Pewnie słyszeliście o światowych rankingach szczęścia? Co ciekawe, najpopularniejsze z nich, „World Happiness Report” i „Gallup Global Emotions” wydają się mówić coś zupełnie przeciwnego. Ba, w pewnym całkiem poważnym badaniu naukowym wykazano, że Brytyjczycy byli szczęśliwsi podczas II wojny światowej niż w całym okresie powojennym, aż do roku 2000... Czym więc jest "szczęście" i czy da się je zmierzyć?
W swoim cyklu Łukasz Lamża, dziennikarz naukowy „Tygodnika”, patrzy w przyszłość doby antropocenu trzeźwo, bez paniki i bez naiwności, na podstawie liczb, nauki i zdrowego rozsądku.

Przyglądamy się największym wyzwaniom epoki człowieka oraz drodze, która zaprowadziła nas od afrykańskich sawann do globalnej wioski. Omawiamy badania naukowe i dyskusje nad interakcjami między człowiekiem i innymi elementami przyrody – zarówno tymi współczesnymi, jak i przeszłymi.
Montaż i muzyka: Michał Woźniak
Pełna transkrypcja rozmowy
Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.
Czy można zmierzyć szczęście? A jeśli można, to gdzie na świecie żyją najszczęśliwsi ludzie? Jak sprawić, żebyśmy to my byli jak najszczęśliwsi? No i w końcu, czy przyszłość przyniesie nam czasy powszechnej szczęśliwości?
Cześć i czołem, Szanowni Państwo, tu Łukasz Lamża i Jeszcze Inna Przyszłość. Dzisiaj, muszę przyznać, nie będzie o tej przyszłości aż tak dużo. Natomiast zaczęło się od pytania, które sobie zadałem, przygotowując te podkasty: jak będzie wyglądał światowy poziom szczęścia w XXI wieku. Niejako jako ukoronowanie tego wszystkiego, co opowiadaliśmy sobie w ciągu ostatniego roku o perspektywach na najbliższe kilkadziesiąt lat. I trafiłem w ten sposób w króliczą norę pomiarów szczęścia i tak naprawdę o tym chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć.
Ukazał się też na ten temat w „Tygodniku Powszechnym” mój artykuł, gdzie znęcam się troszeczkę nad tymi pomiarami. Postanowiłem troszkę uzupełnić to, co mówiłem tam, troszkę pokazać to z innego kąta, ale zacznijmy od podstaw.
Szczęście, czyli co? Ja się tutaj skupiam głównie na tym, co można pomierzyć, czyli odkładam na bok wszelkie koncepcje szczęścia greckie, czy nie greckie, buddyjskie, czy nie buddyjskie, psychologów, to – szczerze mówiąc – niespecjalnie interesuje, zwłaszcza tych, którzy chcą coś mierzyć, czyli zajmują się psychometrią i pomiarami. Jeśli przeprowadzamy pomiary na dużą skalę, to tak naprawdę interesują nas rzeczy, które można wymierzyć, a najlepiej to w ogóle coś, co można podać w cyferce.
I mamy zasadniczo dwa podejścia, które prowadzą do dwóch zupełnie różnych wniosków. Technicznie nie będziemy w literaturze psychologicznej natrafiać zbyt dużo na pojęcie szczęścia, dużo częściej na tak zwane subjective well-being, czyli dobrostan subiektywny, który w dodatku, żeby jeszcze trochę zagęścić ten slang, ma dwa komponenty. Komponent afektywny i poznawczy. Śpieszę wyjaśniać.
Komponent poznawczy to jest to wszystko, co przechodzi przez nasze wyższe władze poznawcze, kognitywne, mówią niektórzy. W praktyce zawsze będziemy dokonywali pomiaru komponentu poznawczego, jeżeli każemy się ludziom zastanowić nad pewną koncepcją szczęścia, nad pewnym pojęciem, może przedstawimy im pewną definicję i zasugerujemy, że może by się do niej ustosunkowali. A więc na przykład, mój drogi człowieku, szczęście to jest coś takiego i takiego, i takiego, albo zadowolenie z życia jest coś takiego. Jak się czujesz? Czy na jeden, czy na siedem, czy na pięć?
