Pełna transkrypcja rozmowy
Poniższy tekst powstał w oparciu o transkrypcję maszynową, może zawierać usterki językowe.
Cześć i czołem, Szanowni Państwo, tu Łukasz Lamża i „Jeszcze inna przyszłość” dla Podkastu Tygodnika Powszechnego. Dzisiaj przyjrzymy się długofalowym trendom w inteligencji naszego gatunku i zastanowimy się, co dalej.
Zaczniemy od tzw. efektu Flynna, nazwanego na cześć Jamesa Flynna. W 1994 roku zupełnie inni autorzy, Richard Herrnstein i Charles Murray, napisali książkę „Krzywa Bella”. Była tam mowa o inteligencji narodu amerykańskiego, pojawiły się tam różne kontrowersyjne, do dzisiaj zresztą, tezy dotyczące związków pomiędzy etnicznością a inteligencją.
Pomiędzy tymi tematami pojawił się też efekt Flynna, chociaż sam Flynn, znany badacz inteligencji, powiedział później, że powinien on zostać nazwany raczej na cześć Reada Tuddenhama, który jako pierwszy, i to już w 1948 roku, wykazał, że jeżeli będziemy wykonywali testy IQ dokładnie takie same na populacjach i wyliczali je w taki sam sposób, to w skali dekad wyniki te będą rosły. Czyli efekt Flynna jest to efekt stopniowo wzrastającego średniego poziomu IQ.
Wyjaśnijmy może od razu, że tak naprawdę, kiedy się wykonuje porządne testy inteligencji, takie jak tzw. test Wechslera, to one są co jakiś czas przeliczane. Co oznacza w praktyce, że cały czas zdążamy do tego, aby poziom 100 odpowiadał dokładnie medianie, czyli chcemy, żeby połowa ludzi miała IQ wyższe niż 100 i połowa mniejsze niż 100. W związku z tym same te testy są co jakiś czas testowane na nowo i wyniki są przeliczane w taki sposób, żeby w danym momencie populacja była rozdzielona według tak zwanej krzywej dzwonowej, czyli żebyśmy mieli stówkę dokładnie na środku. Gdybyśmy przyjrzeli się po prostu wynikom testów IQ na dużych populacjach, na przykład populacji polskiej, to powinno być tak, że ciągle średnia wynosi 100.
Natomiast gdybyśmy zrobili w ten sposób, że nie przeliczamy tego, czyli za 10, 20, 30 lat wykonujemy dokładnie taki sam test, dokładnie tak samo wyskalowany, to wtedy te wyniki będą coraz wyższe i wyższe. Skala tego jest zależna od miejsca, gdzie to się mierzy, natomiast występuje ten efekt na całym świecie.
Najszybszy przyrost od lat 50., od kiedy tego typu pomiary sensowne mamy, jest w Azji, dosyć wysoki jest w Afryce, przyzwoitej wielkości jest też w Ameryce Północnej, w Europie. Skala przykładowa, takie bardzo długie badanie brytyjskie, w którym wykonywano jeden i ten sam test tak zwanych matryc progresywnych Ravena, to jest 14 punktów przyrostu od 1942 do 2008 roku. To jest badanie z 2009 roku, takie podsumowujące te wyniki i przeliczające je. Czyli mamy przyrost dosyć duży, od II wojny światowej do pierwszej dekady XXI wieku 14 punktów.
W innych miejscach mamy inne wyniki, od 5 do 15 powiedzmy sobie. Czasami się podaje, że takim fajnym punktem wyjścia to są trzy punkty na dekadę, czyli w ciągu dziesięciu lat średnie IQ dużej populacji rośnie o około trzy punkty w krajach globalnej Północy, tak to mniej więcej wygląda.
No więc zacznijmy może od tego, dlaczego by tak właściwie miało być. Jest kilka podstawowych możliwości. Najlepiej zawsze – to jest ogólna zasada kosmosu – jeżeli się pojawia jakiś ciekawy, dziwny efekt, spróbujmy zacząć od rzeczy najmniej wyrafinowanych, od rzeczy najprostszych, takich najbardziej oczywistych i najnudniejszych, bo może się okazać, że mamy jakieś zupełnie banalne wytłumaczenie, nie trzeba kombinować.
