Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Do Londynu, do Londynu

Do Londynu, do Londynu

25.10.2015
Czyta się kilka minut
Peter Pomerantsev, brytyjski pisarz: Dla Rosjan Londyn to miasto marzeń – znajdzie się tu miejsce dla ludzi z kryminalną przeszłością, dysydentów, intelektualistów oraz polityków.
Peter Pomerantsev Fot. Guillem Lopez / Photoshot / REPORTER
M

MAŁGORZATA NOCUŃ: Czym jest Londyn dla emigrantów z Europy Wschodniej? Na jakie grupy można podzielić Rosjan w Londynie? Mieszka tam Władimir Bukowski, który jest pisarzem-dysydentem, jeszcze do niedawna brytyjską stolicę zamieszkiwał Borys Bieriezowski – były oligarcha, współpracownik, a potem wróg prezydenta Putina.

PETER POMERANTSEV: W Londynie czuję się czasem jak w centrum Moskwy. Miasto to zamieszkują Rosjanie reprezentujący wszystkie grupy społeczne. Oligarchowie, klasa średnia, antyputinowscy działacze skoncentrowani wokół prawnika i działacza społecznego – Aleksieja Nawalnego, oraz hipsterzy. Są dzieci artystów i urzędników. Żyją w różnych dzielnicach Londynu. U Czechowa, w dramacie „Trzy siostry”, tytułowe siostry mówiły, że chcą wyjechać do Moskwy. W książce wciąż pada fraza „do Moskwy, do Moskwy”. Podobnie dziś Rosjanie chcą wyjechać do Londynu i powtarzają: „do Londynu, do Londynu”. Dla Rosjan jest to miasto marzeń – znajdzie się tu miejsce dla ludzi z kryminalną przeszłością, a także dla dysydentów, intelektualistów i polityków.

Nie ma czegoś takiego jak rosyjska społeczność w Londynie. Prowadziłem program o Rosjanach w Londynie – zorientowałem się, że każdy w tym mieście wiedzie osobne życie. Nie ma „małej Rosji”, wszyscy Rosjanie znają się nawzajem, ale ze sobą nie rozmawiają. Siedzą w jednej restauracji i nawet nie spoglądają na siebie. Przychodzą na te same imprezy, ale udają, że się nie widzą – nienawidzą się bowiem jeszcze sprzed czasu emigracji.

Jeden z oligarchów poszukiwał dla siebie domu pod Moskwą. Dom miał być idealny – o odpowiednim metrażu, z odpowiednim rozmieszczeniem pokojów, z ogrodem. Po długich poszukiwaniach kupił nieruchomość. Kiedy tylko dowiedział się, że oligarcha ze zwaśnionego z nim klanu kupił dom nieopodal, wystawił swoją posiadłość na sprzedaż.

Czy Pan jako etniczny Rosjanin pamięta, jak zmieniał się „rosyjski Londyn”? Pana rodzice wyemigrowali, kiedy był Pan jeszcze chłopcem, ZSRR trwał w najlepsze. Później miasto zalała fala rosyjskiej emigracji.

Kiedy byłem dzieckiem, miałem poczucie, że jestem jedynym Rosjaninem w stolicy Wielkiej Brytanii. W kraju tym było bowiem restrykcyjne prawo emigracyjne – przyjmowano ściśle wyznaczone „kwoty” emigrantów. Wielu Rosjan wyjeżdżało do USA albo do Izraela. Mało kto trafiał do Wielkiej Brytanii. Emigranci udający się do tego kraju byli najczęściej powiązani z radiem BBC. Dla mnie – jako chłopca mieszkającego w Londynie – nie było łatwe zrozumienie, czym takim jest Rosja, kraj z którego pochodzą moi rodzice i w którym się urodziłem. Dziś jest zupełnie inaczej. Moja córka również dorasta w Londynie, w rosyjskim środowisku. Czasem zastanawiam się, co zrobić, żeby trochę ją z tego środowiska wyrwać. W mieście są bowiem rosyjskie szkoły, kluby, kawiarnie. Rosjanie wtapiają się w tę metropolię – moja córka nie ma kompleksów, nie ma poczucia, że jest kimś obcym, innym. Londyn stał się wieloetnicznym miastem.

Pisze Pan o młodych dziewczynach, które mieszkają w Londynie i mówią o sobie: „jesteśmy międzynarodowe”. Czym jest ta „międzynarodowość”?

One mają wschodnie korzenie, ale te korzenie nie są dla nich ważne. Trudno opisać tę grupę społeczną. Kiedyś „nowi Ruscy” – pokolenie bogaczy, którzy po upadku ZSRR nagle dorobili się pieniędzy, starało się być jak stara rosyjska arystokracja. Natomiast dziś bycie arystokratą nie jest już celem. Bycie arystokratą to pewien rodzaj rozrywki – kojarzy się ze światem show-biznesu. Rosjanie w Londynie nie chcą zmienić nazwisk na arystokratyczne, nie chcą kupić sobie zamku i dostać się na imprezę do królowej. Oni tworzą rodzaj jakiejś nowej światowej elity, choć słowo „elita” nie do końca tu pasuje. Bo tę elitę stworzyły wyłącznie pieniądze.

