Reklama

Dla Syrii nadal nie ma dobrych wieści

Dla Syrii nadal nie ma dobrych wieści

10.04.2017
Czyta się kilka minut
Przez chwilę mogło się wydawać, że Ahmed i Aya zmienią losy Syrii.
Jedna z dziecięcych ofiar ostatniego ataku gazowego, szpital w Maarat al-Numaan, północna Syria, 4 kwietnia 2017 r. Fot. Mohamed Al-Bakour / AFP / EAST NEWS
Ż

Że przerwą fatalny splot niemożności i bezradności, od lat krępujący politykę Zachodu wobec dramatu, który codziennie rozgrywa się tam na oczach każdego, kto jest gotów go oglądać. Ale niestety mogło się tak wydawać jedynie przez chwilę: między godziną trzecią nad ranem w czwartek 6 kwietnia a popołudniem w sobotę 8 kwietnia.

Ahmed i Aya byli bliźniakami, mieli dziewięć miesięcy. Żyli w Khan Shaykhun, mieście w północnej Syrii, w prowincji Idlib. To jeden z niewielu większych i zwartych obszarów, które nadal kontrolują przeciwnicy prezydenta-dyktatora Baszara al-Asada. We wtorek 4 kwietnia, wcześnie rano, nad Khan Shaykhun nadleciały samoloty syryjskiej armii rządowej, startujące z lotniska w Al-Shairat (w bazie tej stacjonują również żołnierze rosyjscy). Zrzuciły nie tylko bomby i rakiety, ale też – jak wszystko na to wskazuje – ładunki z sarinem. Gaz bojowy, niszczący układ nerwowy, poraził kilkuset ludzi. Prawie sto osób zmarło, wśród nich ok. 30 dzieci. W tym Ahmed i Aya. Ich ojciec, Abdelhamid Youssif, stracił tego dnia także żonę i ponad 20 krewnych.

Nie był to pierwszy raz, gdy siły Asada użyły broni chemicznej. Poprzednio największy taki atak miał miejsce latem 2013 r. Prezydent Obama groził wtedy Asadowi, że gdy ten przekroczy „czerwoną linię”, Stany uderzą. Asad przekroczył tę linię i kolejne, Stany nie uderzyły, a w polityczną próżnię wszedł Putin, wysyłając do Syrii swoje wojska.

Był to jednak pierwszy taki atak od chwili, gdy prezydentem USA został Donald Trump. Oraz pierwszy udokumentowany niemal w czasie rzeczywistym: przypadkiem w mieście przebywał fotograf agencji AFP Omar Kadour, który słał w świat filmy i zdjęcia. Tego samego dnia, stojąc przed dziennikarzami, wzburzony Trump oświadczył, że zabiera głos także jako ojciec i dziadek, i że widząc zdjęcia dzieci z Khan Shaykhun, zmienił zdanie o Asadzie (jeszcze niedawno jego administracja głosiła, odwrotnie niż za Obamy, iż Asad może być partnerem, zwłaszcza w walce z tzw. Państwem Islamskim). Trump mówił, że Asad przekroczył „wiele, wiele linii” i odpowie za swój czyn. Dwa dni później, w czwartek 6 kwietnia przed trzecią nad ranem (czasu polskiego), z okrętów USA na Morzu Śródziemnym wystartowało 59 pocisków samosterujących „Tomahawk”. Spadły na Al-Shairat.

Przez chwilę mogło się wydawać, że taki atak – w końcu 59 „Tomahawków” to prawie 30 ton materiału wybuchowego – zniszczy lub przynajmniej na dłuższy czas wyłączy lotnisko w Al-Shairat. Tymczasem szybko zaczęły pojawiać się informacje relatywizujące spektakularność ataku: okazało się, że Amerykanie wcześniej ostrzegli Rosjan (aby nie było ich wśród ofiar; to skądinąd zrozumiałe). Ponieważ zaś ofiary wśród wojskowych Asada były wyjątkowo niskie (kilku zabitych) i podobno wcześniej zdołali oni zabezpieczyć samoloty, logiczna wydaje się teza, że Rosjanie powiadomili swych sojuszników o spodziewanym ataku. Trudniej za to pojąć, dlaczego – jak się poniewczasie okazało – „Tomahawki” nie zniszczyły pasów startowych. Z czasem okazało się też, że atak na Al-Shairat był działaniem pojedynczym; do chwili zamykania tego numeru „Tygodnika” nie poszły w ślad za nim kolejne uderzenia.

Sytuacja w Syrii zmieniła się więc w taki sposób, że Stany mają jasno zdefiniowany cel – zadeklarowany przez Trumpa, jego sekretarza stanu i panią ambasador USA przy ONZ – jakim jest usunięcie Asada. Można powiedzieć: jak za Obamy. Z tą jednak różnicą, że o ile Obama nie zdecydował się użyć siły przeciw Asadowi, to Trump pokazał, że jest na to gotów.

