Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Doktor w szafie

Doktor w szafie

13.05.2013
Czyta się kilka minut
Uczeń Tischnera i specjalista od fenomenologii wraca z wykładów do domu, zdejmuje z siebie tego doktora filozofii razem z imieniem i nazwiskiem, po czym ściąga z wieszaka i zakłada na siebie Wita Szostaka...
W

Wit Szostak nosi tak naprawdę inne imię i nazwisko i pod tym innym nazwiskiem zawodowo zajmuje się filozofią, zaś „Wit Szostak” to pseudonim.
Kiedyś grał na skrzypcach oberki i nosił wtedy chłopskie, lniane koszule bez kołnierzyka i mankietów, a teraz nie gra już oberków na skrzypcach, tylko pisze Krakowowi mity, zaś jego Ojciec Republiki, Józafat Dumanowski, się materializuje: ma już głos z radiowej adaptacji Klaty, ma twarz (Sieńczyk mu narysował), ma wiele aktorskich ciał w podwójnym spektaklu w Teatrze Starym, ma wreszcie swoje dopełnienie w pierwszym zdaniu „Fugi”, które – „Nazywam się Bartłomiej Chochoł i jestem ostatnim królem Polski” – jest jednym z najlepszych pierwszych zdań, jakie widziałem.
Tymczasem wyobrażam sobie, jak doktor filozofii, wykładowca akademicki, uczeń Tischnera i specjalista od fenomenologii w jednej osobie nieco znużony wraca z wykładów do domu w podkrakowskich Opatkowicach, parkuje niebieską skodę, wspina się do garderoby na piętrze i zdejmuje z siebie tego doktora filozofii razem z imieniem i nazwiskiem (którego tu nie wymienię), po czym ściąga z wieszaka i zakłada na siebie Wita Szostaka, cały komplet. Na komplet składają się, patrząc od góry: trochę kędzierzawa, raczej dłuższa fryzura z przedziałkiem. Dalej gładka koszula, dalej krawat we wzory paisley i jedna z wielu szytych na miarę tweedowych marynarek w kratkę księcia Walii – albo w pepitę, albo z donegalu, czy z czegoś tam, nie znam się na tweedach – a pod marynarką jedna z wielu szytych na miarę kamizelek, również z tweedu: z przepisową, dużą ilością kieszonek, z wyłogami i z dodatkową dziurką, w której nie ma guzika i z której zwisa łańcuszek jednego z kilku kieszonkowych zegarków, które czasem Wit Szostak mi pokazuje, otwieramy wtedy koperty i z fascynacją przyglądamy się intymności zegarczych wnętrzności, cierpliwej a jednocześnie trochę wariackiej pracy rozprężających się sprężyn i kręcących się trybików.
Doktor filozofii o imieniu i nazwisku, których nie zdradzę, ale które posiada jak najbardziej, wisi już w szafie, a Wit Szostak zakłada trzewiki i palto i wychodzi w kompletnej postaci Wita Szostaka, po czym udaje się do miasta, gdzie zjadamy sobie obfitą kolację w jednej z paru sprawdzonych restauracji (obaj nie lubimy zmian i nigdy nie chodzimy do miejsc wcześniej nierozpoznanych), wypijamy parę karafek wina, a potem idziemy na piwo i spokojnie, lecz wesoło spożywamy po kilka albo i kilkanaście kufli piwa, aby potem jeszcze przespacerować się nocnym Krakowem, zakłócać mieszczański spokój głośnymi, pijackimi debatami i w końcu się rozstać.
Rozstajemy się zaś zadowoleni i syci: w sensie dosłownym, ale też syci siebie, rozmów, życia, i Wit Szostak wesoły i nieco figlarny jedzie sobie do domu, gdzie czeka nań cierpliwa, wyrozumiała żona. Pisarz wspina się więc znowu na piętro, idzie do garderoby i podejrzewam, że następnie Wit Szostak ponownie odwiesza do szafy Wita Szostaka, ale czy zakłada od razu doktora filozofii, ucznia Tischnera i specjalistę od fenomenologii, czy przez chwilę pozostaje taki pomiędzy, ani Szostak, ani doktor filozofii, niezdecydowany, niewybrany, siedzi w fotelu w swoim gabinecie pełnym książek od podłogi po sufit, może zapala fajkę albo cygaretkę, albo goździkowego papieroska i tak siedzi w tym fotelu, pomiędzy dwoma nazwiskami, pomiędzy dwoma światami, pomiędzy jedną marynarką a drugą. Mądra żona Wita Szostaka – tak sobie to wyobrażam – widzi go wtedy przez uchylone drzwi, ale nie wchodzi, pozwala mu tam siedzieć samemu i po cichu. Może idzie do garderoby i patrzy, jak na wieszakach wiszą doktor filozofii i pisarz.
A kto siedzi w gabinecie z fajką albo cygaretką, albo goździkowym papieroskiem?
Przeczytajcie „Fugę” Wita Szostaka.
Wit Szostak, Fuga, Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2013

SZCZEPAN TWARDOCH (ur. 1979) – jest pisarzem, laureatem Paszportu Polityki za rok 2012. Opublikował m.in. książki „Tak jest dobrze”, „Wieczny Grunwald” oraz „Morfinę”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]