Czekając na odpowiedź

Zaglądam do programu satyrycznego w wieczornej TV coraz częściej tylko ze względu na telefony od widzów, bo nieraz wydają mi się ciekawsze i ważniejsze niż pogwarki gospodarza programu z kolejnym gościem.
Czyta się kilka minut

I dziwię się, że te głosy - z Polski, jak by nie było, a nie z wyreżyserowanej przestrzeni - przyjmowane są z jedną tylko troską: żeby nie trwały za długo. Widz może komunikować coś naprawdę godnego uwagi, a i tak usłyszy w pewnej chwili "kończymy, kończymy", "już dziękujemy, czas minął". Po czym w studio wraca się do własnego przekomarzania.

A to, co powie odbiorca gdzieś tam z terenu, porusza czasem o wiele mocniej. Jak wczoraj stara kobieta pytająca z niepokojem, do czego dojdziemy w tym naszym skłóceniu, coraz głębszym, coraz dotkliwszym. I dlaczego dziennikarze jeszcze je pogłębiają na tyle sposobów?

Sama chciałabym znać odpowiedź. Bo coraz bardziej mi się wydaje, że głęboka wiara w posiadanie monopolu na prawdę zyskuje w medialnej przestrzeni status ideologii, która zawsze jako cel uświęca środki. A w dziennikarstwie, przy wirtuozerii w operowaniu środkami, nadużycia same wchodzą pod rękę.

Chciałam podać kilka przykładów bardzo drastycznych. Takich, które moim zdaniem zasługiwałyby na ocenę dyskwalifikującą. Ale to jeszcze nie teraz. Teraz wymienię tylko kilka aktualiów mogących być przeciwwagą i może lekarstwem dla naszego skłócenia, ale które w mediach znalazły się na marginesie zainteresowania, ledwo zamarkowane, "odfajkowane", jak mówimy. To była konferencja Lecha Wałęsy w trzydziestolecie Solidarności, a na niej choćby tylko jego głos upominający się o wolność dla Kuby, którą w dzisiejszej sytuacji nazwał wstydem wolnego świata. To wstrząsająca od dziesiątków lat sytuacja społeczeństwa pod reżimem Korei Północnej, notowana dziś tylko pod kątem ewentualnego następcy dyktatora, a nie losu ludzi. To spokojnie i bez żadnego "piaru" realizowana misja papieska Benedykta XVI. To wreszcie - świadomie na końcu, jako szczególnie mi bliska - szykująca się na półrocze katastrofy smoleńskiej pielgrzymka osieroconych rodzin, pielgrzymka, o której zupełnie głucho (choć może rodziny tak właśnie wolą?), która zaś powinna być od naszej polsko-polskiej wojny ochroniona, a pewno nie będzie...

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2010