Jest taka znana miara nazywająca się drabiną Cantrila i ona świetnie pokazuje właśnie taką poznawczą metodę mierzenia poziomu dobrostanu. Działa to mniej więcej tak. Czy zechcesz wziąć udział w badaniu? O, jak doskonale, zapraszamy, proszę usiąść. No więc wyobraź sobie drabinę. I ta drabina ma 10 ponumerowanych szczebli. Najniższy szczebel oznacza najgorsze możliwe życie dla ciebie, a najwyższy szczebel, dziesiąty, najlepsze możliwe życie dla ciebie. Na którym szczeblu się aktualnie znajdujesz? I ta drabina, drabina Cantrila, jest stara i dobrze opisana, ale też ma niebagatelne znaczenie, dlatego że na podstawie właśnie drabiny Cantrila publikowane są regularnie tzw. Globalne Badania Szczęścia, czyli World Happiness Report.
Za chwilę o wynikach tego badania powiem, natomiast przejdźmy jeszcze do iinej koncepcji szczęścia, podejścia afektywnego. Afektywny to tak mówiąc zupełnie między nami, słowo bliskoznaczne ze słowem „emocjonalny” czy też „związany z emocjami”. Oczywiście w psychologii to ma swoje techniczne znaczenie, natomiast tak czy inaczej, komponent afektywny to jest ten dotyczący naszych stanów technicznie afektywnych, między nami mówiąc: emocjonalnych. Od razu powiem na przykładzie, jak to zmierzyć. Gallup’s Global Emotions, to jest inna zupełnie inicjatywa, opierająca się właśnie na tym, żeby dotrzeć do tego, jakie ludzie przeżywają emocje. Mamy pięć pozytywnych i pięć negatywnych. Zawsze to jest w odniesieniu do poprzedniego dnia.
Pozytywne są takie. Czy poprzedniego dnia czułeś się wypoczęty? Czy czułeś się poprzedniego dnia traktowany z szacunkiem? Czy się śmiałeś lub uśmiechałeś dużo? Czy nauczyłeś się czegoś ciekawego lub robiłeś coś ciekawego? I czy ogólnie ten dzień był radosny? Enjoyment. Czy było w nim dużo cieszenia się tym dniem, radości? Czyli pięć pozytywnych emocji.
Pięć negatywnych emocji: ból fizyczny, zmartwienie, smutek, stres, gniew. I zawsze mamy to samo pytanie: jak było w twoim poprzednim dniu?
Idealną oczywiście metodą mierzenia afektu byłoby, nie wiem, jakieś przechadzanie się z afektomierzem, z emocjomierzem i wykrywanie, jaki jest stan faktyczny. Bo o to chodzi w tych miarach szczęścia, czyli dobrostan afektywny byśmy zdefiniowali jako faktycznie przeżywane stany, czy one są pozytywne, czy negatywne. Jeszcze technicznie mówiąc, czy one mają walencję pozytywną, czy negatywną, albo czy więcej jest tych o walencji pozytywnej, czy tych o walencji negatywnej. Tak by to wyglądało najprecyzyjniej chyba wyrażone.