Więc tego typu banalnym wytłumaczeniem są kwestie zdrowotne, kwestie odżywiania, zawartości ołowiu w wodzie, benzynie, powietrzu, częstości występowania chorób zakaźnych itd. Czyli ludzie są po prostu zdrowsi. To jest znany doskonale efekt z psychologii rozwojowej, że dzieci, które są zdrowsze, które są lepiej odżywione, które nie mają niedożywienia, które nie mają chorób zakaźnych, będą miały lepsze wyniki w testach swoich zdolności poznawczych. Będą po prostu bystrzejsze, inteligentniejsze, mądrzejsze, jak zwał tak zwał.
To jest, nawiasem mówiąc, jedno z wiodących wyjaśnień efektów związanych z różnicami w inteligencji pomiędzy osobami z różnych grup etnicznych. Kiedyś byśmy powiedzieli pomiędzy różnymi rasami, dzisiaj mówimy troszeczkę precyzyjniej, pomiędzy różnymi grupami etnicznymi. Rzeczywiście tego typu wyniki wychodzą od lat, od dekad, chciałoby się powiedzieć. Jeżeli pojedziemy sobie do środka, że tak powiem, w samo centrum Afryki, spotkamy tam jakichś ludzi, damy im testy, no to te wyniki tych samych testów będą statystycznie niższe od tych samych testów w Polsce, powiedzmy sobie, albo w Wielkiej Brytanii, i to wiadomo od kilkudziesięciu lat.
Wiadomo natomiast też, z czego to prawdopodobnie może wynikać i jednym z podstawowych wyjaśnień są po prostu różnice w dostępie do czystej wody, żywności itd. Ta różnica maleje zresztą, a więc ten przyrost IQ jest zdecydowanie szybszy w Afryce niż na przykład w tej chwili w Polsce. W związku z czym to jest pewne ogólne wyjaśnienie, które tłumaczy bardzo wiele globalnych efektów związanych z inteligencją. Ludzie po prostu w ciągu ostatnich 70-80 lat na świecie stają się coraz zdrowsi.
Inna taka mała ciekawostka, ten przyrost inteligencji, efekt Flynna, niemal identycznie wygląda jak wykres przedstawiający średni wzrost ludzi. Nie wiem, czy to zauważyliście. Ja to zauważyłem jako skromny czterdziestolatek już dzisiaj, kiedy w liceum, w którym uczę filozofii, przechadzam się po korytarzu, czuję się jak karzełek, dlatego że wszyscy są ode mnie wyżsi. Ja pamiętam, że w klasie nie byłem wcale najmniejszy, byłem mniej więcej średni. W latach 90. i zerowych, w pierwszej dekadzie XXI wieku, byłem mniej więcej przeciętnego wzrostu. Dzisiaj, 25 lat później, jestem już wyraźnie niższą osobą na korytarzach. Zresztą tego samego liceum, do którego chodziłem dwadzieścia parę lat temu.
Krótko mówiąc, jest ten przyrost nie tylko anegdotyczny w opowieściach takich dziadkersów jak ja, ale również wychodzi w dużych badaniach statystycznych. Ludzie się robią coraz wyżsi i jest to też tłumaczone dokładnie tym samym, czyli po prostu procesy rozwojowe dzieci dzisiaj przebiegają dużo szybciej, dużo sprawniej niż 20, 30, 40, 60 lat temu.
No więc tu mamy wytłumaczenie numer jeden. Następne wytłumaczenie. Więcej edukacji. Bardziej stymulujące środowisko. Czyli to jest taki typ wyjaśnienia już odwołujący się w szczególności do mocy poznawczych, do mocy intelektualnych. I rzeczywiście próbuje się wykonywać takie badania statystyczne, w których porównuje się ludzi, którzy mają za sobą tyle samo edukacji. Czyli bierzemy 50-60-latków dzisiejszych i 20-latków dzisiejszych i porównujemy wyniki w tych testach, natomiast wyskalowujemy nasze oszacowania efektu Flynna w ten sposób, żeby usunąć efekt różnego dostępu do edukacji, i wtedy ten efekt Flynna maleje.
Czyli krótko mówiąc, dzisiaj ludziom wychodzą wyższe wyniki w testach IQ, dlatego że więcej osób ma dostęp do większej ilości edukacji. Średnia liczba lat spędzonych w szkole jest większa dzisiaj niż była 40, 50, 70 lat temu. Szkoła tymczasem, jaka by nie była, do tego tematu wrócimy jeszcze za chwileczkę, zasadniczo mimo wszystko stymuluje. Mamy tam dostęp do tekstów, mamy tam dostęp do zadań itd.
