Gwar, tłok, piknikowa atmosfera, nawet kilka tysięcy ludzi przelewających się przez warszawską al. Szucha. Z mikrofonem w ręku prezes Związku Nauczycielstwa Polskiego Sławomir Broniarz, a wśród pikietujących m.in. Katarzyna Lubnauer i Kinga Gajewska, czyli polityczki Koalicji Obywatelskiej. Kto by pomyślał, że opisane wyżej sceny z 1 września 2023 roku rozegrają się – z niewielkimi zmianami scenografii – po dwóch latach?
Co obiecał Donald Tusk nauczycielom
Na gmachu resortu edukacji nie było tym razem banneru z prowokacyjną „informacją”, że pedagodzy zarabiają 7 tysięcy złotych. Nie było też – co oczywiste – działaczek ówczesnej opozycji. A jednak ten sam co zwykle Sławomir Broniarz mówił do trochę tylko mniej licznego tłumu z grubsza te same słowa o zarobkach i obronie godności nauczycieli. ZNP skrzyknęło się po dwuletniej przerwie, by przypomnieć o swoich dwóch postulatach: 10-procentowej podwyżce, a także o obywatelskim projekcie ustawy zapewniającej stałą waloryzację pensji.
– Ten protest oznacza, że w edukacji znowu dzieje się źle – uważa Iga Kazimierczyk, nauczycielka, prezeska Fundacji Przestrzeń dla Edukacji i adiunkt Uczelni Korczaka, która manifestowała na al. Szucha dwa lata temu. – Gdy ZNP wychodzi na ulicę, oznacza to, że ścieżki pracy parlamentarnej i rozmów z ministerstwem straciły drożność. Związek nie ma bezpośredniego interesu w uchwaleniu stałego mechanizmu waloryzacji – oznaczałby przecież, że ZNP straci część swojej racji bytu... A jednak się o to upomina, zwłaszcza że sam premier Donald Tusk obiecał kilka miesięcy temu na kongresie ZNP zajęcie się ustawą.
Jak mówi ekspertka, przez półtora roku nowej władzy nie wydarzyło się wiele dobrego. – Demonstracja sprzed dwóch lat była jak otwarcie okna w dusznym pomieszczeniu – mówi Kazimierczyk. – Jako działaczka i ekspertka byłam pewna, że po fatalnych rządach, złej reformie Anny Zalewskiej i pandemii przychodzi czas na zmiany. Ale szybko się okazało, że niewiele się dzieje. I w kwestii odpolitycznienia oświaty, i w sprawie realnej odbudowy prestiżu zawodu nauczyciela.
Prawda o zarobkach nauczycieli
Początek roku 2024 przyniósł co prawda 30-procentowe podwyżki, ale jak zaznaczają dzisiaj związkowcy, gdyby nie one, nauczyciel zarabiałby poniżej minimalnej krajowej. Ile zarabia? Pobory zasadnicze tej grupy są nadal niewielkie – wahają się między 5150 a 6200 złotych brutto w zależności od stopnia zawodowego awansu. Gdy doliczyć do tych kwot dodatki, suma się zwiększy.
Wedle wskaźnika tzw. średniego miesięcznego wynagrodzenia to przedział między ok. 6700 zł brutto dla pedagoga początkującego a 10 tys. dla dyplomowanego. Problem w tym, że wedle ZNP i dużej części ekspertów to wskaźnik nieuczciwy, bo zawiera nie tylko nauczycielskie dodatki, ale też np. odprawy emerytalne i nadgodziny.
Jaka jest więc prawda o poborach nauczyciela? Zarabia na pewno więcej, niż wynikałoby ze wskaźnika pensji zasadniczej, ale też zwykle realnie mniej niż pokazuje tzw. wynagrodzenie średnie. Stąd płynie wniosek, że o ile nauczyciel dyplomowany widzi już dziś pierwszego każdego miesiąca godziwy przelew, oscylujący wokół średniego polskiego wynagrodzenia (ok. 8900 brutto), o tyle pedagog wchodzący do zawodu ściga się nadal z minimalną krajową.
I choć nauczyciele dyplomowani stanowią ponad połowę wszystkich pedagogów, to przecież na bazie zarobków tych początkujących kandydaci do zawodu budują sobie opinię o atrakcyjności profesji. I wychodzi im z tych obliczeń od lat niezmiennie to samo: szkoła to może i dobre miejsce pracy, ale tylko dla nieuleczalnych pasjonatów i/lub desperatów.
Brakuje 12 tysięcy nauczycieli
Stąd przewlekły kryzys prestiżu zawodu, stąd rosnący wskaźnik średniego wieku polskiego belfra (już 47 lat), stąd też pojawiające się bez względu na polityczne rozdanie statystyki dotyczące szkolnych wakatów. Tuż przed tegorocznym pierwszym dzwonkiem było ich 12 tysięcy, a to i tak liczba myląca.
– Zanim szkoła ogłosi wakat, zrobi wszystko, by brakujące lekcje „wcisnąć” komuś już uczącemu, w ramach nadgodzin – zauważa Iga Kazimierczyk. – To „wciskanie” kończy się potem przepracowaniem i wypaleniem, a w konsekwencji odchodzeniem z zawodu. I koło się zamyka.
Z obejmującej 1,5 tys. pedagogów sierpniowej ankiety „Głosu Nauczycielskiego” wynika, że radykalnie spadł – w porównaniu z 2024 r. – odsetek wkraczających w nowy rok szkolny z optymizmem (teraz to 4 proc.). A co trzeci pytany nauczyciel wróci do pracy z poczuciem rozpaczy i zmęczenia.
Nie najlepiej wróży to zbliżającej się reformie podstaw programowych.
– Nauczyciele są wielkimi nieobecnymi tej zmiany – mówi Iga Kazimierczyk. – Nawet najcudowniejsze podstawy programowe nie wdrożą się same. Jeśli nie zapewnimy nauczycielom szkoleń, wsparcia, mentoringu i superwizji, nie mówiąc już o godziwych zarobkach, niewiele z tego wyjdzie. Hasłem tej reformy jest sprawczość uczniów, ale rodzi się pytanie: jak pozbawieni sprawczości nauczyciele mają formować przekonanych o swoim wpływie na rzeczywistość uczniów?
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















