? To trochę test, pieniądze są bezpieczne, chcę upewnić się, że Pani Stefania wykupi za nie leki. Następnie będę dawkował kwoty, systematycznie i sumiennie”). Poseł twierdzi, że poprosił panią Stefanię, by już nie żebrała, ale ona go nie posłuchała. Darczyńca wycofał się więc z obietnicy pomocy. Kilka dni później spotkał się z rodziną beneficjentki i napisał na Facebooku, że „rodzina oraz Pani Stefania zrzeka się całości zebranej kwoty”.
Pieniądze z tej zrzutki nie zostały jednak zwrócone wpłacającym. Litewka napisał na Facebooku, że przekaże je na prezenty dla seniorów w Domach Spokojnej Starości, i wpłacił 15 tys. zł na założoną w tym celu swoją kolejną zrzutkę. Zbiórka pieniędzy dla pani Stefanii – przez jakiś czas wyłączona – obecnie znów jednak działa (wbrew regulaminowi serwisu, który wymaga zgody beneficjenta).
Przekazałam złotówkę. Ciekawe, do kogo trafi.
Pieniędzy dla Pawła nie można obecnie wpłacać. Te, które zostały zebrane, mają być dawkowane, systematycznie i sumiennie, na wynajem mieszkania i kieszonkowe dla chłopca. „W wieku 18 lat odwiedzimy Pawła i przekażemy resztę kwoty” – twierdzi Litewka, a dorośli, którzy uwierzyli w historię bezdomnego dziecka, wierzą też w tę obietnicę.
Imiona dzieci zostały zmienione.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