To się wiąże z tą drugą rzeczą, a mianowicie bardziej stymulującym intelektualnie środowiskiem. Inny taki argument, że w ciągu ostatnich 70 lat mieliśmy na świecie zasadniczo coraz większy dostęp, taki niemalże wymuszony, do takich rzeczy jak tekst, jak obliczenia, konieczność korzystania z wiedzy. Jesteśmy w coraz większym stopniu otoczeni coraz bardziej stymulującym środowiskiem. Urządzenia, z których korzystamy, robią się coraz bardziej skomplikowane. Przeciętna osoba w ciągu swoich 10-15 pierwszych lat życia, czyli wtedy, kiedy się wykształca ten zrąb poznawczy, na którym później będziemy budować przez całe życie, ma dostęp do większej liczby problemów do rozwiązania, ma dostęp do większej liczby bodźców. No i to się ogólnie rzecz biorąc zamiata pod hasłem bardziej stymulującego środowiska
Efekt Flynna można też tłumaczyć troszeczkę inaczej, czyli to, co powiedziałem przed chwilą, można by podsumować tak, że ludzie faktycznie w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat stają się coraz zdrowsi, stają się coraz inteligentniejsi. Natomiast można by też zachować pewien sceptycyzm wobec testów IQ. Te testy celują w pewnego typu określone możliwości.
Wspomniałem wcześniej o tak zwanych matrycach Ravena. To jest coś, co może się nam kojarzyć dosyć powszechnie z tak zwanym testem IQ. To są takie abstrakcyjne wzorki i trzeba się domyślić, jaki będzie następny. Tego typu zadania prawdopodobnie gdzieś kiedyś widzieliście. Czyli mamy jakieś wędrujące kropki, musimy wymyślić, gdzie one się znajdą. Jakieś trójkąciki zamieniają się w kwadraciki. To jest pewien bardzo szczególny typ zadania. To jest zadanie wymagające matematyczno-logiczno-abstrakcyjnego myślenia.
Inny typ zadania, który nie jest zadaniem typu symbolicznego, matematycznego, ale też odwołuje się do naszych zdolności myślenia abstrakcyjnego, to jest tak zwany test podobieństw. Jest to jedna ze skal bardzo popularnego w psychologii, w psychometrii, testu Wechslera. Taka subskala, jak to się ładnie mówi, podobieństw to są pytania typu, co mają za sobą wspólnego pies i zając. Czyli niby korzystamy z naszej wiedzy ogólnej, korzystamy z naszych zdolności słownikowych, językowych, ale tak naprawdę jesteśmy zachęcani do myślenia abstrakcyjnego. Dlatego że tam typowa odpowiedź prawidłowa jest taka, że są to ssaki, że mają cztery nogi, że mają futro czy sierść, mają uszy, powiedzmy sobie. To są wszystko prawidłowe odpowiedzi na to pytanie. Natomiast jest to zachęta do poszukiwania pewnego typu abstrakcyjnych powiązań pomiędzy dwoma zbiorami, bo tak naprawdę o to w tym wszystkim chodzi.
I jedna z odpowiedzi na test Flynna jest taka, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat jesteśmy również edukacją, przyzwyczajani do coraz bardziej abstrakcyjnego myślenia. To z kolei jest inny temat, który ładnie wiąże nam się z globalnymi, etnicznymi różnicami w poziomie IQ. Kiedy jeździmy po świecie i zadajemy ludziom te same tego typu pytania, bardzo często odwołujące się do naszych zdolności myślenia abstrakcyjnego, to możemy natrafić na ludzi, którzy myślą troszeczkę inaczej.
Było takie bardzo fajne porównanie wyników tego typu testów wykonywanych na terenie Związku Radzieckiego, gdzie jeżdżono po miasteczkach i wsiach globalnego stepu i tundry i się okazywało, że bardzo ciężko jest znaleźć ludzi, z którymi można porozmawiać na temat tych abstrakcyjnych kształtów. Nie dlatego, że brakowało im umiejętności myślenia jako takiego, tylko brakowało im początkowo umiejętności jakby domyślenia się, o co chodzi tym ludziom, tym psychometrystom. Czyli pokazuje się im jakieś trójkąciki, kwadraciki i trzeba przestawić się na pewien sposób myślenia, żeby zdać sobie sprawę z tego, że chodzi im na przykład o obracanie się tych kwadracików.
Typowy problem jest taki, że pokazuje się jakieś kółko i ludzie zaczynają natychmiast kombinować, co ono reprezentuje. Czy to jest tarcza zegara na przykład, czy to jest słońce. W związku z czym bardzo trudno jest operować tego typu przedmiotami w głowie, jeżeli się nie ma nawyku myślenia abstrakcyjnego o kształtach geometrycznych.
