Czułość

Gdy już było rano, stanął Jezus na brzegu... i zawołał do nich: "Dzieci, czy macie coś do zjedzenia?. Odpowiedzieli Mu: "Nie.J 20, 4n.
Czyta się kilka minut

Mieli za sobą zmęczenie całej nocy, a przy sobie puste sieci. Cóż więcej mogli Mu wtedy powiedzieć? Że zła passa trwa od wyjścia z Wieczernika? Że im przykro z powodu drzemki w Ogrójcu? Że wstydzą się ucieczki w godzinie pojmania i czują głęboki dyskomfort? Że zupełnie nie potrafią zrozumieć zachowania Judasza?

Wszystkie słowa byłyby zbędne i płaskie. Jezus rozumiał to doskonale i nie oczekiwał niepotrzebnych wyjaśnień. Rozumiał także, jak mogli jego uczniowie czuć się w tamtej sytuacji; dlatego z zaskakującą czułością nazwał ich dziećmi.

Rozpalone ognisko, pieczona ryba i łamany chleb dopełniły reszty, przyczyniając się do radykalnej zmiany ich nastroju. Klimat domowego ciepła narastał w pejzażu zdominowanym wcześniej przez zmęczenie i poczucie bezradności. To Chrystus potrafi wprowadzać czułość i piękno w nasze przeżywanie gorzkich rozczarowań. Tam, gdzie my skłonni jesteśmy dramatyzować z powodu braku oczekiwanych efektów, On mówi do nas z czułością: "Dziecko, nie przesadzaj, zaufaj, spróbuj raz jeszcze".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 23/2007