Czego uczy nas afera ministra Romanowskiego

Polskie sądy i prokuratury od lat kochają wsadzać podejrzanych za kratki. Obecna koalicja rządząca miała wprowadzić w tej kwestii nowe standardy respektujące prawa obywatelskie, ale idzie to opornie.
Czyta się kilka minut
Przed posiedzeniem aresztowym posła Suwerennej Polski Marcina Romanowskiego. Warszawa, 16 lipca 2024 r. // Fot. Adam Burakowski / East News
Przed posiedzeniem aresztowym posła Suwerennej Polski Marcina Romanowskiego. Warszawa, 16 lipca 2024 r. // Fot. Adam Burakowski / East News

Prokuratura Krajowa skompromitowała się przed sądem, wnioskując o areszt dla byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego. Nie chodzi o sprawy merytoryczne; co do wagi zarzutów kierowanych w stronę polityka Suwerennej Polski nie ma wielkich wątpliwości po ujawnieniu nagrań potwierdzających jego udział w największej aferze epoki PiS. Polegała ona na wysysaniu budżetu państwa dla celów partyjnych poprzez Fundusz Sprawiedliwości, mający w założeniu służyć ofiarom przestępstw. Kompromitacja prokuratury wiąże się ze szkolnym błędem, czyli upartym twierdzeniem, że Romanowskiego nie obejmuje immunitet, choć jest on polskim delegatem do Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W sprawie interweniował już przewodniczący ZPRE, pisząc list do marszałka Sejmu Szymona Hołowni, a międzynarodowy skandal zażegnała decyzja sędziego (i nie był to wcale neosędzia), który odrzucił wniosek o areszt.

Dla ludzi nieznających szczegółów afery będzie to przesłanka, że być może cała sprawa jest „dęta”. Nie o Fundusz Sprawiedliwości chodzi jednak w tym artykule, lecz o łatwość, z jaką polscy śledczy ślą wnioski o areszty, oraz uległość, z jaką sądy na nie reagują. W tym kontekście, paradoksalnie, decyzja wymiaru sprawiedliwości na warszawskim Mokotowie poszła w poprzek praktyce, która w Polsce jest daleka od standardów europejskich.

Siedem lat bez wyroku

Pod koniec czerwca 2024 r. w polskich aresztach śledczych przebywało 8255 osób. Ponad 600 z nich spędziło tam więcej niż 2 lata. Jedną z nich jest Robert J., który już siedem lat czeka za kratami na prawomocny wyrok. Jest oskarżony o to, że ćwierć wieku temu zamordował Katarzynę J. Krakowską studentkę religioznawstwa wcześniej miał torturować, zaś jej zwłoki poćwiartować i zedrzeć skórę, by zrobić sobie z niej płaszcz. Pod koniec czerwca tego roku sąd apelacyjny planował wydać ostateczną decyzję, jednak zdecydował o powtórnym rozpatrzeniu sprawy. Przychylił się do argumentów obrońcy „Skóry” (taki pseudonim nadano oskarżonemu), któremu nie dano prawa do konfrontacji ze świadkami, którzy złożyli anonimowo zeznania obciążające człowieka skazanego w pierwszej instancji na dożywocie. Poważne wątpliwości są też w sprawie badań morfologicznych włosów znalezionych w jego mieszkaniu. Tego rodzaju analiza nie jest badaniem pozwalającym na 100-procentową pewność, czy włosy należały, czy też tylko mogły należeć do ofiary zbrodni.

Mimo tych wątpliwości sąd przedłużył Robertowi J. areszt do końca października, choć jego obrońcy wnioskowali, by brał udział w sprawie z wolnej stopy – wniosek poparła Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Jeśli oskarżony ostatecznie zostanie uniewinniony, Skarb Państwa będzie musiał mu zapewne wypłacić ogromne odszkodowanie.

Doprowadzenia do prokuratury Roberta J. oskarżonego o brutalne zamordowanie studentki. Kraków, 5 października 2017 r. // Fot. Anna Kaczmarz / Polska Press / East News

Kara orzekana awansem

Areszt w teorii służy temu, żeby podejrzany lub oskarżony nie mógł utrudniać śledztwa. Można go stosować, gdy grozi mu wysoka kara, jest bardzo prawdopodobne, że popełnił przestępstwo, istnieje groźba niszczenia dowodów lub wpływania na świadków albo ryzyko popełnienia przez podejrzanego kolejnego przestępstwa, czy też możliwość jego ucieczki za granicę. O areszt wnioskuje prokurator, zgodę wydaje sędzia.