Sam Flynn w jednej ze swoich książek pisał, że jeszcze kilkadziesiąt lat temu, kiedy zaczęto w Wielkiej Brytanii wykonywać te testy, to padały zupełnie inne odpowiedzi na pytanie na przykład, co mają ze sobą wspólnego pies i zając. Taka typowa odpowiedź brytyjska sprzed 70 lat brzmi: no można wziąć psa i pójść na polowanie i polować na zająca. Więc to nie jest odpowiedź tego typu, jaka jest za przeproszeniem w kluczu, dlatego że klucz tego zadania zakłada, że zostanie znaleziona pewna wspólna abstrakcyjna cecha, pewna właściwość, która jest właściwością wspólną dla tych dwóch klas zwierząt. Natomiast tutaj jest udzielona odpowiedź w formie pewnego scenariusza, w którym te dwie rzeczy ze sobą występują.
Bardzo podobny był problem w tym badaniu radzieckim. Tam były z kolei pytania takie, żeby uporządkować ze sobą przedmioty. Mieliśmy tam drzewo, siekierę, młotek i piłę, czy coś takiego. I który nie pasuje? W kluczu było, że nie pasuje drzewo, bo trzy pozostałe to są narzędzia. Natomiast ludzie masowo odpowiadali, że nie pasuje młotek, dlatego że przecież piła i siekiera są potrzebne, żeby ściąć drzewo. Drzewo, siekiera i piła są częścią, one pasują do siebie w oczywisty sposób, natomiast po co nam młotek, tak? Młotek jest kompletnie idiotyczny, jeżeli chcemy ściąć drzewo.
Więc podsumowując ten temat dosyć długi, bogaty i obfity w zaułki, jest też tego typu wyjaśnienie, że efekt Flynna, czyli przyrost w wynikach testu IQ, w pewnym przynajmniej stopniu należałoby tłumaczyć naszą coraz większą skłonnością do myślenia w taki sposób, pod jaki skonstruowany jest ten konkretny test. Inaczej mówiąc, już to nazywając troszeczkę konkretniej, rosnące wyniki w testach IQ nie tyle wynikają z naszej rosnącej inteligencji, co z naszej rosnącej skłonności do myślenia abstrakcyjnego, a nie konkretnego.
No ale dobrze, przypuśćmy, że jak zaakceptujemy któreś z tych wyjaśnień, same wyniki są niekontrowersyjne, te poziomy IQ wydają się rosnąć. Natomiast czy nieograniczenie? No właśnie. W 2004 roku Jon Sundet z zespołem opisali pierwszy tego typu dobrze udokumentowany przypadek, kiedy to efekt Flynna zatrzymał się. Mowa o danych norweskich. Poborowi Norwescy w momencie rozważania przyjęcia ich do wojska byli badani również taką specyficzną formą testu IQ i zauważono, że od lat 50. do roku 2002, stąd te dane pochodziły, zauważony został stop. W połowie lat 90. te wyniki przestały rosnąć. Czyli od II wojny światowej ten przyrost wyniósł łącznie mniej więcej 5 punktów.
Tu nawiasem mówiąc, to byłby mało imponujący wynik w jakimś kraju globalnego Południa. Natomiast w Norwegii był to wynik taki akurat w miarę, co swoją drogą bardzo dobrze pokazuje, że w kraju, gdzie ludzie zasadniczo mieli dobry dostęp do czystej wody, do żywności, długo żyli, byli zdrowi, ten przyrost wcale nie był aż taki duży. Tak czy inaczej, zatrzymał się w połowie lat 90.
Psycholodzy rzucili się na ten wynik, natychmiast został on zreplikowany. Już rok później Teasdale i Owen opublikowali to samo w przypadku duńskich poborowych. Tutaj tempo zostało troszeczkę dokładniej wyrażone. Tu już mamy tak, że od lat 60. tam mieliśmy trzy punkty przyrostu na dekadę. Później w latach 80. już były to tylko dwa punkty. Od lat 90. do 1998. tam była taka kolejna dekada. To już były tylko punkty z małym hakiem, a później na tych ostatnich 7siedmiulatach tego badania już nie było znaczącego istotnie statystycznie przyrostu.
Jest nawet jeszcze gorzej, można by powiedzieć, dlatego że, patrzcie, to był 2004-2005, dzisiaj jest już znowu 20 lat później i w dzisiaj wykonywanych badaniach czasami zauważa się już odwrót, czyli są pierwsze przypadki, że mamy znaczący, statystycznie istotny spadek, czyli nie tylko się to wypłaszczyło, ale być może nawet w niektórych krajach spada.