No i teraz tak, wyniki. Być może natrafiliście już na takie plotki, że ooo, mamy nową listę najszczęśliwszych krajów świata. No w 99 przypadkach na 100 to jest właśnie badanie World Happiness Report, opierające się na drabinie Cantrila. Pierwsza dziesiątka w raporcie z roku 2024 to Finlandia, Dania, Islandia, Szwecja, Izrael, Holandia, Norwegia, Luksemburg, Szwajcaria, Australia. Wszystkie te kraje ze średnią powyżej 7. Co to w praktyce oznacza? No, że ludzie zaczepiani na ulicy w tych krajach, zapytani o to, gdzie się widzą na drabinie życia, średnio odpowiadali 7. Finlandia, słuchajcie, 7,7. Polska zresztą, skoro już tu jesteśmy, na miejscu 35. z wynikiem 6,4. Czyli tak między nami mówiąc całkiem, całkiem. Łącznie krajów tam było 143. Na samym dole Afganistan, Liban, Lesoto, Sierra Leone, Kongo, Zimbabwe, Botswana, Malawi, Eswatini, Zambia.
No dobra, a co z tym drugim badaniem? Gallup’s Global Emotions, czyli jeździmy po świecie i pytamy, ile odczuwałeś, odczuwałaś emocji pozytywnych i negatywnych. Powstaje z tego taki globalny ranking. W globalnym rankingu doświadczeń pozytywnych zupełnie zgoła inna pierwsza dziesiątka. Uwaga: Paragwaj, Panama, Gwatemala, Meksyk, Indonezja, Salwador, Kostaryka, Malezja, Senegal, Filipiny. I to się trzyma już od lat. Zarówno pierwsza, jak i druga skala mają swoich faworytów tych sam samych, od kiedy tylko te pomiary są wykonywane, czyli z grubsza od mniej więcej 20 lat.
Jak to komentują psycholodzy? Psycholodzy są dosyć ostrożnie nastawieni zwłaszcza do tych koncepcji poznawczych, czyli do drabiny Cantrila. Między innymi stąd bardzo częste głosy, że hmm,co to właściwie mierzy? Czy to odpowiada naszemu potocznemu rozumienie słowa „szczęśliwy”, bo takie badania, wiedzcie, też się wykonuje, czyli pytamy ludzi na świecie o słowo „szczęście” w ich języku narodowym, jeśli takie słowo występuje, a zwykle jakieś bliskie tego słowa słowo występuje, i ludzie opowiadają, co na ten temat sądzą, po prostu, czym jest dla ciebie szczęście. I ludzie raczej nie mówią o drabinach, tylko mówią właśnie o pozytywnych emocjach, że to jest, jak się człowiek śmieje, jak jest zdrowy, jak go nie boli, czyli zdecydowanie bliżej wersji Gallup’s Global Emotions niż World Happiness Report.
Ukazały się też już liczne, liczne badania pokazujące wręcz, że jeśli się poprosi ludzi o wyobrażenie sobie drabiny i umieszczenie się na tej drabinie, to oni tak naprawdę zaczynają sobie w głowie to konceptualizować w kategoriach sukcesu życiowego, nawet konkretniej, sukcesu finansowego. Opisał to kilkanaście lat temu ekonomista, noblista Daniel Kahneman. Później było to też potwierdzone bardzo fajnymi badaniami, gdzie analizowano ludzkie wypowiedzi. W praktyce chodzi o to, że po prostu kasa sprawia, czyli postrzegany przez nas samych sukces finansowy najlepiej przewiduje, gdzie tak naprawdę się umieścimy na drabinie Cantrila, a to niekoniecznie musi oznaczać przeżywanie pozytywnych emocji. Znamy przecież doskonale taką historię jak człowiek sukcesu, ale nieszczęśliwy, tak? Nieszczęśliwy człowiek sukcesu. Człowiek, który odpowiedział, że jest na drabinie, na dziewiątym miejscu nawet, ale okazuje się, że jest zestresowany, smutny, nie ma ludzi blisko wokół siebie. Tam mamy też takie pomiary siły sieci społecznej nas otaczającej. Dużo jest różnych badań.
