Czy brak ciepłej wody w kranie może uratować związek? Ten film daje zaskakującą odpowiedź

Film Marii Zbąskiej „To nie mój film” z dystansem i humorem opowiada o parze milenialsów, którzy uciekają od podstawowych wygód, by sprawdzić, co ich naprawdę łączy.
z cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Zofia Chabiera i Marcin Sztabiński, w filmie „To nie mój film”, reż. Maria Zbąska // Fot. Materiały prasowe
Zofia Chabiera i Marcin Sztabiński, w filmie „To nie mój film”, reż. Maria Zbąska // Fot. Materiały prasowe

To jeden z ciekawszych debiutów w polskim kinie ostatnich lat, zwycięzca konkursu Inne Spojrzenie na ubiegłorocznym festiwalu w Gdyni, doceniony również za granicą. Inteligentnie i lekko traktuje tak zwany kryzys relacji, który w naszych czasach coraz częściej kończy się ich rozpadem. Film nie aspiruje do bycia „głosem pokolenia”, szczególnie jednak trafia do dzisiejszych milenialsów. Właśnie o nich – tych wielkomiejskich, zawodowo i życiowo w miarę ustabilizowanych, lecz ciągle niespełnionych – opowiada ta historia. Ale nawet jeśli tytuł „To nie mój film” będzie dla kogoś ironicznym autokomentarzem, z pewnością znajdzie tu wiele trafnych mikroobserwacji i bystrych dialogów.

O czym jest „To nie mój film”

Sytuacja wyjściowa, zwłaszcza teraz, na długim przedwiośniu, może wydawać się absurdalna. Oto para z dziesięcioletnim stażem, znudzona sobą i zmęczona codziennym kołowrotkiem, postanawia zimową porą zapakować podstawowy dobytek na sanki i przejść czterysta kilometrów (!) wzdłuż bałtyckiego wybrzeża. Czyli wóz albo przewóz – już tylko ostra szkoła przetrwania może dać im odpowiedź, czy w dalszym ciągu chcą/mogą/potrafią trwać ze sobą razem. W planach: wielogodzinny wygwizdów i wysiłek, nocowanie w rozbitym na plaży namiocie, jedzenie konserw i prawie całkowity offline.

Niektórzy zobaczą w takiej dobrowolnej deprywacji jedynie wykoncypowany problem pierwszego świata. Zaiste, na tego rodzaju ekstremalne przygody i wypisywanie się z regularnego życia mało kogo byłoby dzisiaj stać, w różnych znaczeniach tego słowa. I nie łatwiej byłoby wysłać ich do kurortu w Tajlandii? Tak pewnie zrobiliby twórcy komedii romantycznej.

Bohaterowie w filmie Marii Zbąskiej

Maria Zbąska, twórczyni filmu, i jej aktorzy, Zofia Chabiera i Marcin Sztabiński, trochę bawią się tą radykalną terapią, ale przecież jej nie bagatelizują. Bo przebywanie z kimś non stop w skrajnych warunkach musi przynieść brutalne „sprawdzam”. Wyolbrzymia wady i drażniące nawyki, intensyfikuje nudę i pogłębia dotychczasowy podział domowych ról. No i wyostrza mechanizmy wzajemnej kontroli, jako że wyprawa posiada ścisły, wspólnie opracowany regulamin i zwłaszcza on traktuje całe przedsięwzięcie bez mała wyczynowo. Napięcia, podobnie jak sporadyczne i przypadkowe spotkania, stają się głównym źródłem komizmu, trochę w jarmuschowym, trochę w skandynawskim stylu. A powierzenie ról aktorce nieprofesjonalnej i zawodowcowi, którzy chwilami są tak autentyczni, jakby improwizowali przed kamerą, wnosi aurę niewymuszonej świeżości. Stawka jest jednak wysoka.

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

Dwuosobowy survival, chociaż na wolnym powietrzu i w otoczeniu natury, chcąc nie chcąc budzi skojarzenia pandemiczne, kiedy to doświadczenia z jednej strony izolacji, z drugiej skazania na siebie nawzajem były wyjątkowo dotkliwe. W minimalistycznym filmie Zbąskiej ucieczkowy eksperyment przynosi także uwolnienie od przebodźcowania i nadmiaru, każąc dostrzegać rzeczy oczywiste i doceniać drobne przyjemności. Lecz w pierwszej kolejności portretuje ludzi, którzy mimo wszystko podjęli jakiś wysiłek, żeby przekonać się, co ich jeszcze łączy, a co było jedynie mrzonką, rutyną, wygodą. Można oczywiście ironizować, że czasem łatwiej brnąć tygodniami w piachu niż szczerze porozmawiać przy kuchennym stole, „To nie mój film” na szczęście nie romantyzuje tego pierwszego. 

Dlaczego warto zobaczyć „To nie mój film”

Kręcony w dość ekstremalnych warunkach, za niewielkie pieniądze i własnoręcznie przez reżyserkę (ma za sobą studia operatorskie), ze współudziałem małej, zaprzyjaźnionej ekipy i muzyką Anji Garbarek, mówi o sytuacji, w której na przekór martwym motylom w brzuchu komuś chce się ruszyć na pomoc ginącej miłości – zamiast po prostu odpalić Tindera lub postawić tylko na siebie. A komuś innemu chce się o tym opowiedzieć tak, żeby nie było ani tendencyjnie i przewidywalnie, ani z gotową diagnozą czy morałem. Przede wszystkim o tym, jak trudno dzisiaj wynegocjować zadawalającą dla obu stron, choć zawsze kruchą przestrzeń między „ja” i „my”.

„TO NIE MÓJ FILM” – reż. Maria Zbąska. Prod. Polska 2024. MOJEeKINO.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 0.00 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”