Najlepiej to potwierdzono w Stanach, natomiast są też podobne wyniki np. w Islandii. No i co? Co z tego wszystkiego wynika? To się czasami już nazywa anti-Flynn effect, efekt anty-Flynnowski, można by powiedzieć. Globalne, jak na razie powiedzmy sobie, że występujące w populacjach dużych, czyli globalne na skali danej populacji, wielkoskalowe, występujące w niektórych społeczeństwach, cofanie się efektu Flynna, czyli spadanie poziomu IQ.
Pierwszą rzeczą, którą powinniśmy zrobić, to jest sięgnąć do tego samego, co nam wcześniej tłumaczyło efekt Flynna, i zastanowić się, czy to przypadkiem nie jest to samo, tylko na odwrót. Zauważmy, że nasze pierwsze wyjaśnienie to był rosnący poziom zdrowia ludzi. No więc pojawia się pytanie, czy to przypadkiem nie jest rosnące zanieczyszczenie powietrza. Na przykład coraz bardziej niezdrowa dieta, dieta wysoko przetworzona, zmniejszona ruchliwość ludzi, mniejsza ilość ćwiczeń, mikroplastik jest wymieniany itd.
Czyli pierwsza rzecz, która naturalnie się pojawia, to próbujemy odwrócić efekt Flynna w ten sam sposób, w jaki zdefiniowaliśmy przyczynę efektu Flynna. I to jest możliwe, możliwe jest tak, że są to rzeczywiście bardzo szeroko rozumiane efekty środowiskowe, czyli pokorzystaliśmy już sobie tyle, na ile się dało, z rosnącego stanu zdrowia ludzi. Zaczynamy powolutku docierać do sufitu tego, jak bardziej zdrowi jeszcze możemy być, a wręcz ludzie przestają być coraz bardziej zdrowi.
To się z kolei doskonale wiąże z wynikami badań pokazującymi, że średnia przewidywana długość życia w niektórych krajach przestała rosnąć. To są naprawdę bardzo podobne dane i bardzo podobne wyjaśnienia. Od dawna, już mówimy tak naprawdę, że od czasów neolitu, powolutku, powolutku wspina się średnia przewidywana długość życia człowieka. W XX wieku to przyspieszyło nieprawdopodobnie, głównie ze względu na opanowanie chorób zakaźnych, dietę, malejące zanieczyszczenie środowiska. Więc ogólnie rzecz biorąc XX wiek to jest to nieprawdopodobny przyrost średniej długości życia.
Natomiast w niektórych krajach to już się zatrzymuje, a nawet cofa. No więc jeżeli szukamy tego zatrzymywania się efektu Flynna, to być może to jest dokładnie to samo, co sprawia, że dzisiaj ludzie, powiedzmy sobie, dzisiejsi dwudziestolatkowie nie są już wcale statystycznie zdrowsi od dzisiejszych czterdziestolatków. No jak zwykle wyszło na to, że ja jestem w najlepszym pokoleniu. Jakiś straszliwy zbieg okoliczności, że mówię do was ze szczytu rozwoju gatunku Homo sapiens. Współczuję starszym i młodszym od siebie, cóż mogę powiedzieć, ale dane nie kłamią. Urodziłem się w najlepszym możliwym czasie.
Są też tłumaczenia bardziej kontrowersyjne, zupełnie tak jak było w przypadku globalnych różnic w wynikach testów IQ pomiędzy osobami o różnym pochodzeniu etnicznym. Można też to próbować wytłumaczyć w ten sam sposób. Mamy populację ludzi, którzy uzyskują statystycznie niższe wyniki w testach typu testy Wechslera. No i ci ludzie, głównie z krajów globalnego Południa, przyjeżdżają do krajów europejskich i zaczynają, że tak powiem, powiem jak genetyk, zaczynają mieszać swoje geny z naszymi genami. No więc znowu, bez względu na to, jak by to wiązać, pojawia się pytanie: jeżeli jest jakikolwiek komponent genetyczny tego niższego wyniku testu inteligencji, no to w tym momencie, po 10, 20, 30 latach mieszania się tych genów, powinien dać się zauważyć efekt imigracyjny tłumaczący w pewnym stopniu zatrzymanie się efektu Flynna.