Pozostawienie domniemanego sprawcy za kratami jest dopuszczalnym, a czasem wręcz koniecznym środkiem zabezpieczającym. Niestety, w Polsce mocno nadużywanym. Zasadniczo w areszcie powinno się przebywać maksymalnie rok do czasu postawienia aktu oskarżenia, a potem rok do zakończenia sprawy. W praktyce może to trwać znacznie dłużej. W ostatniej dekadzie średnia długość aresztu orzeczonego w postępowaniach przed sądami okręgowymi oscylowała w granicach 6-7,4 miesiąca, zaś przed rejonowymi 12,9-15,3 miesiąca.

Problem pokazuje lepiej inna statystyka. W 2015 r. pięć osób siedziało w areszcie w trakcie postępowania przygotowawczego dłużej niż dwa lata. W 2022 r. było to już 51 osób. Jest to efekt tego, że postępowania przygotowawcze ciągną się coraz dłużej. W 2015 r. trwających ponad dwa lata było 1346, w 2022 r. – aż 3182.

Z patologiami związanymi z aresztem tymczasowym borykamy się od lat. Już w 2009 r. Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w sprawie: Adam Kauczor przeciw Polsce, w którego uzasadnieniu stwierdził, że Polska ma strukturalny problem z nadmiernym stosowaniem aresztów. ETPC uznał za bulwersujące, iż niesłusznie oskarżony o zabójstwo Kauczor przesiedział w areszcie niemal osiem lat.

Z kolei w październiku 2023 r. Trybunał nakazał wypłacić byłej żonie twórcy Amber Gold, Katarzynie P., 6,5 tys. euro zadośćuczynienia za bezzasadnie długi areszt bez wyroku. Kobieta spędziła za kratkami ponad sześć lat. I choć okres ten wlicza się do kary, którą obecnie odsiaduje (12,5 roku) za stworzenie piramidy finansowej, to jednak zadośćuczynienie (w sumie niewielkie) trzeba będzie jej wypłacić za przewlekłość postępowania.

Areszt nie może być traktowany jako „przedkara”, jednak w Polsce często tak jest. Efekt? W latach 2015-2020 Polska wypłaciła osobom niesłusznie bądź zbyt długo aresztowanym prawie 80 mln zł.

Śledczy lubią pisać wnioski

Podejrzanemu można nałożyć dozór policyjny, nakazać wpłatę kaucji lub zakazać wyjazdu z kraju. Nasi prokuratorzy bardzo jednak polubili areszty. W nich dużo łatwiej jest kontrolować podejrzanych. Niestety, nie zawsze są one właściwie uzasadniane i nie zawsze trafiają do sędziów, którzy potrafią sprawnie ocenić, czy liczyć się powinien bardziej interes prokuratury, czy podejrzanego – w świetle prawa wciąż niewinnego. Często też sędzia dostaje wniosek o areszt na kilka godzin przed upływem ustawowych 48 godzin od zatrzymania. Czasem towarzyszy mu kilka tomów akt, z którymi nie ma kiedy się zapoznać. Sędziowie przyznają, że praktycznie o wiele łatwiej jest wydać zgodę: wystarczy skopiować uzasadnienie z pisma prokuratora, nad odmową trzeba się głowić wiele godzin dłużej. W efekcie w latach 2013-2021 aż 89-92 proc. wniosków rozpatrywanych było pozytywnie (w 2022 r. odsetek ten spadł jednak do 86 proc.).

Liczba osób przebywających w areszcie tymczasowym zależy więc w ostatecznym rozrachunku od liczby wniosków. Ta zaś rosła lawinowo za rządów Prawa i Sprawiedliwości oraz pełnienia przez Zbigniewa Ziobrę funkcji ministra sprawiedliwości.

W 2015 r. śledczy złożyli takich wniosków 13,7 tys., a w 2023 – już 22,9 tys. (dla porównania, w pierwszym półroczu obecnego roku podobnych próśb było 10,6 tys., co oznacza minimalną tendencję spadkową). W epoce PiS wzrosła także liczba wniosków o przedłużenie okresu tymczasowego aresztowania. Według dostępnych danych: z 6,5 tys. w 2015 r. do 14,2 tys. w 2019 r. (tu odsetek sądowych zgód wynosi nawet 95 proc.). Jednym z powodów tego progresu jest fakt, że za rządów PiS zmieniono prawo tak, by sędziom trudniej było odmówić aresztu. I tak Sejm wprowadził do Kodeksu karnego przepis mówiący, że jeśli czyn jest zagrożony karą co najmniej 8 lat więzienia, powstaje domniemanie możliwości mataczenia. Ponadto dał prokuratorowi możliwość zablokowania zamiany aresztu na poręczenie majątkowe i odmowy przyjęcia takiego poręczenia, jeśli środki na nie pochodziły z „niewłaściwego źródła” (nieważne jest, czy chodzi tu o kradzież czy legalną pożyczkę).

