Facebook odbiera głos polskim mediom. O co chodzi w tym sporze?

Facebook zmienił sposób wyświetlania postów publikowanych na tym portalu przez media. Użytkownik mediów społecznościowych nie zobaczy już zdjęcia i fragmentu artykułu, tylko link. Jak wpłynie to na portale z informacjami?
Czyta się kilka minut
Facebook odbiera głos polskim mediom // Fot. Rokas Tenys / Shutterstock
Facebook odbiera głos polskim mediom // Fot. Rokas Tenys / Shutterstock

Na pierwszy rzut oka to niewielka zmiana: jeśli użytkownik Facebooka wrzuci na profil link do artykułu z polskiego portalu, tygodnika czy gazety, zamiast zdjęcia i fragmentu tekstu zobaczy jedynie niebieski link. W ten sposób Meta, spółka matka Facebooka, Instagrama i WhatsAppa, postanowiła zagrać na nosie polskim wydawcom i w pewnym sensie także państwu. Gdyby wszystko wyświetlało się jak wcześniej, musiałaby płacić polskim wydawcom za treści. Dzisiejszą decyzją pokazuje, że nie chce tego robić.

„Facebook poszedł na wojnę z polskimi mediami. Jesteśmy karani za zmiany w prawie autorskim, które nie podobają się Big Techowi” – pisze na Facebooku Bartosz Węglarczyk, redaktor naczelny Onetu i szef Rady Polskich Mediów. 20 września weszły w życie zmiany w prawie autorskim, dzięki czemu polscy wydawcy mogą negocjować z cyfrowymi koncernami, takimi jak Meta, wynagrodzenie za wykorzystywanie ich treści. „Od teraz do odwołania linki do polskich mediów (i tylko do polskich) będą się na Facebooku pojawiać bez zdjęć, co oczywiście oznacza, że będą dużo mniej atrakcyjne i widoczne dla użytkowników” – pisze Węglarczyk.


 

Big Tech i jednolity rynek cyfrowy

Nowelizacja implementuje do naszego prawa unijne dyrektywy o Jednolitym Rynku Cyfrowym (DSM) i SATCAB II. Dzięki zmianom w polskich przepisach, jeśli negocjacje wydawców z platformami takimi jak Google czy Meta nie przyniosą skutków, to po trzech miesiącach sprawa może trafić do prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Wówczas to on określi wysokość wynagrodzenia dla wydawców. Od jego decyzji można odwoływać się do sądu.

Polskie media wywalczyły sobie takie rozwiązanie, bo wcześniej były wobec Big Tech praktycznie bezradne. Nikt nie zaprzecza, że możliwość publikowania treści za pośrednictwem Facebooka, Twittera czy Google pomaga tradycyjnym mediom zdobywać odbiorców. Problem w tym, że większość użytkowników nie klika w zamieszczane w Google czy Facebooku linki, tylko zadowala się skrótami. Z niedawnego badania firmy SparkToro w Europie i USA wynika, że ponad 60 proc. wszystkich wyszukiwań to tzw. Zero-Click Searches, czyli takie, po których użytkownik nie klika w żaden z przedstawionych linków. A bez klikania jedynym, który zarabia na towarzyszących tekstowi reklamach, jest wyświetlający je wielki koncern.

– Decyzja Mety pokazuje, że treści prasowe mają dla nich konkretną wartość, ale mimo to nie chcą za ich udostępnienie płacić. Kwestionują polską implementację dyrektywy DSM, ale tym samym obchodzą regulację prawną, co może stanowić podstawę do podjęcia odpowiednich kroków prawnych ze strony wydawców – mówi „Tygodnikowi” Jacek Wojtaś, koordynator ds. europejskich Izby Wydawców Prasy.

Gdzie Meta blokuje newsy

Meta w zamieszczonym na swojej stronie oświadczeniu podkreśla, że jej zdaniem przyjęte w Polsce rozwiązania są niejasne. Chodzi o art. 15, którym DSM wprowadza do prawa autorskiego nową kategorię prawa wyłącznego – prawo wydawcy prasowego do wyłącznej eksploatacji online jego publikacji prasowych przez platformy internetowe zdefiniowane jako „dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego”. 

„Polska wdrożyła własną interpretację artykułu 15 w swoich lokalnych przepisach wchodzących w życie 20 września 2024 r. Jednak wdrożenie w Polsce nie jest zgodne z zakresem lub warunkami artykułu 15, co powoduje, że nie ma jasności co do stosowania nowych przepisów” – twierdzi Meta. Zapewnia przy tym, że ograniczenie sposobu publikowania pochodzących z polskich mediów to środek tymczasowy, „w oczekiwaniu na wydanie wytycznych dotyczących zakresu artykułu 15 przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w odniesieniu do podobnych przepisów wykonawczych we Włoszech”.

Polska nie jest pierwszym frontem tego konfliktu. Podobne przepisy, jeszcze przed wejściem w życie dyrektyw UE, wprowadziły m.in. Australia i Kanada. W Australii Meta zablokowała dostęp do wszystkich treści newsowych dokładnie w momencie, w którym kraj dotknęła fala katastrofalnych pożarów, a blokada objęła (podobno przypadkiem) nawet fanpage tamtejszych służb ratowniczych. Tam koncern ugiął się po miesiącu (choć obecnie znów grozi blokadą). W Kanadzie wprowadzony przez Meta całkowity zakaz publikowania na Facebooku i Instagramie treści newsowych trwa od roku, co doprowadziło do spadku wejść na strony wydawców o 43 procent. 

Ile Google i Meta powinny płacić wydawcom

W sporze chodzi o pieniądze, i to niemałe. Badacze z Columbia University oszacowali, że reklamy towarzyszące wynikom wyszukiwania powiązanym z bieżącymi wiadomościami przynoszą Meta co roku 4 mld dolarów. Google – kolejnych 21 mld. Badacze obliczyli, że gdyby obie te firmy rozliczały się z tych zysków na takich samych zasadach, na jakich płacą za umieszczanie reklam na stronach, powinny płacić wydawcom na całym świecie 12 mld dolarów rocznie. Oczywiście internetowe koncerny nie zgadzają się z tymi wyliczeniami, twierdząc, że newsy stanowią jedynie niewielki ułamek ich działalności.

Jeśli w Polsce z Facebooka także znikną teksty publikowane przez godne zaufania media, co zostanie? Natura nie lubi próżni. A wszelkiej maści dezinformatorzy – także ci zza wschodniej granicy – z radością dostarczą Polakom „informacji”.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 39/2024