Tutaj główna kontrowersja polega na tej kwestii genetycznej. Ona jest stosunkowo najsłabiej potwierdzona. Kiedy szuka się wyjaśnień tych globalnych różnic w wynikach testów IQ, to najsłabiej jest udokumentowany efekt genetyczny. Jak już wspominałem, zdecydowanie wyjaśnieniem numer jeden są efekty środowiskowe, efekty zdrowotne, ekologiczne, poziomy ołowiu w wodzie pitnej, powietrzu, niedożywienie, choroby zakaźne itd. A to jest coś, czego nie przekazujemy w genach. Więc chociaż tego typu tłumaczenia były i są czasami jeszcze czasami wysuwane, efekt liczbowy zwykle jest gdzieś w okolicach zera.
Jeszcze ciekawsze wyjaśnienie to jest tak zwane dysgenic fertility, czyli zjawiska dysgeniczne, można by powiedzieć. Mamy eugenikę. Eugenika to jest, powiedzmy sobie, zjawiska eugeniczne, myślenie eugeniczne. To jest wszystko związane z takim ogólniejszym problemem doskonalenia składu genetycznego populacji, czyli idea jest troszeczkę taka, że spróbujmy stworzyć jak najlepszą mieszaninę genetyczną. Jak się można domyślić, to jest kontrowersyjna rzecz, to jest wręcz rzecz uważana wprost za coś, o czym powinniśmy zapomnieć i się nad tym nie zastanawiać
A więc dysgenika to jest taki, nie wiem czym to mogę nazwać, to nie jest ani nauka tak naprawdę, to jest tak naprawdę słowo opisujące wszelkiego typu rozważania na temat pogarszającej się kondycji genetycznej populacji. Tutaj przede wszystkim pojawia się takie pytanie, czy aby osoby, które mają niższą inteligencję, niższe zdolności poznawcze, jednocześnie nie mają więcej dzieci. Co też nie brzmi to dobrze, ale naukowcy nie są od tego, żeby to, co mówią, brzmiało dobrze, tylko żeby badać wszystkie hipotezy.
I co ciekawe, w Islandii wykonano takie badanie, Kong i inni: „Selection against variants in the genome associated with educational attainment” (2016). Potem mamy badanie ze Stanów Zjednoczonych: Beauchamp, „Genetic evidence for natural selection in humans in the contemporary United States” (2017). To są artykuły, gdzie wydaje się, że nieznacznie to potwierdzono. Tylko że tutaj problem polega na tym, że ten genetyczny komponent inteligencji wcale nie jest ewidentny. Inteligencja, jeżeli jest zakodowana w genach, to jest to rozproszone w setkach, tysiącach wariantów genetycznych i to się bardzo ciężko bada. Nawet rzeczy, które są rozproszone w 10, 15 genach, czyli takie cechy poligeniczne, które nie mają jednego ewidentnego miejsca w genomie, który koduje pewną cechę, tego typu rzeczy dużo trudniej się bada, dlatego że te geny się rozpraszają dużo szerzej i dużo bardziej subtelnie w populacji. Ciężej się to mierzy, jest dużo czynników zaciemniających, dlatego że każdy gen odpowiada za wiele cech. W tych cechach poligenicznych to jest bardzo typowe.
Więc tutaj najsłabszą częścią tej argumentacji nie jest samo mierzenie płodności ludzi ze względu na ich cechy genetyczne, tylko raczej wykazanie, że to są dokładnie te osoby, które również genetycznie wynikałoby z tego, będą miały niższe wyniki w testach IQ. W tym badaniu islandzkim został stwierdzony wynik rzędu 0,3 punkta spadku na dekadę. Czyli jeszcze raz, co w tym badaniu stwierdzono? Że gdybyśmy chcieli policzyć, gdybyśmy zamrozili populację islandzką, powiedzmy sobie, i dali się ludziom rozmnażać tak, jak się normalnie rozmnażają, to ze względu na fakt, że osoby, które statystycznie mają genetycznie niższą inteligencję, będą miały nieco więcej dzieci. Spadek globalnego IQ powinien wynosić około 0,3 punkta na dekadę, co jest zasadniczo w okolicach zera. To jest gdzieś na granicy istotności statystycznej. No i konsensus badaczy jest taki, że raczej nie jest to dobrze potwierdzony efekt. Tam są te wady czysto teoretyczne, czyli związki pomiędzy genami i IQ, i później te liczby po prostu się nie zgadzają. No więc jakby to nie to.
Jak na razie tematem numer jeden tak naprawdę, wyjaśnieniem numer jeden w nauce są efekty środowiskowe. Zdecydowanie dwie proste rzeczy, które ewidentnie mają miejsce, to jest dieta wysoko przetworzona i mniej ćwiczeń, czyli stajemy się mniej zdrowi i przez to też IQ będzie niższe.