Potworna nuda

Warunki w areszcie nie różnią się zasadniczo od tych w więzieniu. Zgodnie z prawem aresztantowi przysługują w celi co najmniej trzy metry kwadratowe na głowę. W praktyce oznacza to, że przebywa on w niewielkim pomieszczeniu z kilkoma innymi aresztantami. W pokoiku znajdują się zazwyczaj łóżka piętrowe, jakiś stolik, krzesła. Obowiązuje bezwzględny internetowy detoks, łatwiej jest o zgodę na dostęp do telewizora, ale trzeba go sobie załatwić samemu. O pozwolenie na lekturę prasy trzeba prosić dyrektora. W aresztach są zarazem łatwiej dostępne biblioteki, w których można wypożyczyć książki. W ciągu dnia jest również czas na godzinną przechadzkę na spacerniaku.

Zasady przebywania w aresztach są czasem bardziej rygorystyczne niż w przypadku więźniów. Tragedią jest przede wszystkim ograniczony kontakt z bliskimi. Przykładowo oskarżony o korupcję i przyjęcie 6 mln zł łapówki Sławomir Nowak (były minister w rządzie PO-PSL), przez siedem miesięcy pobytu w areszcie nie mógł kontaktować się z rodziną. To jest zresztą zwyczajowa forma nacisku na niektórych podejrzanych. Chodzi o to, by ich w ten sposób złamać i skłonić do współpracy ze śledczymi.

Najczęściej jednak prokuratura zgadza się na widzenia. Jak wynika z raportu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka „O standardzie, który się nie przyjął (w Polsce). Praktyka stosowania tymczasowego aresztowania w świetle przepisów Europejskiej Konwencji Praw Człowieka” z 2023 r. – odsetek odmów oscyluje w granicach 5-8 proc. Gorzej jest ze zgodami na rozmowy telefoniczne z bliskimi: tu odsetek odmów wynosi ok. 50 proc.

HFPC opisuje w swym raporcie sytuację aresztowanego XK, który nie miał żadnego kontaktu z rodziną przez rok i dziewięć miesięcy; odmawiano mu widzeń ze względu na pandemię COVID-19, a jednocześnie zakazywano też rozmów telefonicznych. Z kolei aresztantowi XS odmówiono rozmów z konkubiną i córką, mieszkającymi w Norwegii. Prokuratura uniemożliwiła mu także wysłanie do nich listu w języku norweskim, ponieważ nie potrafiła go przetłumaczyć i ocenzurować. Korespondencję miał prowadzić w języku polskim, choć nasze prawo nie zna takiego obowiązku.

W polskich aresztach wykluczone są również widzenia bez dozoru. To odróżnia areszty od więzień, w których, jeśli skazani sprawują się przykładnie, mogą liczyć nawet na intymne spotkania z małżonkami czy partnerami/partnerkami.

– W areszcie jest przede wszystkim potwornie nudno. Osadzony siedzi tam w czterech ścianach ze swoją sprawą, nie mając na nic wpływu. To ma bardzo deprymujący wpływ na jego samopoczucie – mówi „Tygodnikowi” dr Piotr Kładoczny, wiceprezes zarządu Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. Jest to tym bardziej dramatyczne, gdy areszt jest przedłużany. 

Czas na zmiany

– Mamy bardzo restrykcyjne społeczeństwo, ono nie lubi czekać na wyrok. Gdy pojawia się podejrzenie, natychmiast podnoszą się głosy, że danego człowieka należy posadzić w areszcie – mówi „Tygodnikowi” sędzia Sądu Najwyższego i przewodniczący Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Karnego, prof. Włodzimierz Wróbel. Zauważa on, że prokuratorzy są w Polsce przeciążeni pracą, bo oprócz dużych spraw muszą prowadzić także wiele mniejszych. – Wiele z nich mogłoby zostać rozwiązanych przez tryb konsensualny, zanim dojdą do sądu. To takie kwestie jak drobne kradzieże, niepłacenie alimentów czy oszustwa. To są sytuacje, w których możliwa byłaby ugoda pomiędzy przestępcą a ofiarą. Dzięki temu prokuratorzy mogliby szybciej pracować nad sprawami, które wymagają aresztów – dodaje prof. Wróbel.

