Co o naszym świecie mówi klęska nowej „Królewny Śnieżki”

W kinach pojawiła się nowa wersja „Śnieżki”, chyba od początku skazana na klęskę.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu "Śnieżka", prod. Disney, 2025 r. // materiały prasowe
Kadr z filmu "Śnieżka", prod. Disney, 2025 r. // materiały prasowe

Nie jestem miłośniczką poszukiwania prostych i bezpośrednich analogii historycznych. Zdaję sobie sprawę, że nie da się ich uniknąć i że bywają przydatne (liczba możliwych scenariuszy zdarzeń jest zapewne skończona), ale natychmiastową podejrzliwość budzi we mnie ich łatwa uroda. To siła oddziaływania trafiająca zapewne w arcyludzką skłonność do dostrzegania, często na wyrost, wzorów właściwych dla tzw. magii sympatycznej, zgodnie z którą „podobne czyni podobne”. I zapewne trafia również do tych, którzy chcieliby wierzyć, że potrafią przewidywać przyszłość.

A zatem, zgodnie z takim wzorcem, skoro znów żyjemy w latach dwudziestych (jak to dobrze mieć prawdziwą nazwę na swoją dekadę), to analogie z dwudziestoleciem międzywojennym podpowiadają się same – światowa pandemia, przyspieszenie rozwoju technologii i automatyzacja, wielki powrót megalomanii i mocarstwowej retoryki w polityce. 

Nawet prastare choroby zakaźne, pasujące bardziej do czasów, gdy na dzieci mówiono „nieszczęsna dziatwa”, a w sklepach zalecano „żądać koniecznie”, postanowiły przypomnieć o sobie. Tylko jazzu brak. Oczywiście, to raczej zabawa analogiami, choć podejrzewam, że całkiem niemała grupa ludzi może traktować takie zbieżności jak proroctwo.

Sama w takich przypadkach wybieram sceptycyzm i wiem, że bywam nawet skłonna do przesady w przekonaniu, że „nic dwa razy się nie zdarza”, wolę odrzucić jakieś podobieństwo z zasady, niż dać się porwać pasji poszukiwania skrytych prawideł świata. Wszystkiemu, co uwodzicielskie, mówię „nie”. Wolę zachować ostrożność wobec ryzyka zapatrzenia się w niewłaściwą stronę, zmylenia tropów, stania się jak w porzekadle – generałem, który przygotowuje się do już zakończonej wojny. Ale zdarzają się mimo to ciekawe drobiazgi, które muszą, koniec końców, zainteresować tak zajadłą sceptyczkę jak ja.

Np. „Królewna Śnieżka”. Klasyczna ekranizacja tej baśni, pierwsza pełnometrażowa animacja Walta Disneya, była olbrzymim przedsięwzięciem, jednak wysiłek się opłacił: dzięki niemu otworzyła się nowa era w kinie, era wielkich produkcji rysunkowych. Filmowi towarzyszyła również cała maszyneria marketingowa, która nie ominęła ówczesnej Rzeczypospolitej. 

Powstał polski dubbing, Syrena-Electro wydała płytę ze ścieżką dźwiękową, a za ilustrowaną książeczkę w twardej oprawie odpowiadała Irena Tuwim, współpracownica „Gazetki Miki” wychodzącej na oficjalnej licencji Disneya. Film miał premierę w 1937 r., wkrótce wybuchła wojna, a fotograf Julien Bryan uchwycił dzieci czytające „Gazetkę Miki” w ruinach zbombardowanej Warszawy. „Królewnę Śnieżkę” miał uwielbiać pewien austriacki malarz; podobno w ramach odpoczynku od popełniania zbrodni lubił rysować krasnoludki.

Teraz w kinach pojawiła się nowa wersja „Śnieżki”, chyba od początku skazana na klęskę. Pierwsze jaskółki kazały podejrzewać, że może powstać produkcja na siłę unowocześniona kosztem jakości. Produkcja stawała się coraz bardziej mimowolnie polityczna, co dla tak dbającej o swój koncyliacyjny i grzeczny wizerunek firmy jak Disney musiało być co najmniej kłopotliwe. 

Na domiar złego, chcąc uniknąć potencjalnego urażenia jakiejkolwiek grupy, krasnoludki wygenerowano komputerowo, z efektem przykrym dla oczu i niebezpiecznie bliskim doliny niesamowitości. Ale może ta klątwa – gdy już myślimy o historycznych podobieństwach – to dla świata szczęśliwa wróżba, klęska „Śnieżki” przyniesie pokój, a filmu nie pokocha żaden dyktator (skoro i tak nie podoba się prawie nikomu)?

To pół żartem, pół serio. Bo też o „Królewnie Śnieżce” myślę zawsze w określonym kontekście. Reedycja książeczki Ireny Tuwim trafiła do mnie jako podarunek po śmierci bliskiej osoby. Wyglądała podobnie do oryginału, lecz nosiła datę 1948. Przedstawicielstwa firmy Disney w ówczesnej Polsce Ludowej już być nie mogło, istniał za to – jeszcze przez chwilę – prywatny obieg wydawniczy, dzięki czemu powstał ten de facto piracki reprint. 

Pewne bystre dziecko musiało się w nim dawno temu zaczytywać w naszej niedoszłej stolicy – Łodzi. A więc może i to wróżba, że za jakiś czas Polska może być inna i o kształcie jeszcze nam nieznanym, ale będziemy sobie w niej radzić.

Pod grzybami nasze budki // Olga Drenda

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 14/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Królewna Śnieżka i polskie wróżby