Natomiast na poziomie mediów zdecydowanie mamy wyjaśnienie, które króluje, to się nazywa brain rot, gniją nam mózgi, głupiejemy od urządzeń elektronicznych, smartfonów, internetu, mediów społecznościowych, jak zwał tak zwał. I to jest, żeby była jasność, na chwilę obecną tak naprawdę hipoteza medialna, a nie naukowa. To jest, można powiedzieć wprost, zrzędzenie dziadkersów: a za naszych czasów to było świetnie, a dzisiaj młodzi to głupieją. I to jest ubierane oczywiście w piórka rozmaitych takich poważniej brzmiących hipotez, natomiast jeżeli chodzi o samo potwierdzenie tego naukowo, to jest słabo, słabo, słabiutko, w zasadzie go nie ma.
Jak brzmi ta hipoteza? Hipoteza brzmi w ten sposób, że ze względu na to, że dzisiaj spędzamy tak wiele czasu przy urządzeniach elektronicznych, gorzej rozwijają nam się mózgi. Kilka przykładowych, konkretniejszych nieco rzeczy. Na przykład mamy do czynienia średnio z krótszymi tekstami, czyli nie ma czytania książek, tylko mamy do czynienia z tekstami długości kilku akapitów albo kilku słów nawet, co stawia naszemu umysłowi mniejsze wymagania dla pamięci i dla naszej koncentracji.
Inna rzecz, mamy to Google zawsze przy sobie, więc nie musimy już pamiętać rzeczy, nie musimy mieć wiedzy, tylko jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że jeżeli będziemy czegoś potrzebować, to sobie to wyguglujemy, co z kolei obniża nasz trening umysłowy.
Później mamy te wszystkie efekty bardziej emocjonalne. Ciężko jest to powiązać tak naprawdę z wynikami badań czysto kognitywnych. Natomiast idea jest troszeczkę taka, że przyzwyczajamy swój umysł do takich błyskawicznych, małych, jak to się ładnie mówi, szotów dopaminy i to sprawia, że nasze umysły funkcjonują inaczej. Jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że treści mają nam raczej dostarczać pobudzenia emocjonalnego niż intelektualnego.
Teraz przy okazji AI się mówi, że będzie jeszcze gorzej niż z efektem Google, czyli będzie taki efekt ChataGPT, czyli nie tylko samo pamiętanie rzeczy, ale samo rozumowanie i myślenie zostanie zlecone aplikacji. W takich najgorszych scenariuszach to ludzie widzą, że za 10 lat już nikt nie będzie myślał, tylko wszyscy będziemy umieli jedynie formułować nasze problemy i nasze pytania i apka nam to wszystko wygeneruje.
Mamy oczywiście tutaj technoentuzjastów i transhumanistów, którzy to już widzą w takiej formie niemalże wszczepu, czyli że mamy coś, co jest scalone z naszym życiem codziennym, gadamy sobie z tym, czy też myślimy sobie, i to nam odpowiada i już kompletnie w ogóle sami nie myślimy, tylko towarzyszy nam urządzenie elektroniczne, które jest naszą inteligencją.
Co dałoby się o tym powiedzieć tak syntetycznie? Przede wszystkim to, że nie zgadzają się te daty, ja bym powiedział. To jest to, co mnie najbardziej zniechęca do tej hipotezy, dlatego że ten odwrót, to zatrzymanie się i spadek zostały stwierdzone już wcześniej, czyli to się nie zgadza po prostu z czasem. Jeżeli już tu mamy od lat 90., no to w latach 90. nie było jeszcze czegoś takiego, że chodzimy ze smartfonami i do nich gadamy i scrollujemy, tymczasem to zatrzymanie się już wystąpiło wtedy. A jeżeli mówimy o samym zatrzymywaniu się efektu Flynna, to zauważmy, że w tych badaniach duńskich już od lat 80. ten efekt zaczął się zatrzymywać.
Czyli mówimy tutaj o czymś, co się dzieje tak naprawdę w skali dziesięcioleci. Od lat 80. mamy powoli wypłaszczanie się, powiedzmy sobie, zatrzymanie się i cofanie się w 2000, 2010, 2020, a więc bardzo ciężko by było potwierdzić to, jeżeli przyczyną tego miałoby być aktualny stan mediów społecznościowych i smartfonów, i guglowaniai chatGPT-owania, to coś tutaj się troszeczkę nie zgadza z tym datowaniem. Pomijając już sam fakt, że po prostu nie zostało to nigdzie dobrze udokumentowane w jakimkolwiek porządnym, dużym badaniu, co już samo w sobie mówi, że mamy raczej do czynienia na razie z hipotezą medialną, a nie z jakimś badaniem.