Krótko mówiąc, do czego zmierzam? Jest ten konflikt i wydaje się, że psycholodzy mają pewną swoją koncepcję, skąd ten pogląd może się brać. Tak naprawdę mierzymy dwie różne rzeczy i z tych dwóch rzeczy, ten komponent poznawczy i komponent afektywny, takiemu potocznemu wyobrażeniu tego, czym jest szczęście, zdecydowanie bliższy jest komponent afektywny. To jest szalenie interesujące, dlatego, że jesteśmy wiecznie torturowani tymi krajami skandynawskimi, które wiecznie wychodzą najwyżej w tych pomiarach metodą drabiny Cantrila, tymczasem wcale nie wychodzą tak wysoko w pomiarach pozytywnych emocji. Finlandia 44. na świecie, jeśli chodzi o pozytywne emocje w najnowszym badaniu Gallupa.
Chciałbym jeszcze opowiedzieć jedną rzecz, bardzo interesującą i tak naprawdę chodzi w niej o to samo, czyli o sceptycyzm wobec tych metod. To myślę, że powinniśmy przede wszystkim zapamiętać, że to nie są pomiary jak od linijki, tak? Jeśli mierzymy BMI w danym kraju, czyli współczynnik masy ciała, to możemy ludzi zważyć i zmierzyć i nam wyjdzie liczba. I nam wyjdzie, które kraje mają największy odsetek ludzi z nadwagą i otyłością. Tak samo, a i Stany Zjednoczone, i wyjdzie nam, gdzie jest tego mniej, bo to po prostu możemy zmierzyć. Tymczasem szczęście...
Jedno bardzo fajne badanie, nie opowiadałem o nim w artykule pisemnym, więc opowiem teraz, bo to jest kapitalna rzecz. Thomas Hill „Historical Analysis of National Subjective Wellbeing Using Millions of Digitized Books”. Rok 2019. Względnie świeża rzecz. Pomysł jest następujący. Bierzemy miliony książek w dwóch podstawowych językach. Angielski i niemiecki. Była też chyba wersja dla języka włoskiego, ale z nieco mniejszą próbką. No i patrzymy na, no oni piszą affect, czyli jaką walencję, mamy już te pojęcia z wcześniejszej części podkastu, jaką walencję mają używane w tych książkach i tekstach słowa związane z afektem. Czy jest pozytywny, czy negatywny.
Ich teoria jest taka: bierzemy teksty z danego roku, i to jest zasadniczo ciekawe w tym badaniu: sięgamy aż do początku XIX wieku i bierzemy książki albo gazety, albo inne teksty zdigitalizowane, powstałe w danym kraju, w danym roku i patrzymy, jaki ogólnie w nich przeważa afekt: czy pozytywny, czy negatywny. Oni twierdzą, że jakoś od lat 70., jakby zestawili to z tym, co wynika z innych badań i im się to zgodziło – ale zaraz pogadamy o tych wynikach i co z nich może wynikać.
Natomiast patrzymy na krzywe, tak? To są jak krzywe giełdowe, na przykład Stany Zjednoczone. Od 1800 roku do 2000, no to taki wykres rzeczywiście skaczący mocno. Lata szczęśliwe, lata smutne, oni próbują to dopasowywać do czegoś. No dobra, o problemach z tym wam opowiem. Weźmiemy sobie Wielką Brytanię. Można by pomyśleć, no wojna, tak? Że wojna to był czas, kiedy ludzie byli najbardziej nieszczęśliwi. I rzeczywiście mamy tam, powiedzmy sobie, spadek – nie jest on silny, ale spadek przypadający na czasy wojny, II wojny światowej i I wojny światowej, ale na przykład lata 70. były dla ludzi znacznie bardziej negatywne najwyraźniej niż czasy II wojny światowej, interesujące.
Tak naprawdę od 1960 roku aż do 2005 roku, czyli przez większość XX wieku, ludzie byli, zdaniem tej miary, bardziej negatywnie nastawieni do życia niż w samym środku II wojny światowej.
