Takie rzeczy się zdarzają: na drzwiach bloku pojawia się ogłoszenie, że z powodu awarii przez najbliższe trzy dni nie będzie ciepłej wody. Ponieważ od czasu do czasu mimo wszystko warto umyć włosy, trzeba znaleźć jakieś wyjście, jeśli akurat nie mamy oczywiście natury morsa. Można skorzystać z okazji, by zażyć nieco sportu i udać się wczesnym rankiem na basen – tam prysznic jest w cenie. Można znaleźć najbliższą stację benzynową ze stosowną infrastrukturą. Wreszcie można też zapytać kogoś znajomego o możliwość skorzystania z jego łazienki.
A co przychodzi do głowy w pierwszej kolejności Tobie, miły Czytelniku, Czytelniczko? To może zacznę od siebie: ostatnia opcja nie jest dla mnie niemożliwa, bo goszczę i bywam goszczona, ale na pewno nie jest też odruchowa czy bezrefleksyjna, i z pewnością poprzedziłaby ją solidna dawka skrępowania i wymówek, bo jednak głupio zawracać komuś głowę, nawet gdy się wzajemnie lubimy. Może lepiej jednak iść na basen, a o perypetiach wodociągowych opowiedzieć znajomym przy kawie?
Czynnik zawracania głowy: kiedy pojawił się w powszechnej świadomości? W podmalowanych różem wspomnieniach ze „starych, dobrych czasów”, które czasami opowiadają ludzie, podobne przygody wydają się tak oczywiste i powszednie, że wyłaniający się zeń świat wręcz przypomina niewydany tom Jeżycjady. Ludzie radośnie zwalają się sobie wzajemnie na głowy, przygotowują do tego tony kanapek, a potem siedzą do rana „u Miśków” czy „u Staszków”, toczą nocne Polaków rozmowy, malują sobie ściany i pilnują dzieci.
Czas jakby się wydłużał i można go było radośnie trwonić, a do tego żyło się, by użyć stosownie przeszłego sformułowania, bez krępacji. To oczywiście obraz nostalgicznie zwodniczy, jak w niesławnej, wygenerowanej przez sztuczną inteligencję piosence „kiedyś ludzie mieli mniej, lecz żyli bliżej siebie”. Nie bez podstaw ludzie przywołują ją jedynie jako żart.
Dzisiaj „tak się nie robi”, czyli musiała nastąpić zmiana obyczajowa, bo to właśnie sprawia, że rzeczy przestają być oczywiste. Współczesny uczeń antropologa Edwarda T. Halla mógłby przypuszczać, że w kilka dekad doszło do zmiany społeczeństwa wysokiego kontekstu – takiego, w którym najważniejsze są niepisane zasady, nikt nie pyta wprost, a najmocniejsze umowy to te nieformalne – w społeczeństwo kontekstu niskiego, gdzie wypada stawiać kawę na ławę, jasno ustalać zasady na wstępie, wolno pytać, ale też odmawiać.
Nie znaczy to – na pewno przynajmniej niczego takiego nie sugeruję w niniejszym felietonie – że któraś z tych możliwości jest lepsza lub gorsza; wszystko ma swoje plusy dodatnie i ujemne, jak mawiał wieszcz, a ewentualne oceny każdy już musi sobie wydać sam.
Zmieniło się społeczeństwo, albo jedynie sceneria. Mądrości ludowe, niewymyślone przecież wczoraj, głosiły: „lepiej nosić niż się prosić” oraz „umiesz liczyć, licz na siebie”. Nie zawsze jednak okoliczności, zwłaszcza finansowe, pozwalały na życie zgodnie z pożądanym stanem samodzielności. Niebywałym nosem co do ducha czasów wykazał się niegdyś mój kolega, gdy ogłosił, że najważniejszym tekstem kultury współczesnej jest dla niego reklama banku (z roku 2013), w której babcia oferuje młodym rodzicom pożyczkę finansową w zamian za prawo nadania ich dziecku nobliwego imienia Zygfryd.
W katalogu polskich marzeń od dawna znajdował się także frazesowy „święty spokój” i gdy okazało się, że da się to marzenie zrealizować przy pomocy płacenia za dobra i usługi, to kto mógł, stawał w kolejce. Okazało się, że za możliwość niewchodzenia sobie nadmiernie w drogę, prywatność i możliwość ustanowienia nowych norm grzeczności ludzie są gotowi zapłacić wysokie sumy.
Czasami (i naprawdę nie jest to żadna złośliwa ironia) podejrzewam, że popularność książek o dawnej wsi jest możliwa jedynie w dzisiejszych realiach, bo pozwala dotknąć tamtego świata, i może nawet go poidealizować, z bezpiecznego dystansu – bo nie istnieje.
Na podobnej zasadzie, być może – to jedynie przypuszczenie – ludzie czasami idealizują świat, w którym domyślnie można było założyć, że skoro będę przejazdem w Krakowie, a tam mieszka mój znajomy Staszek, to oczywiste, że mogę się przekimać u niego bez pytania, czy w ogóle mu to odpowiada. Idealizują, bo chcieliby mieć w życiu kogoś, na kogo można zawsze liczyć, a zarazem prawdopodobieństwo, że sami znajdą się na miejscu Staszka, jest nieduże. Choć oczywiście warto zapewne pielęgnować wewnętrznego Staszka w sobie, na wszelki wypadek.

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.








