Usłyszałem kiedyś od wrażliwej osoby: „Gdyby ktoś mnie fałszywie oskarżył, nie poradziłbym sobie z tym. Zabiłbym się”. Te słowa wracają do mnie za każdym razem teraz, gdy widzę na YouTubie kolejne i nieustające reakcje na śmierć Daniela Naroditsky’ego.
Ten 29-letni Amerykanin z Kalifornii całe swoje życie, tak wcześnie przerwane, poświęcił szachom. Arcymistrz szachowy, a także edukator, internetowy streamer, komentator. Przez wielu uznawany za najlepszego w swoim fachu.
Kim był Naroditsky? I co jego nagłe odejście mówi o współczesnym świecie, nie tylko tym szachowym?
Daniel Naroditsky: szachowy mistrz i życzliwy edukator
Jako talent szachowy Naroditsky, rocznik 1995, zabłysnął kilkanaście lat temu. Najpierw w 2007 r. triumfował w Młodzieżowych Mistrzostwach Świata do lat 12. Sześć lat później został najlepszym amerykańskim zawodnikiem w kategorii do lat 20. Miał zaledwie 14 lat, gdy opublikował swoją pierwszą szachową książkę. Potem dołożył kilka kolejnych. Współpracował z pismami szachowymi. Studia historyczne ukończył na Uniwersytecie Stanforda.
Wprawdzie szybko i trwale przebił się do dwusetki najlepszych zawodników na świecie w szachach klasycznych, jednak największą karierę robił w rozgrywkach szybkich i błyskawicznych, zwłaszcza tych online.
To właśnie działalność internetowa przyniosła mu największą popularność. Jego profile na YouTubie i Twitchu śledziło łącznie prawie 850 tys. osób. Swoje transmisje prowadził w kilku językach.
Wielka rzesza tych, którzy śledzili te profile, to jego materiałom edukacyjnym zawdzięcza poprawę jakości swojej gry – analizom debiutów, końcówek czy taktyk. Dziesiątki tysięcy śledziły wielogodzinne transmisje z gier, gdy na bieżąco wyjaśniał posunięcia – nawet jeśli na całą partię miał do wykorzystania zaledwie od jednej do trzech minut.
Robił tak również podczas gromadzących najlepszych graczy na świecie regularnych turniejów online – organizowanych przez serwis chess.com (w Titled Tuesday, czyli wtorkowych zawodach dla utytułowanych). Triumfował w nich dwukrotnie.
Życie Daniela Naroditsky’ego zatruły pomówienia
Zmarł nagle 19 października. Nie zdążył już świętować swoich 30. urodzin.
Nie znamy okoliczności jego śmierci – oficjalnej przyczyny nie podano. Wiemy jednak, jak wyglądało w ostatnim czasie jego życie: zatruwały mu je notoryczne pomówienia, które pod adresem Naroditsky’ego kierował Rosjanin Władimir Kramnik – jego były idol i szachowy mistrz świata z lat 2000-2006. Zarzucał on publicznie Naroditsky’emu, jakoby oszukiwał, tj. korzystał z podpowiedzi komputera podczas gry.
Od kilkunastu miesięcy Kramnik, starszy o 20 lat od Naroditsky’ego, dopuszczał się wobec niego w istocie czegoś, co spełnia kryteria publicznego cyberbullingu – prześladowania, właściwie już nękania za pośrednictwem sieci.

Zaszczuty Naroditsky coraz bardziej wycofywał się z publicznej aktywności. Spadły mu wyniki, wielokrotnie też mówił o tym, jak trudno mu sobie poradzić z absurdalnymi oskarżeniami. One nie miały żadnych podstaw: Kramnik po prostu uważał, że Naroditsky ma zbyt dobre wyniki z graczami z czołówki, a gdy gra w sieci, to często odwraca wzrok (co Naroditsky notorycznie robił także, grając przy szachowej desce – wolał kalkulować ruchy w głowie, bez zerkania na szachownicę).
Swój festiwal jadowitych pomówień – jadowitych, bo oskarżenia nigdy nie były formułowane wprost, lecz sączone stopniowo w formie „retorycznych pytań”: czy serie wygranych Naroditsky’ego to na pewno tylko mieszanina umiejętności i przypadku – Kramnik zaczął tuż po tym, jak Naroditsky spektakularnie pokonał go w jednej z partii.
Dlaczego śmierć Naroditsky’ego to dla nas szok
Dla środowiska szachowego, a także dla zwykłych pasjonatów szachownicy – jak autor tego tekstu – wiadomość o śmierci Naroditsky’ego to szok, z którego wielu nadal nie może się otrząsnąć.
Algorytmy YouTube’a podsyłają mi dziesiątki materiałów na ten temat: to morze łez wylewanych przez jego współkomentatorów. To także archiwalne materiały z jego udziałem, np. gdy ze spuszczoną głową, w milczeniu, pozwala przeżyć porażkę swojemu rywalowi – starszemu i legendarnemu szachiście, który wybuchnął płaczem po pełnej dramaturgii końcówce.
To także świadectwa przyjaciół, którzy mówią o jego dobrym sercu. To monologi wygłaszane przez zrezygnowanych szachowych analityków. To petycje ludzi ze środowiska, aby cyberprześladowcę spotkała jakaś kara. Jakakolwiek.
Wyjątkowo tragiczne – i potęgujące szok – jest to, że Naroditsky najwyraźniej zmarł w przekonaniu, iż jego reputacja jest zniszczona. Tymczasem ogromna większość osób traktowała Kramnika jak obłąkanego. Albo przynajmniej jak awanturnika, który próbuje światu o sobie przypomnieć. A w każdym razie – za kogoś, kogo zarzuty są niewarte uwagi.