Inny ciekawy wynik z Niemiec. Nie ma żadnego wyraźnego spadku w czasie II wojny światowej, natomiast bezpośrednio w trakcie niej i po niej mamy gigantyczny skok do góry, czyli nagle niesamowicie silny afekt pozytywny. No i teraz: co z tego wszystkiego może wynikać? Znowu, no to są trudności z pomiarem czegoś tak ulotnego jak szczęście. Tutaj ta metoda to jest automatyczna analiza tekstu ze względu na występujące w nich słowa. No więc autorzy sami przyznają, i trzeba powiedzieć, że byli dosyć uczciwi w tym, co robią, że sami poddali się krytyce – w Niemczech na przykład głównym odpowiedzialnym za to, że tak przeważał ten afekt pozytywny, była cenzura, czyli w tekstach propagandowych oczywiście, że wszystko było pięknie i wesolutko, ale to nie znaczy, że ludzie byli też najszczęśliwsi.
Jest cała masa tego typu efektów. Słowa zyskują i tracą na popularności, zmienia się ich zakres znaczeniowy, ludzie piszą różnego rodzaju teksty. W latach 1830 do 1850 pisano po prostu inne rzeczy i inne rzeczy przetrwały do naszych czasów niż w czasach o 100-150 lat późniejszych. Czyli krótko mówiąc, tak naprawdę nie ma co przesadzać z naszym poziomem powagi, jeśli chodzi o tego typu badania. To są bardziej mimo wszystko ciekawostki niż jakieś poważne pomiary szczęścia.
Druga rzecz, o której oni już tu nie piszą, natomiast ja czuję, że muszę o niej wspomnieć: ta skala wcale nie jest duża. To znaczy oni mają dziesięciopunktową skalę i te wahania są niewielkie. Na przykład Wielka Brytania minimum 5,6, maksimum 5,7. Czyli na przestrzeni tych 200 lat ten poziom „szczęśliwości” wahał się, ale na poziomie od 5,6 do 5. To nie jest wcale jakaś gigantyczna różnica.
Więc ogólnie rzecz biorąc, jaki płynie z tego wszystkiego wniosek? Po pierwsze, nie przesadzajmy. Wszystkie tego typu badania należy koniecznie traktować z przymrużeniem oka. Ale no okej, przypuśćmy, że coś tam próbujemy z nich wyciągnąć. Czy są jakieś trendy? To mnie zainteresowało, bo od tego zacząłem. Ostrzegam, że nie zasadniczo, ale gdybym miał na siłę jakieś trendy w tych danych znaleźć, to powiedziałbym tak: drabina Cantrila zasadniczo nie rośnie. Powolutku, powolutku się wspina w skali 20, 30, 40 lat, bo takie są największe skale czasowe, jakie do drabiny Cantrila znalazłem, ale zasadniczo poziom na przykład dla Polski nie zmienił się w ciągu ostatnich 20 lat. Oscyluje tam wokół 6. Poziom dla regionów świata, czyli uśredniamy po regionach świata, patrzę w tym momencie na taką – znowu kolejna krzywa giełdowa. No nie za bardzo, to są wszystko mikroskopijne zmiany, troszkę w górę, troszkę w dół.
Poziom emocji natomiast jest dosyć interesujący, ponieważ w badaniu Gallupa mamy i wzrost emocji pozytywnych, i negatywnych, co jest interesujące, ale znowu można by to próbować zinterpretować, natomiast boję się o nadinterpretację. Autorzy tego raportu w zasadzie nic na ten temat nie piszą, poza tym, że w tych emocjach negatywnych szczególnie mocno wzrasta poziom stresu, co jest dosyć interesujące.
Patrzę w tym momencie na mapę światowego poziomu stresu i poza miejscami, w których jakby jest zrozumiałe, z czego ten wysoki poziom stresu może wynikać, myślę o takich jak Afganistan czy Ukraina, gdzie po prostu ludzie boją się o swoje życie, to mamy też bardzo wysoki poziom stresu w krajach zupełnie spokojnych. Kanada – zaskoczyło mnie to bardzo, 51% Kanadyjczyków odpowiedziało, że w ciągu poprzedniego dnia odczuwało stres – to jest poziom wyższy od większości krajów afrykańskich.
