Pewnego dnia kraj, który do niedawna był mekką imigrantów, zamienia się w kraj samych emigrantów, musi bowiem jak najszybciej ewakuować swoich mieszkańców. Wznoszący się dynamicznie poziom wód sprawił, że nisko położona Dania za chwilę zniknie z powierzchni Ziemi i nic już tego nie zatrzyma. Wobec ekologicznej katastrofy wszyscy są równi? Niekoniecznie.
Duńscy uchodźcy
Ci z większym kapitałem, także tym społecznym, trafią na przykład do Francji, a ci gorzej sytuowani i słabiej usieciowieni wylądują gdzieś w Europie Środkowo-Wschodniej, zgodnie z planem relokacyjnym. Siedmioodcinkowy serial nosi tytuł „Rodziny takie jak nasza”, czym sugeruje, że niewiele trzeba, byśmy sami stali się klimatycznymi uchodźcami.
Duńska rodzina ma na początku sporo szczęścia. Dzięki kontaktom w kręgach rządowych może przygotować się do katastrofy, a dzięki znajomościom w Paryżu znaleźć tam solidną przystań. Po drodze jednak mnożą się problemy. Nastoletnia Laura, mieszkająca z ojcem i jego nową rodziną, właśnie się zakochała i nie wyobraża sobie rozstania z Eliasem. Martwi się też o swoją matkę, osobę z problemami psychicznymi, która właśnie dostała przydział do Bukaresztu. Kiedy zaś wszystko jest gotowe do wielkiej przeprowadzki i rodzinna arka coraz bardziej się wypełnia, zaczynają się kolejne schody. Nie tylko proceduralne, bo serial Thomasa Vinterberga najwięcej miejsca poświęca emocjonalnym i etycznym rozdarciom. Kryzysowa sytuacja wystawia na bezlitosną próbę bliższe i dalsze relacje czy dotychczasowe przekonania.
Polskie wątki w serialu „Rodziny takie jak nasza”
Kiedy wali się świat, kiedy państwo ulega likwidacji, przestają działać karty kredytowe i trzeba dokonywać dramatycznych wyborów – jak niezamożna matka, której dzieciak ma szansę trafić do klubu piłkarskiego w Liverpoolu, lecz ją czeka zupełnie inny kierunek jazdy – trudno zachować spokój. Trudno też całkowicie uciszyć sumienie, o czym przekonuje się Henrik, blisko związany z filmową rodziną. Postanowił nie zdradzać poufnej informacji o zbliżającej się katastrofie własnemu bratu, przemocowemu homofobowi, doprowadzając w ten sposób do ciągu fatalnych następstw. Również z udziałem polskich robotników, albowiem nasze rodzime wątki stają się w tej historii silnie obecne.
W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.
Nasz kraj jawi się zrazu niczym Mordor, do którego nikt nie chce zostać wysłany. Częściowo zresztą słusznie, bo w tej historii nie każdy Polak traktuje Duńczyków niczym Ukraińców na początku wojny. Są tacy, co po prostu „nie lubią obcych” – i nasz komentariat już się burzy wobec takiego przedstawienia rodaków. Zwłaszcza że zdecydowanie lepiej wypada na ekranie Rumunia. Ale twórcom serialu nie chodzi o to, by krytykować poszczególne nacje i nawet Zachód nie wygląda aż tak gościnnie, jak by się można było spodziewać. Bardziej interesujące jest to, co wydarza się między ludźmi w nowych ekstremalnych warunkach.
Apokalipsa według Vinterberga
I tu bez wątpienia Vinterberg pokłada nadzieję w młodych. Starsi non stop kombinują, coś ukrywają, segregują innych, próbują jakoś ustawić siebie i „swoich”. Dlatego serial tak bardzo romantyzuje i dramatyzuje rozdzielenie Laury i Eliasa, a jeden z dziecięcych bohaterów otrzymuje dar nadprzyrodzonego widzenia. Jednakże mała apokalipsa ma tutaj przede wszystkim ludzki wymiar i najbardziej oddziałuje na wyobraźnię, kiedy dotyczy spraw najzwyklejszych, związanych ze znalezieniem nowej pracy czy miejsca do przenocowania.
Oto ludzie „tacy jak my”, jeszcze niedawno syci i w miarę uprzywilejowani, z dnia na dzień zdegradowani do statusu kłopotliwych gości, pariasów, żebraków. Skazani na czyjąś pomoc i na przemoc, ale także odkrywający tę przemoc w sobie. Jest w tym oczywiście element perswazji („nie znacie dnia ani godziny”), lecz twórca „Festen” i „Polowania” umie pociągać za narracyjne sznurki, wycisnąć z oka łzę, a nawet odwołać się do uczuć patriotycznych. Jak się okazuje, nie tylko duńskich.
„RODZINY TAKIE JAK NASZA” („Familier som vores”) – reż. Thomas Vinterberg. Prod. Dania / Francja / Szwecja / Czechy / Belgia / Norwegia / Niemcy 2024. Odc. 1-7. CANAL+
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















