Wolne media były potrzebne obecnej władzy, gdy nagłaśniały przypadki łamania konstytucji przez Zjednoczoną Prawicę i zawłaszczania państwa poprzez żerowanie na jego finansach. Dziennikarze zrobili jednak swoje, więc mogą odejść: aż do następnych kłopotów tak „zatroskanych” o demokrację polityków obecnej ekipy. Kłopot w tym, że gdy one nadejdą, może nie być już do kogo się zwrócić.
Naszym rządzącym się wydaje, że jak ludzie coś znajdą w guglu lub na fejsie, to sprawa wolności słowa i dostępu do wiarygodnej informacji jest już załatwiona. Niewielu się zastanawia, jaką fortunę gromadzą na redystrybucji nie swojej pracy tzw. big techy, i jak niewiele z tego tortu przekazują tym, którzy tak naprawdę tworzą wiarygodne i podnoszące świadomość obywateli treści.
Ludziom, którzy uważają, że kradzież bułki w sklepie to czyn godny napiętnowania, ale żerowanie na pracy dziennikarzy to już zupełnie co innego, mógłbym ten problem opisać tak. W dużej wsi kilku gospodarzy wykopało studnie, ale nocami zakrada się do nich cała miejscowość i ukradkiem podbiera wodę, śmiejąc się z frajerów, zamiast zainwestować we własne źródło niezbędnej do życia substancji, co przecież nie jest bardzo drogie. Mądrość przychodzi dopiero po szkodzie, gdy pewnego dnia okazuje się, że studnie są na wyczerpaniu i woda po prostu znika.
Po latach mozolnej walki o prawa wydawców Unia Europejska zorientowała się, że trzeba skończyć z tą absurdalną sytuacją, i nakazała państwom członkowskim wdrożenie dyrektywy DSM, dającej mediom prawo do wynagrodzeń od wielkich koncernów, które gromadzą na swych stronach potężny ruch i zarabiają dzięki niemu na reklamach – choć nie tworzą treści, po które czytelnicy na nie wchodzą.
Kłopot w tym, że polski Sejm w nowelizacji prawa autorskiego, która miała zaimplementować unijne wytyczne sprzed pięciu lat, zwalił na samych wydawców problem dogadania się z gigantami, znanymi na całym świecie z lekceważenia praw dużo silniejszych redakcji niż polskie. W niejednym kraju UE takie obowiązki przejęły na siebie instytucje państwa, świadome, jak ważną rolę dla demokracji odgrywają dziennikarze. U nas jednak, jak widać, posłowie przejmują się bardziej opinią „Silnych razem” niż tymi, którzy weryfikują to, co do nich dociera. Za chwilę ujrzymy, jaką świadomością wykaże się Senat.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