Swoich wyznawców, powtarzających jego pomówienia, Kramnik miał niemal wyłącznie wśród rodaków, Rosjan (tym nie przeszkadzał fakt, iż dla Naroditsky’ego, urodzonego w USA, w rodzinie imigrantów ze Związku Sowieckiego, rosyjski był drugim językiem ojczystym).
Największe szachowe sukcesy Kramnik odnosił na przełomie wieków XX i XXI – wtedy, gdy Naroditsky zaczynał swoją fascynację szachami. To właśnie Kramnik w 2000 r. zdetronizował swego rodaka Garry’ego Kasparowa, który zdominował szachy na wcześniejsze półtorej dekady. Zawodnikiem ze ścisłej czołówki był długo – w 2016 r. był już po czterdziestce, gdy nadal klasyfikowano go jako drugiego najsilniejszego gracza na świecie.
Atmosfera podejrzliwości w świecie szachowym
Mówiąc o zachowaniu Kramnika, powiedzieć trzeba też o klimacie, w jakim osadzone były jego zarzuty.
W ostatnich latach środowiskiem szachowym raz po raz wstrząsają afery dopingowe. Na oszukiwaniu przy pomocy komputerów przyłapywano nawet arcymistrzów (m.in. Ukraińca Kiriłła Szewczenkę). Nielegalna „pomoc”, trudna do wykrycia, stała się głównym tematem w dyskusjach. Najpopularniejsza platforma do grania, Chess.com, rozwinęła własne algorytmy, które wykrywają oszustów. Wiadomo, że po cichu zawiesiła konta dziesiątkom profesjonalnych zawodników, którzy łamali zasady fair play.
Debata nad elektronicznym dopingiem jest kluczowa dla tej dyscypliny, bo nawet sporadyczna pomoc komputera (kilka podpatrzonych posunięć w partii) całkowicie wypacza sens rywalizacji. Z komputerami żaden człowiek nie jest w stanie rywalizować.
W takiej atmosferze podejrzliwości i powszechnego przekonania, że przynajmniej w rozgrywkach sieciowych oszuści są wszechobecni, swoją prywatną antydopingową krucjatę kilka lat temu zaczął w mediach społecznościowych Kramnik.
Rosjanin rozkręcał się z miesiąca na miesiąc. Obecnie oczernia już każdego, kto się nawinie. Jego ofiarami padli gracze z czołówki, np. David Navara i Hikaru Nakamura. Pierwszy zgłosił sprawę Międzynarodowej Federacji Szachowej (FIDE) i wyznał, że zarzuty tak nim wstrząsnęły, iż miewał myśli samobójcze.
Nakamura zaś – najpopularniejszy streamer szachowy w internecie i zawodnik o drugim najwyższym rankingu na świecie – ograniczył się do stwierdzenia, że Kramnik oszalał, w szachy gra już kiepsko i powinien się zamknąć.
CEO FIDE śmierci Naroditsky'ego
Rosjanin jednak nie zamknął się nawet teraz, po śmierci Naroditsky’ego. Osobny skandal wywołał zaś arcymistrz Emil Sutowski, CEO FIDE (dyrektor generalny), który pytał retorycznie w mediach społecznościowych, czy wszystkie osoby związane z Naroditskim i poruszone jego śmiercią dały mu wystarczające wsparcie, którego najwyraźniej potrzebował.
Sutowski pisał o działaniach na pokaz (o powszechnym „sygnalizowaniu cnoty”), tymczasem przyjaciele byli przy Naroditskym do samego końca. Gdy w środku nocy przed śmiercią prowadził transmisję online z maratonu grania w szachy, jeden z nich przyjechał do niego do domu i przekonał go, aby przerwał streaming.
Mogli go zaalarmować widzowie, bo Naroditsky zachowywał się na wizji jak człowiek przechodzący załamanie nerwowe. W czasie transmisji zastanawiał się nad istnieniem życia po śmierci, sugerował, że kolejnych transmisji może nie być, wspominał o serwowanych mu przez Kramnika psychicznych torturach. Na koniec kajał się za to, że nie sprostał oczekiwaniom fanów.
Uczciwy i wrażliwy człowiek zmarł więc mimo troski bliskich, mimo publicznego wsparcia, które otrzymywał, i mimo że prawie nikt na świecie nie wierzył w jego winę. Zmarł zadręczony pomówieniami ze strony osoby, którą kiedyś podziwiał. Osoby, która przecież kiedyś na własnej skórze przekonała się, jak to jest być samemu oskarżanym o oszukiwanie – i to w meczu o mistrzostwo świata.
Nie wszyscy potrafią ignorować cyberbulling
Władimir Kramnik, który mieszka dziś z rodziną w Genewie, kocha pisać o prawdopodobieństwie. Powinien więc mieć świadomość tego, do czego musi prowadzić takie internetowe „polowanie”, które od paru lat uprawia.
Jeśli stosujesz cyberbulling wobec każdego, kto się nawinie, korzystając z dużych zasięgów i wpływów, jeśli jesteś samozwańczym detektywem, prokuratorem i sędzią, nie mając do tego kompetencji, to w końcu musisz trafić na kogoś, kto nie będzie w stanie poradzić sobie z fałszywymi oskarżeniami. Bo nie wszyscy potrafią takie oskarżenia ignorować. Obrzucani błotem, czują się brudni i nie widzą sposobu, aby ten brud zmyć.
Musimy w końcu zrozumieć, że w internecie każdego można zniszczyć. Najlepszych z nas – najłatwiej.
Przeprosiny
Łukasz Kwiatek
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