Uczestniczył Pan w procesie sądowym, który toczył się pomiędzy dwoma oligarchami, Borysem Bieriezowskim a Romanem Abramowiczem. Dlaczego proces ten przykuł tak dużą uwagę? W Pana książce pojawia się nawet zdanie, że na sali sądowej zgromadziła się tamtego dnia cała Rosja. 

Tak, w tej sali sądowej zgromadziły się wszystkie grupy Rosjan mieszkających w Londynie. Widziałem tam ludzi, których nie było mi dane widzieć już dawno – wiadomo, w Londynie mam swój krąg bliskich ludzi i to z nimi utrzymuję kontakt. Na pewno procesowi towarzyszyła adrenalina – kto zwycięży? To była także pewnego rodzaju rywalizacja – Bieriezowski był oligarchą wyklętym przez Putina, natomiast Abramowicz wciąż cieszył się szacunkiem władz. Podczas procesu po raz pierwszy oligarchowie otwarcie opowiadali o latach 90. ubiegłego wieku i wczesnych latach XXI wieku w Rosji. Takie opowieści mogły mieć miejsce tylko w Londynie, w Rosji byłoby to niemożliwie – groziłoby aresztem. Dlatego cały rosyjski Londyn chciał się temu przysłuchiwać.

Czym różni się dzisiejsza rosyjska emigracja od emigracji z lat 90. ubiegłego stulecia?

W latach 90. do Wielkiej Brytanii wyjechało kilku oligarchów i kilku bandytów. Dziś płynie do Wielkiej Brytanii fala rosyjskiej emigracji. I nie są to też wyłącznie ludzie, którzy osiedlają się na stałe. Uprawiają „emigrację weekendową”. Żona i dzieci mieszkają w Londynie – wiodą stateczne i zamożne życie, tata pracuje w Moskwie i odwiedza rodzinę raz w tygodniu. To jest zupełnie nowy styl życia. Ci ludzie żyją i tu, i tu.

Jak objaśnić tę rosyjską schizofrenię – rosyjskie elity polityczne mówią o „Gejropie” – czyli gejowskiej Europie i zgniłym Zachodzie, ale same kształcą dzieci na Zachodzie i tam lokują kapitał. 

Tak, to jest właśnie najbardziej interesująca cecha ich świadomości. Myślą i tak, i tak: Europa jest „Gejropą”, ale jest wygodna. W Rosji wykształciła się podwójna świadomość. Dlatego sceptycznie odnoszę się do wszelkich deklaracji Rosjan: ktoś mówi, że jest komunistą, ktoś, że konserwatystą. Zachód łatwowiernie przyjmuje te „nowe rosyjskie ideologie”, podczas gdy one są tylko dekoracją. Teraz mówi się, że Rosja jest konserwatywna i prawosławna – dziś Rosjanie są w takim samym stopniu konserwatywni i prawosławni, jak w latach 90. byli demokratami. W takim samym stopniu byli też komunistami. To jest pewnego rodzaju gra – performance. Nie ma dużego związku z rzeczywistością. Idee, które wyznaje rosyjskie społeczeństwo, są ukryte – podobnie jak pieniężne transfery z Rosji na Zachód. Nikt nie wie, jak duże sumy tajemniczo wypływają z Rosji na Zachód i nikt nie wie, co de facto myślą Rosjanie.

A naród w co wierzy? 

Podczas rozmowy z Rosjanami na ich twarzach często pojawia się tajemniczy uśmiech. Mówią coś, mówią i nagle tak tajemniczo się uśmiechają. I pod warstwą tego uśmiechu kryje się to, co naprawdę uważają. Dziewięciu lat potrzebowałem, by zrozumieć, czym jest ten uśmiech. Ten uśmiech oznacza: nie ma żadnej prawdy, wszystko jest grą, kłamstwem. Na twarzach Rosjan rysuje się cynizm. Wystarczy zobaczyć, jak uśmiecha się Putin. I przeanalizować, co kryje się za jego słowami. Bo jak to wytłumaczyć – głowa rosyjskiego państwa stwierdza: „na Ukrainie nie ma rosyjskich żołnierzy”, a trzy tygodnie później obwieszcza: „na Ukrainie są rosyjscy żołnierze”. W Rosji każde słowo jest kłamstwem. Ten tajemniczy uśmiech tłumaczy putinowski system – system oparty na manipulacji. Ludzie na Zachodzie starają się wierzyć w słowa, tymczasem w Rosji panuje kult sarkazmu. I najważniejsze – albo się rozumie rosyjską ironię i śmiech, albo nie. Jeśli nie, to znaczy, że nie rozumie się Rosji. ©

PETER POMERANTSEV jest brytyjskim pisarzem rosyjskiego pochodzenia. Autor książki „Jądro dziwności. Nowa Rosja”, Czarne, Wołowiec 2015.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarka, reporterka, ekspertka w tematyce wschodniej, zastępczyni redaktora naczelnego „Nowej Europy Wschodniej”. Przez wiele lat korespondentka „Tygodnika Powszechnego”, dla którego...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]