Ale precedens, jeśli pozostanie czymś jednostkowym, nie tworzy strategii. Choć po masakrze w Khan Shaykhun administracja USA zrewidowała swe polityczne cele wobec Syrii (co już jest jakimś postępem), pozostaje pytanie, co dalej? Jak administracja Trumpa chce ten cel osiągnąć, czym będzie się różnić od bezradnego Obamy?

Stany zapowiadają, że mogą znów uderzyć. Ale okazjonalne ataki rakietowe – wykonywane w reakcji na wyjątkowo drastyczne kroki zbrodniarza w randze prezydenta – ani go nie obalą, ani nie przybliżą końca wojny, ani nie odmienią losu Syryjczyków. Bez nowej strategii wobec tego konfliktu Trump będzie bezradny jak jego poprzednik. Strategii przemyślanej i konsekwentnie realizowanej, nawet mimo ryzyka wejścia w ostry spór polityczny z Rosją. Ona już ogłosiła, że dozbroi syryjskie lotnictwo i obronę przeciwlotniczą. Co nie znaczy, że decyzja Trumpa o użyciu „Tomahawków” nic nie zmienia. Owszem, zmienia wiele, ale na razie nie w Syrii, lecz w relacjach między USA i Rosją (to jednak osobny temat).

Tymczasem w sobotę 8 kwietnia po południu – niecałe dwa dni po ataku USA – agencje poinformowały, że lotnisko w Al-Shairat znów funkcjonuje i znów startują z niego samoloty armii rządowej. Nie podano, czy także do ataku na Khan Shaykhun. Wiadomo za to, że tego dnia miasto znowu było celem nalotów. Tak jakby Asad chciał pokazać światu, że nie zrezygnuje z taktyki „spalonej ziemi”, realizowanej równie bezwzględnie, tyle że przy użyciu tradycyjnych bomb i rakiet. Kolejny Ahmed i kolejna Aya będą więc nadal umierać, ale mniej spektakularnie. Nie budząc aż takiej burzy emocji ani u prezydenta USA, ani u nas.

PS. Sytuacja w Syrii jest tak dynamiczna, a Donald Trump na tyle nieprzewidywalny, że nie można wykluczyć, iż między terminem wysłania tego numeru „Tygodnika” do drukarni a chwilą, gdy trafi do rąk czytelników, zdarzy się coś, co sprawi, że powyższe konkluzje przestaną być aktualne. Autor chciałby, żeby tak było. ©℗

Tekst ukończono w niedzielę 9 kwietnia.

Więcej o nalocie na Khan Shaikun czytaj w tekście: KHAN SHAYKHUN: PUNKT ZWROTNY WOJNY SYRYJSKIEJ?

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Dziennikarz, kierownik działów Świat i Historia. Ur. 1967 r. W „Tygodniku” zaczął pisać jesienią 1989 r. (o rewolucji w NRD; początkowo pod pseudonimem), w redakcji od 1991 r. Specjalizuje...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Ja myślałem, że USA w Syrii walczy z terrorystami. A tu nagle atakuje Niepodległe Państwo. Wydaje mi się, że jest to równoznaczne z wypowiedzeniem wojny. Dlaczego USA ma prawo wywołać wojnę i nikt nawet na to nie zwrócił uwagę. W jakich my czasach żyjemy?

a terrorysta to tylko kwestia narracji, czy zabija się cywilów bombardując, czy ekonomicznie wykańczając kraj i sprowadzać na nich głód, czy wojnę domową, czy podkładając bomby, nie ma różnicy. Wojna to coś paskudnego i brudnego w założeniach. O tym kto terrorystą, a kto nie, decydują zwycięzcy ;p ps. terrorystą w moim odczuciu jest ten który dla obrony własnej władzy jest gotów mordować swoich, w tym kontekście Asad dawno temu stracił mandat do sprawowania władzy nad krajem jako całością. Niemniej jest na chwilę obecną jedynym gwarantem, że alawici i chrześcijanie są w stanie tam przetrwać. Niemniej trudno wyobrazić sobie by miał sprawować władzę nad regionami które obrócił w perzynę. Federalizacja kraju? podział? Nie wiem jak ma zapanować pokój w Syrii, ale dalsza niepodzielna władza Asada nad krajem to droga donikąd.

Trump współdziała z Izraelem. Atak był ostrzeżeniem, że dalsze panoszenie się Iranu w regionie nie będzie akceptowane. Sarin czy był, czy nie, nie ma znaczenia. Iran wycofa się na własne podwórko i zrezygnuje z bazy na morzu Śródziemnym? może jakoś to będzie i jeszcze jakiś pokój w końcu zostanie zrealizowany. Nie zrezygnuje? Region czeka wielka wojna, znacznie większa od tej która już trwa. Nieprzewidywalne jest to co się dzieje w tle. Reakcje Trumpa są logiczne i podyktowane żywotnymi interesami USA. Niemniej fakt, rzeczywistość może nas zaskoczyć, nikt tam gruszek w popiele nie zasypuje.
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]