Rządząca obecnie większość obiecywała w kampanii, że postawi tamę patologiom. Nowy minister sprawiedliwości Adam Bodnar, jeszcze jako Rzecznik Praw Obywatelskich, często przecież interweniował w tego typu przypadkach. – Kilka tygodni temu Komisja Kodyfikacyjna Prawa Karnego przekazała do ministerstwa projekt tzw. ustawy naprawczej, która usuwa najbardziej rażące zmiany wprowadzone w ostatnich latach. Chodzi o przepisy, które nakazywałyby stosowanie bardziej precyzyjnych kryteriów przedłużeń aresztu tymczasowego – mówi „Tygodnikowi” prof. Wróbel. – Jednak są to, póki co, tylko plasterki racjonalizujące istniejące rozwiązania. Do końca roku przedstawimy projekt pełnej reformy środków zapobiegawczych – dodaje.

Co się w niej znajdzie? – Ważne są dwie kwestie: jak skrócić czas przebywania w areszcie i jak, w uzasadnionych przypadkach, stosować inne środki zapobiegawcze. Myślimy nad wprowadzeniem nowego środka, który byłby czymś pomiędzy poręczeniem majątkowym a tymczasowym aresztowaniem. Nie jest wykluczone, że będzie to dozór elektroniczny, w praktyce areszt domowy – mówi przewodniczący KKPK. Nowa ustawa może także zmuszać prokuratorów do bardziej wydajnej pracy. – Decyzja o tym, czy można przedłużyć areszt, powinna zależeć od oceny stopnia realizacji czynności procesowych przez śledczego. Prokurator będzie musiał we wniosku opisać, co chce w czasie kolejnego przedłużenia aresztu zrobić. I jeśli swych zobowiązań bez wystarczającego powodu nie wypełni, będzie to dla sędziego sygnał, że okres, w którym podejrzany siedział w celi, został przez prokuratora zmarnowany – dodaje prof. Wróbel.

W Ministerstwie Sprawiedliwości dowiedzieliśmy się z kolei, że pracuje ono nad zawężeniem przesłanek do stosowania aresztu. Chce skończyć z automatyzmem zamykania osób oskarżonych o czyn, za który grozi wysoka kara, poprzez podniesienie granicy jej wysokości z 8 do 10 lat. Przesłanką do aresztu przestanie też być brak stałego miejsca pobytu w Polsce, jeśli podejrzany mieszka w innym kraju UE. Ponadto resort chce również ułatwić aresztantom możliwość prowadzenia rozmów telefonicznych z bliskimi, wprowadzić obowiązkową obecność adwokata przy przesłuchaniu niepełnoletniego aresztowanego oraz przyjąć, że „podstawę orzeczenia o zastosowaniu lub przedłużeniu tymczasowego aresztowania mogą stanowić ustalenia poczynione na podstawie dowodów jawnych dla oskarżonego i jego obrońcy”.

Bolesne rany

Jak już wyżej informowaliśmy, w ostatnich miesiącach prokuratorzy rzadziej wnioskują o areszty tymczasowe. – Z jednej strony to dobrze, ale z drugiej: jeśli śledczy rzadziej wnioskują o areszt, bo zmienił się minister, to wygląda na ręczne sterowanie prokuraturą. A to właśnie jest jedna z przyczyn, dla której mamy do czynienia z patologiami – mówi wiceprezes zarządu HFPC, dr Piotr Kładoczny. Problem mógłby zyskać szansę na systemowe rozwiązanie, gdyby rozdzielono funkcje prokuratora generalnego od ministra sprawiedliwości, połączone za rządów Zjednoczonej Prawicy. Główną zaś zasadą powinno być traktowanie aresztu tymczasowego jako środka raczej wyjątkowego niż powszechnego, z zastosowaniem rozwiązań najmniej bolesnych dla osadzonego, który – przypomnijmy – w świetle prawa do wydania ostatecznego wyroku pozostaje osobą niewinną. Inaczej czekają nas kolejne miliony wypłacane ludziom niesłusznie osadzonym, którym jednak nie da się zwrócić straconego czasu ani usunąć ran powstałych w psychice, poniesionych w starciu z pozbawionym empatii państwem.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 30/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Areszt nietymczasowy