Czerwona łapa. Felieton Stanisława Mancewicza

Czyta się kilka minut
FOT. GRAŻYNA MAKARA /
FOT. GRAŻYNA MAKARA /

Ktoś – patrząc na tytuł – mógłby pomyśleć, że oto chcemy dziś, posługując się stosowną terminologią, poruszyć jakieś sprawy lustracyjne bądź napisać kilka zdań o czasach historycznych. Nie mamy takich planów, choć oczywiście tak byłoby najprościej.

Polska jest krajem-rajem, w którym pisanie o historii sprawia problemy garstce ludzi. Reszta traktuje ją jak rozrywkę, a może dziedzinę sportu. No więc w żadnym sensie nie mamy zamiaru zajmować się dziś historią, ale narzucający się kontekst językowo-historyczny sformułowania „czerwona łapa” jest na tyle oczywisty, że musieliśmy to na początku wyjaśnić.

Czymże jest zatem nasza „czerwona łapa”, jeśli nie symbolem przeszłości, złego pochodzenia i ucisku? Oto – mówiąc wprost – „czerwona łapa” jest dziś znakiem zmian klimatycznych, a ściślej rzecz ujmując: upału. Ktoś teraz zada, skądinąd słuszne pytanie, o co tyle hałasu, po co te wywody, dlaczego „czerwona łapa” miałaby być jakimś tematem na felieton w piśmie katolicko-społeczno-kulturalnym. Czy chodzi o oryginalny wypełniacz pustki wynikłej z bezsensownego przerwania przez Gospodarza tournée po kraju, czy o jałowe bytowanie pomiędzy przemówieniami Mateusza Morawieckiego na temat polityki, społeczeństwa, energii, pieniędzy, seniorów, juniorów, kogokolwiek i czegokolwiek, co zawsze jest śmieszne, nawet gdy jest nieśmieszne?

Otóż „czerwona łapa” rzuciła nam się w oczy dawno jako bodziec stosowany przez osoby teoretycznie piśmienne. Zdanie: „Czerwona łapa zaciska się nad Polską”, dotyczące wysokich temperatur w nadchodzących dniach, musi być – takie mamy wrażenie – nagradzane w wewnątrzredakcyjnych konkursach i rankingach na „najzdolniejszego reportera naszej gazety”, a więc musi być takoż opłacalne. Oczywiście „czerwonej łapy” nie można używać codziennie ani w co drugim zdaniu, o czym wie każdy, nawet początkujący pracownik mediów. Zbyt częste używanie „czerwonej łapy” – bo jest przecież bezustannie gorąco – może przynieść piszącemu kłopoty: wezwanie do sekretarza redakcji na osobistą rozmowę, obniżkę stawki za słowo albo krytykę w mediach społecznościowych. Trzeba zatem pomyśleć i uruchomić wyobraźnię, jak wybrnąć z powtarzalności.

Komu nie starcza fantazji ani refleksu, kto mimo ociężałości umysłowej chce być uznanym dziennikarzem trzymającym rękę na pulsie, powinien, tak jak my, prowadzić „Notes komentatora, felietonisty i reportera”. Gdy tylko robi się zbyt ciepło, wymyślamy (rzadko) bądź spisujemy cudze pomysły (często). Oto próbka z zaledwie kilku tygodni: „Czerwona kopuła zamyka się nad Europą”, „Czerwony alarm od Atlantyku po Ural”, „Australia się smaży”. Popatrzmy teraz, że jeśli idzie o kraje i kontynenty – inwencja nie powala rozmachem. Prócz zamykającej się „czerwonej kopuły” nic nas w zasadzie nie kręci. Gdy jednak upały spadają na nasz kraj, żarty się kończą. „Nadciąga apokalipsa” jest, zważmy, tytułem niby banalnym, ale jednak ludziom biorącym serio klasykę literatury religijnej i kinomanom dostarcza emocji z górnej półki.

Przeglądając notesy z ostatnich lat, zauważamy w polskich mediach dużą skłonność do symboliki pochodzenia właśnie religijnego przy opisywaniu anomalii meteorologicznych. Lubimy stosunkowo częsty motyw piekła: „Lucyfer znów atakuje”, „Szpony szatana znów maźną Polskę”. W tym tytule – popatrzmy – jest i nastrój, i siła. Każdy przyzna, że od samego czytania pojawiają się człowiekowi na piersiach nie tyle sine ryby, ile szatańskie bordowe pręgi, a emocje sięgają szczytu. „Rozżarzone kleszcze zaciskają się nad Polską” czy „Czerwona Kula Ognia nad Mazowszem” (koniecznie dużymi literami) to też frazy spisane przez człowieka z silną motywacją intelektualną i finansową. Ktoś nas teraz szturchnie i poprosi, byśmy jednak kończyli: że są ważniejsze sprawy, że wychodzimy z Unii Europejskiej albo że zaraz zrobi się zimno. Owszem, to prawda, ale właśnie dlatego postanowiliśmy napisać coś luźniejszego, póki się da i póki Prezes nie wróci na polskie drogi. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 34/2022