Gdybyśmy to mieli wszystko podsumować, dużo tu jest wątków. Tworząc ten podkast, stwierdziłem, że nie będę na siłę, na koniec próbował generować jakichś mądrych podsumowań. Zastanawia mnie efekt tego taki dalszy, czyli aż kusi, żeby to powiązać z tym tematem technoprzyszłości naszej, dlatego że są liczne możliwe przyszłości, czyli jest silno technologiczna przyszłość, słabo technologiczna przyszłość, silniejsze nasze scalenie się z tym wszystkim, słabsze nasze scalenie się, triumf AI. Wiecie, można by oczywiście mnóstwo hipotetycznych przyszłości wygenerować. W jednej z nich to, co aktualnie nazywamy brain rot, czyli naszym ogłupianiem się w kontakcie z urządzeniami mobilnymi, można by to spokojnie odwrócić. Są przecież transhumaniści, którzy twierdzą, że już za 10 lat wszyscy będziemy mieli nie 100 IQ, tylko 500, biorąc pod uwagę dzisiejszą skalę. Scalimy się na tyle dobrze z komputerową superinteligencją, że wszyscy będziemy istotami półboskimi.
Nie widzę żadnego powodu, żeby teraz w te spekulacje wchodzić. Może będzie okazja troszeczkę sobie na ten temat pofilozofować następnym razem. Na razie takie błyskawiczne, czysto merytoryczne podsumowanie: tak wygląda na to, że na chwilę obecną najbardziej wiarygodna jest hipoteza środowiskowa, czyli po prostu w ciągu XX wieku stawaliśmy się coraz zdrowsi, coraz lepiej się odżywialiśmy, mieliśmy coraz czystsze środowisko i ludzie robili się coraz wyżsi, coraz silniejsi, coraz zdrowsi i coraz inteligentniejsi.
Natomiast od około 20-30 lat osiągnęliśmy już czyt możliwości rozwijania naszego gatunku w ten sposób, przynajmniej w niektórych krajach świata. W innych ten proces cały czas trwa. Można sobie jednak wyobrazić taki scenariusz, w którym wycyckamy ten proces maksymalnie do końca. Nie będziemy już się stawali zdrowsi, wyżsi, inteligentniejsi, dłużej żyjący, a pogarszające się nasze nawyki doprowadzą do tego, że zacznie to nawet powoli spadać, i wydaje się, że już się to obecnie dzieje.
Nie widzę w tych danych nic dramatycznego. Jeżeli moje dzieci, które urodziły się już w XXI wieku, jeżeli one czysto statystycznie wpadną w tę kohortę, która będzie już na tendencji spadkowej, myślę, że jakoś to przeżyję. To jest odpowiednik tak naprawdę lat 70.-80. w Polsce. Jeżeli się przyjrzeć tym wszystkim wykresom, nie wydaje się na razie, że jesteśmy w sferze totalnego, totalnego ogłupienia.
Jeżeli zaś chodzi o tę hipotezę, że to media społecznościowe i urządzenia elektroniczne nas ogłupiają, ja bym jeszcze troszeczkę poczekał. Dużo było tego typu paniki. Była podobna panika z każdą większą przemianą mediów na świecie. Była podobna panika dotycząca gazet, dotycząca radia, dotycząca telewizji, dotycząca gier komputerowych. Aktualnie jest taka sama panika dotycząca urządzeń elektronicznych. Pożyjemy, zobaczymy. Ja niezmiennie i wbrew wszystkiemu wierzę w potęgę umysłu ludzkiego i gatunku ludzkiego. Taki po prostu jestem.
Dzięki, że byliście ze mną. Zachęcam was do słuchania podkastów Tygodnika Powszechnego. Wspierajcie nas na Patronite. Dzielcie się ze swoimi bliskimi, że oto tego typu podkasty są do posłuchania. Kłaniam wam się nisko i do usłyszenia.
Słuchaj naszych podcastów:
- Podkast Tygodnika Powszechnego — YouTube | Spotify | Apple Podcasts
- Strona świata — Jagielski Story — Spotify | Apple Podcasts
- Szkoła uczuć — Spotify | Apple Podcasts | RSS
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
