To są, słuchajcie, tego typu rzeczy, które są dosyć interesujące i każą nam znowu myśleć o tym, z czego ten stres albo te inne negatywne emocje, takie jak zmartwienie, mogłyby wynikać.
W ostatnich kilku latach mamy takie zaburzenie covidowe. Warto też o nim wspomnieć, dlatego że czasy covidu były czasem bardzo intensywnych zmartwień i stresów na całym świecie. Teraz to powolutku opada. Ale wspominam o tym również dlatego, że o tym temacie lubię od czasu do czasu opowiadać, że to, poza takimi kwestiami czysto związanymi z naszymi płucami i układem oddechowym, to są też te rzeczy związane z naszym stanem psychicznym w tym czasie. Warto o tym pamiętać. Już nie będę tego powtarzał, bo mówiłem to już wiele razy, ale one w niektórych badaniach dominują, jeżeli chodzi o negatywne efekty covidu, to te skutki psychiczne tego globalnego poziomu stresu, w niektórych badaniach ekonomicznych wydaje się z nich wynikać, że dla zdrowia ludzkiego, a nawet dla życia ludzkiego, mogło to być bardziej szkodliwe niż sam wirus. Ale to tylko taka moja mała uwaga do tych ząbków, które widać na tych wszystkich wykresach stresu i niepokoju za ostatnie kilka lat.
Czy coś jeszcze z tego wynika? Czy da się coś przewidywać na XXI wiek? Nie. Powiem zupełnie szczerze, musiałbym skłamać albo naciągać, żeby stwierdzić, że tak. Te wszystkie miary są po prostu na tyle, no nie chcę aż powiedzieć naciągane, bo to byłoby może trochę za mocne słowo, ale na tyle niepewne, obciążone tyloma czynnikami. Szczególnie otworzyło mi oczy to badanie z ostatnich 200 lat. Intensywnie uderzyła mnie ta myśl, że jeśli porównujemy ludzi na przestrzeni kilkudziesięciu lat, czy wręcz dwustu lat, to naprawdę zaczynają do gry wchodzić takie zjawiska jak zupełnie inne używanie języka, inne rozumienie tego, czym jest szczęście, inne oczekiwania życiowe. Po prostu inni ludzie żyli tak naprawdę 200 lat temu. Teraz i pod koniec XXI wieku ludzie będą – można się tego rozsądnie spodziewać – inni. I nie próbujmy tego wcisnąć w jakąś skalę liczbową, zmierzyć to, wrzucić na wykres i czynić uczone hipotezy.
I to może niech będzie zakończenie tego roku wspólnie spędzonego, mam nadzieję, przy przewidywaniu przyszłości. Nie przesadzajmy. Co się wydarzy, to się wydarzy, ale nasza zdolność wyrażania przyszłości, zwłaszcza w kategoriach ilościowych, jest słabiutka, a to może i dobrze.
Dzięki serdecznie, życzę Wam wielu miłych chwil w 2025 roku, również z Podkastem Tygodnika Powszechnego. Pozdrawiam Was serdecznie, kłaniam się nisko, to byłem ja, Łukasz Lamża. Do usłyszenia.

Projekt dofinansowany ze środków budżetu państwa, przyznanych przez Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w ramach Programu „Społeczna Odpowiedzialność Nauki II”.
Słuchaj naszych podcastów:
- Podkast Tygodnika Powszechnego — YouTube | Spotify | Apple Podcasts
- Strona świata — Jagielski Story — Spotify | Apple Podcasts
- Szkoła uczuć — Spotify | Apple Podcasts | RSS
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.


















